niedziela, 23 czerwca 2013

Bracia - Zmienić Zdarzeń Bieg

Miałem już gotową opinię na temat tego krążka, nawet ją opublikowałem, ale nagle coś zaskoczyło i stanąłem w opozycji do własnych przemyśleń z przed parudziesięciu minut. To dowód, że muzyka jest nieprzewidywalna i nigdy nie wiadomo kiedy trafi do twojego serca, a jakiekolwiek opinie na jej temat są subiektywne.

W poprzedniej recenzji dostało się trochę zespołowi za coraz większą obecność piosenek grupy na językach znudzonych życiem matek oglądających "Barwy Szczęścia", w którym to serialu wielokrotnie można było usłyszeć choćby "Za Szkłem" z poprzedniej płyty. Niezbyt to chwalebne medium dla zespołu, który chcę być uważany za rockowy, ale jeśli utwór prezentuje wciąż wysoki poziom, to kim jestem by to grupie wypominać. Zwłaszcza, że Zapamiętaj był świetnym albumem z co najmniej dwoma wybitnymi utworami.

Zmienić Zdarzeń Bieg jest tak przebojowym albumem, że można błędnie zarzucić Braciom komercję i utratę rockowego ducha. Muszę przyznać, że dałem się zwieść. Radzę wam byście poświecili mu trochę dokładnych przesłuchań, ponieważ pod ultra chwytliwymi melodiami zakamuflowana jest świetna muzyka. Idealnym przykładem będą "Nie Godzę Się" i rozpędzony "Idę Do Piekła", które kipią rockową energią. Dla spragnionych chwytających za serce ballad mamy "Wierzę W Lepszy Świat", "Nad Przepaścią" i zamykający krążek "Po Drugiej Stronie Chmur", który pretenduje do miana najpiękniejszej piosenki Cugowskich. Mnie osobiście bardzo cieszy, że grupa wciąż ma ambicję by tworzyć niebanalne i intrygujące kompozycje. Przykładem takiego utworu na Zmienić Zdarzeń Bieg jest "Parnassus" z nieco folkową melodyką tak święża dla muzyki Braci.

Może zabrakło na tym albumie utworów, które z miejsca zdobyłyby moje serce, ale jako całość, trzecia autorska płyta Braci prezentuje się naprawdę dobrze. Mocne melodie, świetna gra instrumentalistów i jak zwykle rewelacyjny głos Piotrka i czego chcieć więcej.

