piątek, 30 grudnia 2011

Muzyk roku

W tej kategorii w roku 2011 szczególnie wyróżniali się dwaj panowie, którzy chyba nie mogli być bardziej od siebie oddaleni artystycznie. W swoich projektach poszli nie tylko w ilość, ale i w jakość. O jednym z nich już teraz wiem, że w nadchodzącym wielkimi krokami 2012 roku będzie miał wiele do zaoferowania swoim fanom (w tym mi). Ci z was, którzy pilnie studiują bloga pewnie już się domyślają o kogo chodzi...

Statik Selektah, który był w tym roku najbardziej płodnym muzykiem jakiego znam zachwycił mnie szczególnie swoim wspólnym projektem ze Slaine'm (La Coka Nostra), na którym to wysmażył jedne z najlepszych podkładów w karierze. Całkiem ciekawie prezentowała się też płyta z Bumpy Knuckles. Po za tym mogliśmy też posłuchać jego solowego albumu Population Control, na którym gości jest 3 więcej niż tracków, oraz kolaboracje z Action Bronson'em. W tym gąszczu wydawnictw nietrudno zapomnieć o skądinąd świetnej epce z Freddie Gibbs'em i pojedyńczych podkładach, które Statik stworzył dla co najmniej parunastu innych raperów. Mimo tak wielkiej liczby pracy Statik nie zszedł poniżej wysokiego poziomu, za co nie boję się mu przyznać tytułu muzyka roku 2011.

Drugim laureatem jest Joe Bonamassa, który nie jest, aż takim tytanem pracy jak wspomniany wyżej kolega, nie mniej jednak tworzy muzykę bliższą mojemu sercu. W tym roku zaserwował nam dwa bardzo dobre wydawnictwa bluesowe. Jedno z nich solowe, a drugie w duecie ze zjawiskową Beth Hart. Oczywiście na tym nie koniec, bo jako gitarzysta prowadzący odpowiada także za sukces drugiej płyty supergrupy Black Country Communion. Oby tak dalej.

Top 5 Polska

Tak jak podejrzewałem wybranie 5 najlepszych polskich płyt tego roku nie było wielkim problemem, można wręcz powiedzieć, że lista jest przewidywalna. Zanim jednak przejdę do niej chciałbym wyróżnić dwa zespoły, które nie znalazły miejsca w tegorocznym rankingu. Pierwszy z nich, Azarath, swoją najnowszą "czarną" produkcją nie tylko pokazał jak silną jest marką na światowym rynku black metalowym, ale także zachwycił mnie najbardziej intrygującym obrazkiem zdobiącym polski album. Chciałbym też wyróżnić Leash Eye za krążek V.I.D.I., którym dzielnie walczyli z J.D. Overdrive o tytuł najmocniejszej płyty stonerowej. A teraz przejdźmy do pierwszej piątki:

1. Ocean "Wojna Świń"
2. Kruk "It Will Not Come Back"
3. Coma "Czerwony Album"
4. W.E.N.A. "Dalekie Zbliżenia" / Rasmentalism "Hotel Trzygwiazdkowy"
5. J.D. Overdrive "Sex, Whiskey & Southern Blood"

poniedziałek, 26 grudnia 2011

sobota, 24 grudnia 2011

Przebłyski przyszłych płyt

Znany jest już oficjalny tytuł kolejnej płyty Gazpacho, March Of Ghosts, bo o nim mowa, ukaże się 27 lutego 2012 roku. Po raz kolejny będzie to koncept album.

Zachętka

Zaległości

Ostatnie parę dni spędziłem na odrabianiu zaległości płytowych jakie mi się nagromadziły pod koniec roku. W ten sposób pojawiło się w mojej głowie więcej znaków zapytania odnośnie zagranicznego rankingu muzycznego, bo takie albumy jak The Tangent "Comm", Monkey3 "Beyond The Black Sky", Rwake "Rest", czy Wolverine "Communication Lost" okazały się być małymi perełkami 2011.

piątek, 23 grudnia 2011

Przebłyski przyszłych płyt

Wielu z nas, fanów muzyki z nadzieją spogląda na rok 2012 i zastanawia się jakich wydawnictw może się spodziewać. Na horyzoncie właśnie pojawiła się nowa płyta hard rockowego Mustasch o wdzięcznym tytule Sounds Like Hell, Looks Like Heaven. Grupa każdą kolejną płytą potwierdzała swoją muzyczną wartość, miejmy nadzieje, że ich kolejny krążek zaplanowany na 1 lutego także przyniesie im chlubę. Ja z pewnością na to liczę.

O to okładka i tracklista:
1. Speed Metal
2. The Challenger
3. It's Never Too Late
4. Cold Heart Mother Son
5. Morning Star
6. Dead Again
7. Your Father Must Be Proud Of You
8. Destroyed By Destruction
9. I Don't Hate You
10. Northern Link

czwartek, 22 grudnia 2011

Within Temptation - Fire And Ice

Sharon Den Adel!!!

Album Tygodnia: The Roots "Undun"

Dawno nie zdarzyło mi się słuchać takiego zestawu potencjalnych hitów jak Undun. The Roots zaczęli nieśmiało, na każdym albumie można było znaleźć co najmniej jeden nośny kawałek gotowy na emisje w radiu. Później od The Tipping Point liczba przebojowych momentów znacznie się zwiększyła, żeby na wysokości How I Got Over wypełnić już cały krążek. Najnowsze dzieło nie różni się zbytnio od ostatniego długograja grupy, jeżeli chodzi o wielką przebojowość i podejście do kompozycji. Jest to chyba najkrótsze dzieło w dziejach tego zespołu z tego względu wchodzi bez popitki. Dodatkowo jest to koncept album z gangsterką w tle, co fanom tego typu klimatów na pewno przyniesie wiele frajdy.
Jako, że zawsze powtarzam, że melodia ma dla mnie ogromne znaczenie, nie pozostaje mi nic innego jak tylko wręczyć The Roots 4,5/5 za ich najnowszy, bardzo dobry album.

środa, 21 grudnia 2011

Zachętka

Podsumowania

Rok 2012 zbliża się wielkimi krokami, najwyższy więc czas zebrać się wreszcie w sobie i wybrać te płyty, które najbardziej w tym roku cieszyły. Myślałem, że będzie to zadanie w miarę proste, bo tak naprawdę żadne oszałamiająco dobre albumy w tym roku nie wyszły. Problem w tym, że rok 2011 spłodził mnóstwo płyt bardzo dobrych, które trudno będzie zmieścić w 10 albumowym rankingu (świat). W Polsce jak zwykle zero stresu, bo faworyci bardzo wyraźnie wybijają się przed szereg. Zebranie i uszeregowanie najlepszej piątki nie będzie raczej trudne. Dodatkowo w tym roku do swojego rankingu dodaje dwie kategorie: EP Roku i Muzyk Roku. Pozostaje mi tylko życzyć wam miłych snów i wziąć się do roboty. Wypatrujcie rankingu na początku stycznia.

niedziela, 18 grudnia 2011

Statik Selektah oszalał!

