poniedziałek, 28 lutego 2011

Trzy w jednym

Porcja potężnego melodic death metalu dla wytrwałych słuchaczy. Słuchać głośno, albo w ogóle!

Statik Selektah zdobywa szturmem moją sympatię. Na solowym dziele wspiera go plejada znakomitych artystów (Termanology, DJ Premier, Q Tip, Reks, Talib Kweli, i wielu innych). Bardzo różnorodne dzieło, dla każdego sympatyka dobrego rapu.

Pierwsza pełnowymiarowa płyta The Twilight Singers w moim posiadaniu i już zauroczenie. Świetny, emocjonalny rock

I have spread my dreams under your feet

"Will you please tread softly because you tread on my dreams?
Had I the heavens' embroidered cloths,
Enwrought with golden and silver light,
The blue and the dim and the dark cloths
Of night and light and the half-light,
I would spread the cloths under your feet:
But I, being poor, have only my dreams;
I have spread my dreams under your feet;
Tread softly because you tread on my dreams."

Tina Dico

Jak pop, to tylko najlepszy ;)

Cytat dnia #5

"Hałas jest drogą życia."- Steven Adler (Guns N' Roses)

sobota, 26 lutego 2011

Junior Boys



Jeśli chodzi o electropop, absolutny hit. Uwielbiam ten beat

Zachap to! - The Shadow Theory

Czekałem na nową płytę Deadsoul Tribe, a dostałem od Devona Gravesa zupełnie nowy projekt o nazwie The Shadow Theory i mimo, że do zapowiedzi jakoby nowym muzycznym kierunkiem Szwajcara miał być Heavy Metal bliski dokonaniom King Diamond podchodziłem sceptycznie, sam album skutecznie wyperswadował mi swoją wartość. Graves to niezwykle utalentowany muzyk i wokalista, który na "Behind The Black Veil" pozostawił część siebie i swoich muzycznych inspiracji. Genialne połączenie metalowych riffów i charakterystycznego głosu wokalisty dało nam parę naprawdę fajnych killerów. Do tego w większości utworów zdarzają się momenty wyciszenia, iście liryczne perełki, które przypominają mocno o dokonaniach Deadsoul Tribe. Podstawową różnicą między tymi zespołami jest dążenie The Shadow Theory do pogodzenia klasyki z nowoczesnością. W DT Devon grał nowocześnie i eklektycznie, co szczególnie sobie cenie w muzyce metalowej ostatnich czasów. W utworze "By The Crossroad" pojawiają się struktury bliskie Pain of Salvation, zarówno w wokalach jak i melodiach. Ciekawe jaka w tym zasługa brata lidera PoS, Kristoffera Gildenlow? Wyszło świetnie i aktualnie ten utwór jest moim faworytem. Oprócz materiału autorskiego pojawia się również cover. Nie dziwi zbytnio wybór coverowanego zespołu, gdyż tak samo Jethro Tull, jak i  Deadsoul Tribe  są charakterystyczne dzięki dźwiękom fletu zatopionym w rockowym sosie. Na omawianej płycie flet pojawia się niestety niezwykle rzadko, co mnie osobiście trochę smuci (Wielki fan fletu;p). W każdym razie mamy do czynienia z niezwykle sprawnie zagranym heavy i z czystym sercem mogę postawić mocną czwórkę.

Premiery marca

BLACKFIELD - Welcome To My DNA (21 marzec)
IAMX - Volatile Times (18 marzec)
WITHIN TEMPTATION - Unforgiving
CUNNINLYNGUISTS - Oneirology (22 marzec)
WHITESNAKE - Forevermore (29 marzec)
CURREN$Y - The Muscle Car Chronicles (15 marzec)
CAVALERA CONSPIRACY - Blunt Force Trauma
ARTILLERY - My Blood (Płyta marca wg Metalhammer)
PIOTR ROGUCKI - Loki - Wizja Dźwięku (21 marzec)
BEARDFISH - Mammoth (30 marzec)
MOONSORROW - Varjoina Kuljemme Kuolleiden Maassa

Większość wyżej wymienionych pozycji mogę już teraz polecić w ciemno. Zapowiada się świetny początek wiosny nie sądzicie?

Cytat dnia #4

"Jeśli moja poezja ma jakiś cel, to jest nim ocalenie ludzi od postrzegania i czucia w ograniczony sposób"- Jim Morrison

czwartek, 24 lutego 2011

Woda

Jeden z najciekawszych polskich zespołów rockowych i aktualnie mój ulubiony ich kawałek.

