wtorek, 30 grudnia 2014

Podsumowanie roku 2014 - Polska

Nie śledziłem może w tym roku polskiej sceny tak bardzo, jakbym chciał, ale z pewnością miałem okazję wysłuchać paru świetnych płyt wypływających z naszego kraju. Wielkie otwarcie tego roku zafundował nam Behemoth ze swoim nowym albumem, który został niedawno ogłoszony płytą roku według brytyjskiego Metal Hammera. Płyta ta jest jak najbardziej bardzo dobra, choć do najlepszego krążka roku jej jednak daleko. Kolejną grupą, która była chlubą polskiego metalu w tym jest z pewnością Vader, których Tibi Et Igni okazał się być kawałem soczystego death metalowego mięcha. W kategorii thrash metal z kolei niepodzielnie rządził Virgin Snatch, który zapodał kolejny świetny album. Utwierdzając mnie w przekonaniu, że na polskim rynku nie ma nikogo kto mógłby się znimi równać.

W szufladce alternatywnej miałem przyjemność poznać Limboski. Artysta wydał naprawdę ciekawą muzykę, która bez kompleksów dryfuje pomiędzy stylami. Wokalnie Limboski przypomina trochę Maleńczuka i zdarza mu się wyruszyć w rejony knajpiane czy nawet tango. Jeśli szukacie czegoś bardziej na czasie, to możecie docenić Triangles duetu Xxanaxx z Klaudią Szafrańską za mikrofonem (jedna z uczestniczek X Factor). Jest to polska odpowiedź na nieprzerwanie świecący sukcesy szał na muzykę electropopową.

W rejonach rocka bardziej tradycyjnego bez dwóch zdań rządziła Luxtorpeda z kolejnym świetnym albumem. Perfect nagrał, jak to niektórzy podejrzewają, ostatnią płytę, która niestety nie jest tak dobra jak XXX z 2010. Co prawda jest tu parę naprawdę ciekawych kompozycji, zwłaszcza te czerpiące dużo z bluesa, ale zabrakło jednak dobrych melodii i charyzmy. Rosnący w siłę Kruk nagrał w tym roku swój czwarty album i kolejny raz jest to poziom światowy. Zmiana na stanowisku wokalisty trochę namieszała, ale mówiąc szczerze Wiśniewski nigdy nie należał do grona moich ulubionych śpiewaków. Nowy głos to jednak podmuch świeżości w tym przypadku.

Chyba najbardziej oczekiwanym przeze mnie wydawnictwem był jednak nowy krążek solowego projektu Mariusza Dudy. Lunatic Soul to już silna marka i trudno już traktować go jako wyłącznie projekt poboczny. Transowość, gęsta atmosfera i rewelacyjny wokal Dudy to jedno z moich ulubionych kombinacji. Wiraszko i spółka po pewnych rotacjach personalnych wrócili z płytą Karma Market i po raz kolejny mamy dużo zmian w brzmieniu. Wychodzą one jednak na dobre i album ląduje bardzo wysoko w moim osobistym rankingu. Dawid Podsiadło porzucił nagrywanie pod swoim nazwiskiem i wrócił do swojego zespołu Curly Heads. Niestety ich album, który jest z założenia bardziej rockowy niż solowe poczynia zwycięzcy X Factora, nie spełnia moich oczekiwań. Mało wyraziście, mało oryginalnie i jakoś tak nijako. Julia Marcell z kolei zaskoczyła mnie bardziej stanowczym i organicznym brzmieniem. Nowy album Happysad to też nie lada zaskoczenie, Zespół dojrzał i pogasił wszystkie ogniska, przy których grano ich muzykę. Jest ciekawiej i ambitniej. Czesław Mozil pozostaje sobią i nagrywa to co lubi najbardziej. Księga Emigrantów. Tom I  ma w sobie jednak parę ciekawych kompozycji. W podobnych kręgach artystycznych znajduje się Gaba Kulka, która nie zawodzi swoim nowym albumem zachowując swój charakterystyczny styl, ale nie stroniąc też od eksperymentów. Brawa za cover "Keep Your Eyes Peeled" Queens of the Stone Age.

Pod sam koniec roku wpadły mi jeszcze w ręce płyta Migracje Meli Koteluk, która zawiera w sobie bardzo interesujące dźwięki dorównujące moim zdaniem debiutowi; Statek Matka Kiev Office, którzy wciąż świetnie sobie radzą w tworzeniu naturalnej i spontanicznej muzyki; no i na sam koniec Dr Misio ze swoim Pogo. Płyta tych ostatnich potwierdza, że zespół nie jest tylko widzimisię znanego aktora i jego kolegów, a grupa rockowa z krwi i kości z własną tożsamością i jasnym przekazem.

