wtorek, 30 października 2012

Premiery Listopada

Deftones Koi No Yokan (13 listopada)
Kruk Be3 (12 listopada)
Soundgarden King Animal (12 listopada)
Tiamat The Scarred People (6 listopada)
Aerosmith Music From Another Dimension! (6 listopada)
Kim Nowak Wilk (6 listopada)
Hunter Królestwo (6 listopada)
Green Day Dos! (12 listopada)
Stos Jeźdźcy Nocy (12 listopada)
Björk Bastards (19 listopada)
Mogwai A Wrenched Virile Lore (19 listopada)
Kamp! Kamp! (23 listopada)
Alastor Out Of Anger (12 listopada)


sobota, 27 października 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Depeche Mode

Na horyzoncie rysuje się nowa płyta Depeche Mode, a już dziś możemy posłuchać nowego utworu o dźwięcznej nazwie "Angel Of Love" w towarzystwie ujęć ze studia nagraniowego.

czwartek, 25 października 2012

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Asia i Koty - Miserable Miaow

Na YouTube w komentarzach pod filmem do utworu Hazy Morning, który promował EP-kę „Asia i Koty” można przeczytać opinię o takiej treści:Pełno tego na świecie. Może to i prawda, ale na naszym polskim ogródku Asia i jej koty są, jak długo wyczekiwani goście, a krążek „Miserable Miaow” wnosi aromat autentyczności na śmierdzące plastikiem półki muzycznych sklepów. To oczywiście, tylko zgrabna przenośnia, bo jakoś nie widzę tego typu wydawnictw na wystawie, powiedzmy... w Empiku. To raczej muzyka dla osób poszukujących dźwięków na własną rękę, którzy wiedzą czego chcą, a niżeli dla młodzieży łaknącej wpisania się we współczesne trendy. Czytaj dalej

P.S. Dla wiadomości stałych bywalców Divorce The Music, jest to pierwsza moja recenzja płyty nadesłanej bezpośrednią przez wydawnictwo. Należą się tu podziękowania dla Laboratorium Muzycznych Fuzji, bo to dzięki współpracy z tym blogiem miałem szanse i przyjemność to zrobić, a także Nasiono Records, które ten album mi wysłało.

sobota, 20 października 2012

Krótko i na temat: Placebo, Bad Light District, Ellie Goulding

Placebo wreszcie zaspokaja apetyty wygłodniałych fanów. To na razie tylko EP, ale wystarczy na parę miesięcy zanim grupa złoży pełny album. Prognozy są niezłe, bo B3 to spotkanie nowego ze starym podane w, jak najbardziej satysfakcjonujący sposób. Najbardziej klasycznie wypada "I.K.W.Y.L." z genialną gitarą Molko, z kolei "The Extra" i 7-mio minutowy (sic!) "Time Is Money" to już bardziej współczesne oblicze zespołu. Dużo w tych utworach subtelnych dźwięków i charakterystycznych dla Molko liryków. "Time Is Money" najmniej mnie jednak przekonał z całego zestawu, może dlatego, że jest przy długi. Singlowy "B3 spodoba się na pewno fanom "Taste In Men". Brytyjskie trio pokusiło się także o nagranie coveru. Utwór "I Know You Want To Stop" zupełnie nieznanego mi zespołu Minxus to wisienka na torcie.
Zdążyłem już prawie zapomnieć, że kiedyś istniał taki projekt, a tu nowa płyta. Do tego wydaje się  być lepsza niż debiutanckie Simplifications. Drugi album w dorobku Michała Smolickiego (perkusista New York Crasnals) to niezwykle przyjemna muzyczna podróż. Ilekroć go słucham czuję się pozytywnie nakręcony. Nie jestem pewien czy to zasługa ciepłego głosu Jacka Smolickiego (również NYC) czy może raczej nośnych gitarowych riffów. W każdym razie Nothing Serious to jedna z najmocniejszych pozycji w polskiej alternatywie 2012.
Twardy orzech do zgryzienia z tą nową płytą Ellie Goulding. Muzyka tej Brytyjki pochłonęła mnie bez reszty jeszcze zanim ktokolwiek pomyślał, że jej utwory będą puszczane na Esce. Pokochałem wszystkie demówki włącznie z pięcioma różnymi wersjami "Starry-Eyed", udało mi się nawet pokochać jej debiutancką płytę. Potem pojawiło się jeszcze uzupełnienie w postaci Bright Lights i doszło trochę mocnych kompozycji. Halcyon, drugi pełnoprawny album artystki, od początku jednak wzbudza we mnie mieszane uczucia. Ellie się zmieniła, śmielej eksploruje elektronikę (czyżby zasługa/wina Skrillexa?) i eksperymentuje ze swoim, co by tu nie mówić, charakterystycznym śpiewem. Wychodzi to różnie, ale na pewno na Halcyon nie brak różnorodności i przebojowości. Zdążyłem już pokochać parę utworów ("Don't Say A Word", "Figure 8", bonusowy "Ritual"), ale całości chyba nigdy w pełni nie łyknę. Test drugiego albumu uznaje jednak za zdany z wynikiem pozytywnym, bo Ellie Goulding wciąż ma wiele do zaoferowania.

