niedziela, 29 maja 2011

Cloud. - Maybe

Znowu mi się klawiatura klei od nadmiaru miodu wyciekającego z głośników.

Recess

Zaskakująco dobra płyta. Nie wiele wiem o tym projekcie, więc nie będę się wymądrzać i opowiadać kto, na czym i jak dobrze gra. Dla zachęty jednak napiszę, że to jeden z najbardziej eklektycznych krążków jakie ostatnie słyszałem. Podstawą jest rap, ale pojawiają się tu świetne, żywe partie tak lubianych przeze mnie instrumentów jak gitara, perkusja i trąbki, które sprawiają, że ta muzyka oddycha każdym dźwiękiem. Polecam wszystkim otwartym umysłom.

piątek, 27 maja 2011

Płyta tygodnia - Riverside - Memories in my Head

Może to i epka, ale te 32 minuty muzyki wystarczą by wydawnictwo Memories in my Head zostało moim ulubionym krążkiem tego tygodnia. Zresztą Riverside należy do grona tych zespołów, które cokolwiek nie nagrają znajdą się na stronach mojego bloga, bo zwyczajnie uwielbiam muzykę tworzoną przez tych czterech panów. A najnowsze ich dziecko to swoisty bank wspomnień nagrany z okazji 10-lecia istnienia zespołu. Słychać w tych trzech utworach wszystko z czego Riverside jest znane, melodyjne sola gitarowe, wszechobecny bas Dudy, klawiszowe pejzaże malowane przez Łapaja i finezyjną perkusje. Wszystko to scalone charakterystycznym wokalem, balansującym na granicy śpiewu i wrzasku, objawia się to zwłaszcza w przypadku "Living in the Past", który swoją drogą jest chyba najciekawszym utworem na tym albumie. "Forgotten Land" także nie należy do utworów stonowanych, a charakterystyczna partia basu sprawia, że może stać się on kolejnym sztandarowym numerem formacji. Jedynie "Goodbye Sweet Innocence" pokazuję melancholijną stronę zespołu w pełnej klasie. Główną siła tego utworu są klawisze, bas i emocjonalny śpiew, które tworzą 10-minutowy monolit. Mało? Mnie w zupełności wystarczy. Najprawdopodobniej najlepsze polskie wydawnictwo tego roku.

wtorek, 24 maja 2011

Sophie Ellis-Bextor - Make A Scene

Na najnowszą płytę Sophie fani musieli poczekać ładnych parę lat. Apetyty były niewątpliwie wielkie i wnioskując po reakcjach fanów zostały one zaspokojone. Mój apetyt z roku na rok malał, a i tak płyta Make A Scene nie zaspokoiła go w pełni. Dlaczego? W Sophie zakochałem się już przy piosence "Murder on the Dancefloor", która do tej pory należy do moich ulubionych popowych hitów. Na każdym kolejnym wydawnictwie był chociaż jeden track, który wywolywał podobne emocje, co wspomniany utwór. Ta reguła zostaje zachwiana właśnie najnowszym wydawnictwem. Brytyjka już współpracą z Arminem Van Bureenem pokazała, że rusza w kierunku bardziej tanecznych rytmów, a płyta Make A Scene  jest niewątpliwie dance'owa. Od razu zaznaczę, że ani Armin Van Bureen, ani Junior Caldera, którzy pojawiają się na tej płycie w roli producentów nie popisali się zbytnio. Mimo to utwór "Not Giving up on Love" (Armin Van Bureen) jest jednym z moich ulubionych w zestawie. Zasługa w tym tylko i wyłącznie Bextor, która swoim charakterystycznym głosem i melodią robi z tego utwory uroczy, choć typowy przebój Dance. Zaskakująco dobrze wypada współpraca z The Freemasons, zwłaszcza w utworze "Heartbeat (Make Me A Dancer)", który ma naprawdę ciekawy elektroniczny podkład. Z utworów nieokraszonych featuringami najwyższy poziom prezentują "Make A Scene" (taką Sophie uwielbiam), "Synchronized" i "Cut Straight to the Heart". W całym rozrachunki płyta wypada całkiem nieźle, choć muzycznie jest najsłabszą pozycją w dorobku Brytyjki. Brakuje mi tu trochę różnorodności jaką prezentowała na poprzednich wydawnictwach i przestrzeni. Nie ma tu także utworu, który chciałbym zapętlać w nieskończoność, co zdarzało mi się przy okazji poprzednich wydawnictw. Sophie Ellis-Bextor dokonała jednak niebywałej rzeczy, mianowicie pokazała mi, że można stworzyć płytę Pop/Dance, która nie jest przaśna i tandetna. Tak więc miłość do Sophie pozostaję i wystawiam zasłużoną 3/5.

