niedziela, 26 lutego 2012

Curren$y "Livin"

Ze sterty wydawniczych planów Curren$y jak na razie otrzymaliśmy tylko EP #Here, z której to kawałek możecie posłuchać powyżej. Całkiem fajny podkład.

Krótko i na temat: Burial, Mustasch, Van Halen, Blood Ceremony

Początek roku upływa mi dość leniwie, co widać wyraźnie w mojej aktywności na blogu. Nowej muzyki słucham jak na lekarstwo, więc nie było wiele materiału by skrobać kolejne posty. Nie mniej jednak przygotowałem dla was podwójną dawkę "Krótko i na temat", żebyście nie zapomnieli o DIVORCE THE MUSIC na dobre. Miejmy nadzieje, że odwilż widoczna na naszych zabłoconych podwórkach przyniesie mnóstwo świeżej muzyki, o której będę wam z przyjemnością donosić.

Burial - Kindred EP

Nie jestem wielkim fanem Buriala, nie jestem nawet malutkim fanem Buriala, ale muszę przyznać, że jego nowa EPka jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Mimo rozwiniętej farmy i 30 minut muzyki rozdzielonej na zaledwie 3 utwory Kindred wydaje się być najbardziej przystępnym dziełem brytyjczyka. Sama produkcja  eksploruje znane fanom Buriala rejony, jednak porównując do poprzednich jego dzieł, najnowsza EP jest pełna chwytliwych momentów, które co jakiś czas mnie nachodzą i każą o sobie przypominać poprzez kolejne odtworzenia tego krążka.

Mustasch - Sounds Like Hell, Looks Like Heaven

Absolutnie rewelacyjna płyta, wypełniona po brzegi rockowym czadem. Takiej płyty się po Szwedach spodziewałem i właśnie taką dostałem. IT'S NEVER TOO LATE!!!






Van Halen - A Different Kind Of Truth

Trudno oceniać tą płytę na gruncie czysto muzycznym, ponieważ fakt, że ta płyta w ogóle się ukazała jest automatycznie jednym z najważniejszych wydarzeń muzycznych 2012. Dla mnie jednak to muzyka jest najważniejsze i muszę przyznać, że na tym gruncie najnowszy krążek braci Van Halen z Davidem Lee Roth'em za mikrofonem wprawia mnie w skrajne uczucia. Raz wydaje mi się, że płyta pozbawiona jest faktora, który wyróżniałby ją na tle innych typowo rockowych płyt i nie warto przedłużać jej bytu na mojej plejliście, innym razem znajduje na tym krążku ten potencjał, który zespół prezentował przed laty i uważam, że mimo wszystko warto było ją nagrać.

Blood Ceremony - Living With The Ancients

Magiczna podróż do krainy rocka pod przewodnictwem antropologów gatunku zapatrzonych w Jethro Tull. Jazda obowiązkowa dla fanów brzmienia fleta i organów hammonda.






Orange Goblin - A Eulogy For The Damned

Drobny zawód, ale bez kompromitacji. Goblini łoją swój zakrapiony whisky rock nie tracąc werwy, ale wydają się mieć stępione pazury. W obliczu poprzedniej płyty A Eulogy For The Damned wypada dość słabo mimo, że ogólnie jest to dobra płyta. Kończący album utwór tytułowy zbliża się poziomem do kompozycji ze swojej młodszej siostry, ale jednak wrażenia, że czegoś zabrakło nie udało się zatrzeć.

piątek, 24 lutego 2012

niedziela, 12 lutego 2012

Przeoczone: Jamie Woon "Mirrorwriting"

Słuchając to wydawnictwo kolejny i kolejny raz przestaje się dziwić ludziom, którzy umieścili Mirrorwriting tak wysoko w swoich rankingach 2011 roku. Należy mi się wręcz reprymenda, że nawet nie zdążyłem jej w ubiegłym roku przesłuchać.
Odrzuciłem ją wiedząc jaką estymą cieszy się wśród i hipsterów i innych ludzi, którzy uważają, że ich gusta są wyjątkowe. Tytuły "Zbawiciela Soul", czy "Objawienia Roku" zwyczajnie mnie zniechęcają, bo biją po oczach niby neony, praktycznie zawsze mijające się z prawdą.
Niemniej jednak w przypływie wolnego czasu sięgnąłem po Mirrorwriting i nie żałuje, jestem zachwycony. Nie ma tu mowy o ekscytacji spowodowanej odkryciem czegoś nowego i odkrywczego, jest to raczej podziw dla niesamowitego talentu wokalnego Jamie'go i jego niepowtarzalnemu zmysłowi do melodii.
Praktycznie każda linia melodyczna, każdy wyśpiewany wers i refren przykuwają moją uwagę. Każdy utwór od "Night Air" po kończący zestaw "Missing Person" mógłbym zapętlić i oddawać mu się godzinami. To rzadkość w dzisiejszych czasach, żeby artysta tak absorbował, kiedy w sieci można odnaleźć dziesięciu podobnych i błyskawicznie pobrać ich dokonania.
Przepraszam Jamie, że dopiero teraz cię doceniam, ale zawsze lepiej późno niż wcale.

niedziela, 5 lutego 2012

Krótko i na temat: Lana Del Rey, Tuff Enuff, Sylvan

Lana Del Rey - Born To Die

Nie spodziewałem się, że będę słuchał tego krążka z taką przyjemnością. Niby kolejna gwiazdka pop, która ma ocalić gatunek, a coś ma w sobie takiego, że zatrzymała mnie na dłużej. "Off The Races" to najlepszy kawałek.






Tuff Enuff - Diablos Tequilos

Żelazna klasyka polskiej muzyki metalowej. W większości jest to album wypełniony hardcore'owym czadem, ale jest tu także miejsce na ciekawe eksperymenty.







Sylvan - Sceneries

Nie wiem czy ten zespół jest ktoś w stanie powstrzymać. Sylvan popisał się kolejnym markowym produktem w swoim unikatowym stylu. Ogromna dawka muzyki progresywnej pozbawiona słabych punktów, za to pełna momentów dla których będziesz ją przeżywać kolejny i kolejny raz. Polecam. Aktualnie najlepsza pozycja 2012.

sobota, 4 lutego 2012

Coma "Los Cebula i Krokodyle Łzy"

Mój ulubiony numer z Czerwonego Albumu doczekał się teledysku :)

Przebłyski Przyszłych Płyt

Mniam.

Premiery Pierwszego Kwartału 2012

The Ting Tings "Sounds From Nowhereville" (27.02)
Testament "The Dark Roots Of Earth" (?)
Votum "Harvest Moon" (?)
Steve Hogarth/Richard Barbieri "Not The Weapon But The Hand" (27.02)
Orange Goblin "A Eulogy For The Damned" (14.02)
Gazpacho "March Of Ghosts" (27.02)
Therapy? "A Brief Crack Of Light" (?)
Threshold "March Of Progress" (?)
Mustasch "Sounds Like Hell, Looks Like Heaven" (01.02 ?)
Europe "Bag Of Bones" (?)
Ladyhawke "Anxiety" (19.03)
Flying Colors  (06.03)
Van Halen "A Different Kind Of Truth" (07.02)
Overkill "The Electric Eye" (?)
Paradise Lost "Tragic Idol" (?)
Meshuggah "Koloss" (?)
Soulfly "Enslaved" (12.03)
The Mars Volta "Noctourniquet" (marzec)
Anathema "Weather Systems" (15.04)
Jack white "Blunderbuss" (23.04)