Random Art #2





Głowa+Radio


Radiohead nigdy nie było zespołem, który sprawiał, że moje serce biło szybciej, a oddech przeistaczał się w nieprzyzwoite sapanie, zawsze jednak doceniałem muzykę jaką tworzyli. Do "The King of the Limbs" szacunku mam jednak mniej, bo to po prostu jedna ze słabszych pozycji w dyskografii zespołu, czerpiąca sprawnie z użytych już wcześniej patentów (choćby na "In Rainbows"). Współczuję fanom, którzy czekali prawie 4 lata na płytę, która kompletnie nic nie wnosi do twórczości radiogłowych i zarazem jest płytą najmniej zaskakującą. Nie ma tu żadnej rewolty stylistycznej, czy oryginalnych formuł jakie zdarzały się zespołowi w latach poprzednich. Tracków jest 8, z czego 4 można zaliczyć do  naprawdę dobrych, w tym "Bloom", "Little by Little", może "Codex" i "Separator". Trudno właściwie rozstrzygnąć,które utwory są najlepsze, kiedy połowa z nich to typowe, powolne radioheadowe smuty, a druga połowa to pół taneczne łamańce. Każdy słuchacz będzie miał innych faworytów ( mi się to też z każdym przesłuchaniem zmienia). Chodzą plotki, że jeszcze w tym roku dostaniemy drugą część tego albumu. Jeżeli to prawda, życzę sobie i wam, żeby nie powielała schematów z "The King of the Limbs". Z bardzo dużym kredytem zaufania daję nowej płycie ocenę 3,5/5, bo nie jest to całkowicie słaba płyta, są na niej ciekawsze momenty, przy których lekki uśmiech pojawia się na mojej twarzy, a i nóżki czasem wytańczą jakiś fajny rytm. Po za tym fajnie się jej słucha idąc przez miasto :)

Cytat dnia #3

"Pragnienie bycia kimś innym to marnowanie osoby którą się jest" - Kurt Cobain

wtorek, 22 lutego 2011

Krótko i na temat: PJ Harvey

Wybrałbym ją płytą tygodnia, ale jeszcze brakuje mi paru osłuchań, żeby to definitywnie stwierdzić. W zamian napiszę tylko, że każdy kto PJ Harvey lubi i szanuje, będzie tą płytą usatysfakcjonowany. Trudno po takiej płycie jak "White Chalk" powiedzieć, że PJ nagrała płytę specjalnie eksperymentalną czy wyróżniającą się, ale coś jest w tym nowym longpleju, co podskórnie wciąga do świata dźwięków wysmażonych przez PJ i Johna Parisha i nie przypomina nachalnie poprzednich dokonań artystów. Jedna z lepszych pozycji tego roku.

Cytat dnia #2

"W tym czasie połykaliśmy mnóstwo środków psychodelicznych. Muzykę traktowaliśmy jako, w pewnym sensie, środek dla wyznawców nowej wiary - wiary w swoje ego, w każdego człowieka jako Boga" - Ray Manzarek (The Doors)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Przeoczone - PJ Harvey

Czasem dzika, czasem liryczna jest ta płyta. Przede wszystkim jednak autentyczna, co akurat u Polly Jean jest normą. 11 lat minęło od premiery "Stories from the City, Stories from the Sea", a po pierwszym przesłuchaniu zrobiła na mnie większe wrażenie niż każda płyta jaką przesłuchałem w 2011 roku. Mówi się, że to najbardziej przebojowa płyta PJ i wystarczy posłuchać otwierającego "Big Exit", czy "The Whores and Hustlers Whore", by w pełni zgodzić się z tym stwierdzeniem. Przed tym longplejem lubiłem sobie okazjonalnie posłuchać PJ Harvey, a teraz codziennie coraz dokładniej zapoznaje się z jej trzema albumami (włącznie z premierowym "Let England Shake") i jej muzyka stała się nagle niezbędnym elementem mojego dnia. Życzę wam tego samego ;) Dobranoc.

niedziela, 20 lutego 2011

Utwór tygodnia

Uzależniający...

Kruk is Power

Już niedługo nowa płyta naszego hard rockowego Kruka. Dla przypomnienia jak dobry to zespół posłuchajcie "Kameleona" (niestety jakość nie jest najlepsza)

Kolejnym około hard rockowym zespołem wartym polecenia jest Love De Vice, którego płytką "Numaterial" się aktualnie zasłuchuje. Również z Polski (choć wokale są anglojęzyczne).