Nadchodzi kolejna rapowa pozycja napędzana bitami Statik Selektah, który to niedawno popisał się duetem ze Slainem, kolaboracją z Bumpy Knuckles, nagrał własny solowy krążek, jak i album Well Done z Action Bronson'em, a ponadto udzielił się gościnnie na niezliczonej liczbie płyt swoich ziomków. Tym razem Statik wraca z projektem 1982, który współtworzy z Termanology. Ich wspólne dzieło nosi tytuł 2012 i ma pojawić się na początku roku.

Sounds From Nowheresville


No i mamy wreszcie oficjalny tytuł drugiej płyty The Ting Tings. Wydawnictwo zatytułowane jest Sounds From Nowheresville i ukaże się 27 lutego. A oto tracklista:

1. Silence
2. Hit Me Down Sonny
3. Hang It Up
4. Give It Back
5. Guggenheim
6. Soul Killing
7. One By One
8. Day To Day
9. Help
10. In Your Life

P. S. Szkoda, że na płycie nie pojawi się utwór "Hands", który swojego czasu miał być singlem promującym ten album.

środa, 14 grudnia 2011

Krótko i na temat: Voyager, Redemption

Voyager - The Meaning Of I

Czwarty długogrający krążek Voyager przynosi kolejną dawkę ultra-melodyjnego progmetalu, do którego nawet moja mama ochoczo podśpiewuje w swoim niezrozumiałym języku. Nie wspominając już o jej radosnych podrygach ciała. Wielkim atutem Voyager jest ich umiejętność zwinnego żonglowania stylistyką, upiększając ją elementami popu czy electro. Chętnie też śpiewają w różnych językach, co na tej płycie zdarza się dwukrotnie (język niemiecki i rosyjski). Pozytywnie wypada także wokalny hołd dla niedawno zmarłego Peter'a Steele'a.


Redemption - This Mortal Coil

Dotknięty śmiertelną chorobą Nick Van Dyk skomponował najbogatsze jak do tej pory dzieło Redemption. Mówią, że kiedy artysta cierpi tworzy lepsze dzieła i trudno temu zaprzeczyć w kontekście tego albumu. Zainspirowana śmiercią opowieść, aż kipi od emocji. Ray Alder wykonał jedne z najlepszych partii wokalnych jakie w tym roku słyszałem, co zaowocowało również rewelacyjnymi emocjami. Mimo mroku jest tu także dużo miejsca na światło, co można wyłapać zarówno w warstwie lirycznej jak i muzyce. Bardzo mocny punkt na muzycznej mapie 2011.

wtorek, 13 grudnia 2011

Harvest Moon

Mało brakowało, a zapomniałbym wam wspomnieć, że już niedługo możemy się spodziewać premiery trzeciej studyjnej płyty zespołu Votum. Poprzednie ich wydawnictwo znalazło się naprawdę wysoko w moich podsumowaniach. Mam nadzieję, że Harvest Moon będzie równie dobre.

Chico And The Man


Właśnie dziś powinien ukazać się długo oczekiwany projekt Kno i Tonedeff'a pt. Chico And The Man. Jak na razie znane są dwa (znakomite) z 20 utworów, które mają wypełnić ten srebrny krążek. Bardzo trudno w dzisiejszych czasach utrzymać coś w tajemnicy, a jednak chłopakom się udało. Płyta do tej pory nie wyciekła do sieci, a tylko nielicznym znane są szczegóły dotyczące tego wydawnictwa. Zacieram ręce i czekam na newsy.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

The Boogie Town "Grawitacja"

Jakby w radiu leciały takie utwory jak "Grawitacja" z częstotliwością równą Pectusom i Piaskom to przeszukiwałbym teraz stacje radiowe w poszukiwaniu dobrej muzyki, a nie odmęty internetu i jutuby.

10 tysięcy

Dobiliśmy razem 10 tysięcy wyświetleń! Dziękuje wszystkim stałym i przypadkowym czytelnikom bloga. Obiecuje niedługo zabrać się za kolejne teksty, w tym o najnowszym albumie Redemption i The Roots. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje za wsparcie :)

czwartek, 8 grudnia 2011

Przebłyski przyszłych płyt

Tym razem mam dla was zapowiedź najnowszego krążka niemieckiego Sylvan, który na 27 stycznia przygotował 5 utworów spiętych tytułem Sceneries. Poniżej możecie posłuchać fragmentów każdego z utworów przygotowanych na najnowszy album niemieckich prog rockowców.

wtorek, 6 grudnia 2011

Krótko i na temat: Dream Theater, Anthrax

Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events

Przy okazji poprzedniego dzieła Teatru Marzeń całkowicie straciłem zainteresowanie dokonaniami tego zespołu. W sumie zawsze traktowałem ich trochę po macoszemu mimo, że znam każdą pozycję z ich dyskografii.
A Dramatic Turn Of Events przywrócił mi jednak zapał do słuchania ich kompozycji i to powinno wystarczyć za rekomendacje. Tak chwytliwej i przystępnej muzyki dawno nie można było odnaleźć na krążkach DT i nawet jeśli jest tu trochę za dużo ballad to wciąż mamy do czynienia z pozycją niezwykle dynamiczną i nośną. Taki "Breaking All Illusions" to jeden z najlepszych progresywnych epików tego roku. Polecam!

Anthrax - Worship Music

Nowa, długo oczekiwana płyta Anthrax ma dość mieszane oceny mimo, że wszystkie pozostają w tonie raczej pochlebnym. Dla przykładu brytyjski Metal Hammer dał im tytuł płyty miesiąca i ocenił Worship Music na 9 w 10 liczbowej skali. Z kolei Angry Metal Guy, którego wnikliwe recenzje bardzo sobie cenię ocenił ich krążek na 3+/5. Pytaniem jest czy albumy takie jak ten, całkowicie pozbawione oryginalności i zagłębione w latach świetności thrashu powinny w ogóle dostawać najwyższe noty.
Jak zwykle w przypadku pytań o istotę oceniania muzyki odpowiedź będzie się różnić w zależności od recenzenta czy fana.
Ja osobiście stanę gdzieś pomiędzy i dam ocenę 4/5, ponieważ Worship Music ma wartość dla mnie największą, a mam tu na myśli niesamowitą chwytliwość i charakterystyczną dla gatunku drapieżność. Po za tym to po prostu zbiór świetnych kompozycji. Nową pozycję Anthrax cenie sobie wyżej niż nowe dokonania thrashowego Evile, który zbiera podobne noty pomimo tego iż ich muzyka jest całkowicie pozbawiona własnej tożsamości.

