wtorek, 12 grudnia 2017

Najlepsze płyty roku 2017: Polska

W zeszłym roku zaniedbałem mocno polską muzykę i w tym roku postawiłem sobie za cel trzymanie ręki na pulsie, dzięki czemu nie ma w pierwszej dziesiątce płyt, do których nie jestem przekonany. To zdecydowanie najciekawsze propozycje roku. Oczywiście tylko i wyłącznie w moim mniemaniu. Mam jednak nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie.

10. Animations – Without the Sun
Animations sięgnęło tym albumem ekstraklasy ciężkiego grania z progresywnym zacięciem. Wydaję mi się, że na „Without the Sun” odkryli wreszcie wszystkie elementy, które będzie można w przyszłości nazywać ich stylem.

9. Eluktrick  Hieroglyphic Apostrophies
Eluktrick to szalenie porywający twór, który w niewyjaśnionych okolicznościach trafił do XXI wieku z potańcówki trwającej gdzieś w okolicach 1980 roku. Panowie grają rocka, ale takiego, który nie boi się romansować z funkiem, indie, psychodelą, punkiem, a nawet tym synthpopem. Zespół brzmi zupełnie inaczej niż cokolwiek innego na polskiej scenie i wychodzi im to na dobre.

8. Natalia Przybysz  Światło nocne
Po zeszłorocznej przygodzie Natalii z projektem Shy Albatross nie mogłem spuścić z niej oka, a może raczej ucha. Okazja do ponownego spotkania pojawiła się przy okazji jej nowej solowej płyty „Światło nocne”. Nie spodziewałem się, że tak mocno to we mnie trafi. Piękna muzyka, w której gitara brzmi równie poetycko co teksty.

7. Coma  Metal Ballads Vol. 1
Nowa Coma ekscytuje i, co najważniejsze, zaskakuje. Zespół bardzo dawno nie brzmiał tak zwarcie i świeżo. Po prostu słychać, że tworzenie tej muzyki sprawiło im dużo radości i ta radość myślę dobrze odbije się na słuchaczach. Kto by pomyślał, że brakującym ogniwem, które da łódzkiej grupie nowe życie, będą instrumenty klawiszowe i błyskotliwa wizja producenta. Godna podziwu przemiana.

6. Sambor  Umbra
Sambora na tle innych twórców muzyki elektronicznej wyróżnia to, że nie dość, że tworzy ciekawą elektroniczną muzykę udanie czerpiącą z przeszłości, nie zapominając przy tym, że mamy rok 2017, to jeszcze ma talent do linii melodycznych, które w jakiś magiczny sposób wrzynają się w pamięć. Jego głos przez swoją wrażliwość chwilami przypomina mi późnego Artura Rojka.

5. Hidden by Ivy  Beyond
„Beyond” brzmi rewelacyjne. Bardzo klarowne brzmienie instrumentów dopełnia melancholijny nastrój otulony zaborczym basem. Każdy z 9 utworów układa się w spójną stylistyczną całość, mimo że zespół stara się poszczególne kawałki w jakiś sposób urozmaicić. Nawet cover utworu Martina Halla, Another Heart Laid Bare, brzmi jak oryginalna kompozycja.

4. Believe  Seven Widows
Można zawyrokować, że Believe nie zostali w żaden sposób zrażeni zmianami personalnymi i wrócili jeszcze silniejsi. Odważnie nagrali najdłuższe utwory w karierze i zagłębili się w trudne, przesączone smutkiem opowieści, które idealnie idą w parze z ich muzyką. Wokalista wniósł mnóstwo świeżej energii i w pewnym stopniu sprawił, że ta płyta brzmi znacząco inaczej niż jej poprzedniczki, mimo że w sercu grupy wciąż płynie ta sama krew. To dzieło wysokich lotów od jednego z czołowych zespołów progresywnych w Polsce i chciałoby się, żeby wreszcie taką samą renomą cieszyli się zagranicą.