Rapowo metalowy utwór śpiewany

Headbangin' and rapping :)

Niespokojna dusza

Jak pewnie widzicie pod spodem mam dla was kolejną nowość. Może nie jest to nic wyszukanego, ale będzie stanowić miły dodatek do stałych cykli bloga i sprawi (mam nadzieję), że posty będą pojawiać się codziennie w ilościach mnie i was zadowalających. Drugą nowością będzie częstsza publikacja utworów, żebyście w czasie czytania mogli posłuchać więcej dobrej muzyki. Swoją drogą, ciekaw jestem który cykl przypadł wam najbardziej do gustu. Aktualnie na blogu ukazują się: Płyta Tygodnia, Utwór Tygodnia, Zachap To!, Zachętka, Zawiało z..., Sześć Kolorów, Dobra pora na..., Track za trackiem (jak na razie raz), Bliźniaki (również raz), Przeoczone, The Bulversaint chowa pod dywanem (zaniechane), Szydera Tygodnia (raz), Premiera Tygodnia. Jak widać całkiem sporo. Piszcie, które wam najbardziej się podobają i swoje propozycje na cykl.

Cytat dnia #1

"Według mnie inteligencja jest przesadzona w ostatnich dwóch stuleciach uważamy ludzi za mądrych i myślimy, że to dobrze, ale nie mamy kontroli nad naszymi umysłami, jedyną rzeczą która jest w stanie kontrolować ludzki umysł to serce. Inteligencja jest mniej ważna niż piękno". -Serj Tankian

piątek, 18 lutego 2011

Random Art #1

Audrey kawasaki



News to to nie jest

Myślę, że nie wszyscy z was wiedzą, że serialowy House faktycznie na paru instrumentach grać potrafi. Jak dobrze? Przekonamy się 9 maja, kiedy to wyjdzie płyta "Let them Talk" z około-bluesowym materiałem przygotowanym przez aktora.

Zachap to! - Niggaz With Latitude

Co za okropna okładka! Zajeżdża mi tu świecówkami, ale mniejsza z tym, bo jak mówi znane przysłowie: "Nie oceniaj albumu po okładce". Czym, że jest to Niggaz with Latitude zapytacie? Po pierwsze Deacon The Villain, czyli 1/3 CunninLynguists, a po drugie Sheisty Khrist, który parę razy na płytach wspomnianego zespołu się pojawił. Pozostała jeszcze jedna kwestia do wyjaśnienia, a mianowicie muzyka. Jak mocno Deacon oddalił się od stylu swojej macierzystej grupy? A no niedaleko i daleko zarazem. Momentami muzyka brzmi jakby była tworzona na potrzeby nowego longpleja CL ( co skłania mnie do wniosku, że i przy produkcji tego albumu maczał palce Kno) z charakterystycznym flow Deacona i wybitnie dobranymi samplami, innym razem zdarza się, że słyszymy profesjonalny zespół grający na granicy rocka, jazzu i soulu. Najbardziej zaskakujący jest utwór czwarty "Rip The Guts" z Soulem Akoben z zespołu Crop Circle, który można śmiało nazwać rap metalowym, ale bez komizmu tego połączenia. Zdecydowanie wartę sprawdzenia, nie tylko przez fanów rapu. Do zaczytania :)
4,5/5

czwartek, 17 lutego 2011

Zawiało z Los Angeles

Niby słoneczna Kalifornia, a okładka do kolorowych zbytnio nie należy. Sama muzyka też nie skłoni młodych surferów do wyskoczenia na plażę, prędzej do zasłonięcia wszystkich źródeł światła w pokoju i poważnej kontemplacji nad życiem. Muzyka jaką tworzy Chelsea Wolfe nie należy do łatwych, ale warto dać jej szansę, bo ma do zaoferowania ciekawą muzyczną podróż, którą szkoda by było przegapić. Jeśli miałbym bawić się w etykiety to idąc tropem społeczności internetowej nazwałbym tą muzykę folkiem, ale byłoby to zbyt naciągane i musiałbym dodać przedrostek "dark". Idąc własnym tropem powiedziałbym, że to alternative/noise. Wam jednak polecam potraktować te etykiety jako punkt zaczepny i po wysłuchaniu, wyrobić sobie własne zdanie.Chelsea Wolfe