Przebłyski Przyszłych Płyt: Kruk

Zaskakujący wybór singla. Nie dość, że to ballada to jeszcze w języku polskim. Zapowiada się intrygujący materiał. Album "Be3" ukaże się 12 listopada. Polecam zaopatrzyć się w cierpliwość.

piątek, 19 października 2012

niedziela, 14 października 2012

Kaki King - Glow

Twórczość Kaki King znam pobieżnie. Pierwszy raz usłyszałem jej muzykę w filmie August Rush, ale nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie ona stoi za niesamowitym talentem muzycznym tytułowego bohatera. Uświadomiła mnie o tym dopiero niedawno dziewczyna. W pełni świadomie Kaki poznałem przy okazji albumu Junior, który w pewnym stopniu mnie kupił.

Przyszedł czas na następce wspomnianej wyżej płyty i tym razem kompozytorka zdecydowała, że będzie to w całości muzyka instrumentalna. W ogromnej większości na Glow usłyszymy, więc jej gitary (głównie akustyczne), a znacznie rzadziej instrumenty smyczkowe, dzięki współpracy kwartetu ETHEL.

Album rozpoczyna akcent folkowy w utworze „Great Round Burn” , a to za sprawą smyczków. Podobne inspiracje można usłyszeć także w „King Pizel”. Oprócz przemycania elementów folku Katherine Elizabeth King skupia się na budowaniu klimatycznych i złożonych gitarowych konstrukcji, które czarują zwiewnością mimo, że brzmią jakby były piekielnie trudne do wykonania. No, ale Amerykańska artystka jest niewątpliwym talentem i nie boi się pokaleczyć sobie paluszków dla dobra kompozycji.

Najjaśniejszym punktem programu , jak dla mnie jest porywający „Kelvinator, Kelvinator”, który pobudza każdy nerw mojego ciała i porywa go do opętańczego tańca. Zagęszczenie dźwięku jest tu niesamowite. Choćby dla tej kompozycji warto sięgnąć po Glow, a jest przecież jeszcze „The Fire Eater”, w którym artystka stara się nieco urozmaicić pozorną prostotę konstrukcyjną poprzednich utworów. Kawałek rozwija się powoli, by na koniec zahipnotyzować emocjonalną partią gitary. „Bowen Island” z kolei czaruje orientem poprzez dźwięki harfy.

Drobnym mankamentem albumu Glow zdaje się oparcie większości kompozycji na brzmieniu akustycznych instrumentów. Czuć, że odrobina przesterowanych gitar nadała by materiałowi większej głębi, ale może po rockowym Junior Kaki chciała sobie zrobić wolne od tego typu rozwiązań.

