piątek, 6 lipca 2018

Odkrycie dnia: Vasser

Młody wiek wcale nie musi oznaczać amatorszczyzny, co pokazuje ten dwudziestolatek z Kent. Nearby to pieczołowicie zbudowany utwór, który bez problemu przechodzi z atmosferycznej piosenki zbudowanej na muśnięciach gitary w elektroniczny banger.

Premiery lipca

Years & Years Palo Santo (6 lipca)

Slowly Rolling Camera Juniper (6 lipca)

Daron Malakian and Scars on Broadway Dictator (20 lipca)

Meg Myers Take Me to the Disco (20 lipca)

Redemption Long Night's Journey Into Day (27 lipca)

Laboratorium Muzycznych Fuzji: The Sea Within - The Sea Within

Nieważne, czy The Sea Within będzie dla ciebie arcydziełem, czy ujmą dla muzyków zamieszanych w projekt, zespół jest progrockowym wydarzeniem rocku i nic tego nie zmieni. Po tym, jak Pain of Salvation nagrali mój ulubiony album roku 2017, miałem tylko jedno życzenie odnośnie debiutu The Sea Within – żeby Daniel odcisnął wystarczające piętno na tej płycie. Tak też się stało, bo śpiewa w większości utworów, a jeszcze w prezencie dostałem wokale Caseya McPhersona, którego Flying Colors swego czasu mocno mi zaimponowało. Wokaliści jednak sami płyty nie udźwigną, zwłaszcza tak długiej, więc oceńmy, jak to spotkanie na szczycie wypadło w ogólnym rozrachunku. Czytaj dalej

sobota, 26 maja 2018

Premiery czerwca

Leski Miłość. Strona B (1 czerwca)

Ghost Prequelle (1 czerwca)

Dave Matthews Band Come Tomorrow (8 czerwca)

Lily Allen No Shame (8 czerwca)

Yob Our Raw Heart (8 czerwca)

The Gazette NINTH (15 czerwca)

Orange Goblin The Wolf Bites Back (15 czerwca)

Chromeo Head Over Hills (15 czerwca)

Mike Shinoda Post Traumatic (15 czerwca)

Panic! At the Disco Pray for the Wicked (22 czerwca)

Mona Soldier On (22 czerwca)

Skeletonwitch Devouring Radiant Light (22 czerwca)

Khemmis Desolation (22 czerwca)

Marduk Viktoria (22 czerwca)

Nine Inch Nails Bad Witch (22 czerwca) 

Kasia Kowalska Aya (22 czerwca)

The Sea Within The Sea Within (22 czerwca)

Night Verses From the Gallery of Sleep (29 czerwca)

The Kooks Let's Go Sunshine (31 czerwca)

Najlepsza okładka... zdecydowanie Ghost. Możliwe, że to okładka roku, mroczna, pełna symboliki i wielowymiarowa.

Najgorsza okładka... Mike Shinoda. Jakiś bazgroł, który sprawia, że ja mam traumę.

czwartek, 17 maja 2018

„While It Lasts”, czyli odrobina autopromocji

Odkąd pamiętam, jestem nierozłącznie związany z muzyką i było tylko kwestią czasu, zanim znalazłem odwagę i narzędzie do tworzenie jej samemu. W zeszłym roku stworzyłem pierwszy zestaw utworów, ucząc się przy tym produkcji, co oczywiście słychać od pierwszej nuty. Tani mikrofon też odcisnął swoje piętno. Mocno zachęcony pierwszymi doświadczeniami zakupiłem nowy sprzęt i wziąłem się za naukę, dzięki czemu na początku tego roku wypuściłem na Soundcloud drugą EPkę, która wciąż pozostawia niedosyt, jeśli chodzi o walory produkcyjne, ale brzmi już znacznie lepiej i, mam nadzieję, pokazuje, czego można się ode mnie spodziewać w przyszłości. Pomyślałem więc, że użyję tej strony do drobnej autopromocji. Miłego słuchania (jeśli do takowego dojdzie)!

1. Youth in Asia  – Ten utwór to moja próba napisania rasowego bangera, ale z nieoczywistym przekazem, który może całkowicie odmienić postrzeganie tego utworu. Bardzo spodobał mi się ten dysonans i nie ukrywam, że ekscytuje mnie myśl, że ktoś może radośnie do tego kawałka podrygiwać i nagle zrozumieć, o czym on naprawdę jest, wpadając w konsternację.