3,5/5

sobota, 22 czerwca 2013

Krótko i na temat: Dr Misio, Ray Wilson

Debiutancka płyta projektu Dr Misio stała się nie lada zjawiskiem i rozgrzewa do czerwoności naszych rodzimych recenzentów. Gdzie tylko spojrzę zachwyty. Przyszedł i czas na mnie, bo jak pewnie część z was już się domyśliła, nie pozwalam tak głośnym płytom mnie ominąć. Transparentu z nazwą zespołu i napisem "I <3 Jakubik" jeszcze nie przygotowałem, ale mogę bez wahania podpisać się pod zdaniem: "Młodzi to naprawdę dobry album". Jeśli ktoś obawia się konfrontacji z umiejętnościami wokalnymi Arkadiusza Jakubika (dla przypomnienia - tak, to ten aktor), to może przestać się martwić, Arek radzi sobie naprawdę dobrze. Oczywiście nie podbije serc każdego ze swoim mocno gardłowym głosem, ale wszelkie braki nadrabia umiejętnościami interpretacyjnymi. Jak tak sobie słucham płyty Młodzi, to na myśl przychodzi mi wokalista zespołu Normalsi. Panowie mają podobną barwę i sposób śpiewania. Dołożyłbym może jeszcze do tego duetu Rafała Huszno z Totentanz i wasze wyobrażenia może ułożą się we właściwe dźwieki. Muzycznie mamy do czynienia z dużą dawką rockowego brudu i hałasu. Czasami wręcz zespół ciągnie w kierunku metalu, choćby w "Pies", z którego paszczy kipi aż piana. Innym razem Dr Misio łudząco przypomina Luxtorpedę ("Plan Motywacyjny"). Mają panowie także już swój radiowy hit w postaci "Mentolowych Papierosów". To zdecydowanie najbardziej przystępny utwór zespołu i to właśnie on zachęci wielu do sięgnięcia po ten krążek. Ilu z was zostanie przy grupie na dłużej? Nie mam pojęcia, bo trudno nazwać grupę Dr Misio świeżą czy odkrywczą. Wprawdzie podają swoją muzykę z wielką szczerością, która zawsze dobrze się sprzedaje, a do tego mają talent, to nie wiem czy mają szansę na dłuższą karierę. Mam jednak nadzieję, że ludzie dostrzegą wszystkie zalety grupy i nie będą jej oceniać tylko przez pryzmat Jakubika, nie odejmując mu oczywiście żadnych zasłóg.
Rok bez kolejnego albumu sygnowanego nazwiskiem Raya Wilsona zdaję się być rokiem straconym. Dopiero co przestałem się zachwycać ostatnią płytą Stiltskin i odłożyłem na półkę DVD Genesis Classic, a już mam przyjemność skosztować nowej muzyki Szkota. Nie żałuję ani trochę, nie mam też przesytu. Chasing Rainbows ma wszystkie elementy charakterystyczne dla muzyki Wilsona, piękne i chwytające za serce melodie, emocjonalne, życiowe teksty i przede wszystkim świetną, mimo wszystko, wciąż rockową muzykę. Wiadomo oczywiście, że jest na tym krążku znacznie lżej niż na płytach wspomnianego wcześniej Stiltskin, ale zdarzy też się czasem usłyszeć mocniejszy akcent gitary. Dodatkiem do solowej działalności Raya jest odważniejsze użycie instrumentów smyczkowych i orkiestracji, a także dęciaków. Te ostatnio zdają się być elementem, który jest w stanie wynieść muzykę byłego wokalisty Genesis na zupełnie nowe wyżyny artystycznego wyrazu ("Wait For Better Days"). Mimo, że album nie przebija paru poprzednich krążków muzyka, to wciąż jest ogromnie udanym zbiorem piosenek i nawet okrutnie kiczowaty "She's A Queen" w końcu polubiłem.

niedziela, 16 czerwca 2013

Zachap to!: Dawid Podsiadło - Comfort and Happiness


Ostatnio dużo się mówi o karygodnym zachowaniu Dawida podczas jednego z koncertów. Mnie tam nie było, więc nie będę się wypowiadać, ci co byli doskonale wiedzą o co chodzi, a ci którzy chcieliby się dowiedzieć, znajdą informacje o wspomnianym incydencie w sieci. Odkładając antypatie i sympatie, gwiazdorzenie czy zwyczajne przejęzyczenie na bok, debiutancki album zwycięzcy drugiej edycji X Factor przechodzi najśmielsze oczekiwania. Nikt chyba nie spodziewał się w jakim kierunku pójdzie Podsiadło ze swoją muzyką. Sam obstawiałem mieszankę radiowego popu i alternatywnego rocka na średnim poziomie. Comfort and Happiness ucieka jednak od komercji i paradoksalnie podbija tym serca poslkich słuchaczy i mam nadzieję, że nie tylko, ponieważ jest to muzyka na światowym poziomie. Słychać na krążku ducha Jeffa Buckleya, talent i niezachwianą świadomość muzycznej tożsamości. Dawno nie słyszałem płyty tak młodego muzyka, której największą zaletą byłaby dojrzałość. Comfort and Happiness to nie album dla wszystkich, nie znajdziecie tutaj dużo radosnych i łatwym dźwięków, jest to płyta przepełniona emocjami i na wskroś melancholijna ze świetnie skomponowaną muzyką. Polecam!

