środa, 27 lutego 2013

Premiery marca

Rotting Christ Kata Daimona Eautou (Do What Thou Wilt) (1 marzec)
Intronaut Habitual Levitations (Installing Words With Tones) (19 marzec)
Iamx The Unified Field (21 marzec)
Hurts Exile (12 marzec)
Depeche Mode Delta Machine (26 marzec)
Amplifier Echo Street (11 marzec)
Kvelertak Meir (4 marzec)
Avantasia The Mystery Of Time (30 marzec)
In Vain Aenigma (11 marzec)
Osada Vida Particles (11 marzec)
Anthrax Anthems EP (22 marzec)

Zapowiada się wyśmienicie :)

Przebłyski Przyszłych Płyt: Avantasia

Plejada wokalnych talentów i świetna heavy muzyka. Dokładnie to czego oczekuje od najnowszego albumu projektu Avantasia!

wtorek, 26 lutego 2013

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Kiev Office - Zamenhofa

Zamenhofa to kolejny owoc wydawniczy Nasiono Records. Najnowsza propozycja Kiev Office ukazała się pod koniec stycznia, a już na początku lutego znalazła się w mojej skrzynce pocztowej. Szczerzę mówiąc nie wywołało to u mnie fali radości jaka zazwyczaj występuje, kiedy dostaję płytę z muzyką do zrecenzowania. Wszystko dlatego że parę lat temu byłem na koncercie Gdynian i bardzo się wtedy do grupy zraziłem. Najprawdopodobniej winą za ten stan rzeczy należy obarczyć mnie; pojechałem tam bowiem nie znając dokonań grupy, co zaowocowało totalnym niezrozumieniem dla ich muzycznej wizji i nieuzasadnioną niechęcią. Ponadto pamiętam, że przypadły mi wtedy bardziej do gustu ich abstrakcyjne wizualizacje, których rolę pełnił nieznany mi film, niż sama muzyka. Czytaj dalej

niedziela, 24 lutego 2013

Eels - Wonderful, Glorius

Dużo się zawsze pisze o emocjach przy okazji kolejnych wydawnictw Eels. Nic w sumie dziwnego, jeżeli przychodzi pisać o artyście, który jest bezpośrednio związany ze śmiercią, depresją i chorobą psychiczną, przez co poznał i przetrawił (czy to aby możliwe?) większość tragedii, których tak się wszyscy obawiamy. Jest to z pewnością fascynującym tematem dla tych, którym tragedia jest obca. Sam Mark Oliver Everett zdaję się traktować studio nagraniowe jak gabinet psychologa, a mikrofon jak kozetkę. Słuchaczom przypada więc rola biegłych, którzy przy każdym kolejnym albumie poddają ewaluacji stan psychiczny autora w oparciu o muzykę i teksty. Sam Everett jako muzyk i tekściarz jest bardzo autentyczny, nie ukrywa niczego, nie ważne jak jest to bolesne, a smutek na jego albumach ma prawo egzystować z radością czy nawet rozpaczą. Na najnowszym krążku jednak, E zdaje się być w miejscu gdzie szczęście ma prawo bytu.