środa, 30 listopada 2011

Premiery Grudnia

The Roots Undun (6 grudzień)
KoRn The Path Of Totality (5 grudzień)
Tonedeff & Kno Chico And The Man (13 grudzień)
The Black Keys El Camino (6 grudzień)

Przebłyski przyszłych płyt

Znakomita wiadomość dla fanów progresywnego rocka ze Skandynawii. Norwedzy z Gazpacho są na etapie przedprodukcji swojego 7 już krążka studyjnego. Nowego dzieła Jana-Henrika Ohme i spółki możemy się spodziewać już wiosną roku 2012. Album nie ma jeszcze tytułu.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Album tygodnia: ArtOfficial "Vitamins & Minerals"

ArtOfficial to nie tylko zjawisko hip hopowe, to przede wszystkim grupa niezwykle uzdolnionych i zgranych muzyków jazzowych. Mało, który zespół z taką swobodą płynie na dźwiękach, żongluje stylistykami i do tego nagrywa tak zapamiętywalne motywy.  

Vitamins & Minerals to kolejny dowód na to, że mamy do czynienia z dojrzałym zespołem. Płyta została dopracowana do granic możliwości, w studiu zagościło mnóstwo utalentowanych gości, a w utworze finałowym pojawiła się nawet grupa Miami Symphonic Strings. Od pierwszej do ostatniej minuty mamy przyjemność delektować się niezwykle wykwintnym daniem. Od wszelakich dęciaków może rozboleć, aż głowa, bo to one są główną siłą napędową tej płyty i na nich też tkwi odpowiedzialność za prowadzenie melodii. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu "AO Cadence", krótki, lecz treściwy instrumental. Właśnie w takich momentach słychać, że w ArtOfficial głównym czynnikiem jest muzyka, a nie rapowanie, choć to drugie wypada na Witaminach i Minerałach całkiem nieźle, zwłaszcza w warstwie tekstowej. Można psioczyć, że mimo, że mamy dwóch wokalistów to ich głosy i flow są tak zbliżone, że można zapomnieć o jakiejkolwiek różnorodności wokalnej. Na szczęście mamy od tego gości. .

Muszę przyznać, że znając tylko 4 utwory z nadchodzącej płyty miałem pewne obawy. Wydawało mi się, że są one zbytnio do siebie podobne. Okazało się jednak, że Vitamins & Minerals jest jedną z tych albumów, które należy słuchać od początku do końca, bo tak najlepiej smakuje.

4,5/5

sobota, 26 listopada 2011

Nowa płyta Metallica w 2013?

Na to wygląda. Rob Trujillo wypowiedział się ostatnio na temat nowo powstałych utworów i zapowiada, że Death Magnetic to była tylko rozgrzewka. Muzycy planują poświęcić przyszły rok na sesje nagraniowe. Miejmy tylko nadzieje, że zatrą złe wrażenie pozostawione przez Lulu.

piątek, 25 listopada 2011

MarQ Spekt & Kno

Przyznaję się bez bicia, uwielbiam wszystko, co tworzy Kno. Podkłady jakie wysmażył na Oneirology jego macierzystej grupy to absolutny unikat na scenie Hip Hop.

Wspólny projekt z MarQ Spekt nie wytrzymuje porównań z tym dziełem, ale Kno nigdy nie praktykował wchodzenia dwa razy do tej samej rzeki i po raz kolejny stworzył coś własnego, stojącego w całkowitej opozycji do poprzedniego dzieła. Wprawdzie parę podkładów nasuwa skojarzenia z Alchemistem, jednak są to tylko szczegóły, w których obaj producenci się lubują. Nie zabrakło na MacheteVision charakterystycznego dla Kno samplowania w "The Royal Peasant", czy przywodzących na myśl Oneirology klawiszy w "The Devil". "All Smiles (Plastic Mask)" pasuje praktycznie do każdego projektu Kno, z kolei "Danger" brzmi jak żywcem wyjęty z Death Is Silent. 

Warto się na chwilę zatrzymać na przygotowanej przez MarQ Spekt warstwie lirycznej, którą najprościej porównać do kina Rodriguez/Tarantino, co już sama okładka i tytuł krążka sugestywnie podpowiadają. Dla fanów gore pozycja obowiązkowa, do tego podana w tak naturalny sposób, jakby MarQ Spekt opowiadał o grillu u babci.

W ogólnym rozrachunku MacheteVision to dobra płyta, niekoniecznie spełniająca moje oczekiwania, ale chyba po cichu liczyłem, że Kno będzie stał w miejscu. Ten na szczęście postanowił postawić kolejny stabilny krok w drodze po tytuł najlepszego producenta hip hopowego.

czwartek, 24 listopada 2011

The Ting Tings "Silence (Bag Raiders Remix)"

Striking back!

Zjechałem Anglię, zjechałem Włochy, ale jak to mówią w domu zawsze najlepiej, Dziś piszę do was prosto z Polski i mam nadzieje, że teraz sytuacja się ustabilizuje i będziecie mieli znacznie więcej materiału do czytania. Mam już plany na dłuższe teksty, między innymi na temat nowych płyt ArtOfficial i MarQ Spekt & Kno, do tego na pewno znajdzie się coś dla fanów ostrzejszego grania, bo nawet w tej chwili z moich głośników wybrzmiewają cięte riffy. Powoli przygotowuje się także do tegorocznego muzycznego podsumowania. Myślę, że nie będzie problemy z wybraniem najlepszych, mimo, że już teraz mam na koncie niebagatelną liczbę 170 albumów roku 2011. Do zaczytania :)

piątek, 11 listopada 2011

Giro di Italia

W związku z tym, że aktualnie przebywam w słonecznych Włoszech, specjalnie dla was włoski akcent muzyczny - Fabrizio Moro ze swoim świetnym "Libero". Miłego słuchania.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Krótko i na temat: Graveyard, Jane's Addiction, Cynic

Graveyard - Hisingen Blues

Nie wiem jak to się dzieje, że większość zespołów uważanych za współczesną reinkarnacje Led Zepellin trafia do mnie bez popitki, a  ich protoplaści mają trudności z zagrzaniem miejsca na mojej plejliście. Graveyard jest właśnie takim zespołem, czerpiąc garściami z dorobku Zepellinów. Nie mniej jednak nie mamy do czynienia z odgrzewanym kotletem, a pełnokrwistym materiałem, który dzięki specyficznemu szwedzkiemu feelingowi i charyzmatycznemu Joakimowi Nilsson'owi za mikrofonem ma prawo być kojarzony tylko z jednym zespołem - Graveyard!

Jane's Addiction - The Great Escape Artist

Po paru przesłuchaniach The Great Escape... doszedłem do wniosku, że najmocniejszym punktem tego krążka są melodie w "Irresistible Force", "Twisted Tales" i "Splash A Little Water On It", oraz soczyste solówki Navarro. Cała reszta, za wyjątkiem utworu otwierającego zestaw ("Underground"), już mnie tak nie grzeje. Poprawna propozycja z rewelacyjnymi momentami.



