wtorek, 30 listopada 2010

Affliction is a blessing

Nareszcie jest nowa płyta Blindead. Mam nadzieję, że przed końcem roku postanie na mojej półce i będzie mnie kusić do kolejnych podróży. Po dwóch przesłuchaniach narzucają się dwie rzeczy: płyta ma więcej przestrzeni niż dwie poprzednie i jest jeszcze trudniejsza do przyswojenia, mimo, że jest lżejsza. Dlaczego? Historia przedstawiona przez zespół (poprzez muzykę i słowa) jest przepełniona na prawdę trudnymi i silnymi emocjami, może stąd bierze się to, że zespół postanowił nagrać tak złożoną płytę. Zobaczymy za jakieś 10 przesłuchań. Już teraz mam przeczucie, że wreszcie pojawiła się znakomita, Polska płyta i zastanawiam się nad dłuższą recenzją. Zobaczymy jak to będzie. Do zaczytania :)

Szydera tygodnia

W tym tygodniu szydzimy z zespołu StarGuardMuffin rozsławionego przez finalistę programu "Mam Talent", Kamila Bednarka. Szydzimy z debilnych zabiegów producenckich na ich debiutanckiej płycie, natarczywego powtarzania "Ja to wiem MAN ( wymowa, tak jak napisane)", "Bo reggae to muzyka jest MAN (to samo)", "kręcimy lolka", "dwóch typów spotkało się na gandzi", "Dancehall (znowu to samo!) Queen", oraz z przekombinowania covera "I". Szydzimy także z ludzi, którzy uznają go za Boga wokalistyki, a jego muzykę ściągają w gigabajtach. Chłopak ma talent, którego nie potrafi wykorzystać, bo utknął w niepoważnym zespole. Plus dla niego za grę na saksofonie i utwory z epki. Do zaczytania :)

niedziela, 28 listopada 2010

King's X "Pray" (Music Video) from "XV"

Płyta tygodnia

Płytą  tygodnia zostaje Mark Ronson & The Business Intl z albumem Record Collection. Okładka bardzo wymownie sugeruje nam zawartości tego albumu. Płytkę można nazwać zbitką inspiracji muzyką rap i popem lat 80, przyprawiona nowoczesną produkcją. Znakomite wykonanie gwarantuje multum zaproszonych gości i błyskotliwość mózgu projektu, Marka Ronsona. Zdecydowanie polecam.
4,5/5

Młotek mówi cz.1

że płytą miesiąca listopada jest Atheist Jupiter. Przesłuchamy zobaczymy. Polecimy :)

Podsumowania - logistyka

Po przejrzeniu wczoraj w nocy wszystkich tegorocznych albumów ocenionych przeze mnie (150, na dzień dzisiejszy) wybrałem te, które pretendują do miana albumu roku. Jest 35 kandydatów zagranicznych i 13 polskich. Zapowiada się wyjątkowo trudny wybór i jeszcze mnóstwo przesłuchiwania, czyli to co The Bulversaint w grudniowe wieczory lubi najbardziej ;p Jako, że polskich albumów, które mnie zachwyciły jest zatrważająco mało, ich lista ograniczy się do 5 najlepszych. Do zaczytania

Muzak

Kings' X "Pray"

If you like what you hear, go tell somebody!

Uwielbiam Kings' X "XV" :D Znakomita płyta. Czas najwyższy podjąć misję poznania całej dyskografii.

piątek, 26 listopada 2010

The Bulversaint dziś słuchał

Ulver Blood Inside, Blindead Autoscopia: Murder in Phase, Converge Axe to Fall, Tank War Machine, Something Like Elvis Personal Vertigo, My Chemical Romance Danger Days: True Lives..., Star One Victims of the Modern Age, Mark Ronson and the Business-Intl Record Collection, a na dobranoc Allen/Lande The Showdown (premierowo)

Podsumowania

Niedługo koniec roku, więc jak zwykle u mnie czas na podsumowania muzyczne, czyli 10 najlepszych albumów zagranicznych i polskich. U mnie to już 4 raz i niedługo dla przypomnienia sobie i jako małą rekomendację dla was (jeśli ktokolwiek tam jest ;p ) umieszczę podsumowanie zeszłego roku, a gdzieś w styczniu opublikuje najlepsze według mnie albumy 2010 roku, który był nawet fajny, ale zbyt wielu wybitnych dzieł nie było. Do zaczytania :)