Mimo ewidentnej schematyczności w budowie tych dwunastu kompozycji i braku specjalnej oryginalności, dzięki niewątpliwej wirtuozerii Kaki King album Glow nie ma prawa się nie podobać miłośnikom gitarowej muzyki, którzy powinni jej skosztować, jak najszybciej. Przy tym albumie będziecie mieli okazje zregenerować siły po ciężkim dniu, a przy tym spędzić naprawdę miłe chwile.

3,5/5

piątek, 12 października 2012

środa, 10 października 2012

Zachętka

Utwór z ostatniego albumu grupy, Lonerism.

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Muchy - Chcecicospowiedziec

Debiutancki „Terroromans” grupy z Poznania był ogromnym sukcesem. Zachwyty recenzentów i gawiedzi zdawały się nie mieć końca. Nie było więc zaskoczeniem, że oczekiwania względem następcy rosły dopóki nie nabrały niewyobrażalnych rozmiarów. Tak niewyobrażalnych, że było wręcz pewne, że zespół im nie sprosta bez względu na to, jak dobrą płytę by nagrał. 8 marca 2010 roku prawie 3 lata po debiucie na rynku ukazał się krążek „Notoryczni Debiutanci”, który z miejsca został uznany za zawód. Nie znaczy to wcale, że był zły. Zespół kontynuował obraną ścieżkę i nagrał parę naprawdę świetnych piosenek z błyskotliwymi tekstami Wiraszko. Czytaj dalej

wtorek, 9 października 2012

Krótko i na temat: Three Days Grace, Echolyn

Three Days Grace - Transit Of Venus

Three Days grace najlepsze lata zdaje się mieć za sobą. Cieszy jednak fakt, że wciąż nagrywają przebojowe rockowe płyty, których słucha się z nieskrywaną przyjemnością. Nie boją się też nowych rozwiązań. Chociażby taki "Time That Remains" pokazuje zespół z nowej strony dzięki swojej pół-akustycznej formule, a cover piosenki Michaela Jacksona "Give In To Me" jest prawdopodobnie największym pozytywnym zaskoczeniem albumu. Ortodoksi pewnie powiedzą, że Adam Gontier może Mike'owi nagrobek, co najwyżej polerować, ale trudno zaprzeczyć, że szlagier króla popu zabrzmiał na Transit Of Venus potężnie.

Echolyn - Echolyn

Ta grupa ze Stanów Zjednoczonych może się pochwalić już dziewięcioma albumami studyjnymi na swoim koncie. Echolyn to jednak moje pierwsze spotkanie z tą nazwą. Najwidoczniej zacnych zespołów na świecie jest, co nie miara i muszę się pogodzić z tym, że nie zdążę w moim krótkim życiu poznać ich wszystkich. Echolyn gra progresywnego rocka opartego na najlepszych wzorcach. Mamy tu zarówno obowiązkowe klawiszowe tła, epickie muzyczne kolosy, a także bardziej piosenkowe formy. Czasowo to 75 minut świetnej muzyki przepełnionej zachwycającymi melodiami wyśpiewanymi przez Bretta Kulla.

piątek, 5 października 2012

Adele "Skyfall"

No i mamy kolejny bondowy hit :)

Muse - The 2nd Law

Niech żyje recykling! Przyznajmy szczerze, Muse nigdy nie było zespołem nowatorskim. Od początku kariery czerpią garściami z dorobku bardziej uznanych kolegów po fachu. Udaje im się wprawdzie na każdej płycie przemycić cząstkę czegoś, co można nazwać własnym stylem. Porównywani wielokrotnie do Radiohead na początku kariery, grali muzykę znacznie cięższą gatunkowo, wręcz przytłaczająco gęstą. Wokalnie niewprawione ucho miało jednak duże problemy z odróżnieniem Bellamy’ego od Yorke’a. Na wysokości albumu The Resistence Brytyjczycy z wielką odwagą lub raczej zapatrzeniem ujawnili aspiracje zostania klonem legendarnego Queen. Jeśli oceniać tamte wydawnictwo pod tym względem było ono wielką porażką. Jako kolejne dzieło Muse wypadało, co najmniej dobrze i świeżo.

