poniedziałek, 30 lipca 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Down

A oto przebłysk premierowego EP zespołu Down o bardzo wyrafinowanej nazwie, a mianowicie One.


Alanis Morissette "Guardian"

Singlem promującym najnowszy krążek artystki o tytule Havoc And Bright Lights, który będzie miał swoją premierę 28 sierpnia został utwór "Guardian". Polecam. Naprawdę przyjemna to piosenka.

piątek, 27 lipca 2012

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Titan - Burn



Wydana w roku 2010 Epka „Colossus” zespołu Titan to najlepsza rzecz jaką słyszałem w post metalu od lat. W momencie, kiedy protoplaści gatunku zaczęli zjadać własny ogon lub wytyczać sobie całkiem nowe ścieżki artystyczne, a jeszcze inni odeszli w niebyt, jak choćby znakomite Isis, zespoły, które kolejnymi krążkami zachwycają spragnionych hałasu słuchaczy możnaby policzyć na palcach jednej ręki. W międzyczasie w Toronto narodził się Titan, który swoją drugą Epką (wspomniany wyżej „Colossus”; pierwsza EP nazywa się „Chrysantemum Pledge”) przywrócił mi wiarę w gatunek. Nie podjęli się oni jednak próby gruntownego odświeżenia post metalu, jak możnaby się spodziewać, lecz poszli w kierunku jego brutalizacji. Czytaj dalej

poniedziałek, 23 lipca 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Skunk Anansie

Mamy już oficjalny teledysk promujący zaplanowany na 14 września album Black Traffic. Uczucia ponownie mieszane, tak samo jak w przypadku opublikowanego przeze mnie wcześniej "Diving Down".

sobota, 21 lipca 2012

Album tygodnia: Baroness "Yellow & Green"


               Są takie wydarzenia w roku, które zostawiają w pamięci  ślad na lata. Chwilę, które sprawiają, że zapominamy, choć na moment o trudach dnia codziennego. Dla mnie czymś takim są podróże z moją dziewczyną i koncerty, ale czasem zdarza się, że nawet coś tak niepozornego jak srebrny krążek potrafi rozweselić moją duszę. Jak pewnie się domyślacie dzień wydania albumu Yellow & Green zapamiętam na długo.
               Szczerze mówiąc nie spodziewałem się po Baroness żadnej dużej rewolucji. Słuchając poprzednich dokonań grupy doszedłem do wniosku, że wcale tak bardzo nie lubiłem Blue Record z 2009 roku. Zespół zwrócił się w nieco innym kierunku niż ten na uwielbianym przeze mnie Czerwonym Albumie i trudno powiedzieć czy była to w pełni udana wolta.
               Najwidoczniej taka płyta była Baroness potrzebna, by stworzyć coś tak rewelacyjnego jak dwupłytowy Yellow & Green. Zespół z Savannah poszedł na całość i wywróciła wszystko, co o nich myśleliśmy na drugą stronę. 18 utworów i 75 minut muzyki to obraz LP w liczbach. Jednak, jak tylko go odpalicie zapomnicie jednak o odliczaniu czasu do końca. Żółć i Zieleń jest bowiem tak bogata w różnorodność, że wręcz nie macie prawa się znudzić, czy choć trochę zmęczyć słuchając ją. Psychodelia lat 70tych miesza się tutaj z metalem, folkiem, a nawet muzyką pop. Każdy, nawet najkrótszy utwór jest wyrazisty, dzięki temu kompozytorsko mamy do czynienia z najwspanialszym albumem jaki udało się Baroness wypuścić z pod palców. John Baizley prawie całkowicie porzucił swój charakterystyczny wrzask i stara się po prostu śpiewać. Właśnie jego głos mój jedyny, drobny zarzut. Czasami jego wokale są mało przekonujące, a innym razem powalają. Nie zmienia to faktu, że i tak jest świetnie jak na taką ilość piosenek.
               Zastanawiałem się do czego mógłbym porównać najnowszy album Baroness i jedyne, co mi przychodzi do głowy to seria "The Alchemy Index" Thrice. Porównywalny jest sposób śpiewania Johna i Dustina Kensrue, ale też stylistyczna zmiana jakiej dopuściły się oba zespoły na tle poprzednich wydawnictw.
               Baroness zawsze był dla mnie swego rodzaju zapchaj dziurą w trakcie wydawniczej ciszy Mastodon, ale Yellow & Green całkiem odwróciło tę sytuacje i na ich kolejne albumy będę czekać z podobnym entuzjazmem.

