sobota, 30 kwietnia 2011

Iron Maiden, a sprawa piractwa

Post sponsorowany przez Pomaton EMI: Zawsze uważałem, że płyta z oryginalnego krążka brzmi o niebo (w niektórych przypadkach o piekło) lepiej niż jakieś marne kopie na płytach za 59 groszy w supermarketowej promocji, czy jakieś pliczki, które giną wraz z naszym 6 letnim, ledwie działającym dyskiem i trzeba je od nowa kraść. Wczoraj zakupiłem niewątpliwy klasyk heavy metalu, płytę ważną zarówno dla mnie jak i całej metalowej braci - The Number Of The Beast Iron Maiden. Zapłaciłem jakieś grosze, które pewnie mogłem spożytkować na coś 'fajnego', ale przecież to muzyka jest najważniejsza, a artystów, których kochamy się wspiera. Dochodzi do tego Factor X, czyli lanserstwo, bo im większa półeczka z płytami tym większe zachwyty znajomych.
Muszę jednak się do czegoś przyznać. Pobieram muzykę z internetu i jedynym moim usprawiedliwieniem jest ciągły brak kasy i ogromna miłość do dźwięków, żądza odkrywania nowych muzycznych zjawisk, gatunków i nietuzinkowych artystów. Mimo wszystko moja półka stale powiększa się o kolejne oryginalne, kupione legalnie w sklepie wydania płyt i apeluje, żebyście nie byli na tyle bezczelni, by mówić mi, że kochacie muzykę, a w życiu grosza na płytę ulubionego artysty nie wydaliście, bo definicja miłości miesza mi się z egoizmem. Bardzo mi przykro, że mój blog nie jest jednym z tych 'muzycznych blogów', na których można pobrać tony pirackiej muzyki. Pozdrawiam wszystkich kochających muzykę i wracam do przeglądania mojej kolorowej książeczki z tekstami i zdjęciami Iron Maiden :)

piątek, 29 kwietnia 2011

Robbin Thompson Band

Świetny kawałek :)

Płyta tygodnia - Curren$y & Alchemist - Covert Coup EP

Wspólna płyta rapera Spitty i producenta Alchemista okazuje się być jedną z pozytywnych niespodzianek tego roku. Po paru mniej wybitnych beatach Alchemist pokazuje, że jest jednym z najciekawszych producentów na scenie. Jego styl jest świeży i charakterystyczny, po jednej nucie wiadomo z kim mamy do czynienia. Taki scenariusz powtarza się tu w każdym z 10 zamieszczonych tu utworów i mimo, że klimat większości utworów jest stylistycznie zbliżony, dostajemy absolutnie świetnie wysmażoną całość. Ze strony Curren$y dostajemy standardowo uzależniające flow (tak jak używki, o których Spitta ciągle nawija) i uwielbiany przeze mnie spalony głos. Tekstowo bez zmian w stosunku do poprzednich dzieł rapera, Spitta to chyba jedyny raper, który mimo absolutnie nieinteresującej dla mnie warstwy tekstowej coraz bardziej zagnieżdża się w moim muzycznym sercu. Wśród gości mamy: Prodigy, Fiend i Freddie Gibbs, który ostatnio ciągle pojawia się na ciekawych produkcjach (choćby na płytach Cunninlynguists i Self Scientifik). Wszyscy trzej pokazali klasę, ale najlepszym punktem programu jest utwór "Double 07" rozpoczęty znakomitym samplem z utworu Robbin Thompson Band "Brite Eyes", bardzo lubię takie wstawki z zapomnianych rockowych kawałków. Ode mnie 4,5/5, a EPke możecie ściągnąć za darmo :)

czwartek, 28 kwietnia 2011

Nowa Pati Yang

Mam trochę mieszane uczucia, co do obranego kierunku, ale nie będę oceniać dopóki nie posłucham całej płyty. A, co wy myślicie o nowym utworze Pati?