Kto zna i lubi poprzednie dokonania Pana E i spółki nie będzie zaskoczony zawartością "Wonderful, Glorious". Artystycznie postawiłbym ten album gdzieś pomiędzy "Hombre Lobo", a "Tomorrow Morning". Dużo tutaj miejsca na kompozycje nastrojowe, ale też na bardziej rockowe, sfuzzowane oblicze Eels. W dodatku to chyba najlepsza muzyka jaka wyszła z pod palców zespołu od czasów uwielbianego przeze mnie "Hombre Lobo". Przede wszystkim, dlatego że każdy utwór ma jakiś zapamiętywalny motyw odróżniający go od reszty. Zazwyczaj jest to linia wokalna, bo prawie każda z 13 kompozycji wita nas głosem Marka. Dłuższe niż parę sekund wstępy mają miejsce chyba tylko w "Bombs Away" i "I Am Building A Shrine". Pierwszy z nich rozpoczyna sekcja rytmiczna z naciskiem na bębny, a w przypadku "I Am Building A Shrine" jest to klimatyczna partia gitary. Jeśli jesteśmy już przy sekcji rytmicznej, zdaję się ona pełnić bardzo ważną rolę na dziesiątej płycie Eels, co rusz nasze ośrodki słuchu łaskocze przyjemnie bulgoczący bas, a perkusja zdaje się być motorem napędowym tej muzycznej machiny. Do pełnego obrazu tego wydawnictwa brakuje jeszcze wszędobylskich klawiszy, które często stanowią preludium do refrenów. Ma to miejsce choćby w "Kinda Fuzzy", czy typowo Eelsowym "New Alphabet", w których przesterowane gitary często ustępują miejsca przestrzennym klawiszom. Z kolei w emocjonalnym "The Turnaround" klawisze pomagają wynieść emocje w głosie Everetta na kolejny poziom piękna. Utwór ten stopniowo nabiera intensywności, aż wreszcie wybucha plejadą emocji. Podobnie jest w "True Original", jednak tym razem mniej środków znaczy więcej. Ciężar tej kompozycji po raz kolejny spoczywa na barkach lidera Eels. Jego głos jest jak lustro jego duszy i w tym utworze wygląda przez nie smutek.No, ale skończmy już z tym smutkiem, bo jak wspomniałem wcześniej na "Wonderful, Glorious" jest miejsce na promyki nadziei. "You're My Friend" jako hołd dla przyjaźni jest bardzo podnoszący na duchu. Porywający "Peach Blossom" jest dobrą odskocznią od otaczających go, stonowanych "Accident Prone" i "On The Ropes". Dodatkowo to chyba najbardziej przebojowy kawałek na albumie. Bardzo radośnie wypada również "Stick Together", który zaraża pozytywną energią.

Słuchając "Wonderful, Glorious" musimy zadać sobie pytanie: Czego oczekujemy od kolejnych albumów Eels? Czy chcemy rozwoju i eksperymentów? Rockowego pazura? Przenikającego smutku? Czy może emocjonalnego ekshibicjonizmu? Z pewnością na najnowszym krążku "Węgorzy" nie ma tego pierwszego czynnika. Reszta jest za to podana w zdrowych proporcjach i odziana w całkiem ciekawe kompozycje, z których z łatwością wybierzemy jakiś ulubieńców, którzy odzwierciedlą tą wersje Eels jaka nam akurat podoba się najbardziej. Ja wybieram "Peach Blossom", "The Turnaround", "New Alphabet" i "True Original". Zachowuje tym samym zdrowy balans emocjonalny i z czystym sumieniem polecam ten album fanom talentu artysty. Czytaj również na Outrave

3,5/5

piątek, 22 lutego 2013

Brookie Poleca: Alex Clare "Hands Are Clever"

Może nie polecona bezpośrednio (werbalnie), ale podobno ciało zawsze prawdę Ci powie, a ciało Brookie wibruje, kiedy rozbrzmiewa ten utwór. Myślę, że i was poruszy. Miłego słuchania.

wtorek, 19 lutego 2013

Krótko i na temat: Biffy Clyro, Issues, Tomahawk

Wydanie tak pokaźnego zestawu utworów w dzisiejszych czasach jest sporym ryzykiem, ale uważam, że w przypadku Biffy Clyro się ono opłaciło. w rockowym mainstreamie oczekuje się od wykonawcy by każdy jego utwór był potencjalnym singlem. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że praktycznie każdy z 20 utworów na Opposites mógłby okupować listy przebojów. Dodatkowo oprócz przebojowości Biffy Clyro ma do zaoferowania wysoki poziom wykonawczy, a użycie trąbek, klawiszy, elektroniki, czy może trochę stereotypowej w tym wypadku kobzy, wzbogaca znacząco wrażenia ze słuchania najnowszego albumu Szkotów. Moi ulubiency to "Opposites", "A Girl And His Cat", oraz "Spanish Radio".
Kiedy przeczytałem w Metal Hammer UK o mieszance metalu i R&B jaką prezentuje grupa Issues, podskoczyłem aż z podniecenia i szybko wpisałem w wyszukiwarce tytuł "Love, Sex, Riot". Kompozycja ta powaliła mnie na kolana swoją chwytliwością. Wprawdzie pierwiastek R&B pojawia się tylko w nielicznych wokalizach Tylera Cartera i zespół budzi raczej skojarzenia z Panic! At The Disco albo innym Fall Out Boy, tyle że na potężnych metalowych resorach, to jednak propozycja grupy brzmi odświeżająco. Nie mogę się doczekać pełnego wydawnictwa Issues, którzy zapowiedzieli dalsze eksperymenty z brzmieniem.
Oddfellows to dosyć wymagająca, ale też satysfakcjonująca porcja muzyki. Tomahawk to jeden z wielu projektów Mike'a Pattona, których nigdy wcześniej nie miałem okazji posłuchać, mimo miłości do jego dokonań w Faith no More. Chyba właśnie Oddfellows najbliżej jest do dokonań grupy, która przyniosła Pattonowi rozgłos. Dużo w tej muzyce rockowego pazura, klimatu i firmowej dla Amerykanina wokalnej ekwilibrystyki. Jeśli chodzi o nastrój tego wydawnictwa, to mimo rysunkowej okładki wywołującej uśmiech na twarzy, jest on przytłaczający i duszny. Mało tu przebłysków radości, ale z pewnością dużo talentu i ciekawych pomysłów. Oddfellows nie postawiłbym może wśród najlepszych dokonań Pattona, ale na pewno będę do tej płyty powracać.

