poniedziałek, 31 grudnia 2012

Najlepszy Utwór 2012 #3

Wkraczamy na podium wraz z The Temper Trap. Album The Temper Trap okazał się dość nijaką porcją muzyki, ale znalazły się na nim dwa genialne utwory, w tym właśnie "The Sea Is Calling". Obowiązkowe zapętlenie.

sobota, 29 grudnia 2012

Premiery Stycznia

Cult Of Luna Vertikal (25 stycznia)
Riverside Shrine Of New Generation Slaves (18 stycznia)
Delphic Collections (28 stycznia)
Hatebreed The Divinity Of Purpose (25 stycznia)
Helloween Straight Out Of Hell (22 stycznia)
Circle II Circle Seasons Will Fall (25 stycznia)

Najlepszy Utwór 2012 #4

Zaważyły duety wokalne z dziewczyną :)

piątek, 28 grudnia 2012

Podsumowanie Roku 2012: Świat

Rok 2012 zapamiętam, jako bardzo płodny dla wielu artystów. Mam tu na myśli choćby Crippled Black Phoenix, którzy wydali dwupłytowy album na początku roku i całkiem niedawno EP, The Flashbulb z dwoma albumami, Baroness z podwójnym Yellow & Green i Parov Stelar ze swoją „Księżniczką”, na którą także złożyły się dwa krążki. Jest jeszcze oczywiście Coheed and Cambria i Stone Sour, którzy postanowili rozdzielić swoje podwójne albumy i wydać drugą ich część na początku przyszłego roku.

Ponad 150 zagranicznych albumów na liczniku nie jednego przyprawia o zawrót głowy, a ja wciąż walczę ze sobą by wybrać tych 10 najlepszych. Po co? To pytanie muszę chyba skierować do odpowiedniego specjalisty, który gruntownie przebada moje życiowe motywacje. Wróćmy jednak do muzyki, ponieważ jest o czym pisać. Sam już początek roku przyniósł poważnych kandydatów do miana płyty roku. Tylko wierzchołkiem góry lodowej są Sylvan ze świetnym Sceneries (kolejna podwójna płyta), Crippled Black Phoenix, Mustasch (rockowa petarda!), czy supergrupa Flying Colors, która w tak cudowny sposób połączyła talenty Neala Morse’a, Steve’a Morse’a (tego z Deep Purple), Mike’a Portnoya, Dave’a LaRue i niezwykle uzdolnionego Caseya McPhersona na wokalu, gitarze i klawiszach. Flying Colors ma dziesiątki odcieni i to jest właśnie w tej płycie rewelacyjne, nie wspominając już o pięknych melodiach. Bardzo dobry poziom zaprezentowali, także The Mars Volta, choć ich koncert na tegorocznym Openerze zatarł trochę to wrażenie. Kolejne arcydzieło sprokurowała odrodzona Anathema. Jeśli oceniać tylko i wyłącznie piękno, to grupa zdobyła złoto. W kategorii piórkowej, czyli tej którą stosuję równie często, jak metalowy łomot, dobre wrażenie zrobiła druga płyta Indie popowej Ladyhawke i debiut wydawniczy Lany Del Rey. Santigold też nie przyniosła sobie wstydu tegorocznym Master Of My Make-Believe, choć odnotowałem brak zachwytów. Paloma Faith solidnie, Matisyahu zawodzi utratą osobowości, Yeasayer tendencja spadkowa, ale wciąż jest na czym ucho zawiesić, Alanis Morissette słabiutko. Najlepsze wrażenie i ciarki na plecach i każdej innej części ciała przynosi drugi album Twin Shadow. Confess to zdecydowanie jedna z najlepszych propozycji 2012 roku. Świetne kompozycje i rewelacyjne melodie, a wiecie, jak lubię tą kombinacje.

