sobota, 24 lutego 2018

Premiery marca

Oceans of Slumber The Banished Heart (2 marca)

Editors Violence (9marca)

Three Days Grace Outsider (9 marca)

Stone Temple Pilots Stone Temple Pilots (16 marca)

Madeaux Burn (23 marca)

Monster Magnet Mindfucker (23 marca)

Jack White Boarding House Reach (23 marca)


piątek, 23 lutego 2018

Laboratorium Muzycznych Fuzji: IamX - Alive in New Light

Założony w 2004, w pewnym stopniu na gruzach triphopowego Sneaker Pimps, solowy projekt Chrisa Cornera IamX wita rok 2018 albumem nr 8. Albumem jak zwykle szczerym, wręcz ekshibicjonistycznym, który pokazuje, w jakim miejscu mentalnie jest Chris aktualnie. Wydaje się, że to miejsce ma dostęp do większej ilości światła niż niektóre miejsca z przeszłości, zwłaszcza to z „Metanoi”, która pokazała nam oblicze muzyka walczącego z depresją i bezsennością. Z pewnością na brzmienie nowej muzyki miała wpływ odskocznia w postaci zeszłorocznej płyty instrumentalnej „Unfall”, na której IamX mógł oswobodzić się z kajdan muzyki tworzonej pod wokal. Kompozycje na obie te płyty były tworzone na przemian zależnie od nastroju artysty i wygląda na to, że pozytywnie wpłynęło to na proces twórczy. Czytaj dalej

poniedziałek, 12 lutego 2018

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Bright Ophidia - Fighting the Gravity

Rok 2017 wciąż nie chce dać o sobie zapomnieć i pcha się drzwiami i oknami do redakcji ze swoim niekończącym się zasobem płyt. W przypadku Bright Ophidia cieszę się, że nasze okna są tak nieszczelne. Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, że zespół z Białegostoku gra już od 1998 roku, a zaczynał w tak lubianych przeze mnie rejonach thrashowych. Metalowcy jednak na tym nie poprzestali i ciągle rozwijali swój styl, dodając coraz więcej elementów muzyki progresywnej. Niestety w 2009 zawiesili działalność. „Fighting the Gravity” to pierwsze pełnogrające wydawnictwo po powrocie do aktywności artystycznej. Czytaj dalej

piątek, 2 lutego 2018

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Cienka czerwona pięciolinia


Skoro znaleźliście się na tej stronie, muzyka jest dla was czymś istotnym. Może słuchacie jej przy każdej możliwej okazji, może tylko od czasu do czasu, ale interesujecie się nią, poszukujecie jej i absorbujecie ją świadomie. Niektórzy z was nawet będą skłonni powiedzieć, że bez niej życie jest puste, że wszystko, co robicie jest tłem dla muzyki, a nie ona jest dopełnieniem. Muzyka was uszczęśliwia i nadaje życiu wartość. Przyznaję, że bardzo często wszystko poza muzyką jest dla mnie marginalne, może nie nieistotne, ale jednak wyraźnie przegrywa z siłą, z jaką ona mnie przyciąga. Z roku na rok to przyciąganie zdaje się zwiększać, mimo że czasu na muzykę mam coraz mniej. Parę lat temu zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinienem nazywać swojej przypadłości nałogiem lub obsesją. Czy przypadkiem sobie nie szkodzę? Nie tylko sobie na dodatek, a także moim najbliższym, którzy wiedzą, jak ważna jest dla mnie muzyka i jak często stawiam ją ponad nimi, może nawet ponad sobą. Często moja dziewczyna pyta mnie: „Pierwszy odsłuch?”; bo widzi po mnie, kiedy moja uwaga jest zwrócona w inną stronę, a pierwsze odsłuchy są dla mnie bardzo ważne. Bo pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Cenię ją za to, że potrafi zrozumieć moje dziwactwa i je zaakceptować, ale smuci mnie, że tak często moja uwaga ucieka od rzeczy, które powinny być i są dla wielu ludzi ważniejsze. Mówi się o złych i dobrych uzależnieniach, ale czy te dobre zawsze pozbawione są wad i nie niosą konsekwencji? Czytaj dalej