Czas już na ostateczny werdykt, kto w tym roku zdołał skraść moje muzyczne serce.


1. Muchy - Karma Market



Karma Market to płyta, która z każdym kolejnym odsłuchem odkrywa przed słuchaczem nowe warstwy i przez to staje się albumem, który wciąż ekscytuje nawet po wielu z nim spotkaniach. Różnorodność kompozycji to również wielki atut, który sprawia, że gdyby trzeba było zabrać jakieś tegoroczne płyty na bezludną wyspę, nowe Muchy wpadłyby do walizki pierwsze.








2. Lunatic Soul - Walking On A Flashlight Beam



Idealna muzyka na zimowe wieczory, pięknie komponująca się z mroźnym krajobrazem i ciszą nocy. Mariusz Duda nigdy nie zawodzi.

















3. Behemoth - The Satanist / Virgin Snatch - We Serve No One


Trudno przejść bokiem obok renomy jaką Behemoth zdobywa na świecie i nie docenić ich najnowszego wydawnictwa, którego potęga tak wyraziście uderza z głośników. Potężne kompozycje, majestat i podniosła atmosfera. Virgin Snatch to już z kolei thrashowa bezkompromisowość i drapieżne melodie. Zespół wciąż czeka na światowe uznanie i mam nadzieję, że nie potrwa to już długo, bo warsztat i świetne kompozycje są od lat.


4. Kruk - Before

5. Mela Koteluk - Migracje

sobota, 27 grudnia 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Sylvan

Niemiecki zespół prog rockowy Sylvan zdradził datę premiery ich nowego krążka. Home, bo tak zatytułowana będzie płyta ukaże się 20 lutego nadchodzącego roku. Jeśli zwiastun jest jakimś wyznacznikiem, na Home znajdziemy mnóstwo pięknych melodii, ale nie zabraknie też mocniejszych brzmień.

czwartek, 25 grudnia 2014

Krótko i na temat: Czesław Śpiewa, Pain of Salvation

Nowa płyta Czesia to marketingowa bomba. Wystarczy zaśpiewać "Nienawidzę Cie Polsko", ludzie usłyszą tylko to zdanie, nie zastanowią się nad znaczeniem całej piosenki i masz darmową promocję. Swoją drogą Mozil wyśpiewuje na tej płycie mnóstwo bolesnych dla nas rzeczy, ale też i pochlebnych. Każdy naród ma swoje dobre i złe strony, niestety nasz nie ma do siebie dystansu. A jak z muzyką? Muzyka calkowicie typowa dla Mozila i spółki. Trochę jarmarczna, trochę nowoczesna (za sprawą elektroniki, która rządzi w utworze tytułowym). Nic nowego niestety tu nie znajdziemy, ale jeśli ktoś zawsze muzykę zespolu lubił, znajdzie tu dla siebie sporo fajnych momentów. Ja uwielbiam "Dom na budowie" za przezabawny i praktycznie sam się wyśpiewujący tekst.

Ocena: 3,5/5


Trochę zawód, że nie nowa płyta, że tylko jedna nowa kompozycja, ale każdy zespół powinien brać przykład z Pain of Salvation jak reinterpretować własne piosenki. Falling Home ma w sobie swing, jazz, nawet domieszkę bluesa. Kompozycje zabrzmiały przez to niezwykle świeżo i czasami porównanie z oryginałami opiera się tylko na pojedynczych elementach. Cover "Holy Diver", wiecie jakiego zespołu, to pójście na całość, przykład na to jak zagrać utwór zupełnie inaczej, ale go przy tym nie zaszlachtować. Fani będą zachwyceni całym przedsięwzięciem i docenią, że nie dostali półproduktu, a artystyczną ucztę.

Ocena: 4/5

Płyta tygodnia: Muchy - Karma Market

Musiałem sobie dać chwilę czasu i ochłonąć, pozbierać myśli i uczucia, bo kiedy słucham najnowszego albumu Muchy mam wrażenie, że to dzieło kompletne. Oczywiście nie mam problemu z cieszeniem się muzyką, ale potrzebowałem odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy jest to najlepsza płyta Much?

