piątek, 30 listopada 2012

IAMX "The Unified Field"

Kolejna świetna wiadomość tego dnia... Nowy album IAMX The Unified Field ukaże się już w marcu 2013.

Przebłyski Przyszłych Płyt

Niezwykle ciekawie zapowiada się oferta wydawnicza początku 2013 roku. Do grona artystów, którzy zaplanowali premierę swoich albumów na ten okres dołącza Steven Wilson. Jego kolejne solowe dzieło, zatytułowane The Raven That Refused To Sing (and Other Stories) ukaże się 25 lutego nakładem Kscope. Poniżej lista utworów:


1. Luminol (12.10)
2. Drive Home (7.37)
3. The Holy Drinker (10.13)
4. The Pin Drop (5.03)
5. The Watchmaker (11.43)
6. The Raven that Refused to Sing (7.57)

Twelve Foot Ninja "Coming For You"

Czyżby następcy Faith No More? Utwór pochodzi z albumu Silent Machine.

Premiery Grudnia

Lifehouse Almeria ( 11 grudnia)
Big Boi Vicious Lies and Dangerous Rumours (11 grudnia)
Katy B Danger EP (7 grudnia)

czwartek, 29 listopada 2012

poniedziałek, 26 listopada 2012

Satellite Beaver Vs Broken Betty

Czasami, aż trudno mi uwierzyć, że mamy w Polsce, aż tyle dobrych zespołów, które mogłyby śmiało grywać światowe trasy. Tym razem przyszło mi zanurzyć się w stylistykę około stoner rockową.
Pierwszy wpadł mi w ręce Satellite Beaver ze swoją EP The Last Bow. Składają się na nią 4 piosenki (właśnie tak!) o średnim czasie trwania 4 minuty. Grupa lubuje się w brudnej, pustynnej muzyce, która momentami emanuje duchem Fu Manchu, ale trzeba przyznać, że Satelitarny Bóbr z większą chęcią dokłada do pieca. The Last Bow zaraża energią i trudno mi wyobrazić sobie fana krwistego rocka/metalu, który tą pozycje odrzuci. Zwłaszcza, że oprócz świetnych kompozycji mamy też genialny wokal, idealnie pasujący do obranej stylistyki, charczący i drapieżny. Gdybym dostał ten album do ręki, zupełnie nic o grupie nie wiedząc, powiedziałbym, że zespół na pewno pochodzi z Ameryki.
Broken Betty różni się  nieco stylistycznie od Satellite Beaver. Na ich EP składają się dwie krótsze i jedną dłuższa ( ponad 12 minut) kompozycje. Można śmiało zaryzykować stwierdzeniem, że muzyka wykonywana przez Broken Betty to stoner metal, ale jest to zbytnim uproszczeniem. Na Original Features znajdziemy więcej space rocka i psychodeli niż na EP Satellite Beaver. Słychać to szczególnie w wieńczącym całość epickim "Terminus (Freedom Out Of Fire)". Grupa z Trójmiasta stawia głównie na basowe brzmienie, każda kompozycja ma w sobie wyeksponowany i soczysty bas, zarówno ten generowany przez perkusje, jak i ten gitarowy. Bardzo dobrze wrażenie robi instrumentalny (nie licząc przesterowanych krzyków) "Everybodyshitsonmtv", który ma w sobie niesamowite pokłady czadu. Ponownie wokal jest silnym punktem zespołu. Ja osobiście słyszę w jego barwie lekkie echa Brenta Hindsa z Mastodon, czyli ogólnie wysoka półka i ciekawa barwa.

Nie mam zamiaru wybierać zwycięzcy tego pojedynku, ponieważ oba zespoły mimo, że poruszają się w podobnej stylistyce, to brzmieniowo i artystycznie stoją do siebie w lekkiej opozycji. Gdzie jeden band stawia na brud i przester, tam drugi pływa w gęstwinie mięsistego basu. Zarówno The Last Bow, jak i Original Features zrobiło na mnie ogromne wrażenie i już zacieram ręce na nową porcję muzyki od tych grup.

niedziela, 25 listopada 2012

OCN, czyli Ocean po angielsku


Drekoty "Za"

Kawałek naprawdę intrygującej muzyki i prawdopodobnie kolejny album, jaki zrecenzuje dla Laboratorium Muzycznych Fuzji. Album, z którego pochodzi "Za" o tytule Persentyna ukazał się 16 listopada nakładem wydawnictwa Thin Man Records.

wtorek, 20 listopada 2012

Shrine of New Generation Slaves

Kolejna płyta Riverside, kolejne intrygujące dzieło Travisa Smitha (patrz powyżej). Nowy album naszych progrockowców, zatytułowany Shrine of New Generation Slaves w Polsce ukaże się 18 stycznia 2013, a na świecie 3 dni później. Oto trakclista:


1. New Generation Slave (4:17)
2. The Depth of Self – Delusion (7:39)
3. Celebrity Touch (6:48)
4. We Got Used To Us (4:12)
5. Feel Like Falling (5:17)
6. Deprived (8:26)
7. Escalator Shrine (12:41)
8. Coda (1:39)

niedziela, 18 listopada 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Tenacious D

Tenacious D planuję w tym roku jeszcze jedno wydawnictwo, a mianowicie... album jazzowy. Tak, nie ma tu żadnej literówki. Projekt jest ściśle związany z premierą najnowszego filmu Jacka Blacka - Bernie. Nie wiadomo jeszcze dokładnie, jaki kształt będzie miało to wydawnictwo. Trzeba będzie poczekać do 23 listopada, żeby się przekonać.

