czwartek, 31 stycznia 2013

Krótko i na temat: Delphic, Danny Bow

Debiutancki album grupy z Manchesteru zrobił na mnie w miarę dobre wrażenie i mimo, że nie nagrali może specjalnie wybitnej płyty, wpisałem ich kolejny krążek na listę wyczekiwanych wydawnictw. Niestety lub stety ich drugi album to zupełnie nowe otwarcie. Nie ma już śladu po starym Delphic, w zamian otrzymaliśmy ich spojrzenie na R&B i współczesny elektropop. Na Collections znalazło się nawet miejsce na rapowane partie w finałowym "Exotic". Zmiany zmianami, ale jak to się wszystko udało? Tak jak w przypadku debiutu, połowicznie. Bez problemu znajdziemy tu momenty na których aż miło ucho zawiesić, ale bezapelacyjnie są tu też fragmenty małą pociągające lub wręcz nużące. Grupie jednak należy się szacunek za odważne posunięcie albo nagana za brak muzycznej integralności - wybierzcie sami. W każdym razie to dla nich kolejny nowy początek.

Oczywiście przegapiłem ten album w 2012 roku, więc muszę teraz z wielką przyjemnością odpokutować. Po raz kolejny Danny zaserwował solidny zestaw krótkich kompozycji. Niesamowite wrażenie ponownie robią piękne partie pianina i przejmujące, często też smutne, ale niestety prawdziwe, samplowane wypowiedzi. Przerażająco wręcz wypada dialog z "Inaction" i zawsze wzbudza we mnie wiele emocji. Oprócz partii mówionych nie zabrakło też melodyjnych śpiewów i "głosików" jak to nazywa je moja dziewczyna, oraz porcji chwytliwych bitów. Danny Bow to aktualnie najmocniejszy punkt polskiej muzyki producenckiej.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Steven Wilson - The Raven that Refused To Sing (and other stories)


Zanosi się na to, że Stevenowi Wilsonowi zabraknie pomysłów na nową porcję muzyki Porcupine Tree, jeśli będzie wciąż tworzył tak udane płyty solowe. Najnowszy album Brytyjczyka jest chyba najbliższy temu, czego oczekiwałbym po nim w najskrytszych marzeniach. Przy okazji poprzedniego krążka wspomniałem, że zabrakło na nim osobowości samego autora. Tym razem usłyszymy całego Wilsona, do tego Wilsona oddającego się coraz bardziej fascynacji jazzem.

The Raven that Refused to Sing (and other stories) to sześć kompozycji, w tym trzy rozbudowane suity i trzy, wcale nie krótsze utwory, o nieco prostszej konstrukcji. Otwierający album "Luminol" to najdłużej znany fanom utwór z najnowszej płyty i jest to niewątpliwie rewelacyjne otwarcie. Na jego korzyść przemawia niesamowita różnorodność, zaczyna się on bowiem bardzo progresywnie , ale bez żadnych zahamowań kompozycja skręca w kierunku jazzu. Pięknie prezentuje się wyciszenie w partii środkowej - tylko Steven i fortepian. Wielkie brawa już na samym wstępie należą się współpracownikom Stevena, którzy przez całą długość tego krążka pokazują niebywałą muzyczną biegłość i erudycje. Poziom na jakim utrzymana jest gra poszczególnych instrumentów jest wybitny.

Następny w kolejności "Drive Home" śmiało mógłby się znaleźć na krążku Jeżozwierzy. Jest to spokojnie płynąca kompozycja w najlepszym dla Wilsona wydaniu od lat. Wieńczy ją przeszywające solo gitary, które czuję pod skórą jeszcze długo po jego ucichnięciu. "The Holy Drinker" zaczyna się instrumentalną zawieruchą (tutaj ogromne wyrazy szacunku dla Theo Tavisa i Adama Holzmana, kolejno instrumenty dęte i klawisze), a tuż po niej wchodzi mocno akcentowany śpiew lidera Porcupine Tree,który w połączeniu z  klawiszowym rytmem, hipnotyzuje. Nie dziwi kolejne mocno jazzujące przejście, ale pewnym novum jest klawiszowe solo przywołujące skojarzenia ze stylem Beardfish.