Cynic - Carbon-Based Anatomy

Recenzent w polskim Metal Hamerze tak się zachwycił tym bądź, co bądź dobrym albumem, że czytając jego recenzje poczułem, że o to czeka mnie uczta na miarę 10-lecia, kiedy wreszcie odpalę Carbon-Based Anatomy. Właśnie taki zawyżony hype zakłóca mi odbiór tego Mini-CD, bo trudno nazwać 22 minutowe dziełko pełnoprawnym albumem. Pierwszym, co biję w uszy jest fakt, że to tak naprawdę tylko 3 utwory, a reszta to intro/outro, interludium - całkiem miłe w swoim oddźwięku, ale jednak. Kolejnym zaskoczeniem, może być delikatność tego wydawnictwa w porównaniu do przełomowego Focus z 1993 roku.  Cynic przeszedł długą drogę od tamtego czasu i trudno go wciąż nazywać zespołem grającym techniczny death metal, czy choćby metal. Całość zaczyna się plemiennym śpiewem i delikatnym tłem intrumentów, potem dostajemy utwór tytułowy z ciekawą linią melodyczną, która automatycznie wpada do głowy. "Box Up My Bones" ma podobny klimat i mocno zbliża się do rocka progresywnego. Następny w kolejce "Bija!" to miniaturka, która tak szybko mija, że czasem zapomnę się w nią wsłuchać. Tuż przed końcem dostajemy najbardziej intensywny "Elves Beam Out" i wszystko zanika w "Hieroglyph". Trudno mi powiedzieć, że 3 całkiem fajne utwory to szczyt moich oczekiwań względem Cynic.

niedziela, 6 listopada 2011

The Roots - Make My

To tylko fragment oryginalnego utworu z zapowiedzianej na 6 grudzień płyty Undun. Kolejna zapowiedź już we wtorek.

sobota, 5 listopada 2011

Chris Cornell "The Keeper"

Utwór promuje nie tylko najnowszy akustyczny album Chrisa Songbook, ale także film "Machine Gun Preacher z Geraldem Butler'em w roli głównej. Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś ciekawszego.

Dziś premiera nowego albumu ArtOfficial!

O to tracklista Vitamins & Minerals:

01.Low Level
02.Bags Packed (feat. Amanda Diva)
03.All In All (Featuring .Michelle Forman & Asuka Barden)
04.Migraine
05.Rooftop
06.Black Birds
07.AO Cadence
08.Rumor Says (feat. Anita Faye Wilson & Donald Lowe)
09.Three Four (Featuring . Rory Cooper)
10.8785
11.Can’t Keep Running In Place (feat. Wrekonize & DJ Fuse)
12.Vitamins & Minerals
13.Pound For Pound
14.Don’t Hold Your Breath (feat. Miami Symphonic Strings)

piątek, 4 listopada 2011

Hammers Of Misfortune/ Monkey3

Uznaje komentarz za zbędny, niech przemówi muzyka :)

Floex, czyli elektroniczne pejzaże

Kolejny po Vesicle zespół, który ma szansę mocno namieszać na elektronicznej scenie, a co ważniejsze, w moim muzycznym sercu.

Premiery Listopada

Curren$y Verde Terrace
Statik Selektah Population Control (25 listopada)
Olivia Anna Livki The Name Of This Girl Is...
Action Bronson & Statik Selektah Well Done (22 listopada)
Disturbed The Lost Children (8 listopada)
Magnum Evolution (22 listopada)

czwartek, 3 listopada 2011

Kobra And The Lotus "Welcome To My Funeral"

Brittany "Kobra" Paige! Zapamiętajcie to nazwisko, bo z takim głosem może namieszać w przeładowanym testosteronem heavy metalowym piekiełku.

środa, 2 listopada 2011

I would cut my legs and tits off when I think of Lou Reed and Metallica

Obiecałem jakiś czas temu, że podzielę się z wami swoimi przemyśleniami odnośnie owoców współpracy zespołu Metallica i króla undergroundu Lou Reeda, jak zauważyliście pewnie w tytule tego posta, miód po ekranie raczej się lać nie będzie. Cieszę się bardzo, że nie miałem wygórowanych nadziei względem tego projektu, bo mógłbym rzucić krzesłem albo dwoma (kolejna aluzja do tekstów z Lulu). Jak St. Anger chętnie uratowałem z otchłani, tak Lulu jest mi niezmiernie trudno bronić, w pewnych momentach można pomyśleć, że Metallica się stara (świetny riff w "Pumping Blood", czy ciekawy kompozycyjnie "Cheat On Me"), ale Lou czuwa i też się stara... pogrążyć nadzieję na momenty, w których jego głos zaniknie. Dobrze wypada klimat "Junior Dad", niestety ten utwór trwa o 15 minut za długo (naprawdę nie widzę uzasadnienia przedłużania tej kompozycji). Przez moment podobało mi się nawet "Frustration" i zaczęła mi się wkręcać wokalna "ekwilibrystyka" Lou, ale potem uświadomiłem sobie, że "podśpiewywanie" w stylu Reeda mnie po prostu bawi. Słowem podsumowania, okropna kolaboracja, która skłania mnie do myślenia, że członkowie Metalliki mają coraz większe problemy ze słuchem (ja bym Lou ze studia wyrzucił, albo wysłał go na lekcje śpiewu), niemniej jednak nie pozbawiona promyczków nadziei nieśmiało wyłaniających się w wyżej wymienionych utworach. Kompozycyjnie przyzwoicie, wokalnie "fru-fru-frustration", jako całość zawodzi kompletnie.
2/5

niedziela, 30 października 2011

Zachap To! - Pain Of Salvation "Road Salt Two"

Trochę już ten album słucham i muszę przyznać, że znacznie zyskuje przy bliższym poznaniu. Gildenlow nie zawodzi kompozytorsko, a tym bardziej wokalnie. Utwory są bardziej spójne niż miało to miejsce na pierwszej części Road Salt. Po za tym fani analogów powinni być zachwyceni brzmieniem tego krążka, który w zamierzeniu miał przywołać ducha lat 70-tych. Niestety w porównaniu z Road Salt One druga część tej podróży wypada słabiej, nie mniej jednak trudno powiedzieć, że jest to słaby krążek. Ja słucham go z wielką przyjemnością i na pewno będę do niego wracać. Poniżej mała zachęta :)

The Black Keys - Lonely Boy

Nieskromnie mówiąc, też tak umiem :)

sobota, 29 października 2011

Przebłyski Przyszłych Płyt - Orange Goblin "A Eulogy For The Damned"

Brytyjscy Stoner Metalowcy z Orange Goblin planują wydanie nowego krążka na początek 2012, a ja mogę się pochwalić, że słyszałem już fragmenty tego wydawnictwa na żywo. Było to na 25-leciu brytyjskiego Metal Hammer'a i to właśnie dla Goblinów (i tanich trunków - ceny z 1986 roku) poszedłem na to wydarzenie. Coś mi się wydaję, że zima w tym roku będzie wyjątkowo gorąca.