4,5/5

wtorek, 17 lipca 2012

Ellie Goulding "Hanging On feat. Tinie Tempah"

Artystka zapowiadała, że na drugiej płycie uda się w kierunku folku, który tak kocha, a tymczasem mamy jeszcze głębsze zanurzenie się w elektronikę w singlowym "Hanging On". Data premiery nowego krążka wciąż nieznana.

czwartek, 12 lipca 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Threshold

Nowy krążek Threshold March of Progress już 31 sierpnia pojawi się na półkach sklepowych. Zespół podzielił się z fanami zapowiedzią tego wydawnictwa.

środa, 11 lipca 2012

Album Tygodnia: Twin Shadow "Confess"


             
                Zupełnie nie spodziewałem się po Twin Shadow takiej płyty. Confess od początku do końca powala świeżością i muzycznym kunsztem.  George Lewis Jr wyszedł ze sztywnych ram, w których umieścił się na debiutanckim Forget i dużo na tym zyskał.
                Największym novum jest zadziorność nowych kompozycji. Idealnym przykładem jest singlowy „Five Seconds”, w którym Lewis Jr wielokrotnie ucieka się do drapieżnych wokaliz, ale nie tylko to sprawia, że utwór jest niczym bomba energetyczna. Mocny, przebojowy podkład też ma w tym swoją zasługę. Właśnie singiel stał się też moim ulubionym utworem na krążku i nie mam oporów z umieszczeniem go w pierwszej dziesiątce najlepszych kompozycji 2012. Drapieżność tego materiału objawia się także w częstszym użyciu elektrycznych gitar. Nie znaczy to jednak, że Twin Shadow zrezygnował z elektronicznych zapędów, wręcz przeciwnie, jest tutaj mnóstwo syntetycznych dźwięków, które porwą setki fanów do zmysłowego tańca zarówno pod sceną, jak i w zaciszu domowym.
                Do debiutu przenoszą nas bardziej stonowane kompozycje, w stylu „The One” i „When the Movie’s Over”, które przypominają nam, że Lewis Jr jest mistrzem zmysłowych elektronicznych songów. Z kolei taki „I Don’t Care” przez swoją linie melodyczną nachalnie przywodzi na myśl wielki hit zespołu One Republic, na całe szczęscie jego wartość artystyczna jest o niebo większa.
                Warstwa liryczna Confess skupia sie na związkach międzyludzkich z naciskiem na miłość. Dużo w nich bólu, żalu i tęsknoty. Najbardziej przejmującym z tekstów wydaje się być ten w „Patient” traktujący o odrzuceniu, a wspomniany wcześniej „I Don’t Care” może pochwalić się jednym z najmocniejszych emocjonalnie wersów, „Before the night is thru/ I will say three words/ I probably meant first two/ And regret the third”.
                Na Confess dostajemy, więc mieszankę starego z nowym i muszę przyznać jest to koktajl, który powala smakiem. Nie każdy potrafi taki przyrządzić. Twin Shadow potrafi i na pewno zostanie za to doceniony.

Ocena: 4,5/5

Również na outrave.pl (strona wciąż w fazie testowej) 

czwartek, 5 lipca 2012

Zachętka

Smakowity kąsek dla fanów alternatywnego popu. Cała płyta już niedługo będzie opisana na łamach Divorce the Music i Outrave.

środa, 4 lipca 2012

Linkin Park "Living Things"