Skupmy się przez chwilę na zawodach, bo tych było równie sporo, co pozytywnych zaskoczeń, czyli balans zachowany. Jedno z najbardziej dla mnie bolesnych to niewątpliwie Gazpacho z albumem March Of Ghosts, który pokazał zespół dający krok wstecz. Zabrakło świeżych pomysłów i wybijających się ponad przeciętność kompozycji. Te same słowa mogą paść w kontekście Soulfly, choć z ich strony nie liczyłem na wiele, a Gazpacho jednak należy do zespołów, które bardzo lubię. Kolejny wielkim zawodem w progresywnym rocku jest The Pineapple Thief, choć i tak jest lepiej niż w przypadku Gazpacho, bo udało się chłopakom stworzyć co najmniej jedną rewelacyjną kompozycje. Z bardziej mainstreamowego rocka, Skunk Anansie nagrało całkiem niezły, ale niedorównujący poprzednikowi krążek o nazwie Black Traffic. Lekką formę zniżkową prezentuje też Black Country Communion ze swoim trzecim albumem.

Cieszy za to dyspozycja Europe, którzy odkąd wrócili w 2006 z Secret Society nagrywają coraz lepsze płyty. Ponownie Joe Bonamassa poddał się swojemu pracoholizmowi i wydał kolejny solowy album na naprawdę wysokim poziomie. Slash, także nie pożałował sobie nowej płyty, tym razem bardziej monolitycznej, bo nagranej z jednym wokalistą. Apocalyptic Love wybitne nie jest, ale spełnia swoją rolę. Post metalowy Titan wreszcie nagrał pełną płytę i muszę przyznać, że Burn łamie kości. Z tego samego podwórka warto wspomnieć, także Neurosis, którzy po raz kolejny pokazali wszystkim, jak nagrywać rewelacyjne płyty. W 2012 raz jeszcze przyszło nam zostać zgwałconymi psychicznie przez nową muzykę Converge, którzy zdają się nie mieć żadnej konkurencji na metalowym rynku. Pozostaje im, co album przeskakiwać własne dokonania. Po krótce wspomnę jeszcze bardzo udane płyty Tame Impala, Beth Hart, powracającego The Darkness, Kamelot (z nowym wokalistą), Graveyard, The Gathering, Witchcraft, Twelve Foot Ninja i wybitne Deftones. Ci ostatni prawdopodobnie na liście poniżej (kiedy piszę te słowa, nie wiem jeszcze kto na jakiej pozycji się znajdzie).

Nie wspomniałem jeszcze wielu wartościowych albumów, ale trudno w paru zdaniach opowiedzieć tak bogatą muzyczną historię. Po przeczytaniu powyższego tekstu zapewne uznacie, że rozmija się on z faktyczną listą Najlepszych Albumów 2012, ale kto powiedział, że miał on was na cokolwiek naprowadzić. To tylko parę chaotycznych przemyśleń na temat mijającego roku, który przyniósł karuzelę muzycznych wrażeń, zarówno dobrych jak i złych. Życzę sobie i wam by nowy rok przyniósł jeszcze więcej tych pozytywnych, a spoglądając na premiery muzyczne początku roku na to się zanosi.

No dobra czas już na 10 Najlepszych Albumów 2012 roku na świecie! Było ciężko...

1. Twin Shadow Confess
2. Beardfish The Void
3. Flying Colors Flying Colors

4. Deftones Koi No Yokan
5. Anathema Weather Systems
6. Baroness Yellow & Green
7. Plan B Ill Manors
8. The Mars Volta Noctourniquet
9. Parov Stelar The Princess
10. Mustasch Sounds Like Hell, Looks Like Heaven

Najlepszy Utwór 2012 #5

Zajęło to trochę czasu i bolesnej pracy umysłowej, ale nareszcie ułożyłem listę 5 utworów, które najtrwalej zapadły mi w pamięć w 2012. Zaczynamy od ultra-przebojowego "All Night" z ostatniej płyty Parova Stelara The Princess. Jutro następna pozycja z listy.

czwartek, 27 grudnia 2012

Podsumowanie Roku 2012: Polska

Tego roku nie bardzo skupiałem się na sytuacji muzycznej w Polsce. Ograniczyłem się do potrzebnego minimum. Może to ze starości, albo ze zdrowego rozsądku, ale nie sięgałem po każdą pozycje, którą ktoś choćby na jednym portalu pochwalił. Z ogromu kapel, które mogły by mieć znaczenie dla listy 5 najlepszych albumów roku 2012 w Polsce żałuje tylko, że nie przesłuchałem Asgaard Stairs To Nowhere. Mam nadzieję, że będzie jeszcze kiedyś okazja. No, ale czas porzucić żale i skupić się na tym, co jednak udało się w tym roku, a było tego sporo.