Tracklista:


1. Red Tide Risisng
2. Stand For Something
3. Acid Trial
4. The Filthy And The Few
5. Save Me From Myself
6. The Fog
7. Return To Mars
8. Death Of Aquarius
9. The Eulogy For The Damned

czwartek, 27 października 2011

Steven Wilson "Grace For Drowning"

Im bardziej staram się pokochać najnowsze dzieło Stevena Wilson'a tym częściej rozkładam ręce w geście bezradności. Mimo, że lubię słuchać Grace For Drowning tak samo jak lubię czekać na ulubione momenty poukrywane wśród tych dwunastu kompozycji to album jako całość nie wywiera na mnie żadnego specjalnego efektu emocjonalnego. Najczęstsze uczucie jakie mi towarzyszy na przestrzeni tych dwóch krążków to podziw dla Stevena i zespołu  za stworzenie tak złożonych dźwiękowo utworów. Jak wszyscy wiemy umiejętność tworzenia skomplikowanych kompozycji to nie wszystko, brakuje mi trochę więcej emocji poukrywanej w grze instrumentów, która wydaje się zbyt sterylna. Zarówno w kwestii instrumentalnej jak i produkcyjnej Grace... to album przykładowo doskonały i ja również go takim widzę, ale słuchając go czuję emocjonalny dystans zarówno z mojej strony jak i Wilsona. Jeśli miałbym wymienić moje ulubione utwory to wybrałbym "No Part Of Me", intrygujący "Index", schizofreniczny "Remainder The Black Dog", absolutny opus magnum tego wydawnictwa, czyli "Raider II".

4/5

Krótko i na temat: Machine Head, Skeletonwitch, Coma

Machine Head - Unto The Locust

Poprzedni opus MH The Blackening został wyniesiony pod niebiosa przez brytyjskiego Metal Hammer'a i dostał zaszczytny tytuł płyty dekady. Czy słusznie? Nie będę się w to zagłębiać. Krążek z 2007 był ewidentnie wielogłowym monstrum,które wręcz przytłaczało słuchacza swoją złożonością i muzyczną erudycją załogi Robba Flynn'a. W 2011 Machine Head brzmi podobnie, choć Unto The Locust jest bardziej selektywne. Dostajemy 7 utworów w ciągu 50 minut. Wielki plus dla krążka, który przez nawet ułamek sekundy nie nudzi i nie męczy słuchacza. Zespół utrzymał wysoki poziom kompozycyjny i zaskarbił sobie tym samym jeszcze większy szacunek. Posłuchajcie choćby thrashowej perełki pod tytułem "Locust", czy świetnie zaśpiewanego, kipiącego liryczną szczerością "Darkness Within", a gwarantuje, że obojętność nie będzie uczuciem, które spłynie na wasze metalowe serca.

Skeletonwitch - Forever Abomination

Jeżeli masz problemy z kręgosłupem, a w szczególności kręgami szyjnymi to nie polecam Ci zakupu tej płyty, bo po takim headbangingu może Ci przybyć o jedną naklejkę więcej na szybie twojego samochodu. Skeletonwitch nie ma nic wspólnego z sielankowym, leczniczym graniem, za to znają się na łamaniu kości i ranieniu narządu słuchu. Ich najnowszy krążek to bezpretensjonalna thrashowa jazda i powinien być puszczany na każdej thrashowej dyskotece.


Coma - Czerwony Album

Miałem zamiar opisać ten album w dziale "Płyta Tygodnia", ale przeczytałem już tyle recenzji Czerwonego Albumu, że nie napisałbym już nic nowego. Comę uwielbiam, więc muszę ich jednak osobiście pochwalić. Nagrali kolejną płytę na wysokim poziomie i udało im się przy tym nie połknąć własnego ogona. Na krążku w kolorze posoki jest mnóstwo nowych dla Comy elementów, zarówno w sposobie śpiewania Roguca, jak i w lżejszych tematycznie lirykach. Ponadto dwukrotnie ("Deszczowa Piosenka", "Gwiazdozbiory") pojawia się melodyka, której nie powstydziłby się System Of A Down, a "Los Cebula i Krokodyle Łzy" przypomina mi trochę ballady Perfectu. Stwarza to obraz zespołu, który mimo czerpania inspiracji z innych zespołów potrafi tchnąć w nie swój własny, niepowtarzalny charakter.

wtorek, 25 października 2011

Artofficial "Rooftop"

Kolejna odsłona nowego krążka ArtOfficial, który już za ponad tydzień powinien wylądować na sklepowych półkach. Po wysłuchaniu bodajże 4 utworów z tego Vitamins & Minerals, wciąż nie wiem, czego się spodziewać. "Rooftop" jest jednak całkiem przyjemny.

sobota, 22 października 2011

Strącone w otchłań - Metallica "St. Anger"

Na rozpoczęcie nowego cyklu pod wdzięcznym tytułem "Strącone w otchłań" wybrałem owiany złą sławą St. Anger. Domyślacie się już czego dotyczyć będą teksty w tym dziale? Oczywiście płyt, które na przestrzeni lat spotkały się z tak dużą ilością krytyki, że zespół, który dopuścił się takiego dziwoląga powinien się zaszyć w piwnicy i zamiast mentosów wcinać Xanax.

Jak pokazała historia, muzycy Metalliki wybrali inną drogę i nagrali (po wielu latach milczenia) świetny Death Magnetic, ale wróćmy do tematu głównego. Wyżej wymieniony dziwoląg spotkał się z ogromną nienawiścią fanów, a głównym zarzutem była "garkowa" perkusja, która za nic nie przypominała dawnego potężnego soundu, do jakiego przyzwyczaił Ulrich. Zarzut jak najbardziej słuszny, ale czy warto z takiego powodu zepchnąć album w czeluście niebytu?

Jak bardzo nie broniłbym tego albumu, widzę dokładnie wszystkie jego wady. Utwory są zbyt rozciągnięte i w żadnym wypadku liczba pomysłów muzycznych (których jest naprawdę mało) nie uzasadnia ich długości. Męcząca jest także powtarzalność refrenów, które czasami wyśpiewane są ponad 10 razy! Gruba przesada, nie ważne jak dobry to refren (na St. Anger bardzo mało jest przebojowych refrenów). Kolejnym wielkim zgrzytem według fanów był fakt, że zespół zabrzmiał na tym krążku, jakby dopiero wyszedł z garażu, nie wspominając już o kompletnie niezrozumiałych tekstach.