Fanny

Me too :)

sobota, 12 lutego 2011

Sam Weber



Utwór tygodnia

Zachętka

Płyta tygodnia

Tego mi było trzeba od dawna. Kobiecy wokal, bluesowe gitary i dubowa rytmika mogą wywołać w człowieku stan błogiego upojenia, którego tak nam często brakuje w tej rozpędzonej rzeczywistości. Black Dub dowodzone przez Daniela Lanoisa czerpie z tradycji wszystko, co najlepsze i robi to na swój czarujący sposób. Nie ma na ich debiutanckiej płycie nic odkrywczego, ani zaskakującego. Jest za to pasja, która pobrzmiewa z każdym dźwiękiem, jest zabawa i radość z grania, a to się ceni. Na wokalu Trixie Whitley, córka bluesowego wokalisty Chrisa Whitley'a, czyli dziewczyna wie, co robi. Zamieszczone po wyżej "I Believe in You" da wam pełny obraz jej umiejętności. Jeśli chodzi o muzykę, to tak jak wspomniałem, silnymi fundamentami są blues (gitara) i dub (sekcja rytmiczna), słychać to dokładnie w "Love Lives", czy w śpiewnym "Canaan". Polecam 4/5

Muszelko, ratuj mnie!

Przepraszam, że taka słaba jakość, ale ten utwór jest dla mnie nie do zdobycia. Prawdopodobnie jedna z najlepszych polskich piosenek jakie kiedykolwiek powstały. Do bloga pasuje jak pięść do oka, ale zaryzykuje :)

#100

Jako setny, jubileuszowy post zamieszczam jeden z najważniejszy dla mnie utworów.

czwartek, 10 lutego 2011

Let's stick to music

Żeby zbytnio nie zbaczać z głównego tematu tego bloga podzielę się z wami paroma pracami Johna Dyera Baizleya, który jest gitarzystą i wokalistą Baroness i od czasu do czasu tworzy niesamowite okładki.


Lois Van Baarle #1


Pure Genius

Jako, że oprócz muzyki fascynuje mnie rysunek (mimo, że sam nie rysuję) to zastanawiam się czy nie rozszerzyć funkcji bloga. Myślę, że najlepszą opcją będzie zamieszczenie, co jakiś czas paru rysunków, które szczególnie mnie zachwyciły. Dziś odkryłem paru znakomitych artystów, których dziełami chciałbym się z wami podzielić. Na razie przeglądam wszystkie dzieła Lois Van Baarle, która stworzyła okładkę do nowego albumu CunninLynguists ( niedawno zamieszczona) i jestem pod ogromnym wrażeniem. Zacznę jednak od dzieła nieznanego mi artysty, które znalazłem na jej blogu. Jestem oszołomiony

środa, 9 lutego 2011

Zachętka

Wednesday Night Lights

Przeglądając bloga zauważyłem, że jeszcze nie poleciłem wam tej płyty, a powinienem, bo zasłuchiwałem się w niej ponad miesiąc i wciąż chętnie do niej wracam. Długograj  J. Cole'a to dla mnie taka alternatywa dla pompatycznej i hiciarskiej płyty Kanye Westa (która swoją drogą w końcu zdobyła moje serce). Na "Friday Night Lights" brak milionowego budżetu i efektownych fajerwerków stylistycznych kolegi z wytwórni, nawet gości nie ma zbyt wielu. Mamy za to przyjemny głos, który oprócz rapowania potrafi stworzyć nośne refreny z melodiami, które za nic nie chcą nas opuścić. Mamy także dobrze skrojone (z tak lubianym przeze mnie eksploatowaniem partii instrumentów) podkłady i pośmiertny duet z Aaliyah w "Best Friend", w którym to J.Cole rapuje do jej refrenu. W sumie 20 utworów bez słabego punktu. Co tu dużo pisać i analizować, posłuchajcie "2 Face", "Blow Up", czy "Higher" i oceńcie sami, bo to nie słowa przekonają was do muzyki, tylko sama muzyka. Koszykarzu nie załamuj się! Świetną płytę przecież zdobisz!

poniedziałek, 7 lutego 2011

Zachap to! - Latające świnie i akrobatyczne solówki

Kto lubi bezpretensjonalny hard rock i AOR? Czy widzę las rąk? Pewnie, że tak. Nie wierzę, że ktoś nie zna hitów Journey lub jakiegoś innego Bon Jovi przełomu lat 80tych i 90tych. Nośne melodie i popisowe solówki gwarantowały tym zespołom miejsce na pierwszych miejscach radiowych list w Stanach Zjednoczonych, gdzie ta muzyka była szczególnie doceniana. Najnowsza płyta Mr. Big to moje pierwsze spotkanie z tym zespołem na płaszczyźnie całego albumu i muszę przyznać, że mam masę radości ze słuchania jej. Każdy z dwunastu utworów mógłby być hitem wspomnianych powyżej lat. Jeżeli szukasz niezobowiązującej muzyki, która da pozytywny wyraz początkowi każdego dnia, do tego zagraną przez absolutnych wirtuozów (Paul Gilbert - gitara, Billy Sheehan - gitara basowa, Pat Torpey - perkusja, i Eric Martin - wokal) to właśnie ją znalazłeś.