środa, 27 kwietnia 2011

Odkrycia

Taka o ciekawostka :)

Lavoholics

Takie utwory sprawiają, że zakochuję się w zespołach :) This is for my Lavoholics :)

Noga powineła się

Ta pozycja powinna pojawić się w podsumowaniu roku, jednak tak się nie stanie. Piszę o niej tylko z szacunku dla Ulver. Zawiedli mnie wielce Norwegowie. Poprzednie wydawnictwa powodowały dreszczyk, były dla mnie trudnym do sklasyfikowania i objęcia słowami muzycznymi bryłami. Ta płyta nie powoduje u mnie prawie żadnych emocji, co jest największą wadą tego wydawnictwa. Po atmosferze z "Shadows Of The Sun" zostało niewiele. Muzycznie zespół jest niedościgniony, ale gdzieś zgubili swoją świeżość i charakter. Te piosenki wprawdzie nadają się do zaśpiewów i takie momenty jakie pojawiają się w "February MMX", "Providence", czy "England" zasługują na uwagę, ale już recytacja wiersza (15 minutowa!) w "Stone Angels" kompletnie do mnie nie przemawia, a muzycznie dzieje się w niej zbyt mało, by się nią choćby zainteresować. Reszta albumu jest poprawna i dźwiękowo raczej stonowana, co pozostawia wrażenie jednostajności. Jak dla mnie ocena 3/5.

Radio on The TV?

Czas by w paru zdaniach wspomnieć o najnowszej płycie TV On The Radio. Kto słyszał ten już wie, że nagrali kolejną bardzo ciekawą płytę. Ci co jeszcze nie położyli swoich łap na Nine Types Of Light muszą natychmiast po nią sięgnąć. Oczywiście muszę jeszcze lubić około indie rockowe klimaty. Dla mnie ta cała łatka tu nie pasuję. Nie wiesz jak coś nazwać to powiedz 'indie' wtedy chociaż pomyślą, że jesteś na czasie. Ja nie jestem na czasie mówię 'Eklektyczny alternatywny rock'. Jak wspomniałem płytka oferuję nam różnorodność i jest ona wyważona pomiędzy utwory wolniejsze, wręcz liryczne, a te przebojowe, rytmiczne i bardziej rockowe. Szczególnie polecam świetnie zaśpiewany "New Cannonball Run" i wspaniale wybijający się na tle całej płyty "Repetition". Zdecydowanie polecana pozycja.

wtorek, 26 kwietnia 2011

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Koncerty Cunninlynguists







Tak na sucho wyglądają koncerty Cunninlynguists. A jak to wygląda, kiedy stoi się w samym środku tłumu i rapuje wspólnie z Nattim, Deaconem, bądź Kno do jednego mikrofonu? Dowiem się tego jeśli zrezygnuję z Orange Warsaw Festiwal i prawdopodobnie ostatniej okazji, by zobaczyć na żywo The Streets. To wszystko dzięki/przez Adama Ostwowskiego, który postanowił zorganizować Hip Hop Arena dokładnie w tych samych dniach czerwca, co wspomniany powyżej Orange. Nie wspomnę już, że pojawią się tam także Atmosphere i Dilated Peoples, a gdzieś w Warszawie czai się opcja zobaczenia Plan B i Skunk Anansie. Dylematy...

sobota, 23 kwietnia 2011

Double 07

Curren$y nieustannie sprawia mi przyjemność. Tym razem w duecie z Alchemistem. Niedługo napiszę coś więcej o ich wspólnej epce. Wesołych Świąt i do zasłuchania :)

Divorce the Poetry

"Ciąża"

Ciążysz mi w tej ciąży
kochana
może gdybyś była
w nie-ciąży
a w aborcji bardziej
może byłbym cię kochał
bardziej
może nie musiałbym
dzielić uczuć na dwoje

Bo ja - mężczyzna
mam uczuć niedostatek
bo brak mi łez
by ronić za was dwoje
bo za wąski jestem
w ramionach
by was objąć

Gdybym był szerszy
o dwa lub pięć lat
może wtedy

Nie da się tego spowolnić?
zatkać gdzie trzeba?
zakleić?
Może to wcale nie ciąża,
a wzdęcie jedynie?