Laboratorium Muzycznych Fuzji: The New Spring - Wholly Wholly

The New Spring – niegdyś całkowicie solowy projekt Bastiana Kallesøe – na nowym albumie „Wholly Wholly” przeistoczył się w zespół z prawdziwego zdarzenia. Przy okazji trzech pierwszych albumów, z których niektóre powstawały w ekspresowym tempie, Bastian radził sobie głównie z niewielką pomocą producenta i przyjaciół. Nowy album powstawał dwa lata i efekt wart jest włożonej w niego pracy. Czytaj dalej

piątek, 26 stycznia 2018

Premiery lutego

IamX Alive in New Light (2 lutego)

Saxon Thunderbolt (2 lutego)

Drekoty lub maszyna dzika trawa (2 lutego)

Turbonegro Rock'N'Roll Machine (2 lutego)

Harm's Way Posthuman (9 lutego)

Franz Ferdinand Always Ascending (9 lutego)

Fu Manchu Clone of the Universe (9 lutego)

Lao Che Wiedzia o społeczeństwie (16 lutego)

Conjurer Mire (23 lutego)

Poem Unique (23 lutego)

New Poeple New People (23 lutego)

Dessa Chime (23 lutego)

Bjørn Riis Coming Home (23 lutego)



sobota, 20 stycznia 2018

Dźwięki świata: Tilly Birds (Tajlandia)

Tym razem poniosło mnie aż do Tajlandii. Okazuje się, że tamtejsza scena rockowa ma się całkiem dobrze, a dowodem jest ten utwór od Tilly Birds. Polecam obejrzeć również teledysk opowiadający w ciekawy sposób historię znaną jak świat.

niedziela, 24 grudnia 2017

Premiery stycznia

First Aid Kit Ruins (19 stycznia)

Henry David's Gun Tales from a Whale's Belly (26 stycznia)

Marmozets Knowing What You Know Now (26 stycznia)

Orphaned Land Unsung Prophets & Dead Messiahs (25 stycznia)

Dream Wife Dream Wife (26 stycznia)

In Vain Currents (26 stycznia)

Machine Head Catharsis (26 stycznia)

Beth Hart & Joe Bonamassa Black Coffee (26 stycznia)

Rasmentalism Tango (26 stycznia)

sobota, 23 grudnia 2017

Najlepsze płyty 2017 roku: Świat

Ilość podobno rzadko idzie w parze z jakością. Rok 2017 zdaje się być totalnym zaprzeczeniem tego stwierdzenia. Na rynku pojawiła się przytłaczająca liczba albumów na bardzo wysokim poziomie. Z garażu wyłoniło się też mnóstwo nowych kapel, które chcą zawojować świat. Jako osoba, która pragnie przesłuchać wszystko, co muzyka ma do zaoferowania, czuję się ogromnie przytłoczony tym wszystkim, ale też uradowany. Dzieła wybitnego nie odnotowałem, nawet nr 1 na mojej liście nie jest bez wad, ale przyniósł mi najwięcej pozytywnych wrażeń, tym samym kradnąc moje serce. Wyjątkowo w tym roku nie wpadłem w szał nadrabiania muzycznych zaległości, bo jako takich nie mam, co pozwoliło mi bardziej skupić się na liście końcowej. Z góry przepraszam za poszerzenie waszej listy zaległości, ale mam też nadzieję, że poniższe dzieła okażą się dla was tak specjalne jak i dla mnie. Szczęśliwego podsumowywania i nowego roku pełnego wspaniałych płyt!

20. Palmer  Surrounding the Void
Dowód na to, że post metal wciąż może być ekscytujący. Dużo ukłonów tradycji gatunku, ale też parę niespodziewanych zakrętów, które sprawiają, że album pozostaje w pamięci.