Perła #2

Może jeszcze paru z was pamięta taki zespół jak The Calling. Chłopaki nagrali 2 płyty długogrające i zniknęli. Alex Band zaczął karierę solową i wydał jeden album w 2010 roku. Nie miałem okazji go jeszcze usłyszeć, bo dowiedziałem się o nim dosłownie parę sekund temu. Wracając do samego zespołu, na ostatniej pozycji w indeksie pierwszego albumu znalazł się utwór "Stigmatized", który od pierwszego usłyszenia stał się moim wielkim ulubieńcem. Może i posiada on wszystkie cechy rockowej ballady i nie ma w sobie za grosz oryginalność, ale głos Banda i ładunek emocjonalny rekompensują to z nawiązką. Po za tym uwielbiam go śpiewać i myślę, że całkiem nieźle mi to wychodzi :) Do zasłuchania :)

poniedziałek, 23 maja 2011

Krótko i na temat: Wild Beasts, Black Country Communion, Panacea

Wild Beasts - Smother


Wild Beast udowadniają, że są zespołem nieprzeciętny z własną tożsamością i charakterystycznym brzmieniem. Kiedy usłyszałem ich pierwszy raz w 2009 roku, byli dla mnie dziwadłem, które nie pasowało do ówczesnej fali indie-nijakiej muzyki. Mimo, że płyta, jako całość mnie nie zachwyciła to pozostawiła bardzo dobre wrażenie. Podobnie jest z tym materiałem, rewelacyjnie się go słucha, jest tu parę zapadających w pamięć melodii, ale brak różnorodności obniża ostateczną ocenę płyty. Wielkim plusem jest to, że zespół się rozwinął pozostając przy tym sobą i nie wpadł w pułapkę presji jaką niewątpliwie wywołał sukces poprzedniej płyty. Dla fanów absolutny must-have, a osoby, które jeszcze ich muzyki nie słyszały powinny dać im szansę i wpisać Wild Beasts na listę zespołów do sprawdzenia.
Black Country Communion - 2
Z supergrupami jest tak, że często są "super" tylko z nazwy, ale na szczęście Black Country Communion nie należy do tej grupy. Mając w składzie takich muzyków jak Jason Bonham ( syn nieżyjącego już perkusisty Led Zeppelin), Joe Bonamassa, Glenn Hughes (ex-Deep Purple, ex-Black Sabbath) i Derek Sherinian trudno popełnić złą płytę. BCC nagrali już drugą i jest równie rewelacyjna jak ich debiutancki krążek Black Country Communion z 2010. Po pierwsze Bonamassa ma więcej do powiedzenia wokalnie, co urozmaica całość, a po drugie to po prostu pełnokrwisty hard-blues-rock ze znakomitymi solówkami, rewelacyjną pracą sekcji rytmicznej (Hughes, Bonham - przecież oni brzmią razem jak marzenie) i charyzmatycznym wokalem. Ja nie potrzebuje nic więcej.