Najkrótszy na płycie "The Pin Drop" ma bardzo trudne zadanie by przebić się na tle tak udanych kompozycji. O dziwo, to kolejny triumf Stevena Wilsona. Świetny dowód na to, że trzecia solowa płyta Brytyjczyka to smakowity kąsek. Czujecie jakby to już była płyta roku? A pozostały jeszcze dwa utwory. Czy coś zmienią? Epicki "The Watchmaker" na pewno nie obniży oceny tego wydawnictwa, jeśli już to może tylko umocnić jego solidną pozycje. Początek jest bardzo spokojny, wręcz eteryczny. Po 4 minutach nastrój lekko się zmienia i wraz z solówką na flecie zaczyna się magia. Po kolejnym wyśmienitym solo na gitarze wracamy na spokojne wody, ale długo tu nie zabawimy, bo dość szybko klimat utwory zmienia się ponownie. Potężne klawiszowe tła i ostre gitary tworzą iście niepokojący finał. Na sam koniec pozostał nam utwór tytułowy, który eksploruje bardziej wyciszone rejony, wkraczając na poziom piękna kojarzony tak dobrze z grupą Anathema.

Steven Wilson komponuje dłużej niż ja żyje, a wciąż potrafi zaskoczyć świeżą muzyką i regularnością wydawnictw sygnowanych swoim nazwiskiem. 2013 rok jak na razie rozpieszcza miłośników progresji niemiłosiernie: nowe albumy Riverside, Cult Of Luna, Coheed And Cambria, a do tego wszystkiego jeszcze najlepsza porcja muzyki lidera Jeżozwierzy od lat. Ten album jest magnetyczny i mimo złożonej konstrukcji bardzo przystępny. Czekałem na taki album bardzo długo. Tak się właśnie robi progresywnego rocka!

4,5/5

Lianne La Havas "Is Your Love Big Enough"

Definitywnie zasługuje na uwagę. Wygląda na to, że jeśli chodzi o odkrycia, 2013 rok będzie należeć do kobiet.

Przebłyski Przyszłych Płyt: The Knife

Album Shaking The Habitual pojawi się na pólkach sklepowych 8 kwietnia. Najnowszy singiel duetu to aż 9 minut charakterystycznej dla Szwedów dawki psychodelicznej elektroniki.

sobota, 26 stycznia 2013

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Wahadłowiec - Neosomnia

Krakowski Wahadłowiec to eklektyczna fuzja muzyki elektronicznej i kunsztu producenckiego połączona z nieprzeniknioną potęgą instrumentów żywych - tak piszą o swojej muzyce sami muzycy. Trudno się z tymi słowami nie zgodzić po wysłuchaniu zawartości Neosomnia. Zwłaszcza, że spotkanie z Wahadłowcem wzmaga wrażenie, że wciąż brakuje w Polsce takich projektów. Ambitna muzyka elektroniczna, nie mówiąc już o czysto instrumentalnym jej odłamie, jest w naszym kraju rarytasem. Mamy wprawdzie prężnie rozwijającą się scenę electro-popową, ale Wahadłowiec to zupełnie inna bajka. Czytaj dalej

piątek, 25 stycznia 2013

Nowy utwór Kvelertak "Bruane Brenn"

Kvelertak powraca z drugim albumem, a ogrzać nas w ciężkie dni spędzone na oczekiwaniu ma najnowszy singiel "Bruane Brenn". Kto nie tupie, ten słucha Eski!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Brookie* poleca : Jetta "Start A Riot"

* moja dziewczyna :)

Album Tygodnia: Cult Of Luna - Vertikal

Obok Neurosis to chyba ostatni post metalowy zespół, który wciąż potrafi zaskoczyć kunsztem wykonawczym. Vertikal to potwierdza w każdym aspekcie, po 5 ciężkich latach bez nowej muzyki Cult Of Luna dostaliśmy album absolut. Zimna i niezbyt optymistyczna okładka mówi wszystko o nowych kompozycjach zespołu. Odhumanizowana - to także trafny opis w tym wypadku. Skandynawowie tym razem zanurzyli się w tematach, które luźno nawiązują do filmu Metropolis. Trzeba przyznać, że nie są pierwszym zespołem sięgającym po tę inspiracje. Pamiętam, że nasz Józef Skrzek grywał koncerty, na których na żywo tworzył soundtrack do tego filmu. Niestety nie miałem okazji być świadkiem, ale czytałem pochlebne opinię. Gdyby skonfrontować Vertikal z obrazem na pewno efekt byłby równie udany.