Ten rok zdecydowanie należał do kobiet, przynajmniej według moich preferencji i gustów. Ania Dąbrowska nagrała piątą, bardzo dojrzałą płytę, która momentami odświeża jej wizerunek. Bawię Się Świetnie to chyba pierwsza jej propozycja, którą łykam w całości. W pewien sposób odczarowała się dla mnie Maria Peszek, która do tej pory była dla mnie tylko ciekawostką. Jej Jezus Maria Peszek przez wiele tygodni rządziło na listach sprzedaży i podobnie też było z moim sprzętem grającym, który chętnie wypluwał kolejne piosenki z jej najnowszego albumu. Dobre teksty, różnorodna muzyka i ogólna bezkompromisowość Marii zwyciężyła. Jest jeszcze trzecia Pani, która poważnie „nabroiła” tego roku – Mela Koteluk. Każdemu życzę tak dojrzałego i kompletnego albumu na samym początku kariery. Mimo, że Mela ma pewne predyspozycje by niechcący przypominać wokalnie Kasię Nosowską to w większości utworów jest sobą, a jej osobowość czaruje. Świetny jazzujący pop w jej wykonaniu musiał zająć należyte miejsce wśród najlepszych albumów 2012.

Może przejdźmy na chwilę do zawodów, żeby nie było zbyt słodko. Nie miałem w tym roku zbytnich oczekiwań odnośnie polskiej muzyki, ale jeśli już muszę kogoś wymienić to na pewno był to Piotr Rogucki, który nagrał tylko poprawną płytę z reinterpretacjami swoich starszych utworów. Liczyłem też na trochę więcej od hip hopowej grupy The Pryzmats, ale to chyba tylko i wyłącznie wina moich wysokich wymagań, bo Coś Z Niczego to naprawdę fajna płytka. Ponownie pozytywnie zaskoczył Ordinary Brainwash, czyli Rafał Żak, który swoim trzecim już albumem oświadczył, że jest bardzo mocną siłą na polskim rynku progresywnego rocka i miejmy nadzieję nie tylko. Jego album to niewątpliwy czarny koń 2012 roku. Cóż tam jeszcze na tej polskiej ziemii? Ach, dzięki mojej rozwijającej się karierze recenzenta poznałem bardzo ciekawe płyty Popsysze, Asia i Koty, Drekoty i chyba najlepszy z tej czwórki Gars z rewelacyjnym albumem Gruzy Absolutu, Rewizja Symboli. Ufff, dużo tego, a to jeszcze nie wszystko. Ze świetnym i zaskakującym krążkiem powrócił Inowrocławski Quidam. Ich zaśpiewany po Polsku Saiko to jeden z najbardziej kontrowersyjnych krążków roku. Trudno powiedzieć czy taki wyczyn przyniesie im więcej fanów czy szkody. Mi osobiście bardzo spodobały się zarówno poetyckie teksty wyśpiewywane przez Bartka, jak i standardowo wysokiej jakości muzyka. Zresztą chyba widać to na liście poniżej.

Sylwester Riedel ponownie nagrał bardzo sycącą porcje blues rocka ze swoim Cree, a Ananke porwało w art rockowe przestworza zarówno wielowymiarowymi tekstami, jak i bajecznymi kompozycjami. Specjalnie na koniec zostawiłem największe zaskoczenie roku, a mianowicie NOKO, którą to kapele wielu może kojarzyć z polsatowskiego It Must Be the Music. Tak dobre rock metalowe płyty zdarzają się w Polsce rzadko, dlatego też wymagają należytego wyróżnienia. Rzutem na taśmę na listę wparował hard rockowy Kruk z albumem Be3. Żeby ocenić te pozycje i umieścić we właściwym miejscu na poniższej liście musiałem poczekać na Mikołaja. Po raz trzeci muszę napisać, że Kruk is power! Wciąż poznaję tą płytę, ale jestem pewien, że zasługuje na zajęte miejsce.