- The Bulversaint

czwartek, 21 kwietnia 2011

Krótko i na temat: Atmosphere, Pendragon


Po tym jak zakochałem się w ich płycie When Life Gives You Lemons... powziąłem misję przesłuchania całej dyskografii Atmosphere. Niestety poległem na God Loves Ugly, który to miał być jednym z ich największych osiągnięć. Dla mnie był zbyt długi i monotonny. Unosiła się nad nim dość smutna aura i podobny problem mam z najnowszym dziełem Sluga i Anta. Niby wszystko muzycznie i tekstowo dobrze, a płyta nie zachwyca. Po pierwszym odsłuchaniu byłem przekonany, że to płyta z ukrytymi wartościami, ale smutna i nie co monotonna. Teraz mogę napisać, że zaprzyjaźniłem się z tą płytą, może nie jest to burzliwy i emocjonalny związek, ale zapewnia stabilizację i spokój. Jest tu sporo ciekawej muzyki, głównie gitarowej, ale raczej skłaniającej do myślenia niż do zabawy. Te dźwięki trzeba świadomie chłonąć i uważać, żeby ich nie przedawkować. Dobra płyta na jesień. Ze względu na porę roku i ogólną wartość The Family Sign daję 3,5/5.

Ach ten Pendragon! Rzadko wracam do ich płyt, ale jak już coś wydadzą nowego to nie mogę się oderwać. Tak było z Pure z 2008 i tak jest teraz przy okazji Passion. Znakomita to płyta pokazująca, że mimo stażu Pendragon potrafi się wciąż rozwijać i chętnie czerpie z nowoczesnych źródeł. Utwór "Skara Brae" brzmi wręcz jak nasze rodzime Riverside tylko mroczniejsze i agresywniejsze. Wydźwięk utworu nie gryzie się jednak z pięknymi i melodyjnymi solówkami. Polecam wszystkim otwartym umysłom i daje znak jakości :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Artillery - My Blood

Thrash metal to jeden z tych gatunków, które pozostaną głęboko w moim sercu. Tu zaczęła się moja miłość do metalowych dźwięków i tu zaczęła się kształtować moja tożsamość muzyczna. Artillery nie jest jednak zespołem z moich nastoletnich lat. Poznałem ich niedawno, bo na wysokości When Death Comes z 2009. Swoją drogą była to thrashowa płyta roku. Dawno tego typu muzyka nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia. Było ciężko i przebojowo. Minęły dwa i Duńczycy wypuścili My Blood, które ukazuje zespół starający się urozmaicić swoje brzmienie. W ciągu 11 kawałków otrzymujemy akustyczno-thrashowe hymny, pół-ballady i typowe miażdżące thrashery. Nie ma nudy i nie ma litości. W ogólnym rozrachunku jest łagodniej niż na poprzedniczce, a jednak kop w mordę precyzyjny, wokal drapieżny, a perkusja karabinowa. Tego właśnie oczekuje od płyty Thrash Metalowej. Absolutnie polecam i wątpię, że coś w tym roku zdetronizuje ten album jeśli chodzi o tą szufladkę.

Sunshinish

niedziela, 17 kwietnia 2011

Supersci - Get!

Za oknem słońce to i ciepła nuta powinna lecieć z każdego balkonu.

Płyta Tygodnia - Emay

Znowu miałem problem z wybraniem płyty tygodnia, bo było mnóstwo płyt, które zasłużyły na to wyróżnienie. Do tego nie wiedziałem co mi się bardziej w tym tygodniu podobało: Hip Hop, Thrash metal, rock, punk? Wypadło na Emaya, ponieważ był bodajże największym zaskoczeniem ostatnich tygodni. Jego dwie darmowe epki (!!!) to muzyka zaskakująco świeża i nieoczywista. Zacznijmy od Mind Altering Dynamics...