Po przeczytaniu powyższego akapitu, z którym w pełni się utożsamiam nasuwa się pytanie - Czemu bronię St Anger? Co więcej, czemu lubię ten album? Odpowiedź jest złożona i ma podłoże poza muzyczne. Metallica była w bardzo ciemnym miejscu, kiedy tworzyła ten zbiór piosenek. W każdym dźwięku słychać gówno jakie w nich tkwiło w czasie sesji nagraniowej i to jest właśnie piękne w tej muzyce. To niewątpliwie najszczersza płyta tego zespołu. James, Kirk i Lars wywlekli swoje wewnętrzne demony i stworzyli album brudny, brzydki i skrajnie garażowy, album, który trudno polubić tak samo, jak było im trudno polubić siebie nawzajem w trakcie tworzenia St. Anger. Zastanówcie się sami, które zespół na szczycie odważył się nagrać taką płytę? Jaką płytę porównalibyście do tego krążka? Według mnie nikt nie stworzył albumu podobnego St. Anger i choćby za to należy jej się szacunek.

W związku z tym, że zespół właśnie popełnił kolejną kontrowersyjną pozycję w swojej dyskografii możecie spodziewać się niedługo kolejnego artykułu z nazwą Metallica w tytule. Już po pierwszym przesłuchaniu mam sporo przemyśleń. Do zaczytania.

Random Art






piątek, 21 października 2011

Chelsea Wolfe "Mer"

Odczuwam przyjemny strach słuchając Apokalypsis, nie wspominając już o chłodzie jaki wydobywa się z tych dziesięciu utworów. Chelsea potwierdza swoją artystyczną niezależność i chwała jej za to. Miłego słuchania :)

czwartek, 20 października 2011

The Ting Tings - Hang It Up

Coś jednak się dzieje w obozie The Ting Tings skoro pojawił się drugi singiel promujący (zbyt długo powstający) nowy album o nazwie Kunst. Fani popsioczyli i chyba zespół się trochę przestraszył, bo utwór "Hang It Up" jest skrajnie inny od tanecznego "Hands", bardziej rockowo-bujający. Nie wiem, która inkarnacja zespołu bardziej mi się podoba, więc mam nadzieje, że kiedy płyta się wreszcie ukaże to usłyszę je obie.

niedziela, 16 października 2011

Pierwszy odsłuch! Nie gadaj!

Bardzo dobry początek dnia. Obawy dotyczące kondycji Comy rozwiane w kwadrans. Jak napisał mi mój dobry kolega - "Na Pół" to dobra zmyła. Jako singiel stał w ogromnej opozycji do tego do czego przyzwyczaiła nas Coma. Jako część Czerwonego Albumu nie razi już tak bardzo. Początek albumu to krótkie i zwarte ciosy o lekko garażowym brzmieniu. Druga połowa, zaczynająca się od 0RH+ to już czysta poezja. Wybitnie piękne gitarowe pasaże i chwytliwe melodie, które brną wolnym krokiem do wielkiego finału. Taką Comę lubię najbardziej. Bardzo silny kandydat na polską płytę roku.

piątek, 14 października 2011

Album Tygodnia - Mastodon "The Hunter"

Kto mnie choć trochę zna lub regularnie czyta bloga spodziewał się pewnie tej publikacji. Mastodon to wielka nazwa i niewątpliwie jeden z najważniejszych zespołów jakie zdążyłem poznać w ciągu 22 wiosen mojego życia. To chyba właśnie po wysłuchaniu ich albumu Blood Mountain na dobre zanurzyłem się w odmętach metalu. Od tamtej pory każda ich kolejna płyta podobała mi się bardziej, można nawet powiedzieć, że dojrzewałem wraz z zespołem jako słuchacz. Kolejny w dyskografii Crack The Skye okazał się cholernie wymagającym kawałkiem progresywnego grania i wielu sądzi, że zespół się troszkę zagalopował. Dla mnie było to jedno ze szczytowych osiągnięć zespołu i po dziś dzień bardzo cenie sobie ten album. A jak jest z najnowszym wydawnictwem zatytułowanym The Hunter? Zdecydowanie łatwiejsza to płyta, bardziej zbliżona do Krwawej góry pod względem melodyjności i długości kompozycji, ale pokazująca zespół, który wciąż się rozwija. Słychać to zarówno w muzyce, choćby kosmiczne "Creature Lives" jak i partiach śpiewanych. Miło zaskakuje w lwiej części zaśpiewany przez perkusistę Branna Dailora utwór "Dry Bone Valley", który przynosi skojarzenia z Josh'em Homme (szczerze mówiąc głosy mają podobne tylko momentami). Radiowych hitem niewątpliwie powinien zostać "Curl Of The Burl", w którym harmonie wokalne łudząco przypominają Ozzy'ego. Na najnowszym krążku pojawia się także kompozycja (prawie) instrumentalna. "Prawie", bo w "The Sparrow" pojawia się króciutka linia wokalna. Aktualnie jeden z moich ulubionych instrumentali ever. The Hunter to bezsprzecznie kandydat na płytę roku, ale nie jestem pewien czy jest to tak genialna płyta jak poprzedzająca ją Crack The Skye. Mastodon pokazał, że nie ma drugiego takiego zespołu na całym świecie, potwierdził, że jest rozpoznawalną marką i nie schodzi poniżej pewnego, jakże wysokiego artystycznego poziomu. Każda z 13 kompozycji na nowej płycie to szalenie przyjemna podróż, która jak wakacje na Malediwach nie zachęca do powrotu do szarej rzeczywistości. Czy to wystarczy, by Łowca dostał najwyższą notę? Sami oceńcie.

wtorek, 11 października 2011

Krótko i na temat: Dark Time Sunshine, Kasia Nosowska, Evanescence

Dark Time Sunshine - Vessel

Jeżeli szukacie w rapie czegoś innego i pulsującego świeżą energią to DTS jest właśnie dla was. Mimo, że to wydawnictwo z 2010 to wciąż smakuje jakby dopiero wypłynęło ze studia nagraniowego. Pulsujące, nie co kosmiczne podkłady i zaraźliwa melodyka przemawiają za tym by jak najszybciej sięgnąć po Vessel.




Kasia Nosowska - 8

Prosta historia jak to Dejw z zawodu przeskoczył do akceptacji, by następnie przebudzić się pewnej nocy i wypowiedzieć 5 magicznych słów - "Ta płyta jest naprawdę dobra!". Niby Kasia pozostaje Kasią, ale z pomocą Macuka udało jej się trochę odświeżyć swój artystyczny wizerunek. Już pierwszy z brzegu "Rozszczep" intryguje niepokojącą muzyką. Bardzo lubię takie płyty jak ta, w których przeważa różnorodność. Na płycie 8 nie ma dwóch takich samych dźwięków, a każdy wyśpiewany tekst niesie inne emocje.