Czas na weryfikacje powyższej treści z listą 5 najlepszych polskich albumów 2012:

1. Quidam Saiko
2. Noko Noko
3. Kruk Be3

4. Mela Koteluk Spadochron
5. Ordinary Brainwash Me 2.0 / Ananke Shangri-La

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Drekoty - Persentyna

Panie i Panowie! Proszę zająć swoje miejsca i przygotować się na niezwykłe przedstawienie. Wystąpią przed Wami trzy kobiety o silnych muzycznych charakterach, a to co wam zaprezentują zowie się „Persentyna”. Jakiekolwiek przysypianie, pochrapywanie, czy oddawanie się innym czynnością w trakcie spektaklu jest surowo wzbronione. Nie przestrzeganie tych zasad może poskutkować przeoczeniem ważnych fragmentów tego niezwykłego przedstawienia. Czytaj dalej

środa, 19 grudnia 2012

Ludwików Pięciu

Kto lubi amalgamat Rocka i Hip Hopu powinien przesłuchać powyższą propozycje grupy Ludwik, w której każdy ma na imię Ludwik, ale łączą różne muzyczne wpływy. Ludwik Ludwikowi nierówny.

niedziela, 16 grudnia 2012

Podsumowania Czas Zacząć!

Zamknięcie roku coraz bliżej, więc możecie się spodziewać z mojej strony powoli napływających podsumowań roku. Tym razem oprócz standardowego zestawienia najlepszych albumów polskich i zagranicznych, spróbuje wybrać najlepszy utwór 2012. Ponownie będzie to bardzo subiektywne podsumowanie, bo nie może być miejsca na obiektywizm, kiedy wybieram albumy, które spodobały się mi. Zachęcam do wrzucania swoich propozycji płytowych w komentarzach, jeżeli czegoś nie słyszałem sprawdzę i ocenię. Oczywiście ulubione utwory też są mile widziane. Do zaczytania :)

sobota, 15 grudnia 2012

czwartek, 13 grudnia 2012

Krótko i na temat: Always The Quiet Ones, Kamp!,

Darujcie sobie szczepienia przeciw grypie. Ta składająca się z dwóch kompozycji EPka (singiel?) chłopaków z Always the Quiet Ones daje taki zastrzyk energii, że starczy wam zdrowia do przyszłej zimy. Zazwyczaj nie sięgam po takie wydawnictwa, ale zachęciły mnie pochlebstwa ze strony brytyjskiego młotka. Nie mylili się oni nawet o nutę, może jedynie porównanie do Tool było ponad miarę, bo trudno je wyłapać. Niemniej jednak Always the Quiet Ones (co za nazwa!) to perfekcyjna rockowa maszyna... jak na razie.
Nie miałem zbyt wygórowanych nadziei względem długograja Kamp!, więc o zawodzie też być nie może, zwłaszcza, że Kamp! to całkiem solidna pozycja potwierdzająca pozycje grupy na rynku muzyki elektronicznej. Sporo utworów było już słuchaczom znane, co w pewnym stopniu jest zawodem. Nowości jednak trzymają podobny poziom kompozytorski i mimo rozstrzału chronologicznego pomiędzy utworami, Kamp! jest bardzo spójne. Może i grupa nie nagrała nowych przebojów, ale skomponowała zestaw całkiem urokliwych dźwięków skąpanych po samą szyję w latach 80-tych.

środa, 12 grudnia 2012

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Wywiad z zespołem Gars

"Organizujemy muzyczną przestrzeń" - wywiad z Przemkiem Lebiedzińskim, Adamem Piskorzem i Jakubem Rusakowem

Dawid Zielonka: Od premiery waszego najnowszego albumu minęło już sporo czasu. Powiedzcie czy, jako zespół jesteście zadowoleni z dotychczasowego odzewu?