Pierwszy wers z płyty chyba nigdy nie opuści mojej głowy, proste "Snow trickling..." potrafi wprowadzić wręcz mistyczny nastrój. Dalej jest nie gorzej. Emay jest charakterystyczny, jego bity są złożone i oniryczne, pełne pogłosów i ciekawych zabaw efektami, jego flow leniwy, ale nie nudny, teksty często ocierające się o poezję lub w pełni z niej czerpiące. Króciutka to pozycja, ale wymagająca skupienia i osłuchania. Jeśli szukacie bangera, trzymajcie się z daleka.
Druga epka o nazwie Incorruptible ma parę bardziej chwytliwych momentów, jednak daję jej o pół oczka mniej niż wyżej wymienionej płycie. Po pierwsze jest ona znacznie krótsza, mimo, że jest na niej tylko jeden utwór mniej niż na Mind Altering Dynamics. Utwory są zwięźlejsze, ale równie złożone. Najlepiej wypada chyba otwierający "Bars", w którym końcówka miażdży słuchacza monumentalnym finałem. Na wyróżnienie zasługuje również piękny instrumentalny "Dove For Tara".

W sumie dostajemy LP z 15 bardzo ciekawymi utworami. Waham się trochę nad oceną, ale myślę, że naciągane 4,5 się należy :)

piątek, 15 kwietnia 2011

Inf - The Go Round

Kiedy już myślę, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć wpada mi w ręce taka płyta jak Inf - The Go Round.
Ostatnimi czasy moje ulubione płyty to instrumentale. Jest to o tyle dziwne, że zazwyczaj narzekam na muzykę, w której brakuje wokali. Często traktuje ją jako coś z niższej półki, jako muzykę tła, która nadaje się do czytania lub mycia garnków, czy innej pochłaniającej czynności. Mogę was zapewnić, że przy tej płycie trudno wytrzymać w bezruchu, o czytaniu już nie wspomnę. Więcej napiszę może jak ogarnę to wszystko. Jedyne, co mogę teraz powiedzieć o muzyce to, że jest przebojowa i barwna. Zresztą sprawdźcie sami :)

Santi's Back!

No nareszcie! Santigold wróciła ze znakomitym singlem :)

czwartek, 14 kwietnia 2011

Zachętka

It's Krewcial

Ta płyta wymaga cierpliwości i otwartości, choćby dla tego, że jej czas trwania to ponad godzina, a kraj pochodzenia rapera kryjącego się pod pseudonimem Krewcial to Belgia. No ilu znacie raperów z Belgii? Nie wstydźcie się wymieniać. Pewnie niewielu. Ja do niedawna nie znałem chyba żadnego (czasami gubię się w tym, co znam, a czego nie). No dobra, przejdźmy do muzyki zawartej na 25/8. Okazuje się, że ta jest na wskroś amerykańska. Klasyczny wręcz hip hop pod amerykańską modłę, brzmiący żywo i przestrzennie, głównie dzięki częstemu wykorzystaniu instrumentów dętych i klawiszy w samplach, to dla niektórych słuchowa uczta. Muszę przyznać, że Krewcial smakuje wyśmienicie, trudno mi wybrać wybijające się utwory. Nie ma na tej płycie też słabych punktów i polecam słuchać jej od pierwszego do ostatniego bitu. Ktoś kiedyś powiedział, że po tym poznaje się klasyczne pozycje.

Nero - Guilty

Coś dla fanów Dubstepu i formacji Nero. Premiera albumu Welcome To Reality 1 sierpnia.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Kids & Love

Świeżutki teledysk od Atmosphere, swoją drogą bardzo uroczy. The Family Sign przesłuchałem już 3-krotnie i myślę, że nie długo napiszę o niej coś więcej. Do zaczytania :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Rise Against

Prawdopodobnie najbardziej chwytliwy utwór z płyty Endgame.

