czwartek, 28 czerwca 2012

Zachap To!: Ordinary brainwash - Me 2.0

          Poprzedni krążek tego zdolnego multiinstrumentalisty podobał mi się, ale zabrakło faktora, który pozwoliłby mi się nim zachwycić.
          Me 2.0 to kolejny szczebel na drabinie jego rozwoju muzycznego i stąd już naprawdę niedaleko do niebiańskich dźwięków. Początek płyty jest zaskakujący - mocno tool'owy "Outdated" powoli wprowadza słuchacza w świat fascynacji Rafała Żaka, następny w kolejce utwór tytułowy to szaleńczo precyzyjne gitarowe solówki i mój aktualny ulubieniec. "Unbirthday" to mocny, rozbudowany utwór pokazujący kolejną twarz artysty. Tak naprawdę cały krążek to rzetelna, dobrze pokierowana podróż po meandrach progresywnego grania z bardziej piosenkowymi formami na ostatnich przystankach.
          Rafał Żak wyrasta powoli na mojego idola pokolenia 1989, a najlepsze lata dopiero przed nim.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: The Pineapple Thief

3 września ukaże się nowy krążek alternatywno-rockowej grupy The Pineapple Thief All the Wars. Na podstawowym albumie znajdą się takie utwory jak: "Burning Pieces", "Warm Seas", "Last Man Standing", "All the Wars", "Build A World", "Give It Back", "Someone Pull Me Out", "One More Step Away", oraz "Reaching Out". Poniżej singiel, który na pewno was nie zawiedzie :)



niedziela, 17 czerwca 2012

Krótko i na temat: Firewind, Frozen Lakes, Mr Gil

Firewind - Few Against Many

Firewind idzie za ciosem i po świetnie przyjętym Days Of Defiance z 2010 roku oddaje nam do odsłuchu kolejną heavy metalową petardę. Gus G., najnowszy nabytek Króla Ciemności, wysmażył mnóstwo ciężkich riffów, które rozbujają nawet najbardziej opornych słuchaczy, a wokalne popisy Apollo sprawiają, że każdy refren zostanie chętnie odśpiewany na koncertach. Dodajcie sobie do tego współprace z Apocalyptica przy okazji utworu "Edge Of A Dream" i będziecie mieli całkiem jasny obraz tego, co możecie oczekiwać po Few Against Many.

Frozen Lakes - Oceans Of Subconcious EP

Najważniejszym dla mnie faktem związanym z tym zespołem jest to, że za mikrofonem stanął tu Wawrzyniec Dąbrowski z uwielbianego przeze mnie Letters From Silence. Można się obawiać, że mając tak charakterystycznego wokalistę będzie grupie trudno uciec od porównań do LFL i będą to obawy uzasadnione. Kiedy słucham Oceans Of Subconcious mam wrażenie jakbym słuchał eksperymentującego Letters. Frozen Lakes sięga po bardziej stonowane klimaty. Długie, złożone kompozycje rozwijają się, wybuchają by potem uciec powoli w ciszę. Więcej tu atmosferycznego rocka niż w macierzystym zespole Wawrzyńca, można się nawet pokusić o nazwanie tej muzyki post rockiem. Dodatkowo mamy sekcje rytmiczną czego brakuje (mi osobiście nie) w Letters, co sprawia, że Frozen Lakes wypada jako zespół z prawdziwego zdarzenia. Ogólnie jednak trudno się czymś zachwycić, ot dobre rzemiosło, ale pomysły jakieś znajome.

Mr Gil - I Want You To Get Back Home

Proszę wyprosić wszystkich z domu i wygodnie się rozsiąść. To nie jest płyta na spotkania towarzyskie, ani do wypełniania sobie drugiego planu. Przy I Want You... trzeba dać się pochłonąć i oczarować. Te zwiewne i piękne dźwięki muszą wniknąć w fakturę waszej skóry i dotrzeć prosto do mózgu byście poczuli pełnie ich uroku.

wtorek, 12 czerwca 2012

czwartek, 7 czerwca 2012

Krótko i na temat: Joe Bonamassa, Slash, Soulsavers

Joe Bonamassa - Driving Towards The Daylight

Bonamassa bez ustanku zasypuje słuchaczy nowymi albumami. Dobrze, że każdy z nich jest na wysokim poziomie i kolejny raz  z wielką przyjemnością dajemy mu smagać nasze narządy słuchu. Tym razem więcej utworów cudzych, ale objętych wrażliwością Joe. Na krążku znalazły się też autorskie perełki, w tym największa, czyli utwór tytułowy.