2. Devil on the Dancefloor – Wychodzi na to, że na drugiej EPce w zupełnie naturalny sposób obskoczyłem parę różnych gatunków. Tutaj wynikło to z tego, że nie mogłem ugryźć melodii w wersach, więc musiałem znaleźć jakieś uniwersalne rozwiązanie, które nie zrujnuje tego utworu. Padło na rapowanie w zwrotkach. Wyszedł z tego ciekawy misz-masz rapu i nostalgicznego synthpopu. Da się też do tego zatańczyć. Odsyłam do tego widea. Tekst miał być czysto rozrywkowy, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę w nim drugie dno.


3. Honest – Ostatnia kompozycja, jaką zrobiłem. W ogóle jej nie planowałem, a do tego ciągle ją skracałem, nie mogąc się zdecydować na finał. Postawiłem w końcu na prostotę i wydaję mi się, że tak jest najlepiej. Liczba odsłuchów zdaje się to potwierdzać.


4. Cyber Hugs & Kisses of Dust – Pierwszy utwór, jaki powstał. Miał pokazać, jaką muzykę chciałbym robić najbardziej: klimatyczną, nieco depresyjną i dosadną, z bardziej złożonymi podkładami. Pierwszy raz od początku do końca wiedziałem, co chcę zrobić i jak to osiągnąć.


5. The Trap – To chyba najdziwniejszy moment na „While It Lasts”. Trąbki, połamane rytmy, nawiązania do późnego The Streets (przynajmniej takie miałem skojarzenia) w muzyce. Dla urozmaicenia zaprosiłem też do współpracy moją drugą połówkę, która dodała to piosenki jeszcze więcej kolorytu. Przyjemny eksperyment.


6. Lies for Breakfast – Kiedy kupowałem nowy sprzęt, kupiłem też klawisze AKAI, których zamierzam używać więcej w przyszłości. Na razie mój własny sampel pasował tylko tutaj, więc można powiedzieć, że końcowy utwór jest też otwarciem nowego rozdziału. Nie chciałem tym razem ograniczać się do dwóch takich samych zwrotek, więc podzieliłem ten utwór na dwie części: delikatniejszą, z moim motywem na klawiszach, i bezpośrednią, z intensywnym bitem. Refren przyozdobiony został smyczkami, co pozwala temu utworowi wymknąć się nieco schematom. Tekst opowiada o kobiecie, która jest w toksycznym związku, ale nie potrafi się z niego wydostać i wciąż walczy, by w nim przetrwać, a napisałem go tylko dlatego, że kolega powiedział: „Napisz coś ze zwrotem lies for breakfast”. Często to mi wystarczy, by wykreować historię.

środa, 9 maja 2018

Laboratorium Muzycznych Fuzji: SoundQ - Ambient Pressures

Moje pierwsze spotkanie z muzyką SoundQ miało miejsce w 2013 roku właśnie za sprawą współpracy z Laboratorium. Wtedy SoundQ było jeszcze pełnoprawnym zespołem. Dziś to sam Kubica. Debiut projektu po dziś dzień traktuję jak coś wyjątkowego, budzącego wielkie nadzieje na przyszłość. Od pierwszego usłyszenia czułem się zobligowany, by śledzić wszystkie dokonania Kuby, mimo że musiałem na zawsze pożegnać się z brzmieniem wykreowanym na „Barbarians”.  W tym miejscu mam też ciekawostkę – utworu Appetite („Xanadu”, 2015 – przyp.red.) słuchałem codziennie przez 2 lata, a to dlatego że miałem go ustawionego jako budzik… Czytaj dalej

wtorek, 1 maja 2018

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Plenty - It Could Be Home

Tim Bowness i ja coś się rozmijamy. Jakoś nigdy nie trafiła do mnie jego muzyka na tyle, żebym wyczekiwał nowych wydawnictw od niego. Zdarzyło mi się przesłuchać ostatni album No-Man, ale zrobiłem to ze względu na Stevena Wilsona. Debiutancka płyta zespołu Plenty, który to Bowness porzucił dla No-Man, brzmiała jednak intrygująco, zwłaszcza że od powstania grupy minęło ponad 30 lat. Poza tym Karisma Records od jakiegoś czasu karmi mnie świetnymi płytami, więc coś musiało być na rzeczy. Czytaj dalej

środa, 25 kwietnia 2018

Premiery maja

Nareszcie maj, a wraz z nim jedne z najciekawszych premier roku.

