wtorek, 31 stycznia 2012

sobota, 28 stycznia 2012

Letters From Silence "No Plain Shortcuts"

Letters From Silence poznałem całkiem przypadkiem, w czasie podróży ze sceny namiotowej na główną na open'er 2010. Występowali na scenie młodych talentów. Nie byłem nimi kompletnie zainteresowany, a jednak kiedy usłyszałem ich muzykę nie potrafiłem o nich zapomnieć. Nikt tak w Polsce nie grał (pół)akustycznego rocka. Dwie gitary i głos wystarczyło bym sięgnął po ich epkę, na której znalazło się 6 utworów, które w nieco zmienionej formie znalazły się na pełnym wydawnictwie. Trzeba przyznać, że zasłuchiwałem się w niej bardzo długo, aż wreszcie usłyszałem o pełnym wydawnictwie. No Plain Shortcuts było moją największą nadzieją roku 2011, jednak dopiero teraz udało mi się przesłuchać ten album. Chłopcy potrafią z niezwykłą sprawnością użyć sprawdzone patenty i stworzyć za ich pomocą unikatowe brzmienie. Naprawdę trudno mi porównać tą płytę do czegoś innego na polskim rynku. Głos Wawrzyńca Dąbrowskiego ma w sobie mnóstwo rockowej zadziorności, ale radzi sobie także świetnie w stonowanych, melancholijnych utworach, których na krążku No Plain Shortcuts nie zabrakło. Jak wspomniałem połowa utworów była już znana jakiś czas temu, zespół jednak nie użył po prostu starych ścieżek i nie wrzucił ich na srebrny krążek, ale nagrał je na nowo. Tu pojawia się trochę wątpliwości, bo gdzieś zaginął ich dawny luz, czegoś ważnego zabrakło. Może te utwory były zbyt idealne, żeby coś w nich zmieniać. Parę razy była to linia melodyjna, innym razem partia gitary solowej jest trochę zmieniona. Nowe utwory przynoszą więcej przesterowanej gitary i rewelacyjnych melodii. W naturalny sposób łączą się ze starymi nagraniami tworząc spójną i dojrzałą całość. Z nowych nagrań od razu spodobało mi się "Monday Morning", które najbardziej się wyróżnia na tle reszty. Ciekawie brzmi, także "Lost Between The Lines", którzy kojarzy mi się z Pearl Jam. "Sitting On A Fence" jest również rewelacyjny. Gdybym sięgnął po tą płytę parę tygodni temu prawdopodobnie świeciłaby triumf w pierwszej piątce najlepszych płyt w Polsce roku poprzedniego, a tak jedynym trofeum na jakie może liczyć jest moje muzyczne serce.

piątek, 27 stycznia 2012

Jack Peñate "No One Lied"

Poprzedni album nieźle mną wstrząsnął, była to chyba pierwsza tak bezpretensjonalnie przebojowa i urocza płyta, która walczyła o miano mojego ulubionego albumu roku. Nowy kawałek jest całkiem fajny, choć nie odczułem przyśpieszonego tętna, a i nieskoordynowanych tanecznych ruchów też nie było.

wtorek, 17 stycznia 2012

PORN "Love Like War"

Słuchasz Iamx'a? A Porn(o) lubisz?

Krótko i na temat: Forge Of Clouds, Rwake

Forge Of Clouds - Forge Of Clouds

W Polsce już mamy co najmniej dwa zespołu wykonujące post metal na światowym poziomie, Blindead i właśnie Forge Of Clouds, którego album nie skopał mnie i oszołomił jak Affliction MXIX II MXMVI, ale pozostawił wiele silnych emocji i skurczy mięśni szyi. Zespół tak jak wspomniany wyżej Blindead wydaje się być zespołem poszukującym, tworząc rozwinięte kompozycje ze zmieniającym się wciąż nastrojem. Wokalista nie dość, że potężnie ryczy to potrafi też zaczarować klimatycznym śpiewem. Pozycja obowiązkowa.

Rwake - Rest

Dziś mocno post metalowo, nie zaprzeczam. Rwake to światowej klasy zawodnik w tym gatunku i mimo, że nie ma bogatej dyskografii to trudno to powiedzieć o ich kompozycjach. Płyta Rwake oczarowuje nas czystym pięknem, nie takim przyozdobionym kwiatkami i cekinami, ale tym prawdziwym, zatopionym w brudzie i bólu. Z każdego dźwięku tej znakomitej płyty wypływają emocje. Polecam dać się porwać.

sobota, 14 stycznia 2012

JMSN "Something"

Okazuje się, że JMSN to nie tylko świetny remix Kno. Kawałek "Something" jest naprawdę świetny, a teledysk do niego to jedna z najbardziej niepokojących rzeczy jakie ostatnio widziałem.

Zachętki dwie

Całkiem przyjemny electropop, może mało angażujący, ale założę się, że świetnie się przy nim ściera kurze.