Krótko i na temat: Blackfield, Foo Fighters, Rise Against

3 płyta projektu Blackfield jest znacznie trudniejsza do polubienia niż jej poprzedniczki. Powód jest jeden - nie ma tu równie chwytliwych utworów, nawet jednego. Wszystkie utwory są o klasę słabsze niż na Blackfield i Blackfield II. Nie mniej jednak można znaleźć na Welcome to my DNA parę ciekawych melodii i rozwiązań muzycznych. Trzeba tylko dobrze szukać. Ja daję mocną trójkę i liczę, że kolejna płyta przy której majstrować będzie Steven Wilson będzie lepsza (druga solowa płyta, która ma się pojawić w tym roku). Polecam fanom niewyszukanego pop rocka, raczej smutnego niż radosnego.
Foo Fighters obiecywali, że ta płyta będzie ostrzejsza niż jej poprzedniczki. Trzeba przyznać, że dotrzymali słowa. Wasting Lights to 11 mocnych, rockowych kompozycji, czasami zdarzy się moment lekkiego wyciszenia, ale to tylko momenty na złapanie oddechu. Przy tej płycie się skacze, macha łbem i robi air guitar. Nie słuchać w biurze, ani w autobusie!

Rise Againt się nie zmienia. Dla jednych może to być zaletą, dla innych ogromną wadą. Ja skłaniam się ku pierwszej opcji, głównie dla tego, że ich najnowsza płyta jest świetna. Słucha się jej przyjemnie, nóżki same tupią, a teksty refrenów zapadają w pamięć szybciej niż galopady perkusisty. Ja jestem kupiony :)

niedziela, 10 kwietnia 2011

sobota, 9 kwietnia 2011

Dobra pora na...

Kiedy jesteś zawalony obowiązkami i nie jesteś w stanie zebrać się do roboty, polecam Ci posłuchać tej perełki. Jazzujący hip hop w wykonaniu Kenichiro Nishihara'y to najlepsze i najłagodniejsze lekarstwo na zmęczenie materiału. Katalogowanie metod tłumaczenia neologizmów w Cyberiadzie Stanisława Lema staję się nagle przyjemnym zajęciem :) Miłość od pierwszego usłyszenia.

Wieść tygodnia

Rockowy Ocean pracuję właśnie nad kolejną płytą. Po usłyszeniu próbek myślę, że chłopaki nie zawiodą i kolejny raz pojawią się na liście najlepszych polskich wydawnictw roku. Czekam niecierpliwie na nowe piosenki.

Sloppy Seconds


5 albumów długogrających i 4 mixtape'y mają na koncie muzycy Cunninlynguists. Po przesłuchaniu absolutnie wszystkiego, co mają do zaoferowania jestem zdania, że Ci panowie są urodzeni by tworzyć muzykę pozbawioną wad i zachwycać swoich fanów każdym kolejnym wydawnictwem. Sloppy Seconds vol. 1 z 2003 wprawdzie nie dosięga do poziomu pozostałych wydawnictw grupy i może być uznane za ich najsłabsze dzieło, ale mimo to każdy znajdzie coś dla siebie wśród tych 30 tracków. Sloppy Seconds vol. 2 z 2005 stawiam zaś obok najlepszych płyt Cunnin. Znakomici goście, trafione podkłady, a do tego absolutnie odjechane podkłady w "W.C.G." i "Diamond Sky" ( oba oparte na klasycznych rockowych numerach ) sprawiają, że przez 73 minuty trwania Sloppy Seconds vol. 2 ani przez chwilę się nie nudzę. Myślę, że wreszcie znalazłem zespół, który całkowicie trafia w moje gusta i do tego jest to rapowa załoga. Kto by pomyślał? 10 letnie poszukiwania zakończone :)