19. Klogr  Keystone
Włoski Klogr rzutem na taśmę trafia na tę listę, a to za sprawą nowoczesnego brzmienia, w którym ciężkiej muzyce bardzo dobrze. Świetne, nieoczywiste melodie, ochrypły i „brzydki” głos Gabriele'a „Rusty'ego” Rustichelliego, a do tego gęsto szyte kompozycje to atuty „Keystone”.

18. A Lot Like Birds  DIVISI
Zazwyczaj omijam zespoły grające emocjonalną odmianę post-hardcore'a, zwłaszcza te, które w pewnym stopniu pozostawiły hardcore daleko w tyle i przeszły na czyste śpiewanie. Często brzmią one dla mnie wtórnie i zbyt słodko. A Lot Like Birds jest inne, coś w ich muzyce trafia do mnie na emocjonalnym poziomie, do tego grają bardzo melodyjnie, ale z należytym pazurem. Brzmienie jest bardzo bogate, w pięknym Trace the Lines usłyszymy smyczki. For Shelley (Unheard) to z kolei emocjonalna wyżymarka. Duża w tym zasługa głosu Cory'ego Lockwooda, który potrafi przekazać tak wiele emocji.

17. Ex Eye  Ex Eye
Od dawna już jazz wkrada się do świata metalu. Ex Eye podeszli do tematu jednak nieco inaczej, mając saksofon jako główny instrument, determinujący kształt kompozycji. Efekt jest niesamowicie organiczny i pasjonujący. Jedna z najciekawszych nowych kapel.

16. Queens of the Stone Age  Villains
Joshowi Homme'owi zebrało się na taneczny album rockowy, a swoje ruchy taneczne pokazał ostatnio publicznie, wymachując nogami w twarz fotoreporterki. Z początku nieszczególnie mi się ten kierunek muzyczny podobał, ale w końcu chwyciło i spędziłem sporo przyjemnych chwil z tym złoczyńcą.

15. Zak Abel  Only When We're Naked
Mój tegoroczny król popu. Świetna wakacyjna płyta, do tańca i do podziwiania urbanistycznej natury skompanej w słońcu w drodze do pracy. Teksty wprawdzie mocno ckliwe, a czasami wręcz tandetne, ale liczy się sposób, w jaki Zak potrafi je wyśpiewać.

14. Steven Wilson  To the Bone
Steven Wilson ogłosił, że otwiera się na pop i zawrzało. Tak naprawdę zaoferował nam album bardzo w jego stylu, oczywiście więcej tu krótkich, piosenkowych form, ale są też i eksperymenty (Song of I). Nie zabrakło pięknych ballad z udziałem Ninet Tayeb (Pariah i Refuge) i progresywnego molocha w postaci Detonation. Pozostaje jednak niedosyt, bo miało być odważnie i inaczej, a wyszło dość zachowaczo. Płyta jednak prezentuje ogólnie wysoki poziom.

13. Leprous  Malina
Zespół z Norwegii na nowej płycie stawia pozornie na prostsze formy, w których to dynamiczne brzmienie i bogata w emocje atmosfera są wysunięte na front. Wciąż jest to jednak wymagający materiał, który nie trafi w masowe gusta. Nie słychać tu może ciężaru znanego z „The Congregation”, mroku „Coal” czy skomplikowanych sygnatur czasowych „Bilateral”, ale tak jak te krążki, „Malina” ma swoją własną tożsamość.

12. Nothing But Thieves  Broken Machine
Czasami człowiek ignoruje pewne zespoły z zupełnie mu nieznanych powodów. U mnie zazwyczaj wychodzi to z cudzych opinii lub moich nieuzasadnionych zupełnie niczym wyobrażeń. Miałem wrażenie, że Nothing But Thieves to kolejny niezrozumiały dla mnie sukces gatunku indie, a fakty są jednak zgoła inne. To kapela grająca w typowo amerykańskim stylu rocka (mimo że jest z Anglii), który lubi się bardzo z melancholią i popem. Na „Broken Machine” słychać Lifehouse, nawet Goo Goo Dolls, ale też Biffy Clyro i Imagine Dragons, a nawet Queens of the Stone Age w niektórych fragmentach. A to nie dla tego, że kapela jest wtórna, a z tego względu, że grają różnorodnie, a ja jestem prostym człowiekiem i potrzebuję porównań. Już nigdy ich nie zignoruję.

