wtorek, 29 maja 2012

Linkin Park "Lies, Greed, Misery"

O zgrozo! Co to będzie? Co to będzie?

Krótko i na temat: Galahad, Christian Mistress, The Jimmy Bowskill Band

Galahad - Battle Scars

10/10, 9/10, i 8/10 tak oceniają na różnych portalach nowy album Galahad. Trochę mnie to zbiło z tropu, bo i owszem to bardzo dobry krążek, ale żeby arcydzieło? Może ja już słuch tracę, a może to recenzenci coraz bardziej szczodrzy? W każdym razie Battle Scars to kawał solidnego progresywnego rocka. Tradycja spotyka się tu z nowoczesnością, a efekt jest nadzwyczaj dobry. Szczególne wyrazy uznania za wokale dla Stuarta Nicholsona - coś niesamowitego.


Christian Mistress - Possession

Ozzy Osbourne w spódnicy? Może nie do końca, ale coś jest jednak na rzeczy. Czuć ducha grupy z Birmingham w każdym dźwięku krzesanym przez zespół. Jakaś cząstka Sabsów definitywnie w tym zespole jest. Czyżby palce Lommi'ego.





The Jimmy Bowskill Band - Back Number

Ostatnio naszła mnie chęć by sprawdzić tego młodego "geniusza" bluesa. Chłopak (22 lata) zaczął grać w wieku 10 lat i ma już na koncie 3 krążki długogrające. Wnioski mam takie po przesłuchaniu tego albumu: całkiem znośny bluesik, choć zbyt jednolite kompozycje; wokalnie też znośnie, choć zachwytów nie ma; geniusz? Raczej bardzo uzdolniony dzieciak. Wracam do Bonamassa'y.

Premiery Czerwca

Rush Clockwork Angels (11 czerwca)
Ihsahn Eremita (18 czerwca)
Curren$y The Stoned Immaculate (5 czerwca)
Tank War Nation (4 czerwca)
Ordinary Brainwash ME 2.0 (4 czerwca)
Mnemic Mnemesis (8 czerwca)
Linkin Park Living Things (26 czerwca)
Maroon 5 Overexposed (26 czerwca)
Jorn Bring Heavy Rock to the Land (1 czerwca)
Letters From Silence One Foot On the Street EP (11 czerwca)
Piotr Rogucki 95-2003 (11 czerwca)
The Hives Lex Hives (5 czerwca)
Noko Noko (4 czerwca)
The Smashing Pumpkins Oceania (18 czerwca)

Linkin Park "Burn It Down"

No i mamy oficjalny obrazek promujący kolejny krążek Linkin Park. Ostatnio każde wideo LP przypomina poprzednie, więc można obejrzeć, ale lepiej po prostu posłuchać.

piątek, 25 maja 2012

Krótko i na temat: Arjen Anthony Lucassen, The Pryzmats, John Mayer

Arjen Anthony Lucassen's - Lost in the New Real

Płyta zespołu Ayreon 01011001 jednego z projektów Lucassena to jeden z moich ulubionych albumów prog metalowych. Właśnie na wysokości tego krążka zaczęło się moje zainteresowanie Panem Lucassenem. Dziełu sygnowanemu nazwiskiem muzyka ze wszystkich jego nagrań z ostatnich 4 lat najbliżej właśnie Ayreon. Tyle, że na najnowszym albumie nie ma takiej plejady wokalistów, która dałaby mu niepowtarzalną barwę. Nie znaczy to jednak, że Lost in the New Real jest słabe. Wręcz przeciwnie, to 90 minut naprawdę ciekawej i różnorodnej muzyki tak charakterystycznej dla holendra. Nawet cover'y w jego wykonaniu brzmią jak autorskie nagrania. Ja tą płytę połykam za jednym razem.

The Pryzmats - Coś Z Niczego

Godny debiut, choć nie obyło się bez obaw. Słysząc pierwszy raz "A Vista" (pierwszy singiel) obawiałem się najgorszego - mało wyrazisty utwór nawet po 8 odsłuchaniach. Jako całość płyta jednak się broni i to całkiem nieźle, zdarzają się utwory świetne i poprawne. Tekstowo też są momenty lepsze i gorsze ( jednak więcej tych lepszych). Muzycznie z kolei uwielbiam "Sumienie" z gościnnym udziałem Adama Słomińskiego z Lee Monday - mocny rockowy głos; i "High Level", którego motyw gitarowy mógłby znaleźć się na albumie progresywno-rockowego Quidam. Reszta nie odbiega zbytnio od standardów hip hopu z prawdziwymi instrumentami.