sobota, 16 lutego 2013

Przebłyski Przyszłych Płyt: Stone Sour

House Of Gold & Bones Part 2 nadchodzi wielkimi krokami. A o to pierwszy z niego singiel! Takiej rymowanki w refrenie dawno nie słyszałem... pozostaje w pamięci, czyli spełnia rolę singla.

piątek, 15 lutego 2013

Kiev Office "Uda Clinta Eastwooda"

Dzięki uprzejmości Nasiono Records, które postanowiło zrobić mi niespodziankę i wysłać kopię ostatniego albumu Kiev Office, moje godziny spędzone w pracy są jeszcze przyjemniejsze. Wszystko dlatego, że słucham krążka Zamenhofa, zespołu, którego jeszcze niedawno nienawidziłem i odczuwam przy tym autentyczną przyjemność. Recenzji tego albumu możecie się spodziewać już niedługo (mam nadzieję) na łamach Laboratorium Muzycznych Fuzji. Do zaczytania!

sobota, 9 lutego 2013

Krótko i na temat: Leech, Helloween, Riverside

Poprzedni album szwajcarskiego Leech zatytułowany The Stolen View miał swoją premierę wiele lat temu, ale wciąż jest dla mnie brylantem wśród innych post rockowych propozycji z tamtego i nieco późniejszego okresu. Niestety lata mijały, a post rock stracił na popularności i przede wszystkim witalności, a Leech ciągle nie wydawało nowej muzyki. Dla mnie czasy post rocka właśnie minęły i dopóki zespół z tego gatunku nie zrobi czegoś ciekawego ze swoim brzmieniem, nie mam zamiaru sięgać po tego typu wydawnictwo. Oczywiście w tym przypadku sentyment do Leech zwyciężył, można też do tego dodać poczucie winy, bo przegapiłem ten album w 2012 roku. Żeby zmieścić się w ramach cyklu "Krótko i na temat" będę się trzymał obiektywizmu. Leech wciąż jest bardzo dobrym zespołem i potrafi stworzyć wciągające kompozycje, niektóre ciągnące się nawet 11 minut. Jednak tak jak wspomniałem, post rock stanął pod ścianą i zjada własny ogon i tak też w pewnych fragmentach czyni Leech. Część kompozycji jest zwyczajnie wysokiej próby modelowymi utworami z pod pantofla konwencji. Dla jednych z pewnością będzie to znakomitą informacją, dla innych niekoniecznie. Dopiero kiedy Leech wplata w swoje utwory elektronikę jak choćby w otwierających ten krążek "Turbolina" i "Echolon", kompozycje stają się naprawdę żywe i angażujące. Zwłaszcza, że elektronika i klawisze dają nam odetchnąć od ścian gitar, których w tym gatunku się już nasłuchaliśmy. Obiektywnie mówiąc If We Get There One Day, Would You Please Open The Gates? ma szansę zapewnić słuchaczom wiele godzin muzycznej podróży, przepełnionej pięknymi pejzażami, które zapewnią im spokój i wyciszenie, a to wszystko dla tego, że są im dobrze znane i niegroźne. Z drugiej jednak strony ta podróż ma zwroty akcji, niebezpieczne trasy i tajemniczych podróżników, których napotkają na swojej drodze... i właśnie takich etapów tej podróży wypatruję najbardziej.
Niby wszystko toczy się właściwym torem, nowe utwory Helloween są melodyjne, dobrze zaśpiewane i całkiem sprawnie skonstruowane, a jednak brak mi ochoty na powrót do tego wydawnictwa. Straight Out Of Hell to cała masa power metalowych "hitów" w średnich tempach i obowiązkowa ballada. Nic nowego i nic czego byśmy nie słyszeli na poprzednich wydawnictwach grupy. Tylko dla zagorzałych fanów.