czwartek, 7 kwietnia 2011

Ben Slow



Zachętka

Zachap to! - Katy On A Mission

Katy B to młoda artystka, a mimo to już na debiucie pokazała niezwykłą dojrzałość i świadomość muzyczną. Katy On A Mission to moje osobiste zaskoczenie roku. Spodziewałem się kolejnego gniota od dziewczynki kreowanej na gwiazdę nowego pokolenia, a tymczasem dostałem solidną płytę na której pop nie gryzie się z (pseudo)dubstepem (bo trudno tak naprawdę nazwać muzykę zdobiącą te 12 utworów dubstepem, chyba, że właśnie upopowioną jego wersją). Do tego nie ma tu na siłę hitowych refrenów i słodkich melodii. Słychać na tej płycie szlachetne inspiracje r&b, choćby w "Go Away", w którym Katy B tworzy harmonie wokalne niczym Aaliyah i to właśnie mnie najbardziej urzekło w tej płycie. Katy B nie boi się tworzyć muzyki jaką kocha i nie jest tylko tworem menadżerów, dzięki temu żaden utwór umieszczony na Katy On A Mission nie przynosi artystce wstydu, a moje ulubione "Easy Please Me", "Witches Brew" i boskie zwieńczenie płyty w postaci "Hard To Get" zapewniają jej stałe miejsce w moim audiofilskim sercu.

Cytat dnia #16

"Because I could not stop for Death,
  He kindly stopped for me;
  The carriage held but just ourselves
  And Immortality." - Emily Dickinson ("The Charriot")

środa, 6 kwietnia 2011

We Made It!

Dobiliśmy 2000 wyświetleń! Obiecałem sobie, że jak to nastąpi to świętuje. Zakupcie najtańszego szampana i zapuśćcie ulubioną płytę! Czas na małe świętowanie :) Dziękuje za wszystkie odwiedziny i mam nadzieję, że nie były to tylko przypadkowe wyświetlenia, a świadoma decyzja.

Dziś do tej nuty tańczymy

wtorek, 5 kwietnia 2011

CunninLynguists - Hellfire (Live)

CunninLynguists - Hellfire (live) Obczajcie ten koncertowy filmik. POGO na rapowym koncercie :D

So Much Muzak

Wygląda na to, że czas posuchy się skończył i zaczął się muzyczny urodzaj. Ja mimo, że jest już kwiecień nie zacząłem jeszcze słuchać pozycji z marca, co z jednej strony cieszy z drugiej mnie stresuje, bo kwiecień zanosi się na równie dobry miesiąc. W moim zeszyciku z ocenami mam już 47 pozycji i mimo, że większość z nich zostanie zapomniana pod koniec roku to warto było przez nie przebrnąć, by docenić pozycje wybitne (przynajmniej na tle tych słabych). A wśród najlepszych albumów jak do tej pory mogę wymienić nowe płyty: Mr. Big, PJ Harvey, Omnium Gatherum, Loonypark, Eisley, The Streets, Reks, Within temptation, CunninLynguists, Peter Bjorn and John, Beardfish, Looptroop Rockers, oraz Katy B (wkrótce na łamach Divorce The Music). 12/47 naprawdę dobrych płyt. A co z zawodami? Było kilka bolesnych porażek, choćby White Lies, Cold War Kids i Chase and Status. Szczególnie zawiodłem się na Cold War Kids, którzy debiutancką płytą odwrócili mój świat na drugą stronę i otworzyli oczy na nowe muzyczne horyzonty.

Jednym z głównych powodów płytowej zadyszki jest moje ciągłe zagłębianie się w muzykę rap i hip hop. Co rusz wynajduje nowe, ciekawe grupy i to one stają się priorytetem. Nie znaczy to wcale, że zrywam definitywnie z muzyką rockową. Możecie być pewni, że na mojej liście wydawniczych wydarzeń rocku jest mnóstwo rockowych i metalowych zespołów i na pewno dotrze do was wieść o ich poczynaniach. Jednak aktualnie przodować będzie rap i to o tym gatunku będę pisał najwięcej.  Z metalowo-rockowych rzeczy na odsłuchanie czekają: Guano Apes, Foo Fighters, Whitesnake, Joe Bonamassa, Amon Amarth, Artillery i The Human Abstract.

Ostatnią rzeczą jaką chciałbym wspomnieć w tym przydługim tekście są letnie festiwale. W tym roku oficjalnie odpuszczam sobie openera. Koszt pobytu nie pokrywa się z muzyczną wartością gwiazd, które mają się tam pojawić. Trochę jednak żałuję, że nie zobaczę Hurts, Two Door Cinema Club i Chromeo.
Wybieram się za to na Orange Warsaw Festiwal na którym pojawią się The Streets, Skunk Anansie, Jamiroquai, Moby i Plan B, a cena jest naprawdę niewielka jak na takie gwiazdy. Mam również ogromną nadzieję, że wypalą plany z wyjazdem do Czech na Hip Hop Kemp, gdzie będę miał cały ocean do łowienia muzycznych perełek. Do zobaczenia na którymś z tych festiwali :) Oby na obu.