3. Baasch  Grizzly Bear with a Million eyes
Baaschowi najwidoczniej spodobało się w pierwszej dziesiątce, bo w tym roku wraca na wysokim miejscu 3. A dlaczego? Głównie dlatego, że bardzo ważne w muzyce są dla mnie rytm i melodia, a te dwie wartości są tutaj wyraźnie wypunktowane. Ta muzyka po prostu dostarcza czystą energię.

2. HellHaven  Anywhere out of the World
„Anywhere Out of the World” ani przez sekundę nie nudzi, wręcz przeciwnie, cały czas swojego trwania stawia słuchaczowi wyzwania, pobudza jego ciekawość i pasjonuje. Jest to dzieło, które jasnym światłem zaznacza swoją obecność na horyzoncie i przyciąga do siebie niczego nieświadomych muzycznych podróżników.

1. Lunatic Soul  Fractured
Mariusz Duda zawsze potrafił mnie przyciągnąć muzyką swojego solowego projektu, tworząc kompozycje o plemiennej podstawie rytmicznej i z dalekowschodnimi ozdobnikami. Na ten czas było to dla mnie coś nowego i Lunatic Soul było dla mnie furtką do nieodkrytych światów. Na „Fractured” spotykamy się z Mariuszem w tym samym miejscu  – zapatrzeni w muzykę elektroniczną. To imponujące dzieło, które jest do szpiku kości progresywno-rockowe, a jednak brak tu gitar. Są za to wielowątkowe, wciągające kompozycje, które za każdym razem potrafią zaskoczyć czymś nowym.


Wyróżnienia:

Disperse Foreword, Daria Zawiałow A kysz!, Me and that Man Songs of Love and Death, SALK Matronika, Saule Saule, Kobieta z wydm Bental, Pogodno Sokiści chcą miłości, Smash Smash

niedziela, 10 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 10-1

No i dotarliśmy do pierwszej dziesiątki. Do ostatniej chwili zmieniałem szyk i jestem pewien, że zmieniłbym go ponownie jutro, ale czas na autoasertywność. Każdy z tych utworów zasłużył na wyróżnienie. The Revanchist pokazał mi, że warto było trwać przy Trivium w trudnych chwilach. Jest to bowiem absolutnie genialny kawał metalu, przepełniony po brzegi świetnymi partiami solowymi, agresywny i melodyjny zarazem. Płyta grupy MUNA to jedno z najwspanialszych odkryć ostatnich lat i mam tylko nadzieję, że zespół będzie trzymał się swojego stylu na następnym wydawnictwie, bo mimo wycieczek retro, jest to coś niezwykłego. Adna to mój ukochany mroczny pop, który koi i rani w tym samym momencie. Mastodon nigdy nie zawodzi i bardzo było mi trudno wybrać tę jedną jedyną kompozycję, którą chciałem z „Emperor of Sand” wyróżnić. Niechaj będzie to Steambreather. Sleep Token to moja największa nadzieja roku 2018. Ich mieszanka wpływów indie rocka, alternatywnego metalu i post rockowej ekspansywności zadziwiająco dobrze działa. Tin Fingers to najświeżej smakujący indie zespół od lat i jestem pewien, że jeszcze nie raz o nich usłyszę. O tym, jak piękna jest muzyka Mali, już wystarczająco pisałem, po prostu posłuchajcie. Z nowego krążka Wilsona wybrałem najbardziej transowy i odstający utwór, nie ma tu imponującego instrumentarium, ale jest za to wyśmienity klimat. Grecki Need nagrał po prostu świetny progmetalowy album, który ma te szczęście w nieszczęściu zaczynać się od  nie boję się tego napisać  przeboju w postaci Rememory. Na samym szczycie uplasowałem Lunatic Soul Mariusza Dudy. Zawsze miałem słabość do jego solowego projektu i mam wrażenie, że w pewnym stopniu muzyka Lunatic Soul rozwijała się wraz z moimi gustami i stoimy teraz w miejscu, w którym tak mocna wycieczka w stronę elektroniki jak „Fractured” trafia idealnie w moje gusta. A Thousand Shards of Heaven z początku jest kolejną piękną balladą w wykonaniu Dudy, ale mniej więcej w 4. minucie przechodzi transformację w coś niezwykłego, pierwszy raz słychać w Lunatic Soul tak wyraźnie Vangelisa i zasięg elektronicznych fascynacji Dudy.