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Gars - Gruzy Absolutu, Rewizja Symboli

Moje pierwsze spotkanie z muzyką Gars przebiegało w dość burzliwym i absorbującym momencie mojego życia, a jednak w jakiś sposób udało się jej przebić do mojej świadomości i przyciągnąć uwagę, a czasami nawet wzbudzić szczery podziw. Czytaj dalej

sobota, 17 listopada 2012

Coheed and Cambria "The Afterman"


Krótko i na temat: Lao Che, Black Country Communion

Lao Che wielokrotnie udowodniło, że jest zespołem bezkompromisowym, który na każdej kolejnej płycie odkrywa się na nowo. Najnowszy wynalazek grupy zdaje się jednak być najmniej przekonujący, a przede wszystkim bardzo wymagający. Nie trafia do mnie zbytnio podejście do kompozycji, są one zbyt leniwe i zbyt mocno skupione na sekcji rytmicznej, która szczerze mówiąc w wielu momentach płyty jest jednowymiarowa. Dawno mi się nie zdarzyło, żeby to liryki sprawiały, że wracam do albumu, a w przypadku Soundtrack tak właśnie jest. Najbardziej przypadły mi do gustu te do "Jestem Psem", który przy okazji jest najciekawszym utworem na płycie (subiektywny osąd), "Dym" i przezabawnego "Zombi!". Muzycznie niestety nie znalazłem tu zbyt wiele dla siebie. Mimo to wciąż trzymam kciuki za ekipę Spiętego.
Afterglow może być dla Black Country Communion lekką zadyszką. Album, jako całość nie powala tak, jak poprzednie dokonania grupy, ale im bardziej się w niego zagłębimy tym więcej urzekającej muzyki znajdziemy. Przyszłość tej supergrupy zdaję się być jednak lekko zagrożona, bowiem wychodzi na to, że praktycznie całość Afterglow została skomponowana przez Glenna Hughesa i to on nalega by zespół komponował nowe utwory. Przy okazji poprzednich płyt zespołu było podobnie, ale tym razem odcisnęło to znaczne piętno na muzyce. 

niedziela, 11 listopada 2012

Ania - Bawię Się Świetnie

               Z całej zgrai postaci, które przewinęły się przez program Idol, to właśnie Ania Dąbrowska wydaje mi się być największą wygraną polsatowskiego show. Nie dość, że odniosła sukces komercyjny to jej kolejne płyty stoją na niewątpliwie wysokim poziomie artystycznym. Bawię Się Świetnie to już piąta propozycja Ani i według zapowiedzi artystki zbacza nieco z dotychczasowej muzycznej drogi.
               Miał być koniec z retro i po części tak jest. Trudno jednak starać się zmieniać skład swojej krwi, a w żyłach Ani gra taka właśnie muzyka. Album zaczyna się urokliwą "Nadziejką", a zaraz po niej następuje absolutny hit tego albumu. Numer tytułowy to singiel idealny, Ania złączyła wszystko, co w jej muzyce najlepsze i dodała do tego ultra-melodyjny refren. Po prostu bawię się świetnie! To jeszcze nie koniec tego mocnego rozpoczęcia, bo już na trzeciej pozycji znajduje się mój ulubiony utwór - "Sublokatorka" to powiew świeżości w muzyce Dąbrowskiej. Wyrazista gitara i wielopoziomowe faktury tego utworu nadają mu uwodzicielskiego charakteru. Już nie wspominając o wokalu.
               Niezwykle osobiście wybrzmiewają teksty, Ania w piękny i prosty sposób przelała uczucia na papier, a jeszcze lepiej je wyśpiewała. Te historie po prostu ożywają w trakcie słuchania.
               Jeśli chodzi o porzucenie retro, to słychać je wyraźnie w takich utworach, jak "Sublokatorka" i chyba najbardziej elektronicznym utworze w karierze artystki - "Na Oślep". W tym drugim zwróćcie szczególną uwagę  na genialną pracę basu. W pozostałych utworach wciąż słychać echa poprzednich dokonań Dąbrowskiej, ale nie są one już tak jazzujące, jak to bywało choćby na Samotność Po Zmierzchu. 
               Poświęcając temu albumowi parę "głębszych" odsłuchań możecie sobie uświadomić, że to prawdopodobnie najdojrzalsza płyta Ani. Ja jestem już tego prawie pewien.

4,5/5

środa, 7 listopada 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Eels

Dawnośmy nie słyszeli nowych kompozycji grupy Eels. "Peach Blossom" jest okazją do zapoznania się z tym, co aktualnie Everettowi w duszy gra. Premierowy album zaplanowany jest do desantu 5 lutego przyszłego roku.