Klimatyczna czyt. smutna nuta ze Zmierzchu (nie pytajcie, którego, bo ja tu o muzyce piszę ;p). Warto sprawdzić.

czwartek, 12 stycznia 2012

Beyond Magnetic

Mimo, że wydarzeniem minionego roku miała być kolaboracja z Lou Reedem, którą mieliśmy nieprzyjemność usłyszeć, to właśnie Beyond Magnetic, epka wydana pod koniec roku stała się dla mnie dowodem na to, że warto czekać na nowy krążek zespołu Metallica. Zestaw czterech odrzutów z sesji Death Magnetic prezentuje się całkiem nieźle, choć wiele elementów zawartych w tych utworach jest bardzo charakterystyczne dla krążka z 2008 roku. Nie są na pewno one tak thrashowe jak ich "lepsze siostry", bardziej przywodzą na myśl to, co zespół prezentował na Load, i to wcale nie zarzut. Z całego zestawu najbardziej polubiłem bujający Hell And Back w post Black Albumowym stylu.

Nie należy jednak odczytywać Beyond Magnetic jako zapowiedzi kolejnej płyty grupy, która ma pojawić się na rynku w 2012 roku, ponieważ z tego, co wiemy te utwory mają już 4 lata. Niemniej jednak miło posłuchać czegoś na poziomie, zanim przyjdzie ten szczęśliwy dzień i kolejna płyta z logiem Metalliki ozdobi sklepowe półki.

środa, 4 stycznia 2012

Zachap To!: After... "No Attachments"

Mocne zaskoczenie z tym After... Ich najnowsze dzieło No Attachments to kawał solidnego altrocka, bo trudno nazwać ich muzykę progresywną jak to często w ich wypadku bywa. Kompozycje mieszczą się zazwyczaj w pięciu do sześciu minut i nie uderzają słuchacza dużą ilością zmian tempa i nastroju. Nie mniej jednak nie jest to proste granie. W większości wypadków mamy do czynienia z melodyjnymi utworami okraszonymi od czasu do czasu mocniejszym riffem.

Na plus wypada głos wokalisty, który potrafi oczarować w balladowym "Happiness", ale też dorzucić do pieca ognistym wygarem w ostrzejszych kawałkach. Instrumentalnie jest jeszcze ciekawiej, są tu fajne solówki i buczący bas nadający całości mocno rockowy charakter.

Mimo, że przy tworzeniu płyty pomagali muzycy The Pineapple Thief to nie udało im się zdominować albumu swoim bądź, co bądź charakterystycznym soundem. Tak na dobrą sprawę tylko jeden utwór można by porównać do muzyki wykonywanej przez Złodziei Ananasów. Chyba czas najwyższy żebym sięgnął po wcześniejsze dokonania After..., bo to naprawdę dobrze ro(c)kujący zespół.

niedziela, 1 stycznia 2012

10 najlepszych albumów 2011 wg Divorce The Music

Kolejne 12 miesięcy za nami. Był to rok bardzo bogaty w ciekawe wydawnictwa, niektóre z nich długo przeze mnie wyczekiwane. Niestety jak to czasem bywa były także wielkie zawody, a największym była wspólna płyta Lou Reed'a i zespołu Metallica. Z mniejszych zawodów z przykrością muszę wymienić White Lies, Cold War Kids, Radiohead, Totentanz, mimo wciąż wysokiej formy Ulver, a także Tori Amos.

Z blisko dwustu albumów, które miałem przyjemność przesłuchać w tym roku wybrałem te, które przyniosły ze sobą najwięcej pozytywnych wrażeń, nie zawsze decydowała o tym wybitna warstwa instrumentalna i zawiłość kompozycji, a muzyka jako całość. W ten sposób po długim namyśle z blisko czterdziestu najwyżej ocenionych albumów wybrałem tą najważniejszą dziesiątkę, żadnych miejsc Ex Aequo. Selekcja tego najlepszego z nich była bardzo trudna i w tym wypadku całkowicie poddałem się emocjom i wybrałem album, który mnie najbardziej zaskoczył swoim wysokim poziomem.

Niespodziewanie czarnym koniem rankingu zostało Uriah Heep z krążkiem Into The Wild, który rzutem na taśme zdobył sobie miejsce w pierwszej dziesiątce.

Na specjalne wyróżnienie z poza listy zasługują brytyjski Haken za rewelacyjne partie wokalne (brawa dla Rossa Jennings'a), Joe Bonamassa za niezmiennie wysoką formę kompozycyjną, ArtOfficial za bezbłędny jazzhop, oraz The Tangent za vibe płynący z każdego dźwięku albumu Comm.

Nie przedłużam więcej i przedstawiam listę 10 najlepszych albumów 2011 wg Divorce The Music.

1. Staind "Staind"
2. Mastodon "The Hunter"
3. Ray Wilson & Stiltskin "Unfullfilment"
4. Cunninlynguists "Oneirology"
5. The Streets "Computers & Blues"
6. Looptroop Rockers "Professional Dreams"
7. Redemption "This Mortal Coil"
8. Uriah Heep "Into The Wild"
9. Machine Head "Unto The Locust"
10. Wolverine "Communication Lost"