Odpowiedzi wciąż brak, ale jedno jest pewne. Muchy nie znają granic rozwoju i chyba nie ma szans, żeby znaleźli złoty środek i osiedlili się w jego okolicach. Karma Market redefiniuje wiele rzeczy. Anglojęzyczne piosenki zadają pytanie czy Muchy to głównie teksty Wiraszko. Prawdą jest, że grupa dużo im zawdzięcza i to słychać w tych "obcych" kompozycjach, które jakby tracą nieco duszę Much. Muzycznie wypadają one jednak świetnie i pokazują jak wszechstronnymi muzykami są Poznanianie. Szczególnie do gustu przypadł mi rozmarzony "A Place". Na najnowszym krążku zespołu całkowicie zabraklo już wesołych i beztroskich melodii. Wszystko ma drugie dno, ciemne zakamarki i hipnotyzujący mrok i takie właśnie utwory na płycie podobają mi się najbardziej ("Biały walc" oraz "Idą Święta"). Jak zwykle Wiraszko czaruje słowem i dobitnie komentuje rzeczywistość jaka nas otacza.

Zdecydowanie za albumem przemawia różnorodność, każda kompozycja jest na swój sposób inna, przez co płyta nie nudzi. Zawsze znajdziemy na niej coś nowego, a i też zależnie od naszego samopoczucia będziemy mieli przy każdym odsłuchaniu innego ulubieńca. Karma Market to płyta wielowymiarowa i wymagająca wielu spotkań do pełnego jej doceniania, ale będzie to zdecydowanie czas dobrze spędzony.

Ocean: 4/5

piątek, 21 listopada 2014

Laboratorium muzycznych fuzji: SoundQ - EP2

Przy okazji zeszłorocznego pełnowymiarowego debiutu SoundQ wyraziłem nadzieję, że grupa pójdzie za głosem serca, wybierając drogę rozwoju na kolejnym wydawnictwie. Nie mam wątpliwości, że to właśnie stało się z "EP2". Aż szkoda, że to tylko EP, bo chciałoby się zanurzyć w tych dźwiękach na dłużej… ale wyprzedzam fakty. Czytaj dalej

środa, 12 listopada 2014

Krótko i na temat: SBTRKT, Jessie Ware

W dzisiejszej edycji, tak się ciekawie złożyło, przyszło mi napisać parę słów o artystach, którzy swoim debiutanckim albumem zaskarbili sobie zarówno sympatię milionów fanów, jak i kapryśne gusta recenzentów. Taki sukces niesie za sobą wielką presję, bo o to każde kolejno dzieło będzie skrupulatnie analizowane w kontekście pierwszego albumu - idealnego modelu. Jak dobrze wiemy, nic w życiu nie jest takie samo i próby cytowania samego siebie rzadko artystom wychodzą na dobre, dlatego cieszy mnie, że zarówno SBTRKT i Jessie Ware postanowili nieco namieszać w bezpiecznej formule. Oczywiście wyszło im to z różnym skutkiem.

SBTRKT zaatakował nas na swoim drugim krążku ilością ponad jakość przez co słuchanie Wonder Where We Land przypomina przesiewanie ziaren. Szkoda, ponieważ te ziarenka, które sobie pozostawiłem stale rozrastają się w ciekawsze formy. Ale czego ja się spodziewałem? Formuła albumu traci na wartości od tak dawna. Ważne, żeby single przemawiały do publiki, a te są naprawdę zacne. "NEW YORK. NEW DORP" jest niezwykle hipnotyzujący, ale jest to głównie zasługa Ezry Koeniga, który podobnie znaczący feat zaliczył na ostatnim albumie Chromeo. Z kolei w "Higher" to SBTRKT triumfuje, mimo że Raury jest też w świetnej formie. Najbardziej dziwi mało udany utwór z Jessie Ware i w większości chybione kolaboracje z Samphą, który praktycznie stworzył sukces SBTRKT na jego debiucie. Na wyróżnienie zasługuje jedynie "Gon Stay". Aaron Jerome, kryjący się pod pseudonimem SBTRKT dużo eksperymentuje i ucieka trochę od swojego markowego brzmienia, co wypada pochwalić i liczyć na to, że na kolejnym albumie znajdzie czas, by zrobić porządną selekcję, bo gdyby tak ten album skrócić sprawiałby on znacznie lepsze wrażenie.