John Mayer - Born And Raised

Oj nasz Johnnie niebezpiecznie blisko country się zapuścił. Cóż z tego, kiedy wyszła mu taka zacna płyta. Może czasy uwielbianego przeze mnie Continuum już minęły, ale nie zamierzam rozczulać się nad wylanym mlekiem. Mayer pozostaje w mojej czołówce głosów męskich nie ważne na jaki gatunek się porwie. Z Johnnie'm nie ma nudy, a o lipie to już nie wspomnę.


poniedziałek, 14 maja 2012

Album tygodnia: Europe "Bag Of Bones"

               Lubię Europe i to bardzo. A w szczególności dojrzalszą wersje zespołu, tą od płyty Secret Society, która swoją drogą skrajnie różni się od oblicza Europe na krążku Bag Of Bones. Pachnące świeżością opus Szwedów to, tak jak członkowie grupy, bardzo dojrzały album. Wielu muzyków nazywa się ojcami lub nestorami rocka. Nie wiem czemu, ale Europe nigdy nie było wymieniane w tym gronie, a grają już od 33 lat. teraz mam nadzieję to się zmieni. Twórcy sławnego/niesławnego hitu "The Final Countdown" tym razem postanowili zanurzyć swoje instrumenty w bardziej bluesowym sosie, dzięki czemu zabrzmieli świeżo i pokazali, co tak naprawdę im w duszy gra. Myślę, że Bag Of Bones to płyta, którą Europe zawsze chciało nagrać, o czym zdaje się mówić nam kawałek "Not Supposed To Sing the Blues".
               Kto słyszał kiedykolwiek Europe wie, że Joey Tempest ma charakterystyczne podejście do melodii. Tym razem nie jest inaczej. Nowy krążek, aż skrzy się od fajnych refrenów, tylko tym razem niekoniecznie pokazują całą swoją moc po pierwszym odsłuchaniu. Z najlepszych wymienie "Beautiful Disaster", Not Supposed To Sing the Blues", "Bag Of Bones", czy "Riches to Rags".
               Muszę przyznać, że tak dobrej płyty się nie spodziewałem. Jedna z najmocniejszych pozycji w dyskografii Europe. Muzyczny monolit.

4,5/5

środa, 9 maja 2012

Krótko i na temat: Grzegorz Skawiński, Tenacious D, Santigold

Grzegorz Skawiński - Me & My Guitar

Kunszt! To jedno słowo idealnie opisuje zawartość solowej płyty Grzegorza Skawińskiego. Lider Kombi pokazuje, że wciąż jest rockmanem pełną gębą i odbywa podróż przez swoje młodzieńcze fascynacje. Wirtuozeria i prostota.





Tenacious D - Rize of the Fenix

Jedni ich uwielbiają za humor i jaja, inni z kolei nienawidzą ich dokładnie za to samo. Nie można jednak odmówić Tenacious D umiejętności muzycznych. Kyle Gass to naprawdę zacny gitarzysta i kompozytor, a aktor Jack Black ma potężny rockowy głos. Jego maniera może momentami drażnić i zakrawać na sztuczki niespełnionego magika, ale kiedy potężnie zaryczy to brak wątpliwości, że rock and roll mieszka w jego otworze gębowym. Trzeci krążek "Nieustępliwych" wydaje się być najbardziej przemyślaną formą muzyczną jaka wyszła z pod palców duetu. Świetne brzmienie, biegłość kompozytorska, mocne melodie i różnorodność zdają się to potwierdzać. Do tego otrzymaliśmy na tym krążku prawdziwy epik pod wymownym tytułem "The Ballad Of Hollywood Jack And The Rage Kage". Naprawdę mocny kawałek z solówką na flecie (!) gdzieś w połowie. Moim ulubieńcem jest jednak historia technicznego "Roadie", świetnie się jej słucha i śpiewa, a po za tym jest do bólu szczera. Polecam Rize of the Fenix wszystkim, którzy nie boją się odrobiny luzu w muzyce.

Santigold - Master of My Make-Believe

Byłem prawie pewien, że ta płyta będzie zła. Prawie robi jednak dużą różnice. Już pierwsze odsłuchanie Master of My Make-Believe uświadczyło mnie w przekonaniu, że druga płyta amerykanki to kawał naprawdę dobrej muzyki. Santigold podołała oczekiwaniom i nie ma mowy o zawodzie.

wtorek, 8 maja 2012

Letters From Silence "Car Is Coming"

Wow! Nowa Epka One Foot On The Street już 11 czerwca.