Tak bardzo czekałem na to wydawnictwo, że z tego wszystkiego nie zwróciłem nawet uwagi, że zamówiłem je z Portugalii (sic!). Najważniejsze jednak, że dotarło i od tamtej pory słucham albumu Shrine Of New Generation Slaves każdego dnia. Trzeba przyznać, że Riverside kieruje się w bardzo ciekawym muzycznym kierunku, coraz więcej w muzyce warszawiaków vibe'u klasycznego hard rocka. Na szczęście nie brzmią jak kolejna retro kapela, bardziej jak unikatowa mieszanka starego z nowym. Cieszy, że ta niebagatelna sztuka udała się akurat naszym rodakom, którzy odkąd tylko pojawili się na scenie nie przestają zachwycać i zdobywać kolejnych fanów z całego świata. SONGS jednak nie jest w moim mniemaniu najlepszym krążkiem kwartetu, ale wierzę, że dalszy rozwój przyniesie kolejne wybitne dzieła. Niemniej jednak Riverside po raz kolejny nagrało świetny zestaw kompozycji i polecam je absolutnie każdemu kto potrafi docenić dobrą muzykę, nie ważne z jakiego gatunku.

środa, 6 lutego 2013

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Coheed and Cambria - The Afterman: Descension

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że pierwsza część tej dwupłytowej muzycznej historii nazwanej The Afterman, bardzo przypadła mi do gustu. Przyznaję też, że im dłużej jej słucham tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to jedna z najlepszych płyt tej grupy. Warto też nadmienić, że Coheed And Cambria nie zawsze wychodzili zwycięsko ze starcia z moimi zmiennymi gustami muzycznymi. Cenię sobie ich muzykę dopiero od Good Apollo, I'm Burning Star IV, Volume Two: No World For Tomorrow, który uwielbiam, ale już następny w kolejności Year Of the Black Rainbow był dla mnie - i chyba nie tylko - lekkim zawodem. Czytaj dalej

Premiery Lutego

Votum Harvest Moon (8 lutego)
Atoms for Peace Amok (28 lutego)
Sadistik Flowers For My Father (19 lutego)
Eels Wonderful, Glorious (5 lutego)
Coheed and Cambria The Afterman: Descension (5 lutego)
Steven Wilson The Raven tha Refused to Sing (and other stories) (25 lutego)
Coma Don't Set Your Dogs On Me (8 lutego)
Omnium Gatherum Beyond (22 lutego)
Humanfly Awesome Science (11 lutego)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Przebłyski Przyszłych Płyt: Depeche Mode

No i mamy wreszcie obrazek do najnowszego singla Depeche Mode "Heaven".  Album zatytułowany Delta Machine już 26 marca. No co? Przecież zleci szybko :)

Code Orange Kids "Flowermouth (The Leech)"

Dawno nie było na DTM Hardcore'a. Czas to zmienić, a pomogą mi w tym młodziaki z Code Orange Kids. Młodzi, zdolni i pełni zwierzęcej furii. Jeśli lubisz Converge, śmiało sięgnij po ich krążek "Love Is Love/ Return To Dust". Sam Jacob Bannon się w nich zasłuchuje.

niedziela, 3 lutego 2013

Issues "Love Sex Riot" (feat. Chris Fronzak)

Muzyka nie ma już żadnych granic, jeśli mieszanka R&B i Metalu brzmi tak dobrze. Polecam poszerzyć horyzonty i sięgnąć po EP Black Daimonds.