10. Trivium  The Revanchist

9. MUNA  Crying in the Bathroom Floor

8. Adna  Overthinking

7. Mastodon – Steambreather

6. Sleep Token  Calcutta

5. Tin Fingers  Young Mother

4. Mali  Rush

3. Steven Wilson  Song of I (feat. Sophie Hunger)

2. NEED  Rememory

1. Lunatic Soul – A Thousand Shards of Heaven

czwartek, 7 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 20-11

Dalszy ciąg listy zaczynamy od tak przebojowego motywu gitarowego, że jestem skłonny myśleć, że już nigdy nie wyjdzie mi z głowy. Zdecydowanie więcej tu rocka i metalu, z drobnymi wyjątkami w postaci 9-minutowego popowego opus w wykonaniu Ulver, wszechstronnego J. Bernardta, który zostawił bardzo trwały ślad na moim muzycznym sercu, i muzyki klasycznej Sternlumen, która przypomniała mi, jak wspaniałe rzeczy można stworzyć na fortepianie. Ponadto poniżej dwie piękne ballady od Stevena Wilsona i Pain of Salvation. Żal nie kliknąć PLAY.


20. Hällas – Star Rider

19. Palmer – Importunity

18. J. Bernardt - On Fire

17. Ulver - Rolling Stone

16. Royal Thunder - April Showers

15. Sternlumen - Kierkegaard Between Trees and Spheres


14. Pain of Salvation - Silent Gold


13. Steven Wilson - Pariah

12. HellHaven - Overview Effect

11. A Lot Like Birds - For Shelley (Unheard)

wtorek, 5 grudnia 2017

Najlepsze EPki 2017 roku

5. Maiah Manser - Second Skin
Może nie najciekawsza elektronika, jaka wyszła w tym roku, ale w połączeniu z silnym, zarazem zdradzającym dużą wrażliwość, głosem Manser tworząca niesamowicie smakowity pakiet.

4. YOnaka - Heavy
Muzyka z pazurem przyozdobionym lakierem, ale wciąż ostrym, wzbudzającym perwersyjną ekscytację. Krwiście czerwone usta, a z nich równie krzykliwy śpiew. Idealne na rozładowanie stresu.

3. Figures - Chronos
Najlepszy czas dla rocka alternatywnego to lata 90. i 00. - jeśli to brzmi, jak coś, co mogłoby wyjść z waszych ust, to Figures powinni trafić w wasze gusta. Słychać echa wczesnego Incubus, post-grunge'u w wykonaniu Alice in Chains i tych wszystkich zespołów, które flirtowały z nu metalem. Nowocześnie i ze smakiem.

2. Strange Clouds - Calm Before the Storm
Zespół oczarował mnie autentycznością i brzmieniem retro, którego w Polsce jeszcze nie słyszałem. Na świecie też w sumie mało jest grup, które z taką łatwością i wyczuciem potrafią przenieść nas w czasie do lat 70. bez irytującego pozerstwa. Strange Clouds to samozwańczy piewcy vintage’owej rewolucji.