Evanescence - Evanescence

Wielu zapewne zapomniało o tym zespole. Ja zdecydowanie nie i muszę przyznać, że liczyłem na powrót Amy Lee i spółki. No i się doczekałem - chciałoby się rzec. Zespół, który otworzył mi uszy na kobiecy metal i stworzył dwa dobre, a momentami nawet bardzo dobre albumy powrócił z nowym autorskim materiałem i ma się całkiem nieźle. Trudno jednak powiedzieć czy nowa płyta przysporzy im nowych fanów, a nie wiadomo też ilu starych wytrwało. Przejdźmy jednak do zawartości omawianego krążka - "What You Want" to radiowa petarda, która niejednego zmęczonego kierowce uratuje przed spotkaniem ze słupem telegraficznym. "Oceans" z kolei  ma siłe rozbujać stadiony pełne emocjonalnie niestabilnej młodzieży, a parę innych utworów, w których dla odmiany pobrzmiewa mocniejszy riff zaniepokoi niejedną zatroskaną matkę. Wszystko niby fajnie, ale mam wrażenie, że moment zespołu minął ładnych parę lat temu i bardzo trudno będzie im wypełnić tą lukę (w końcu minęło, aż 5 lat, a Evanescence to nie Metallica) nawet z tak dobrym materiałem jak Evanescence, który mimo faktu, że formuła już nie za świeża to potrafi się podobać. Osobiście bardzo przyjemnie spędzam czas słuchając tych dźwięków i mogę z czystym sumieniem polecić ten album fanom zespołu i niedzielnym słuchaczom, którzy lubią kojące rockowe granie.

piątek, 7 października 2011

Relapse

Obsesyjni fani muzyki tacy jak ja muszą albo wydorośleć albo założyć rockowy zespół, który odmieni oblicze współczesnej muzyki. Nie ma rady. Dopiero będąc w Anglii i pracując po dwanaście godzin zauważyłem ile człowiek jest w stanie poświęcić ze swojej osobowości by prowadzić tzw. "życie". Ostatnie tygodnie muzycznie posunąłem się niewielki odsetek tego, co jako student potrafiłem osiągnąć w ciągu paru dni. Mam tu oczywiście na myśli bycie na bieżąco z muzycznymi nowościami i odkrywanie ciekawych zespołów. Czy to właśnie dorosłość? Czy słuchanie dwóch albumów dziennie to właśnie to, co czeka mnie do emerytury?
Jeśli tak, to wysiadam z tego pociągu, bo bez muzyki jestem tylko powłoką przez, którą, co jakiś czas umyka dusza. Dobrze wiem, że czasami zbytnio podporządkuje swoje życie muzyce (przepraszam Marta...), ale to mnie definiuje, jako człowieka. Ironiczne w tym wypadku staje się hasło "Divorce the Music", ale zawsze takie miało być, bo nie ważne jak, nie ważne gdzie zawsze usłyszę muzykę i wrócę na łamy bloga, by podzielić się wesołą nowiną na temat takich płyt jak najnowszy Mastodon, Pain Of Salvation czy Machine Head, które mam nadzieje w najbliższym czasie po skomentować.
W tym momencie jestem w stanie tylko napisać jak beznadziejne jest słuchanie house/techno/dance po 10 godzin dziennie. Po takiej dawce "dźwiękowej kupy" człowiek zapomina, że istnieje coś takiego jak przyjemna muzyka, a do tego zaczyna kiwać głową, do nie tego, co powinien.
Czas chyba rozważyć kupno porządnego instrumentu :) i skrzyknięcie paru utalentowanych muzyków, bo nie widzę siebie w tej rzeczywistości.

środa, 28 września 2011

Płyta tygodnia - Staind "Staind"

Kto by pomyślał, że ten nu metalowy niegdyś twór nagra aż 8 płyt z czego, co najmniej 3 rewelacyjne? No... ja wierzyłem i się nie przeliczyłem, bo płyta sygnowana nazwą grupy jest jednym z największych dokonań tego zespołu!
Tak, tak już słyszę te jęki, że nie ma na tej płycie nic odkrywczego, ani tym bardziej wybiegającego po za ramy tradycyjnego nu metalu. Po części się zgodzę, ale Staind na swoim najnowszym wydawnictwie potrafił przepoczwarzyć się (jak istota zdobiąca, okropną z resztą okładkę) w swoją najbardziej nieustępliwą i przemyślaną postać.
Od pierwszej do przedostatniej pozycji w indeksie mamy do czynienia z naprawdę solidnym rockowym łojeniem. Tak dobrej pracy gitar u Staind nie było od ponad 10 lat, nie wspominając już o tych soczystych solówkach jakie pojawiają się w paru utworach. Kompozycje są zbudowane według standardowego wzorca, ale nie nudzą, Aaron śpiewa momentami jak wściekły nastolatek, a innymi razy czaruję nas emocjonalnym "Something To Remind You", który swoją drogą uwielbiam.
Zaskoczeniem może być rap metalowy "Wannabe", co zazwyczaj jawi się jako artystyczne samobójstwo, jednak Panowie wyszli z tego eksperymentu obronną ręką, co samo w sobie zasługuje na pochwałę. Jeśli miałbym wyróżnić jeszcze jakieś utwory musiałbym wypisać cały indeks, bo to definitywnie jedna z tych pozycji, której brak wad. Bardzo się cieszę, że Staind wciąż zasługuje na moją miłość z przed lat.
4,5/5

Curren$y - Ways To Kill Em

Curren$y na poziomie.

Lou Reed & Metallica - The View

No wreszcie jest... ale cóż to za gówno?! Bardzo odważny projekt tym sromotniejsza artystyczna porażka. Jestem jedną z niewielu osób, które szanują St Anger, ale tego oblicza Metallica'i nie mogę znieść. Nie znoszę Cię Lou!!!

niedziela, 25 września 2011

Krótko i na temat: J.D. Overdrive, Thrice, Ray Wilson & Stiltskin

J.D. Overdrive - Sex, Whiskey & Southern Blood

Polacy nie Amerykanie, ale swój Stoner rock mają i z klasą go grają. Ostatni utwór płyty brzmi jak Letters From Silence, co w kontekście całej płyty jest bardzo zaskakujące. Mocna pozycja.





Thrice - Major/Minor

Poprawna płyta od zespołu z wielkimi możliwościami. Mimo tego, że utwory są ciekawie zbudowane to zabrakło żywiołowych wokali, a całość jest zbyt jednorodna. Lekki zawód.






Ray Wilson & Stiltskin - Unfulfillment

Już zaczynało mi brakować tego utalentowanego Szkota, a ten uroczył mnie niespodziewaną płytą z grupą Stiltskin. Trzeba przyznać, że kolejny raz to muzyka wysokich lotów przepełniona charyzmą Raya. Trudno zestawić ją z zimną i ciężką She, ponieważ brzmi jak jej zupełne przeciwieństwo - jest lekka, wybitnie melodyjna i pełna światła. 