Zaczyna się niepozornie, niepokojącym wstępem, ale dość szybko o nim zapominamy, bo na horyzoncie pojawia się monstrualny "I: The Weapon". Potężny cios na sam początek, prawie 10 minut metalowej maestrii z rozdzierającym wokalem i miażdżącą pracą instrumentów. Następnie dostajemy długie minuty nastrojowych pogłosów i elektronicznej wirtuozerii w "Vicarious Redemption", najdłuższym utworze w karierze Cult Of Luna. Po 10 minucie tego monstrum rozpętuje się sztorm genialnej pracy gitar. Szczególnie porywająco wypada gitarowa solówka. Naprawdę trudno nie zakochać się w tym utworze mimo, że trwa on prawie 20 minut, a w dzisiejszych czasach to spory kawałek dnia. Nie żałuję jednak żadnej minuty, przepraszam, godziny z nim spędzonej.

"The Sweep" to 3 minuty wytchnienia, jeżeli ktokolwiek uważa, że na Vertikal znajdzie choć jego namiastkę. Ja osobiście chciałem zostać pożarty przez nowy album Szwedów i tak właśnie się dzieje za każdym razem, gdy go słucham. Mocno elektroniczny "The Sweep" może nie ma tak sonicznej mocy jak jego poprzednicy, ale wżera się w umysł na zupełnie innych płaszczyznach. Jestem prawie pewien, że słuchanie go w zapętleniu może doprowadzić do stanu depresyjnego lub skrajnego niepokoju. "Synchronicity" wita nas mechaniczną nawałnicą perkusji i motorycznymi riffami, czyli jesteśmy w domu. Przez dom, mam na myśli nieprzyjazne, szare, betonowe miasto.Klawiszowe tła w tym utworze absolutnie nie nadają mu ciepłych barw.

Już czujecie się przytłoczeni? A to przecież jeszcze nie koniec. "Mute Departure" to walka kontrastów. Wyciszone fragmenty z czystym wokalem przeciwstawione są stu tonowemu riffowaniu i wściekłym wokalom Perssona. "Disharmonia" to tylko drobny przerywnik, ale już "In Awe Of" to kolejny wybitny kolos. Konstrukcja tego utworu jest niemal post rockowa z obowiązkowymi pejzażami gitar. Na sam koniec pozostał nam "Passing Through", utwór w którym przeważa melancholia. Persson śpiewa tutaj niezwykle delikatnie, a przesterowany riff i dźwięki przypominające trójkąt (prawdopodobnie trójkąt) tworzą transową atmosferę. Idealne zwieńczenie tego wybitnego krążka.

Vertikal to pierwszy album A.D. 2013 jaki przesłuchałem i na pewno nie zapomnę o nim pod koniec roku przy okazji kolejnych podsumowań. Po Eternal Kingdom, który był dla mnie momentem przełomowym dla fascynacji szwedzkim zespołem, miałem wysokie wymagania względem następcy. Najnowszy opus Cult Of Luna z całą pewnością ich nie zawiódł, a wręcz podwyższył poprzeczkę. Szwedzi mogą mieć spore problemy z przebiciem tego dzieła.

4,5/5


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Riverside "Celebrity Touch"

No i mamy obrazek do najnowszego singla Riverside. Płyta już na dniach, więc zacieram ręce. Bardzo przydatna aktywność, zwłaszcza, że śnieg za oknem i lekki mróz (nawet w Anglii, gdzie aktualnie rezyduje).

sobota, 12 stycznia 2013

Danny Bow "Seven Town"

Raczej randomowy utwór z najnowszej płyty Danny'ego Bow. Najnowszej!!?? - krzykną Ci którzy śledzą bacznie poczynania tego utalentowanego producenta. Album Unbreakable wyszedł pod koniec kwietnia 2012. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak bardzo ubolewam, że przegapiłem to dzieło. Zresztą posłuchajcie sami.

piątek, 11 stycznia 2013

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Twelve Foot Ninja - Silent Machine

Ręce do góry, kto z łezką w oku wspomina Faith No More? To mam coś, co może was zainteresować. Twelve Foot Ninja nie jest może krewniakiem Faith No More po linii prostej, ale ma wystarczająco dużo genów wspólnych z załogą Pattona by uznać ich za godnych spadkobierców. Australijczycy śmiało mieszają style muzyczne i łamią struktury utworów, a robią to na tyle umiejętnie, że co rusz wracam do ich debiutanckiego (właśnie tak!) albumu „Silent Machine”. Czytaj dalej

czwartek, 10 stycznia 2013

Haim "Forever"

Wow! Jak dobrze to brzmi. Działa, jak strzała kupidyna.