1. Mali - Rush

Absolutna perła na muzycznej mapie tego roku. Perfekcyjny głos i dojrzałość potwierdzone prostymi piosenkami o niesamowitych predyspozycjach do poskładania spękanego serca. Każdy powinien posłuchać tego krążka.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 30-21

W tym roku po raz kolejny postanowiłem podzielić się listą moich ulubionych utworów. Niestety musiałem ograniczyć listę do jakiejś rozsądnej liczby i padło na 30. Wiele utworów, które mnie w tym roku porwało, musiało wylecieć z ostatecznego rankingu, co mnie niezmiernie smuci, ale mam nadzieję, że udało mi się stworzyć coś, co chociaż w minimalnym stopniu pokaże, co w tym roku zdominowało mój muzyczny świat. Poniżej wyszła całkiem ciekawa mieszanka, bo zaczynamy od przepełnionego mrocznych emocji popu, który zaraz obok niweluje jedna z najbardziej urokliwych piosenek tego roku (Only Us). Znalazło się też miejsce dla mojej ulubionej rapowej płyty roku (Bliss n Eso), dwóch panów, którzy dzielą i rządzą w polskiej elektronice (Baasch i Sambor), jednej z moich ulubionych załóg rockowych (He is Legend), wybitnego prog rocka (Caligula's Horse) i kolejnej nieoczywistej porcji muzyki od norweskiego Ulver. Miłego słuchania.

30. Est-Her - Sympathy

29. Paperwhite - Only Us

28. Bliss n Eso - Believe (feat. Mario)

27. Sambor - The Great Escape

26. Ulver - 1969

25. He is Legend – Sand

24. Baasch - Sneaker Fairytale


23. John Mayer - Love on the Weekend

22. Zak Abel – Unstable

21. Caligula’s Horse – Song for One

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Converge - The Dusk in Us

Moja przygoda z Converge zaczęła się w dość nietypowy sposób, bo od strony wizualnej. Będąc jeszcze w metalowych powijakach, szukałem interesujących koszulek, by wyglądać, jak przystało na prawdziwego metalowca. Wtedy trafiłem na czarne odzienie z wielkim, krwistym sercem na froncie i fragmentem tekstu Last Light –„This is for the hearts still beating” – na plecach. Wzór miał niesamowitą moc i estetykę, więc od razu kliknąłem „kup”. Koszulka po jakimś czasie dotarła do mnie do domu i wstyd byłoby nie zapoznać się wtedy z muzyką amerykanów. Zacząłem od „No Heroes” i zostałem na stałe wciągnięty w oko cyklonu, jakim jest Converge. Czytaj dalej

czwartek, 30 listopada 2017

wtorek, 28 listopada 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Smash - Smash

Muzyka rockowa w Polsce z roku na roku rośnie w siłę. Nie ma ku temu wątpliwości. Powstaje coraz więcej kapel, które prezentują bardzo wysoki, światowy poziom. Nie mamy już kompleksów i z wielkim zamiłowaniem czerpiemy z klasyki gatunku. Mniej też interesuje nas gonienie za nowoczesnymi trendami, a bardziej wycieczki do źródła. W rezultacie mamy przyjemność słuchać takich debiutów jak „Smash”. Niby retro, ale z soczystym, porządnie sponiewierającym brzmieniem. Czytaj dalej

sobota, 18 listopada 2017

Dźwięki świata: Tin Fingers (Belgia)


R.I.P. Wild Beasts... Long live Tin Fingers!

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Kai Reznik - Awkward Motions

Francuska wytwórnia Atypeek Music jawi mi się jako dom dla muzycznych wyrzutków, którzy stawiają na nonkonformizm ponad wszystko. To dzięki nim miałem przyjemność poznać punk bez gitary w wykonaniu Ultra Panda, pozostających w podobnych rejonach muzyków Margaret Catcher, których wyróżnia wykręcone poczucie humoru i luzackie podejście do kompozycji, ale też jazzowych rebeliantów z Alfie Ryner. Wspomniane wyżej zespoły niewątpliwie się wyróżniają i tworzą muzykę według własnej, świeżej wizji. Dziś mam przyjemność przedstawić wam kolejnego podopiecznego tej ekscytującej wytwórni – Kaia Reznika. Czytaj dalej