W Ogrodzie Dźwięku objawił się Król Zwierz

No i powrócili! Jak myślicie, co z tego wyjdzie? Do Soundgarden jakoś nigdy nie było mi po drodze, ale może dla Chrisa Cornella rzucę uchem na King Animal.

czwartek, 1 listopada 2012

Srebrny Cierń

               Muszę przyznać miałem swoje obawy, kiedy usłyszałem, że Roy Khan opuścił grupę i najnowsze dzieło Kamelot zatytułowane SilverThorn wyśpiewa nowy nabytek. Już bez tego traciłem powoli zainteresowanie zespołem. Ich kolejne krążki zaczęły być zbyt podobne do siebie i pozbawione jakiegoś elementu, który by wzbudził we mnie dawne do nich uczucia. 
              Jakie było moje zaskoczenie, kiedy usłyszałem parę pierwszych utworów z najnowszego longpleja i uświadomiłem sobie, że ponownie jestem zafascynowany muzyką Kamelot. Tommy Karevik, następca Khana sprowadził zbawienny wiatr pod skrzydła zespołu. Jego głos z pozoru mniej ciekawy od Roya, tak naprawdę ma wiele pozornie ukrytych zalet. Głos Karevika jest bardzo ciepły i aksamitny, osobiście dopatrzyłem się w nim podobieństw do poprzedniego wokalisty grupy, oraz... Jorna Lande. Tak, to prawda Tommy nie ma takiej chrypy, jak Norweg, ale musicie przyznać, że coś w jego barwie pobrzmiewa podobnie.
              Oczywiście nie tylko wokalista stoi za niewątpliwym sukcesem artystycznym SilverThorn. Na wspomnienie zasługują orkiestracje wykorzystane znacznie lepiej niż to bywało na dwóch poprzednich propozycjach zespołu. Gitarzyści, także pokazali pazur, przez, co muzyka nabrała wielobarwności i głębi. Myślę, że oczaruje was szczególnie pojedynek klawiszy i gitary w utworze "Ashes To Ashes", bo wypadło to naprawdę interesująco. Przepięknie wypadła, także ballada "Song For Jolee". Co więcej, dużo na SilverThorn świetnych, ale nieoczywistych melodii, które sukcesywnie wkradają się w podświadomość.
               Podsumowując to wszystko, co napisałem wcześniej powstanie obraz naprawdę solidnej płyty i taka właśnie ona jest.

Krótko i na temat: Mela Koteluk, Stone Sour, Neurosis

Za poznanie tej wspaniałej artystki muszę podziękować miesięcznikowi Papermint, w którym to o niej przeczytałem. Trzeba przyznać nie przesadzili z pochwałami. Mela Koteluk jest ewenementem, pierwszą od lat tak wyrazistą artystycznie postacią na polskiej scenie muzycznej. Nie dajcie się zwieść singlowemu "Dlaczego Drzewa Nic Nie Mówią", w którym Mela łudząco przypomina barwą Kasię Nosowską. Koteluk nie jest niczyim klonem i bez dwóch zdań posiada swoje własne JA. Na Spadochronie przyjdzie nam poszybować nad szerokim spektrum kobiecej muzyki, znajdziemy tu zarówno ulotny jazz, jak i mocny pop rock, nie zabrakło też elektroniki.Wielkim plusem jest też warstwa tekstowa. Tak trafnych liryków po polsku nie słyszałem od dawna. Są proste i poetyckie zarazem, do tego nie rażą pretensjonalnością. Spadochron to czarodziejska płyta.
Pierwsza część House of  Gold & Bones z pewnością zaostrza apetyty na jej kontynuacje. Po nieco zbyt radiowym Audio Secrecy ekipa Coreya Taylora wraca do bardziej metalowego grania. Powróciły też solówki, co bardzo cieszy. House of Gold & Bones Pt 1 zaczyna się od przytupu ("Gone Sovereign") i przytupem się kończy ("Last of the Real"), co tworzy swoistą klamrę zawartości tego albumu.  Szybko wymieńmy wszystkie naj. Najbardziej przebojowy - "Absolute Zero"; najbardziej metalowy - "RU486"; najpiękniejszy - "Taciturn"; najgenialniejszy - "Tired". Zatrzymajmy się przy tym ostatnim, bo to właśnie on stanowi o sile tego wydawnictwa. "Tired" zaczyna się świetnym riffem, który od razu przywołuje skojarzenia z Tool (czyżby zasługa producenta?), a potem nabiera takiej mocy, że mógłby zasilić na tydzien 100 tys. miasto. Coś pięknego! Najnowsze dzieło Stone Sour stawiam obok Come What (Ever) May, jako dwie najlepsze płyty zespołu.
Znowu tego dokonali. Grupa Scotta Kelly'ego ponownie pokazała, jak tworzyć posępny post, sludge, doom metal. Następców nie widać, a tym bardziej nie słychać. Neurosis ma w sobie coś takiego, czego nie da się podrobić. atmosfera ich krążków, wręcz wchłania słuchacza. Wprawdzie Given To The Rising był w tej materii skuteczniejszy, ale Honor Found In Decay ma również wiele do zaoferowania.