Panacea - 12 Step Program
Jedyna pozycja hip-hopowa w tym zestawieniu. Panacea jest znana zapewne fanom ambitnego hip-hopu i nic w tym dziwnego. Charakterystyczne brzmienie jest, fajny flow odkreślony, no i przebojowe refreny zanotowane. Niby wszystko na swoim miejscu, a mnie jakoś to nie porywa, więcej tu śpiewu niż rapowania, a i utwory po jakimś czasie wydają się zbyt podobne melodycznie. Największym plusem są tu chyba bity, eklektyczne i różnorodne. Całkiem interesująca pozycja, która raczej nie odmieni twojego spojrzenia na muzykę.

czwartek, 19 maja 2011

KNO

Mmm pierwsze odsłuchanie legalnej kopii Death is Silent zbliża się ku końcowi :) Mnóstwo stresu było z zamówieniem tej płyty z zagranicy, ale nie ma nic lepszego od znakomitego albumu zdobiącego nie tak piękne już półki.

wtorek, 17 maja 2011

Hugh Laurie - Let Them Talk

Jeśli uważacie, że największą wartością płyty Let Them Talk jest popularność Hugh Laurie'go to jesteście w wielkim błędzie. Te piętnaście piosenek to klasyczny bluesowy repertuar zagrany z szacunkiem i muzycznym kunsztem, którego wielu może pozazdrościć. W końcu Hugh nie jest typową gwiazdą, która zapragnęła zarobić trochę kasy na robieniu muzyki, a pełnoprawnym muzykiem. Do tego mamy tu tak znamienitych gości jak Dr. John, Irma Jones i Tom Jones, którzy dodali do tego materiału różnorodności i doświadczenie. Co tu dużo mówić uwielbiam taką stylistykę, kocham House'a, no i to pierwsza taka pozycja w mojej muzycznej bibliotece. W sumie trzy bardzo dobre powody by ocenić tą płytę na 3,5/5 i tym samym polecić ją wszystkim zapaleńcom klasycznego bluesa.

Septic Flesh - Pyramid God

Płyta The Great Mass to jeden z najmocniejszych kandydatów na metalową płytę roku 2011, a utwór "Pyramid God" jest świetnym wyznacznikiem tego, co na tej płycie możecie znaleźć.

Perła #1

Tym wspaniałym utworem rozpoczynam nowy cykl pod wielce wymownym tytułem "Perła". Będę tutaj umieszczać utwory, które wg mnie są "małymi" arcydziełami. Miłego słuchania :)

niedziela, 15 maja 2011

Free Download po raz drugi

Drugi raz mam zaszczyt podzielić się z wami darmową muzyką na wysokim poziomie. Misuccc to belgijski producent, a tamtejsza scena ostatnimi czasy, aż rozkwita nietuzinkową muzyką. Myślę, że ten materiał chwyci nie jednego z was za serce, bo z tego, co do tej pory słyszałem to bardzo klimatyczna muzyka. Przekonać się czy jest to muzyka dla was, czy też nie możecie tutaj. Bezpośredni link macie z kolei tu.

Gotye - Heart's A Mess

Czasem warto wybrać się do znajomych, choćby, żeby usłyszeć taką perełkę :)

Zachętka

Płyta Tygodnia - Blue Sky Black Death - Last Night Cinema

Blue Sky Black Death często stawia się na półce z instrumentalnym hip-hopem. Niezwykle trudno mi zgodzić się z tą tezą, kiedy to słowo "progresywność" najlepiej charakteryzuje dokonania tej grupy. Late Night Cinema to płyta epicka i wielowymiarowa. Struktury utworów na przestrzeni 7 minut trwania są ciągle wzbogacane, co wielokrotnie prowadzi do erupcji dźwiękowej w finale utworu. Czego tu nie ma? Zespół nie boi się instrumentów smyczkowych, post-rockowych pasaży, ani przejmujących wokali, dzięki czemu tworzy niezwykle interesujący konglomerat idm, post-rocka, hip-hopowych beatów i eksperymentalnej elektroniki. 11 utworów o średnim czasie trwania 6 minut może przytłoczyć swoim geniuszem i nie jest to na pewno pozycja dla wszystkich. Tym dźwiękom trzeba dać szansę i poświęcić im całą uwagę. Słuchanie tej płyty nie zdaje egzaminu, kiedy jest używana jako tło dla książki czy wycierania kurzu. Trzeba być z nią blisko i owinąć się muzyką. Takie utwory jak "Ghosts Among Men", "A Private Death", czy "Shoot You Dead" mają dodatkowy atut, mianowicie samplowane wokale. Raz sprawiają, że na naszym karku przebiega niepokojący impuls, innym razem wprowadzają w stan euforii, ale zawsze są bezcennym muzycznym doznaniem. Trzeba przyznać, że dobieranie dźwięków i układanie ich w całość to największy talent BSBD. Zaczynam myśleć, że to najciekawsi obecnie producenci i żaden Kanye West tego nie zmieni. Jego muzyka jest po prostu efektowna. Słuchanie Blue Sky Black Death jest eterycznym doznaniem.