Cytat dnia #15

"Mózg mi się w pięści zacisnął." - Piotr Rogucki ("Nie Bielsko")

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Looptroop Rockers

Najnowszy teledysk Looptroop Rockers. Płyta tygodnia, czyli jak najbardziej polecam posłuchać. Szwedzi mają się pojawić na Hip Hop Kempie. Ja też mam się tam pojawić i szukać kolejnych interesujących załóg :) Miłego słuchania.

niedziela, 3 kwietnia 2011

OMG

Jeżeli lubicie instrumentalny hip hop, musicie obowiązkowo sprawdzić ten zespół. Jeżeli jednak, nie lubicie takiej muzyki - MUSICIE SPRAWDZIĆ TEN ZESPÓŁ! Po zaledwie jednym przesłuchaniu moje uszy nie mogą wyjść z podziwu. Nieprzeciętna muzyka :)

Reks "This or That"

Teledysk promujący najnowszą płytkę Reksa. Produkcja Statik Selektah, czyli ogień :D

Loki vs Wizja Dźwięku

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jest to płyta nowatorska w jakikolwiek sposób, nie mniej jednak słucham jej z przyjemnością i nie mam Piotrowi za złe tego skoku w bok. W niektórych momentach jednak mam wrażenie, że lirycznie Roguc powiela pomysły, które z lepszym skutkiem eksplorował na płytach Comy i to chyba największy mój zarzut, co do tej płyty. Jeśli przysłuchamy się warstwie muzycznej mamy tu odważne wycieczki po wielu stylach muzycznych.Multiinstrumentalista i producent, Mariusz Wróblewski wyrasta na postać obeznaną z muzyką rockową i radzę uważać na tego człowieka w przyszłości, bo może jeszcze przyłożyć palec do niejednej świetnej płyty. Na Loki - Wizja Dźwięku gra muzykę na jaką ma w danej chwili ochotę, bez żadnych zbędnych ram stylistycznych, od Stonera i klasycznego, brudnego rocka po delikatne granie pod Myslovitz ("Mała", swoją drogą ten utwór ociera się o plagiat). Wracając do rozpoczynającego zdania, wszystkie dźwięki na tej płycie to powielanie pomysłów innych ludzi, nie ma na tej płycie absolutnie nic nowego i odkrywczego, jest za to świetny warsztat, całkiem ciekawe melodię i czasami dobry tekst ("Szatany", "Ruda Wstążka", "Piegi w Locie"). W utworze "Sopot" Piotr próbuje być Kazikiem i mimo, że tekst jest pocieszny to utwór jako całość mnie nie przekonuje. Jest jeszcze parę momentów, które wolałbym raczej przewinąć, ale nie będę ich już wspominać, ważne, że na tej płycie są takie utwory jak "Szatany", które ocierają się znakomitość. Oprócz utworów śpiewanych mamy jeszcze trzy krótkie przerywniki, z których najlepszy jest "Plaster Miodu 1". Podsumowując, płyta dobra, bez rewelacji, ale też bez wstydu, miło posłuchać i pośpiewać, łatwo zapomnieć. 3,5/5

piątek, 1 kwietnia 2011

Earthshine

Informacja z dedykacją dla Błażeja - Tides From Nebula wracają 9 maja z drugim krążkiem długogrającym oznaczonym tytułem Earthshine. Okładka prezentuje się imponująco. Ciekawe czy podołają muzycznie, zwłaszcza, że ostatnimi czasy klasyczny post rock okropnie mnie nudzi. Mam jednak nadzieję, że chłopaki nie pójdą po najniższej linii oporu i dołożą nową jakość do nieco już niedomagającego gatunku.