11. The XX  I See You
Po usypiającym i rozczarowującym albumie nr 2 the XX powrócili w wielkim stylu. „I Can See You” to album, na którym ich charakterystyczne z pierwszej płyty gitary odłożone zostały nieco na bok, a w zamian dostaliśmy więcej elektroniki i popowej wrażliwości. Słychać mnóstwo radości z grania i letnią ulotność. Płyta, która w tym roku sprawiła, że moja zima była bardzo ciepła.

10. Adna  Closure
Lubię pop i to coraz bardziej, czego nie ukrywam, a jeśli jeszcze uda mi się znaleźć artystę, który tworzy go w mroczny i minimalistyczny sposób z takim rezultatem jak Adna, to jestem wniebowzięty. Mała perełka roku.

9. J. Bernardt  Running Days
J. Bernardt jest bardzo wszechstronny. Na jego pierwszej solowej płycie można usłyszeć bardzo dużo wpływów różnych gatunków, ale nigdy się one nie gryzą. Powstała dzięki temu świetna, nowoczesna płyta, na której nie ma granic i słabych momentów.

8. MUNA  About U
To dopiero pierwsza płyta tria MUNA. Jest to kolejny zespół, któremu nie do końca odpowiada czas teraźniejszy. Słychać nostalgię za latami 80. i 90., ale panie Katie, Josette i Naomi nie wpadają w pułapki zwyczajnych kopistów. Ich muzyka zdradza duszę i wyobraźnię. Melodyjne gitary, syntetyczne motywy, funkowe wibracje i niesamowita chwytliwość – to największe walory „about u”. A ponad tym wszystkim unosi się uwodzicielski głos Katie Gavin. Tak powinien brzmieć ambitny pop, żadnego rozmieniania się na drobne, tylko szczera i inteligentna muzyka, która doprowadzi do łez i porwie do tańca na przestrzeni jednego utworu.

7. Ulver  The Assassination of Julius Caesar
„The Assassination of Julius Caesar” to kolejny w tym roku hołd dla ejtisowej melancholii i elektronicznego nowatorstwa tamtych lat. "Boże, znowu!" – możecie zakrzyknąć i wcale się nie będę wam dziwić, bo mam tak chociaż raz w tygodniu. Na całe szczęście Ulver przybył nas zbawić i pokazać nam, jak ze starego robić nowe i wykręcić magiczny album. Tylko oni mogli to zrobić, bo tylko oni mają taką wyobraźnie. Wciągające, pełne uzależniającej atmosfery dzieło, które wyciska ostatnie soki z mocno już męczącej nostalgii.

6. Trivium  The Sin and the Sentence
Sam się sobie dziwię, że to piszę, ale Trivium nagrali właśnie moją ulubioną płytę z ich katalogu. Nowe wydawnictwo miało przynieść powrót do wrzeszczenia i jakże mocno te obietnice zostały spełnione. Trivium udało się uzyskać idealną równowagę między ciężarem i melodią. Przyznaję, że 3 czy 4 refreny są stworzone na tej samej zasadzie, ale muzyka nigdy nie zawodzi i słychać, że ekipa z Florydy odzyskała tę energię i kreatywność z klasycznych już pierwszych płyt.

5. Mastodon  Emperor of Sand
Czy muszę się tutaj tłumaczyć? Zawsze w moich podsumowaniach jest miejsce dla Mastodona, nawet jeśli już nie robią na mnie tak piorunującego wrażenie jak parę lat temu. „Emperor of Sand” to kolejny etap w ich ewolucji w zespół, który gra nieprzystępną muzykę w bardzo przystępny sposób. Warto dodać, że to jeden z najbardziej przejmujących lirycznie krążku grupy z Atlanty.