Slash - Apocalyptic Love

Guilty pleasures! - tak mówią na to Amerykanie. Nie bądźmy, więc zdziadziałymi recenzentami i nie piszmy, że ten krążek jest nudny, nie śpiewajmy zawistnie - "Ale to już było!". Chyba nikt nie spodziewał się po Slashu nowatorstwa. Ja na pewno nie i słucham nowego albumu z nieskrywaną przyjemnością. Co prawda debiut był ciekawszy, ze względu na różnorodność wokaliz, ale i na Apocalyptic Love można znaleźć mocne momenty.


Soulsavers - The Light The Dead See

Byłem mocno zaskoczony, kiedy zrozumiałem, że o to za mikrofonem stoi Dave Gahan w miejsce Marka Lanegana. Razem ze zmianą wokalisty zmieniło się także brzmienie, znacznie mniej na The Light The Dead See gitarowych motywów, a więcej podniosłych partii orkiestrowych i typowo piosenkowych form. Jest to całkiem inna płyta niż takie Broken, ale właśnie za to ją pokochałem. Gahan czaruje i pozwala, żeby ten czar spłynął na nasze skołatane dusze. Świetna robota.

wtorek, 5 czerwca 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt

Muzycy zapowiadają, że Fight or Flight będzie cięższy niż dotychczasowa twórczość Hoobastank i ja słuchając nowego utworu im wierze. Tak zadziornie Douglas Robb chyba nigdy nie brzmiał :) Teraz wystarczy tylko poczekać do 31 lipca i przekonać się na własne uszy.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Zachętka


The Temper Trap "The Temper Trap"


                Drugi w karierze album The Temper Trap został ochrzczony nazwą zespołu. Może to oznaczać, że po debiucie zespół nagrał płytę, która w pełni odzwierciedla ich tożsamość muzyczną i Australijczycy chcieli w ten sposób to zaznaczyć.
                Początek jest doprawdy obiecujący i skłania do wyrokowania, że o to zespół dojrzał. „Need You Love” to typowy singiel i w tej roli sprawdza się całkiem nieźle. Co dzieje się potem jest dużym zaskoczeniem, przynajmniej dla mnie. „London’s Burning” jest wręcz rewelacyjny, zaskakuje i wnosi powiew świeżości do twórczości kwartetu. Nic na tej płycie nie jest już mu bliskie brzmieniowo. Kolejne utwór podtrzymuje solidny poziom, a czwarty w kolejce „Sea Is Calling” to kolejny dowód na to, że zespół ma ogromny potencjał. Niby nie ma w tym utworze nic zaskakującego czy nowatorskiego, ale refren swoją emocjonalnością podnosi go na wyżyny piękna. Jest to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych tracków jakie w tym roku słyszałem i mój ulubieniec wśród kompozycji The Temper Trap.
W tym momencie mógłbym skończyć moją recenzje i mielibyśmy do czynienia z wybitną Epką, ale niestety krążek ciągnie się jeszcze przez 11 utworów i nastaje nuda. Wracamy, więc do formy z „Conditions”, czyli przed nami mnóstwo wtórnych i pospolitych utworów ze śladowymi ilościami dźwięków wartych uwagi. Z bardziej zapamiętywalnych kompozycji warto wymienić”Where Do We Go From Here”, „Never Again” i zajeżdżający Radiohead „Rabbit Hole”, a między nimi mamy po prostu nudny „Miracle”, mało zaskakujące „I’m Gonna Wait” i brzmiące jak plagiat „Want” (Nie mogę sobie tylko przypomnieć czyjego utwory).
Całości „The Temper Trap” słucha się całkiem znośnie, ale zespół przeszarżował z materiałem i dobre pomysły rozmyły się w morzu przeciętności. Gdyby tylko skrócić materiał o jakieś 5 utworów mielibyśmy dobry longplej, do którego chciałoby się wracać, a tak mamy dwa rewelacyjne utwory, które słyszę już zapętlane w nieskończoność. Mimo wszystko widzę w The Temper Trap potencjał stąd trochę wywindowana ocena.
3/5

Ps. Już niedługo moje teksty będą ukazywać się na stronie:  http://outrave.pl/