Gars: Jasne, odzew ze strony internetu rzeczywiście jest spory i bardzo nas to cieszy, ale apetyt rośnie. Jesteśmy świadomi, że ta płyta nam się udała i powinni posłuchać jej wszyscy, którzy siedzą w takich dźwiękach (śmiech). Zebraliśmy sporo przychylnych opinii, ale najważniejsze dla nas jest, żeby przełożyło się to na jeżdżenie po kraju i granie tego materiału na koncertach. A z tym robi się w Polsce coraz większa "lipa".

Przebłyski Przyszłych Płyt: Biffy Clyro

Czas na kompozycje "Black Chandelier" promującą przyszłoroczny dwupłytowy album Biffy Clyro Opposites. Data premiery to 28 stycznia.



The Sand At The Core Of Our Bones:
1. Stingin' Belle
2. Sounds Like Balloons
3. Biblical
4. The Joke's On Us
5. Black Chandelier
6. A Girl And His Cat
7. Opposite
8. The Fog
9. Little Hospitals
10. The Thaw

The Land At The End Of Our Toes:
1. Different People
2. Modern Magic Formula
3. Spanish Radio
4. Victory Over The Sun
5. Pocket
6. Trumpet Or Tap
7. Skylight
8. Accident Without Emergency
9. Woo Woo
10. Picture A Knife Fight

piątek, 7 grudnia 2012

POKRAK "Nowhere Control"

Kompozycja z albumu Selfinside, który został Demo(n)em Miesiąca w ostatnio wydanym Metal Hammerze. Zespół pochodzi z Białegostoku. 

czwartek, 6 grudnia 2012

Przebłyski Przyszłych Płyt: Rasmentalism

Niekoniecznie kierunek w jakim chciałbym żeby poszli, ale cieszy perspektywa nowej płyty. Szkoda tylko, że dopiero na jesień 2013.

środa, 5 grudnia 2012

Deftones "Leathers"

Jakoś nie miałem natchnienia i czasu by napisać o albumie Koi No Yokan, ale nie znaczy to wcale, że nie jest on wart uwagi. Całkiem możliwe, że nowa propozycja zespołu z Sacramento przebija rewelacyjne Diamond Eyes z 2010 roku, czyli wchodzimy już na naprawdę wysoki poziom wykonawczy. Tym samym mamy do czynienia z absolutnie jednym z najlepszych albumów Deftones. Koi No Yokan jest szalenie różnorodny, balansuje gdzieś między niebezpieczną agresją, a kojącym pięknem i osiąga to z wielką gracją. Pierwszy raz od dawna w przypadku Deftones całe instrumentarium i wokale Chino brzmią, jak jeden żywy organizm. Moja miłość do zespołu bezustannie rośnie.

Krótko i na temat: Soundgarden Galahad, The Gathering

Zupełnie niepotrzebny mi do szczęścia comeback, ale trzeba przyznać, że poziom utworów wypełniających ten album jest całkiem dobry. Brak tu wyżyn, ale można przebyć miły i niewymagający spacer po idealnie wypolerowanej powierzchni. Wciąż wolę Audioslave.
Spotkałem się z paroma opiniami, że kolejna tegoroczna płyta Galahad jest znacznie lepsza od Battle Scars  z kwietnia tego roku. Słucham tego Beyond The Realms Of Euphoria i coś nie mogę się do tej opinii przekonać. W moim odczuciu jest to album pozbawiony w wielu miejscach energii i sprowadzony do miałkości, ale z drugiej strony jego bardziej elektroniczny charakter nadaje mu ciekawy muzyczny odcień. Klawiszowiec odstawia tu naprawdę dobrą robotę, choć brak mi trochę gitar i bardziej zdecydowanych ataków wokalnych Stuarta Nicholsona z tego też względu stawiam go jednak wśród mniej lubianych pozycji grupy.
THE GATHERING - DISCLOSURE

Album Disclosure to moje pierwsze spotkanie z The Gathering i prawdopodobnie najlepszy kawałek muzyki, jaki aktualnie słucham. Niesamowicie eteryczna, a jednocześnie zadziorna wyszła im ta płyta. Każda kompozycja ma swój charakter i przez cały swój czas trwania czaruje słuchacza różnorodnością. Dużo na Disclosure elektroniki, ale nie zabrakło też ostrzejszych brzmień, które dodaje niezbędnej głębi i wielowymiarowości.