Przeoczone - Coś jak Elvis

Dwie rzeczy, które zazwyczaj nie mają miejsca bytu w moim melomańskim sercu - akordean i polska muzyka. Co ma z tym wspólnego zespół Something Like Elvis? Wszystko! SLE to Polski zespół, który zaczął swoją przygodę z muzyką w roku 1994, a w 2003 się rozpadł. Ponadto ich znakiem rozpoznawczym jest akordeon. Niedawno wznowili działalność, co jest jednym z powodów dla których sięgnąłem po ich dyskografię. Drugi powód jest bardzo prosty - To znakomity i ceniony zespół w kręgach alternatywnym, mocno wybijający się po za polską nijakość. Omawiana tu płyta to ich debiut i to ona ma zaszczyt rozpocząć cykl " Przeoczone ", w którym to będę przedstawiać płyty, które dopiero poznaje, a powinienem był to zrobić wieki temu (bo wstyd ich nie znać). Personal Vertigo to pierwsza płyta SLE w jaką się do tej pory wsłuchałem i od razu wzbudziła moją sympatię. Dużo tu noisowych przesterów, krzyczanych partii wokalnych i niespodziewanych rozwiązań, zarówno rytmicznych jak i melodycznych. Przez pierwsze parę przesłuchań nawet nie zwróciłem uwagi na akordeon, który tworzy świetną melodię w " Red River " i " Scared man ".  Polskość wokalisty na szczęście nie wybija się boleśnie w anglojęzycznych tekstach jak to często bywa (choćby Piotr Rogucki na Excess, uwielbiam Comę, ale proszę mnie nie zmuszać do słuchania tej kompromitacji). To co się tu zdecydowanie wybija to sekcja rytmiczna, która jest cichym bohaterem tej płyty i zapewne na przyszłych albumach gra również podobną rolę. Właśnie słyszę solówkę perkusyjną w "Future Sports" i odechciało mi się pisać, wolę potańczyć :D. Na koniec warto zaznaczyć, że płyty słucha się jak koncertu, zespół widać świetnie się bawił tworząc tą płytę, dlatego brzmi ona tak żywo i naturalnie. Polecam całą dyskografię Something Like Elvis i życzę miłego dnia. Dla płytki 4,5/5

Poczekalnia

Ze względu na brak czasu te albumy muszą poczekać na moją opinie:
1. Allen/Lande The Showdown
2.  Atheist Jupiter
3.  Cruentus Terminal Code ( demon października w Metal Hammer polecany przez Arka Lercha)
4. Haken Aquarius
5.  Helloween 7 Sinners
6. James Blunt Some Kind of Trouble
7. Solefald Norrøn Livskunst

uff... trochę się tego zabrało. Sam fakt, że są na tej liście oznacza, że warto samemu po niego sięgnąć ( może za wyjątkiem Blunt'a, który raczej nic wybitnego nigdy nie stworzy, nie mniej jednak czasem warto odpocząć od tych wszystkich gitar, przesterów i werbli )

czwartek, 25 listopada 2010

Intronauci, wciąż w natarciu

Płyta idealna dla tych, którzy kiedyś lubili jak muzyka dawała im potężnego kopa w twarz, a teraz chcą wciąż czuć adrenalinę, ale z zachowaniem jedynek. Intronaut był w 2006 zespołem, który w perwersyjny sposób maltretował nasze narządy słuchu. Czasami zdarzały im się finezyjne wyciszenia, w których główną rolę odgrywał znakomity perkusista. Od płyty "  Prehistoricisms " chłopaki postanowiły odwrócić rolę, w większej części to finezyjne i zagmatwane partie rytmiczne prowadzą nas przez ich albumy, a partie krzyczane z bezpośrednim ułamkiem gitar są rarytasem. Kiedy pierwszy raz przesłuchałem "Valley of Smoke" uznałem, że szybko wyleci z mojej plejlisty, ale tak się nie stało. Wciąż z zaciekawieniem słucham tego albumu na telefonie, a od premiery minęły już około 3 tygodnie. Słucham go zarówno, kiedy mam ochotę się wyciszyć i rozładować. Gorąco polecam wszystkie 8 utworów, zresztą u mnie króluje zasada, że albumy słucha się tylko w całości. Tylko tak można je w pełni docenić. Na koniec zaznaczę, że info na temat każdego nowego albumu Intronaut wzbudza u mnie ciarki. Uznaję to za wystarczającą rekomendację (skromniacha ze mnie, wiem :D)
4/5