Przebłyski Przyszłych Płyt: Deep Purple

Do kwietnia jeszcze bardzo daleko, ale już w tym momencie większość fanów tej hard rockowej legendy obgryza paznokcie ze zniecierpliwienia. Zwiastun nowego albumu Deep Purple nie będzie zbytnim dla nich pocieszeniem, ponieważ jest bardzo enigmatyczny.

piątek, 4 stycznia 2013

Przebłyski Przyszłych Płyt: Hurts

Nareszcie jest nowy singiel Hurts! Słychać lekki progres i bardzo dobrze, bo jest nadzieja, że nowy album będzie równie ciekawy, jak debiut. Album Exile ukaże się 11 marca.

wtorek, 1 stycznia 2013

Deap Vally


Tylko dwie kobiety, a tyle hałasu. Lindsey Troy i Julie Edwards wiedzą, jak łoić pełnokrwisty rock, w którym wzmacniacze i emocje to jedno i to samo. W 2013 roku mają wydać debiutancki album poprzez Island Records/Communion. Czekamy!

Najlepszy Utwór 2012 #1

Czas na Najlepszy Utwór 2012! Wybór był naprawdę trudny i dla wielu pewnie niesprawiedliwy, ale chyba żaden utwór w tym roku nie wzbudził we mnie tak wielu różnorodnych emocji. Beardfish sięgnął tym utworem nieba.

Krótko i na temat: Kruk, Jadis

To okropne, że musiałem czekać aż do świąt by usłyszeć tą płytę. Gdzie zasiłki na kupno płyty? Ktoś w tym rządzie ewidentnie nie myśli. Odłóżmy jednak żarty na bok, ponieważ be 3 to płyta jak najbardziej poważna (czyt. powaga, że rewelacyjna). Coś czuję, że w przyszłości będzie się mówić na ten krążek "Biały Album" i tak, jak większość dzieł, które dorobiły się takiego określenia będzie to spowodowane uwielbieniem dla tego albumu. Nie wyobrażam sobie braku któregokolwiek z utworów zawartych na be 3, nawet bonusowe utwory w języku polskim spełniają swoje zadanie i trudno odmówić im uroku. Zwłaszcza, że polska wersja "Master Blaster" ma większy wkład wokalny ze strony Aumana z Frontside. No właśnie, pierwszy raz na albumie Kruka mamy growl, jest także piękny kobiecy wokal w "Rising Anger". Po za tym genialna gitara Brzychcy przenika wszystkie zakamarki mojej duszy. Wysoki poziom i całkiem dużą różnorodność prezentuje też Wiśniewski, mimo, że jego barwa nigdy nie należała do moich ulubionych. Oprócz oczywistych nawiązań do hard rockowych klasyków, w utworze "It's Gone" słyszę nawet melodykę Iron Maiden... ach jak ten utwór fajnie pędzi do przodu. Cieszy, także gustowny cover "Child In Time", który prezentuje szacunek dla oryginału i chęć włożenia do kompozycji własnej tożsamości. Nie mogło zabraknąć tego albumu w podsumowaniu 2012.
8 albumów na koncie i 23 lata stażu na scenie progresywnego rocka, a ja poznaje Jadis dopiero w 2012 roku za sprawą krążka See Right Through You. Gdyby nie recenzja w Metal Hammer pewnie nie poznałbym grupy nigdy, a byłoby trochę szkoda, bo to bardzo dobry zespół. Muzyka Jadis jest bardzo melodyjna i niezbyt zagmatwana technicznie, bliżej im raczej do często przywoływanej sceny neo-progresywnej niż do klasycznych zespołów i bardzo dobrze, bo taką muzykę lubię zdecydowanie bardziej. Polecam.

Najlepszy Utwór 2012 #2

Twin Shadow w tym roku szturmem zdobył moje serce, a "Five Seconds" to jeden z najlepszych utworów, jakie słyszałem od lat, nie tylko w 2012 roku.