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Queens Of The Stone Age - ...Like Clockwork

Od premiery ostatniego studyjnego krążka Queens Of The Stone Age minęło 6 długich lat. Po tak długim okresie oczekiwania i ciągle przekładanej dacie premiery następcy Era Vulgaris, wymagania fanów względem premierowego materiału Queens Of The Stone Age miały prawo urosnąć do niewyobrażalnych rozmariów i przytłoczyć bezradny zespół, zwłaszcza że krążek z 2007 roku nie do końca zaspokoił oczekiwania fanów. Osobiście w swoim corocznym zbiorze wypatrywanych premier roku, umieszczałem grupę Josha Homme'a co najmniej trzy razy w nadziei, że dany rok przyniesie nareszcie nowy materiał. Przemawiam więc jako wygłodniały fan, który ma prawo narzekać i wytykać najmniejsze choćby kompozycyjne potknięcia. O dziwo, pochłonąłem ...Like Clockwork bez jednego mruknięcia, chyba że z zachwytu. Czytaj dalej

piątek, 7 czerwca 2013

30 Seconds To Mars - Love, Lust, Faith + Dreams

Zacznę z grubej rury. Love, Lust, Faith + Dreams śmiało można ocenić jako najsłabsze jak do tej pory dokonanie 30 Seconds To Mars. Na szczęscie w przypadku tego zespołu nie oznacza to wcale niskiego poziomu artystycznego. Grupa Jareda Leto kontynuuje ścieżkę obraną na This Is War z 2009 roku i miesza muzykę rockową z elektroniką. Wyszło im to ponownie unikatowo, bo słysząc taki choćby "Up In The Air" trudno nie poznać co to za zespół.

Do wymienionego powyżej singla powstał też teledysk i tu też bez zmian. 30STM dokłada do swojej wideografii kolejny ambitny film krótkometrażowy, w którym przeplata się mnóstwo różnych symboli. Nie zabrakło w nim też nutki erotyzmu i absurdu. Poszczególne ujęcia z tego klipu opanowały blogi na całym świecie już parę dni po premierze.

Sednem najnowszego wydawnictwa amerykańskiej grupy jest jednak muzyka, która po raz kolejny daje potwierdzenie talentu Jareda i spółki. Miło dla odmiany widzieć aktora, który mimo dużych osiągnięć w tej właśnie branży, z biegiem lat staję się jeszcze bardziej znany z muzyki, a nie jak to zazwyczaj bywa muzyka, który nieudolnie próbuje swoich sił w kinie.Zwłaszcza, że w obydwu tych zawodach sprawdza się wyśmienicie. Oba single, "Up In The Air" i "Conquistador" to idealnie skrojone przeboje. Śpiew Jareda jest pełen pasji i dzikości, a kiedy śpiewa "I'll wrap my hands around your neck so tight with love, love" wierzę mu na słowo. "Bright Light" przywołuje momentami skojarzenia z Muse przez swoją podniosłość. Z kolei "City Of Angels" to kolejna udana ballada  z uzależniającym refrenem w dorobku grupy. Trzeba przyznać, że Love, Lust, Faith + Dreams jest bardziej różnorodna od swojej poprzedniczki, są tu utwory szybsze, rockowe, ballady ("End Of All Days"), a także podniosłe, napompowane elektroniką hymny jak "The Race".

Nie ma rozwoju, ale jest konsekwencja i zapadające w pamięc kompozycje. Czasami po prostu by ruszyć do przodu trzeba stanąć w miejscu. Chwilowy przystanek wychodzi 30STM, bo rozejrzeli się dookoła i wzięli ze swojej muzyki to co w niej najlepsze, dzięki czemu Love, Lust, Faith + Dreams jest ich najbardziej różnorodną płytą od lat.

3,5/5

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Premiery czerwca

Filter The Sun Comes Out Tonight (4 czerwca)
Black Sabbath 13 (11 czerwca)
Orphaned Land All Is One (24 czerwca)
Jorn Traveller (14 czerwca)
Megadeth Super Collider (4 czerwca)
Amon Amarth Deceiver Of The Gods (24 czerwca)