Energiczne mycie garnków

Mimo, że nie robi takiego wrażenia jak " The Black Parade ", które mnie osobiście zachwyciło, nowy album świetnie nadaje się do podśpiewywania przy myciu naczyń :D i to tyle. Do zaczytania

Kylesa - Spiral Shadow

Muszę na wstępie przyznać, że czekałem na tą płytkę jakoś od kwietnia i tym większy mój zawód z obranej przez Kylesa ścieżki. Muzyka Kylesa zgubiła gdzieś swój koloryt i energię. Nie znaczy to, że zespół nagrał płytę słabą, bo tak nie jest. Znajdziemy tu parę zacnych momentów, choćby dwa rozpoczynające ją utwory, które rozbudzają wspomnienia ze słuchania poprzedniej płyty „ Static Tensions „. Problemem tego wydawnictwa, przynajmniej w moim odczuciu jest to, że zespół poszedł w bardziej rockowo-psychodeliczne rejony (wydawca upiera się, że to Indie rock :p) niż sludge podszyty punkiem, jak to było na znakomitej poprzedniczce. Jedni na pewno powiedzą, że to świetnie, że zespół wciąż poszukuje i nie zamierza stać w miejscu i nie mam zamiaru się z nimi kłócić. Osobiście uwielbiam i akceptuje nawet najbardziej radykalne zmiany, ale myślę, że album „Spiral Shadow” jest okresem przejściowym pomiędzy „Static Tensions”, a kolejnym znakomitym albumem. Daję 3 z małym plusem i polecam ją wszystkim, którzy łatwą do sklasyfikowania i bezbarwną muzyką się brzydzą.
3,5/5

Things Ain't the Same



Karierę The Niceguys śledzę od nie dawna, bo od momenty pojawienia się teledysku do „ Mr Perfect”. Utwór na tyle wzbudził moje zainteresowanie (warto zaznaczyć, że to zespół hip hopowy), że sięgnałem po ich EP-kę „ Green Room”, która nie jest specjalnie wybitna, ale podtrzymała uczucie niecierpliwości związane z premierą pełnego albumu. Sam utwór oczarował mnie partią Hammonda, której nigdy nie spodziewałbym się usłyszeć na albumie hip hopowym. Przejdźmy do „The Show”, bo tak nazywa się ich długograj. Album brzmi trochę jakby powstał w innej epoce. Mimo mojej słabej wiedzy o hip hopie jestem w stanie stwierdzić, że tak nie brzmią dzisiejsze załogi hip hopowe i dużo w nim nostalgii za latami 90tymi, a nawet 70tymi (szczególnie w partiach instrumentalnych). Płyta może zniechęcić ponad 70 minutowym czasem trwania, ale naprawdę warto się przemóc. Na początek polecam utwór „Things Ain’t the same”, którym jest moim osobistym faworytem.
4/5

środa, 24 listopada 2010

Zachap to!

Jeśli lubicie klasyczny heavy metal zdecydowany 'zachap to!'

The Bulversaint słuchał dziś

Tank - War Machine, Star One - Victims of the Modern Age, Broken Records - Let Me Come Home, My Chemical Romance - Danger Days: The True Lives of the Fabulous Killjoys, Ulver - Blood Inside, Something Like Elvis - Personal Vertigo

Premiera tygodnia

Miła informacja - Blindead wydaje jednak w tym roku nową płytkę, co utrudni mi znacznie wybranie albumu roku, ale co tam, jak będzie smaczne to z pewnością wam doniosę... Jeszcze dwa dni ;D

Incepcja

Pewnie nie wiele osób wie, co tak na prawdę znaczy to słowo, więc ciekawych wysyłam do słownika. Od razu rozwieję wątpliwości - ten blog nie będzie miał nic wspólnego z trudnymi słowami, ani zagadkami słownymi. Głównym założeniem tego bloga jest zaspokojenie potrzeby polecania dobrej muzyki, poprzez zamieszczanie okładek albumów i krótkich ich opisów. Znajdziecie tu głównie albumy rockowe i metalowe, ze wszystkimi podgatunkami. Nie myślcie jednak, że The Bulversaint innych gatunków nie tyka. Przewiduje tu zarówno albumy hip hopowe, rap, electro, pop, jak i jazz. To na razie wszystko :) Do zaczytania