Dobra pora na...

... trochę zadumy z Lebowski i ich debiutanckim dziełem "Cinematic". Niezwykle klimatyczna to produkcja i świetnie brzmiąca, pozbawiona wokali, lecz udekorowana mniej lub bardziej znanymi  fragmentami polskich i zagranicznych filmów. Lebowski porusza się w progresywno-art-rockowych klimatach ze szczyptą muzyki  filmowej (Panowie przyznają się do ogromnej fascynacji kinem) i robią to na tyle dobrze, że gdybym usłyszał ich album dwa miesiące wcześniej, czytalibyście o nim w kontekście podsumowania roku, bo ta znakomita produkcja zasługuje na zeszłoroczne podium.

piątek, 4 lutego 2011

I jeszcze jeden nowy utwór I am X

Miłego czekania :)

Nowy utwór I am X

Jeszcze tylko miesiąc i 11 nowych perełek wzbogaci nasze życie :)

Sześć Kolorów - fioletowy

Witam w drugiej odsłonie cyklu "Sześć Kolorów", tym razem przedstawiam kolor fioletowy. Dla mnie osobiście jest to kolor pełen zmysłowości i seksualności, ale też jaskrawości i fantazji. Oprócz tego jest to kolor charakteryzujący funk, a na płycie Boy Crisis "Tulipomania" mamy mnóstwo funku. Przy żadnej innej płycie nie dostaję takiej aktywności ruchowej, żadna inna płyta nie sprawia, że moje biodra poruszają się płynnie jak fale Dunaju, a usta wyszeptują świńskie propozycje w tak namiętny sposób - "If you wanna get next to me, touch my weaponry and have sex with me" ("To Be Nasty"). Każde kolejne uderzenie basu i fraza wyśpiewania przez wokalistę przybliża nas do muzycznego szczytowania, kiedy już do tego dojdzie Boy Crisis serwują nam jeszcze dwa utwory dające chwilę na zebranie porozrzucanych ciuchów i powrót do siebie.

Statik Selektah & Termanology

I write for pleasure!

Otwieram piwo (absolutnie nie promuję tego wyskokowego napoju) i zasiadam przed klawiaturą gotowy na zaaplikowanie wam kolejnej dawki tekstu i muzyki. Ostatnio było nie co gorzej z moją systematycznością na blogu, ale sesja egzaminacyjna skupiła na sobie moją uwagę, ale już po wszystkim i mam całe 10 dni na poświęcenie się pisaniu i muzyce. A do pisania całkiem sporo: Po pierwsze moje nowe opowiadanie i praca licencjacka, a zaraz potem donoszenie wam o nowych ciekawych projektach i płytowych premierach, które moim skromnym zdaniem warte są polecenia. Jeśli jesteśmy już przy nowych projektach to z miła chęcią polecam wam płytę absolutnie dominującą w mojej dźwiękosferze, a mianowicie "1982" Statik Selektah & Termanology.

Świetna rapowa produkcja kultywująca tradycje zarówno w tytule jak i w produkcji albumu (1982 to także rok, w którym Termanology pojawił się na świecie). Liczę, że ten duet czymś jeszcze nas uraczy, bo czuć między nimi niesamowitą chemie. Dla chętnych, gdzieś powyżej zamieszczam ulubiony kawałek z płyty :)

środa, 2 lutego 2011

Niech żyje LOGO!

Witam was serdecznie i przedstawiam pierwsze oryginalne logo mojego bloga. Specjalnie na jego potrzeby i dla waszych uciech estetycznych stworzył je mój dobry przyjaciel Radek, który podpisuje się pseudonimem Ruter http://www.rkuczynski.pl/. Jego stronka dopiero startuje, ale jest tam parę wartych uwagi grafik. Osobiście pozytywnie zaskoczył mnie ogólny wygląd grafiki, która od teraz będzie pierwszą rzeczą jaka przywita was na moim blogu i jestem ciekaw waszych opinii. Piszcie, co myślicie :) Pozdrawiam