Djerv - Djerv

Tak bezkompromisowego i drapieżnego damskiego rocka brakowało od czasu debiutu Guano Apes. Teraz, kiedy Niemcy są nastawieni typowo na mainstream, a fanki głośnego rocka miotają się pomiędzy kolejnymi słabymi zespołami dla gimnazjalistek Djerv jawi się jako objawienie. 

Iamx - Volatile Times

Volatile Times po liftingu.

sobota, 24 września 2011

Przebłyski Przyszłych Płyt - Loutallica

Dłuższe to być nie mogło...

Home Sweet Home

I o to powróciłem! Po tygodniowej nieobecności spowodowanej trasą koncertową po północy Anglii ( czyt. ciężkiej pracy fizycznej, dzięki której mogę sobie pozwolić na kupno nowej płyty Mastodon) jestem ponownie przy klawiaturze i bardzo się z tego cieszę. Na początek mam dla was nowy klip Slaine'a do utworu "Zombie" oraz słów kilka na temat wciśniętego gdzieś w nawias nowego albumu giganta z Atlanty. The Hunter nie zawodzi i przynosi parę nowych kart na stół. Zespół wciąż się rozwija i nie mogę się doczekać momentu, w którym w pełni zanurzę się w tej dźwiękowej rozkoszy. Na razie tyle ode mnie. Do zaczytania :)

czwartek, 15 września 2011

Zachap to! - M83 "Hurry Up, We're Dreaming"

Byłem bardzo ciekaw, co też zaprezentuje na swojej najnowszej płycie M83 i muszę przyznać wiązało się to z pewnymi obawami. Największą była długość premierowego wydawnictwa i zapowiedź, że to będzie najdoskonalsze dokonanie zespołu (wiemy, jak to się zwykle kończy). Na szczęście wszelkie obawy okazały się nieuzasadnione, a Anthony Gonzales może się poszczycić stworzeniem najbardziej złożonej i dojrzałej płyty w swoim dorobku (tak jak obiecał). To co usłyszycie na krążku Hurry Up, We're Dreaming to nie tylko muzyka, a podróż, której nie można przegapić. Zespół przy zachowaniu swojego charakterystycznego soundu i emocjonalności przebył długą drogę przez gatunki i muzyczne trendy dając lekcje umiejętnego czerpania z tradycji i dobrodziejstw współczesnej techniki.
Hurry Up, We're Dreaming od początku do końca hipnotyzuje, to nie kolejny zbiór piosenek dobrze zapowiadającego się zespołu, a rozwinięta i dokładnie przemyślana kompozycja wielkich talentów. Ewenementem jest, że z taką ilością różnych przerywników (czy można te utwory tak nazwać?) album nie traci na spójności, a może wręcz zyskuje na różnorodności. Pierwszy raz od bardzo dawna nie mam także wrażenia, że zespół na siłę zapełnia srebrny krążek, tylko dla tego, że można na nim upchnąć więcej.
Dajcie się namówić na podróż z M83 i niech poniesie was moc urokliwego sola saksofonu w "Midnight City" lub przenikliwe piękno "Wait", jeśli to wam nie wystarczy to jestem pewien, że znajdziecie tu jeszcze mnóstwo momentów dla siebie.

środa, 14 września 2011

Ray Wilson & Stiltskin "American Beauty"

Wstyd, że dowiedziałem się o tym wydawnictwie dopiero dzisiaj, ale szybko nadrobię tą zaległość. Co do utworu to miło mi usłyszeć ponownie zespół Ray Wilson & Stiltskin, ale czekam na bardziej zadziorne utwory.

Pierwszy odsłuch! Nie gadaj!

Powrót do korzeni w wielkim stylu! Staind nie grał tak głośno i agresywnie od czasów debiutu, który miał miejsce tak dawno, że aż nie chcę mi się liczyć. Od pierwszego do trzeciego utworu miałem ciary, tak dobra to płyta. Potem pojawiła się rapowa wstawka i miałem wątpliwości, ale refren "Wannabe" je rozwiał. Następne utwory przynoszą kawał dobrze spieczonego rockowego mięcha i obowiązkową balladkę "Something To Remind You", która jest naprawdę stylowa. Jedna z najlepszych pozycji w dyskografii tego zespołu.

czwartek, 8 września 2011

Opeth - Heritage

W ostatnich tygodniach w Polsce i na świecie odnotowano poważne przypadki głuchoty. Po otrzymaniu kopii promocyjnej pewnej płyty recenzenci zaczęli rozpływać się w zachwytach i wypisywać wyrafinowane pieśni pochwalne. Tylko nieliczni zachowali zdrowy rozsądek i postanowili wyrazić swoje obawy stanem rzeczy...

Przesłuchałem rzeczony album 4 razy i poświęciłem mu mnóstwo uwagi. Pewnie większość ludzi przyczepi się, że to za mało, żeby wchłonąć geniusz najnowszego krążka Opeth, ale ja uważam, że jeżeli po takim czasie szukasz w albumie pozytywów na siłę to album jest po prostu słaby. Starałem się zrozumieć wszystkie te zachwyty i pewnie jeszcze raz rozpocznę przygodę pod tytułem Heritage, ale nie wierzę w szczęśliwe zakończenie. Na siłę można znaleźć w niej parę pozytywów, w tym oczywisty talent muzyków i świetny wokal Akerfelda, jednakże coś ewidentnie nie gra w samych kompozycjach, które się zwyczajnie rozmywają. Same melodie są dość skomplikowane, co dla jednych będzie przemawiać za, a innych odrzuci (ja jestem w tej pierwszej grupie). Muzycznie mamy tu utwory jakby pozbawione energii i ostatecznego sznytu, można nawet powiedzieć, że muzycy nagrali tą płytę przypadkiem, bez żadnego przygotowania. W tym wypadku ocena byłaby nie co inna, bo to nie lada wyczyn. Niestety Panowie pracowali nad płytą dobrych parę miesięcy i od muzyków tej klasy wymaga się albumu przynajmniej dobrego, Heritage jest przeciętne, pozbawione charakterystycznych elementów i tego czegoś, co sprawia, że do płyty chcę się wracać. Jak na razie chyba największy zawód muzyczny tego roku. Przykro mi Panowie.   
2,5/5

wtorek, 6 września 2011

KAMP! - Cairo

Odjechany teledysk i kolejny fajny utwór od KAMP! Lubos uczy tańczyć :)

Zachętka

Teledysk promuje najnowsze wydawnictwo Chimaira pod wdzięcznym tytułem The Age Of Hell. Mocna rzecz!

Przebłyski Przyszłych Płyt - Road Salt Two

Zajawka kontynuacji znakomitej (lub beznadziejnej, jak niektórzy twierdzą) Road Salt One. Po przesłuchaniu dokładnie każdego dźwięku nie jestem pewny czy "dwójka" wyjdzie zwycięską w porównaniu ze swoją młodszą siostrą.