               "Dejw i jego niezrozumiałe uwielbienie dla zespołu Linkin Park odc. 4076", tak złośliwy zatytułowaliby ten post, a ja z tego względu, że mam ogromny dystans do swoich muzycznych miłostek mógłbym się pod tym śmiało podpisać.
               5 album zespołu na półkach, czy coś zmieniło się w moich względem niego odczuciach? Niespecjalnie. Linkin Park jest jak starymi przyjaciółmi, doskonale wiem, czego mogę się po nich spodziewać. Nigdy nie wymagam od nich szokujących zmian czy wielkich czynów, ale jeśli już takie się zdarzą przyjmuje je z otwartymi rękami. Podobnie jest z potknięciami i z oczekiwaniami, które często zawodzą, w wypadku takowych staram się zrozumieć, co się do tego przyczyniło i wybaczyć.
               Living Things trzeba w paru momentach wybaczyć, ale jest to solidna płyta, w dodatku skondensowana w zaledwie 36 minutach, co zdecydowanie umila czas z nią spędzony. Ostatnio słuchałem ją codziennie i z każdym odsłuchaniem sprawiała mi co raz większą przyjemność. Już otwierający zestaw "Lost in the Echo" zadowala, najlepiej będzie porównać ten utwór do tych znajdujących się na Meteorze, bo charakteryzuje się podobną im melodyjnością i formą. Dalej mamy przekrój przez całą karierę Amerykanów, bardzo piosenkowa to płyta wracająca formą do czasów debiutu jednak przepełniona późniejszymi eksperymentami z brzmieniem zwłaszcza z tymi na A Thousand Suns z przed 2 lat. Można, więc powiedzieć, że jest to album idealny dla starych i nowych fanów LP, bo każdy z nich znajdzie tu coś dla siebie. Mamy nawet wybuch brutalności w utworze "Victimized", który oprócz pierwiastka metalowego ma w sobie bujający vibe charakterystyczny dla takiego "Waiting for the End", czy "When They Come For Me" z ATS. Wybaczyć Linkin Park trzeba za "Lies Greed Misery", który to w pierwszym momencie jawił mi się jako żart, choć w końcu go zaakceptowałem i nawet trochę polubiłem, muzyczna miniatura "Tinfoil" mogłaby nie istnieć, albo zostać wpleciona w nachodzący na nią "Powerless", który miał być chyba wielkim powrotem do ballad, jednak mimo ewidentnych zalet nie dorasta do pięt takiemu "Pushing Me Away".
               Może i Linkini nie mają szans na dziewiątkę na Pitchforku czy innym NME, ani nawet w moim magicznym zeszyciku z ocenami, ale zawsze czekam na ich płyty z niecierpliwością i zostaje mi w pamięci czas spędzony na ich słuchaniu. Living Things to dla mnie rozkoszna mieszanka satysfakcji i zawodu.

Ocena: 3,5

poniedziałek, 2 lipca 2012

Krótko i na temat: Marduk, Tank, Maroon 5

Marduk - Serpent Sermon

Ech... chyba już mnie tego typu black metal nie grzeje, bo mimo tego, że całkiem zacną płytę udało się Szwedom stworzyć to nie bardzo chce mi się dalej eksplorować te muzyczne rejony. Napiszę, więc tylko dlaczego wg mnie słuchacze, którzy wciąż odnajdują w tym gatunku muzyki uciechę powinni sięgnąć po Serpent Sermon. Uno - jest to chyba najbardziej chwytliwy materiał piewców szatana i wcale nie traci na tym pierwiastek szatański. Dos - mnóstwo ty świetnych partii gitary, zwłaszcza w dwóch ostatnich (epickich) utworach. Tres - niezwykle różnorodna to płyta, zarówno jeśli chodzi o tempo, wokale, jak i konstrukcje poszczególnych tracków.

Tank - War Nation

War Machine i War Nation stawiam na równi, choć ten pierwszy jest już moim osobistym heavy klasykiem. Na nowym longpleju bardziej jednak uwydatnia się wpływ Doogiego, który przemyca do zespołu wpływy z nie tak dawno wydanej płyty swojego przywróconego do życia La Paz. Mamy, więc nieco większy nacisk na melodie i złagodzenie brzmienia. Na szczęście do pop rocka jeszcze całe lata świetlne i wciąż mamy do czynienia z kopiącym mosznę materiałem.


Maroon 5 - Overexposed

Maroon 5 stąpa po krawędzi wydając płytę, której niebezpiecznie blisko do przepełnionego plastikiem kiczu. Żywych instrumentów tu jak na lekarstwo. Wprawdzie Amerykanie zapowiedzieli, że to ich najbardziej popowy materiał, ale ich poprzednie dokonania też były popowe, a nie cierpiała na tym warstwa instrumentalna. Maroon 5 zdaje się nam przez to mówić, że prawdziwy pop to biedota aranżacyjna i chwytliwy bit, a muzyka jaką do tej pory tworzyli to coś zupełnie innego. Trzeba jednak przyznać im co ich, bowiem niezwykle wakacyjna to płyta, którą śmiało można puszczać w całości na imprezach. Paradoksalnie przez jej krótki czas trwania trudno dostrzec powtarzalność muzycznych motywów i ogólny brak pomysłu na podkłady. Sprawę ratuje jednak Adam Levine, który kolejny raz stworzył garść zapamiętywalnych melodii i fajnych tekstów. Jedni, więc nazwą tę płytę koszmarną, inni koszmarnie dobrą.

Premiery Lipca

P.O.D. Murdered Love (10 lipiec)
Testament The Dark Roots of Earth (27 lipiec)
Baroness Yellow & Green (17 lipiec)
Serj Tankian Harakiri (10 lipiec)
Twin Shadow Confess (10 lipiec)
Matisyahu Spark Seeker (17 lipiec)
Dark Time Sunshine ANX (24 lipiec)
Hoobastank Fight or Flight (31 lipiec)