Najnowszy album zatytułowany The 2nd Law oceniony z perspektywy oczywistych inspiracji zespołem Queen spotka się z jeszcze większą krytyką. Dosłowne cytowanie Queen w „Panic Station” (riff basowy przywołuje na myśl „Another One Bites The Dust”) czy w „Explorers” za sprawą linii melodycznej jest po prostu bezczelne. No, ale tak jak wspomniałem ocenianie The 2nd Law pod tym kątem nie skończy się dobrze ani dla mnie ani tym bardziej dla Muse, więc zapomnijmy o tym na moment. Przejdźmy za to do singlowego „Madness”, które poraża bezbarwnością, jeszcze gorzej wypada hymn olimpijski o jakże oryginalnym tytule „Survival”. Wydaje się być tworzony pod jakiś schemat nakreślony przez Unię Europejską. Są chóry, są podniosłe orkiestracje i zagrzewający do walki tekst. Dobre wrażenie z kolei robi „Supremacy”, który w refrenie pociesznie łechce moje wrażliwe uszy. Falset Bellamy’ego jest drapieżny, jak nigdy i podobny do tego, co robi Bixler-Zavala na ostatniej płycie The Mars Volta. Jeśli spojrzeć na „Panic Station” z dystansem można go także zapisać na plus. Bas wiadomo, prawie co plagiat, ale funkowa rytmika i chyba najciekawsze melodie na płycie sprawiają, że chce się do niego wracać. Całkiem fajny jest też „Follow Me” nawet z tym do bólu wtórnym dubstep’owym rozwinięciem. „Animals” mocno kuleje w kwestii melodycznej, ale instrumentalnie jest to mój ulubiony utwór. Wszystko za sprawą wirtuozerskiej gitary czarującej słuchacza gdzieś na drugim planie.

Całkowicie oddzielną historią są utwory „Save Me” i „Liquid State", w których zaśpiewał basista grupy, Chris Wolstenholme.Czemu tak późno!? Jego głos jest naturalną przeciwwagą dla popisów Matta. Ciepły, momentami delikatny, ale charakterystyczny głos Chrisa ratuje tą płytę. "Save Me" brzmi, jak cudza kompozycja. Nie ma w tym utworze absolutnie nic z Muse. Po prostu piękna, delikatna pieśń. Z drugiej strony "Liquid Me" ma metalową motorykę i bez żadnych udziwnień i wymuszonych zabiegów zostawia lepsze wrażenie niż utwory go poprzedzające.

Mamy tu jeszcze dwuczęściową kompozycje tytułową, ale pozwolę sobie ją potraktować, jak jedną całość. Eksploatacji dubstep’u ciąg dalszy w części pierwszej, a w drugiej grupa oddaje się fascynacja muzyką elektroniczną lat 80-tych. Ja słyszę tutaj Jean-Michela Jarre’a, a wy?

Naprawdę chciałem dobrze dla Muse, ale płyta The 2nd Law nie wytrzymała ciężaru kolejnych przesłuchań i pękła, jak balon. Zabrakło własnej tożsamości, spójności, a przede wszystkim dobrych kompozycji.


2,5/5

poniedziałek, 1 października 2012

Premiery Października

Stone Sour House of Gold and Bones (23 października)
Converge All We Love We Leave Behind (9 października) !!!
Acid Drinkers La Part Du Diable (17 października)
Kamelot SilverThorn (26 października)
Graveyard Lights Out (26 października)
Ellie Goulding Halcyon (9 października)
Neurosis Honor Found In Decay (26 października)
Black Country Communion Afterglow (30 października)
Two Fingers Stunt Rythms (2 października)
Beth Hart Bang Bang Boom Boom (8 października)
Maria Peszek Jezus (3 października)
Lao Che Soundtrack (17 października)
Coheed and Cambria The Afterman: Ascension (9 października)
Kaki King Glow (9 października)
West End Motel Only Time Can Tell (30 października)