4. Converge  The Dusk in Us
Jest ogromna różnorodność, bolesna brutalność, pogmatwana do granic postrzegania struktura rytmiczna wychodząca z genialnych umysłów Kollera i Newtona, Kurt Ballou po raz kolejny pokazuje jak wszechstronnym jest gitarzystą, jest też świeża krew na mikrofonie prosto z płuc Bannona, nafaszerowana jego najskrytszymi uczuciami. Converge po raz kolejny dają z siebie wszystko, a ja nie mogę zrobić nic innego jak im podziękować, bo „The Dusk In Us” to jedno z ich najwybitniejszych dzieł.

3. NEED  Hegaiamas: A Song for Freedom
Need i ich krążek „Hegaiamas: A Song for Freedom” to dowód na to, że przede wszystkim pasja i muzyczne wyczucie kryją się za udaną płytą. Panowie mają też niewątpliwie ogromne umiejętności, ale swoje ego zostawili poza studiem, dzięki czemu zdołali nagrać perfekcyjnie wyważone progowe dzieło. Do tego płytę otwiera jeden z moich ulubionych utworów roku.

2. Caligula's Horse  In Contact
Mnogość pomysłów, nietuzinkowy talent do uzależniających melodii i kompozytorska erudycja, która rodzi porywające tematy, które nigdy nie wypływają z głośników tak długo, by stracić na wartości, sprawiły, że najnowsza propozycja od Caligula’s Horse wpisuje się do grona najciekawszych progresywnych dzieł tego roku, a może i zdobywa koronę.

1. Pain of Salvation  In the Passing Light of Day
To był rok pod znakiem grupy Danile Gildenlöwa. Najpierw rewelacyjna, niezwykle szczera i emocjonalna plyta na początku roku, a potem wywiad i koncert, który sprawił, że „In the Passing Light of Day” ugruntowało swoją pozycję jako dzieło, może nie perfekcyjne, ale bliskie perfekcji. Duża w tym zasługa Ragnara, który podzielił się z Danielem swoimi utworami i pomysłami, czego pewnie teraz żałuje, bo w zespole już go nie ma. Największą siłą „In the Passing Light of Day” jest to, że każdy utwór się czymś wyróżnia i prezentuje się znakomicie jako jednostka, a w zestawie nabiera jeszcze wyrazu. Zespół postawił tym razem na bezpośredniość brzmienia, ale nie zapomniał o odpowiednim upiększeniu swoich kompozycji, dzięki czemu w If This Is the End możemy usłyszeć akordeon, a Tongue of God skrywa w swojej melodii delikatne orientalizmy. Na płycie pojawiają się też lutnia, cytra i różnego rodzaju instrumenty klawiszowe. Wystarczy tylko wytężyć ucho, by wychwycić wszystkie zawiłości tego albumu.


Wyróżnienia:

Dvne Asheran, The Mute Gods Tardigrades Will Inherit the Earth..., Dool Here Now, There Then, James Blunt The Afterlove, Bliss N Eso Off the Grid, He is Legend Few, White Ward Futility Report, Omrade Nåde, Brutus Burst, Abrams Morning, Himmellegeme Myth of Earth, Soen Lykaia, PVRIS All We Know of Heaven, All We Need of Hell, Gordi Reservoir, Lana Del Rey Lust for Life, Rikard Sjöblom's Gungfly On Her Journey to the Sun, Telepathy Tempest, Siberian Through Ages of Sleep, Zeal & Ardor Devil is FineHällas Excerpts from A Future PastR I T U A L No Escape out of TimeRoyal Thunder WICKByzantine The Cicada TreeThreshold Legends of the ShiresFor All We Know Take Me Home, Pluto's Doubts Сизиф, Ophiuchi Bifurcaria Bifurcata

Zawody:

AFI AFI (The Red Album), Czesław Śpiewa Czesław Śpiewa & Arte Dei Suonatori, Father John Misty Pure Comedy, Ghost Bath Starmourner, Incubus 8, Gorillaz Humans, Linkin Park One More Light, Rise Against Wolves, Stone Sour Hydrograd, The Rasmus Dark Matters, Enslaved E