Ihsahn Amr (4 maja)

Thy Catafalque Geometria (4 maja)

Plan B Heaven Before All Hell Breaks Loose (4 maja)

Amorphis Queen of Time (18 maja)

The Slyde Awakening (18 maja)

Gazpacho Soyuz (18 maja)

Lunatic Soul Under the Fragmented Sky (25 maja)

CHVRCHES Love Is Dead (25 maja)

Arena Double Vision (25 maja)

Hoobastank Push Pull (25 maja)

Jonathan Davies Black Labirynth (25 maja)

Graveyard Peace (25 maja)


wtorek, 17 kwietnia 2018

Zachętka: Poem


Krótko i na temat: Nakhane, Poem, Ostura

Na Nakhane trafiłem zupełnie przypadkowo zaintrygowany recenzją, a potem całkowicie pochłonięty przez „Clairvoyant”, utwór który w w niesamowity sposób łączy taneczne bity i niepodrabialną wrażliwość. W 3 minuty trwania kawałka dzieje się zresztą znacznie więcej, ma on wiele zapamiętywalnych momentów, a mój ulubiony pojawia się tylko raz (Love does not make clairvoyant/ All I knew was how to be your servant), muzycznie też nie stoi w miejscu, bo w drugiej części pojawiają się świetnie dopasowane klawisze. Nie dajcie się jednak zmylić, nie jest to taneczny album. Dużo tu wyciszenia i bolesnej szczerości w tekstach i emocjach emanujących z tej muzyki. Nakhane ma głos, który idealnie balansuje pomiędzy różnymi barwami, idealną hybrydę barw Haydena Thorpe'a (Wild Beasts), George'a Lewisa Jr. (Twin Shadow) i Kwabsa. Taki „Interloper” byłby jednym z jaśniejszych punktów programu, gdyby pojawił się na płycie Wild Beast poprzez udany mariaż indie rocka i soulu. Polecam zanurzyć się w teksty i zrozumieć, co kryje się za emocjami w głosie Nakhane. You Will Not Die to płyta o wielu twarzach, bardzo trudna do zaszufladkowania gatunkowego, ale nigdy nie wymykająca się spod kontroli artysty.

Ocena: 4/5

Wokale są tak na tej płycie dobre, że czasem zapominam się wsłuchać w muzykę. Co wcale nie znaczy, że strona instrumentalna jest gorsza. O nie. Jest mocno, dosadnie i różnorodnie. Może nie ma dwuminutowych solówek na klawiszach, ale nikt tego od Poem nie oczekuje. Brón ich Panie Boże przed rozmydleniem swojego rewelacyjnego brzmienia. Poem nagrali chyba najlepszy album w karierze, który przywraca znaczenie słowa „metal” w progresywnym metalu. Giorgos Prokopiou to jeden z najmocniejszych głosów gatunku. Zamienia każdy refren w petardę, a delikatne momenty w emocjonalną lawinę. To wszystko dostajemy właśnie w utworze Four Cornered God. Równowaga pomiędzy delikatnymi i ciężkimi momentami w tej kompozycji jest wręcz perfekcyjna. Jest to też idealne podsumowanie tego krążka. Jeśli nie będziecie po tym utworze przekonani do wysłuchania „Unique”, to ja na pewno was nie przekonam.

Ocena: 4/5

Kolejna płyta z okolic progresywnego metalu, tym razem jednak z większymi skłonnościami do uchylania drzwi gotykowi i symfonicznemu metalowi. Choć największym zaskoczeniem „The Room” są dubstepowe wstawki w The Surge i Duality, które... wypadaja rewelacyjnie! To muszą być jakieś czary. Po raz kolejny będę też zachwalać wszechstronnych wokalistów (Youmna Jreissati i Michael Mills), ale też panią wokalistkę, która czasami przypomina mi Sharon Den Adel (Elia Monsef). O tym, co zdziałać może głos Millsa, znajdziecie filmiki na YouTube, czym może nie może pochwalić się Toumna, ale on też jest świetnym wokalistą. To powinno wam wystarczyć jako rekomendacja, ale dodam tylko, że na „The Room” słyszałem jedne z najlepszych partii wokalnych w życiu, bardzo często były to duety i tercety z Elią. Kompozycje są świetnie napisane z idealnie dawkowaną dramaturgią i zapadającymi na długo w pamięć melodiami. Jeśli jakakolwiek płyta zasługuję by być nazywana epicką, to na pewno ta.

Ocena: 4.2/5