1. The Era When We Sang 6:01
2. Lord of Our Vice 6:40
3. Ghosts Among Men 7:31
4. A Private Death 6:28
5. Shoot You Dead 5:17
6. Listen Child 5:36
7. My Work Will Be Done 4:37
8. Forgive Me 4:48
9. Different Hours 4:10
10. All The News Is Bad Again 4:55
11. Legacy To Fuel 2:50

sobota, 14 maja 2011

Tokimonsta

Świeżynka od Musical Schizophrenia. Całkiem możliwe, że poświęcę tej artystce więcej uwagi w przyszłości.

Kup mnie

Wczoraj w empiku uśmiechnęła się do mnie niewinnie. Podbiegam do niej. Obczajam jej zderzak. Cena 19,99. Pakuję do koszyka i z radością opuszczam sklep. Następna godzina mija mi pod znakiem The Roots.Pierwsza rapowa płyta na półce siedzi :)

czwartek, 12 maja 2011

Czas na kobiety

Ostatnio zaniedbałem trochę kobiety na moim blogu. Czas by The bulversaint naprawił ten błąd. Dwa najświeższe odkrycia poniżej, a już niedługo mam nadzieję dobiorę się do solowej płyty wokalistki Darzamat, która kryję się pod nazwą NeraNature.


środa, 11 maja 2011

Free Download

"Pożyczone bity" i wokale Just Jay totalnie za darmo. Wśród bitów można usłyszeć dzieła: Bonobo, Tall Black Guy, 14KT, Ezekiel 38 i wiele innych. Ostrzegam słyszałem tylko jeden utwór, ale daję on nadzieję na całkiem ciekawy materiał, a dla was to nie problem, żeby pobrać parę megabajtów i przekonać się samemu.

Krótko i na temat: Lamb, We Are The Ocean, Adele

Dziś w "Krótko i na temat" wspomnę Lamb, We Are The Ocean, Adele, ArtOfficial i Ten Typ Mes.

Lamb - 5
Dawno ich nie było i można było pomyśleć, że już nigdy nie wrócą. Tymczasem ich nowa płyta jest sporym zaskoczeniem. Tak przyjemnego około-elektronicznego grania dawno nie było. Płyta brzmi naturalnie i przestrzennie, do tego Rhodes i Barlow najeżyli to wydawnictwo dźwiękowymi perełkami, które ujawniają się dopiero po kilku przesłuchaniach. Wielowymiarowa płyta.

We Are The Ocean - Go Now And Live
Bardzo ładnie wydana płytka i tak samo brzmiąca. Wspomniałem już jakiś czas temu, że nowa płyta nie sięga pułapu, który utrzymywała Cutting Our Teeth. Nie szkodzi. Nowe dźwięki są mega przebojowe i niosą ze sobą ultra pozytywny przekaz. Czasem jest balladowo, innym razem przeważa wrzask i czad. Jeśli miałbym być bardzo obiektywny i poprawny politycznie napisałbym, że muzyka jaką tworzy We Are The Ocean to Pop-Hardcore, tym samym stworzyłbym kolejną niepotrzebną łatkę. Napiszę więc, że to Rock i spełnia swoją rolę.