Album Tygodnia: Quidam "Saiko"

               5 lat przyszło nam czekać na następce znakomitego "Alone Together". Wydaje się, że zespół przez ten czas poważnie zastanowił się nad tym, co dalej zrobić by nie znaleźć się znowu na tej samej ścieżce. Przypominam sobie, że na koncercie Quidam w moim mieście (Elbląg), zespół przedstawił publiczności dwie nowe kompozycje, było to bodajże 2 lata temu. Ciekawe jest, że nie przypominały one nic z tego, co ostatecznie znalazło się na Saiko. Żeby było jasne - i bardzo dobrze.
               Zespół zaryzykował i nagrał płytę prawie w całości w języku polskim (wyjątek - utwór "Walec"). Komercyjny strzał w stopę ktoś powie, ale już widziałem ten krążek na zagranicznych portalach z anglojęzycznym tytułami. Quidam zdążył sobie wyrobić bardzo dobrą markę na świecie i może dzięki temu ich fani zagranicą przebrną przez nasz arcy-niemuzyczny język. Naprawdę warto.
               Quidam zmienił oblicze, ale nie zmienił się ładunek emocjonalny jaki daje ich muzyka. Od ponad tygodnia jestem od Saiko uzależniony. Nie było w tym czasie jednego dnia, żebym jej nie słuchał, żebym nie dał się wciągnąć w tą muzyczną podróż. Jestem nawet usatysfakcjonowany warstwą liryczną. Teksty czasami udają poezje, ale daleko im do pretensjonalności. Każdy na swój sposób zrozumie te historie i przełoży je na swój język. No, nie mam się do czego przyczepić. Może nie jest to wielowątkowy neo prog rock, ale o prostej muzyce też być mowy nie może. Piosenki są złożone i z każdym kolejnym odsłuchem odkrywam następne muzyczne faktury.
               Patrząc na tekst powyżej nie pozostaje mi nic innego jak dać najwyższą ocenę.
5/5


czwartek, 3 maja 2012

Quidam "Walec"

Piękny utwór. Gościnnie zaśpiewała Natalia Grosiak (Mikromusic, Digit All Love).

Premiery Maja

Slash Apocalyptic Love (21 maja)
Marduk Serpent Sermon (25 maja)
Mr Gil I Want to Get Back Home (21 maja)
Firewind Few Against Many (22 maja)
The Cult Choice of Weapon (21 maja)
Tenacious D Rize of the Fenix (15 maja)
Votum Harvest Moon (?)
John Mayer Born And Raised (22 maja)
Down Down IV (?)
Ulver Childhood's End (28 maja)

Przebłyski Przyszłych Płyt

Stary dobry Serj Tankian.

Parov Stelar - The Princess

                Najnowsza propozycja austriackiego producenta to tak naprawdę dwie płyty, do tego odległe od siebie stylistycznie. Pierwsza z nich to mieszanka nujazz, downtempo, trip hopu i zaskakująca dużą ilość soul'u, zaś druga to muzyka klubowa przesączona jazzem lat 20 i 30tych. Krążek nr 1 to diament, rewelacyjna, różnorodna muzyka z ciekawymi wokalistami na feat'cie (Anduze, Lija Bloom). Tam gdzie ich jednak zabrakło umiejętnie czaruje nas sam Parov, czasami z lekką pomocą Jerry'ego Di Monza ( "Silent Shuffle", "The Fog", "A Song For You").
                W tym bogatym zestawie kryje się mój osobisty hit lata 2012, utwór "All Night" jest ultraprzebojowy, zwiewny, a samplowany refren zmusza do ruchu jak psychopatyczny fan You Can Dance z rewolwerem przystawionym do twojej skroni, do tego nie trwa nawet 3 minut. Zapętlanie go będzie czystą przyjemnością tak jak i utworu nr 8, czyli "Dust in the Summer Rain", który wydaje się być najbardziej trip hopowy z całego zestawu.
                 Tak jak wcześniej napisałem, pierwsza część Księżniczki to dla mnie świetna całość, z kolei część klubowa mimo, że spełnia swoją rolę i niejedną kończynę mi rozruszała to nie będę do niej tak często wracał, może oprócz utworów "Sally's Dance" z rewelacyjną Cleo Panther i "Oh Yeah". Słuchacza szukającego w muzyce emocji po dłuższym kontakcie po prostu nudzi, jednak kiedy będę organizował imprezę na pewno rozważę kandydaturę Klubowej Księżniczki.

cd1: 4,5/5
cd2: 4/5