Adele - 21 [Deluxe Edition]

Już po pierwszym przesłuchaniu tego materiału przestało mnie dziwić szaleństwo na jej punkcie. Cieszy mnie też, że ludzie poznali się na jej muzyce, bo ta została przygotowana według najzacniejszych receptur. Czerpie całymi garściami z tradycji soul, pop, a nawet blues. Większość utworów to murowane radiowe hity, a śpiew Adele jest zadziorny i wszechstronny. To nie jest kolejna Taylor Swift.

ArtOfficial - Stranger [2007]

Tylko 5 utworów, a ich wartość nieoceniona. Rewelacyjne Jazzhopowe granie. Już sama okładka zdaję się pokazywać, że dla członków ArtOfficial żywa i eklektyczna kompozycja to podstawa. Utwór "Eyes Of A Stranger" zapisał się już na liście moich ulubionych utworów, a należy do kategorii tych, które sprawiają radość na samą myśl o nich.

Ten Typ Mes - Kandydaci Na Szaleńców
Dziewczyna mnie trochę ostatnio nie lubi za tą płytę, ale, co ja mam biedny poradzić, że Mes nagrał tak ciekawą pozycje. Pierwsza ciekawostka - To dwie płyty, co daję nam w sumie 23 utwory. Ciekawostka druga - Po dwóch przesłuchaniach pozostawiłem tylko 12. Ciekawostka trzecia - Teraz to jest dopiero zajebista płyta! Ponad połowa utworów to całkiem niezłe i wpadające w ucho utwory, więc myślę, że warto sprawdzić tą płytę, a nóż się całość spodoba. Mnie osobiście taka ilość przeraziła i jestem zdania, że Mes troszkę przesadził, mógł zostawić sobie parę utworów na później, a niektóre wręcz wyrzucić, bo nie wnoszą nic. Zwłaszcza, że tekstowo w wielu miejscach ta płyta kuleje. Siła płyty Kandydaci Na Szaleńców są zdecydowanie podkłady, od jazzu i rocka do dubstepu i punku ("Zegar Tyka feat. The Lunatics"). "Otwarcie" jest naprawdę mocne, tekst ma szczery, a zaśpiewany przez Mesa refren łazi za nami całymi dniami (przynajmniej za mną). Bardzo cenie Mesa, za to, że popracował nad dykcja i śpiewem, który przeważa w refrenach. Porwanie się na tak epicki album też zaliczam na plus, choć efekt mógł być nie co lepszy.

poniedziałek, 9 maja 2011

Przesłuchane 26-50

Panic! At The Disco - Vices & Virtues
ocena: 3.2






 Within Temptation - The Unforgiving
ocena: 4.2






Whitesnake - Forevermore
ocena: 4.7






 Cunninlynguists - Oneirology
ocena: 4.7






Cavalera Conspiracy - Blunt Force Trauma
ocena: 3.7






      Peter, Bjorn and John - Gimme Some
ocena: 4.0






Artillery - My Blood
ocena: 4.2






   Beardfish - Mammoth
ocena: 4.0






Looptroop Rockers - Professional Dreamers
ocena: 4.2






Piotr Rogucki - Loki-Wizja Dźwieku
ocena: 3.5






Blackfield - Welcome To My DNA
ocena: 3.2






Katy B - Katy On A Mission
ocena: 4.0






Guano Apes - Bel Air
ocena: 3.0






        Foo Fighters - Wasting Light
ocena: 4.0






TV On The Radio - Nine types Of Light
ocena: 4.0






       Me Myself And I - Takadum
ocena: 3.7






Teophilus London - Lovers Holiday EP
ocena: 3.7






Emay - Mind Altering Dynamics
ocena: 4.5






Emay - Incorruptible
ocena: 4.0






Atmosphere - The Family Sign
ocena: 3.7






Pendragon - Passion
ocena: 4.5






       Point Blank - Draft
ocena: 3.5






Totentanz - Inni
ocena: 2.2






Curren$y + Alchemist - Covert Coup EP
ocena: 4.5






Ulver - Wars Of The Roses
ocena: 3.5