Ocena: 3/5


Zanurzyłem się ostatnio ponownie w debiutancki album artystki i zrozumiałem jak trudne zadanie miała Jessie przy tworzeniu nowego materiału. Oczywiście mogła przecież stworzyć kalkę Devotion i byłby sukces, przynajmniej komercyjny. W zamian dostajemy album bardziej przebojowy, głośny i żywiołowy. Zabrakło nieco tajemniczości, która z każdym odsłuchem ujawniałaby kolejne smakowite dźwięki, jak to było przy okazji poprzedniczki. Tough Love jednak bije różnorodnością, która sprawia, że każde odsłuchanie jest ciekawą podróżą i miło słyszeć, że wokalistka nie ma zamiaru stać w miejscu. Jessie z testu drugiej płyty wychodzi znacznie lepiej niż kolega powyżej.

Ocena: 4/5

niedziela, 2 listopada 2014

Krótko i na temat: Maroon 5, Karen O

Po przeczytaniu paru zagranicznych recenzji spodziewałem się płyty bardzo słabej. Okazało się jednak, że nie taki krążek słaby jak go opisują. Maroon 5 od lat zmierza w kierunku coraz większej komercji i trudno było się spodziewać, że nagle wykonają zakręt o 180 stopni i nagrają Songs About Jane 2. Prawdą jest, że przydałoby się zastanowić po co w zespole gitarzyści jeśli tak mało dźwięków tego instrumentu słychać pod grubą warstwą bitów, syntezatorów, klawiszy i czego tam jeszcze tu nie ma. Tak, ta płyta jest przeprodukowana. Tak, głos Levine'a pod koniec słuchania już męczy. Niemniej jednak jest bardzo przebojowo i płyta nastraja pozytywnie. Nie wymaga wiele od słuchacza i daje tylko chwilową radość, ale mi się podoba. Jest idealna po wielu ambitniejszych płytach jakie mam przyjemność słuchać w ciągu dnia. Najzwyczajniej w świecie rozluźnia moje ciało i umysł.
Ocena: 3/5


Liderka Yeah Yeah Yeahs wreszcie zabrała się za nagranie solowej płyty i wyszła jej niezła pościelówa. Nie, nie jest to muzyka idealna na romantyczne wieczory. To muzyka, która sprawia wrażenie jakby artystka siadła na łóżku w ciemnym pokoju i przelała na płytę swoje najskrytsze lęki, pragnienia i miłosne uniesienia. Crush Songs jest albumem bardzo minimalistycznym, a słuchanie go jest wręcz intymnym doświadczeniem i trochę wstyd puszczać go w trakcie codziennych czynności. Jest to miła ciekawostka dla fanów talentu Karen, ale niekoniecznie krażek, który przypadnie do gustu wielu ludziom. Największym walorem tej muzyka są uczucia i głos wokalistki, co dzieje się po za tym bardzo łatwo zapomnieć. Miło się słucha, ale lepiej sięgnąć po coś ciekawszego.
Ocena: 3/5

Odkrycie dnia: Spelles

Po prostu rewelacyjny debiut. Czekam na więcej.

czwartek, 23 października 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Lonelady



To chyba najbardziej wyczekiwany dowód muzycznego życia jaki pamiętam. Debiut Lonelady zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Potwierdza to 4 miejsce w moim rankingu najlepszych płyt roku 2010. Właśnie tak, całe 4 lata przyszło mi czekać na "Groove It Out". Na całe szczęście już w pierwszej sekundzie słychać z kim mam do czynienia. Artystka zachowała swój niepodrabialny styl i pokazała, że nie jest to tylko jednorazowy wybryk, a świadoma artystyczna droga. Tym samym jeszcze bardziej utrudniła mi oczekiwanie na nowy album.

piątek, 10 października 2014

Odkrycie dnia: Tei Shi

Tei Shi słyszałem już wcześniej przy okazji covera piosenki Beyoncé, ale że fanem coverów nigdy nie byłem, tym bardziej Beyoncé, to piosenka nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia. Na szczęście autorska twórczość Tei Shi wypada o wiele ciekawiej. Idealna piosenka na piątkowy wieczór w klubie, ja tymczasem idę spać... i z rana do praca, ale na rozbudzenie puszczę sobie "Basically".

wtorek, 7 października 2014

Krótko i na temat: Banks, Tina Dico, Godsmack

Goddess to album wyczekiwany przez wielu i zasłużenie, bo Jillian to bardzo utalentowana artystka. Banks zrobiła sobie jednak psikusa i już wczęśniej udostępniła ogromną większość materiału z debiutanckiego krążka. Wszystko za sprawą EPek i singli, którymi nas kusiła przez ostatni rok. To w sumie największy minus Goddess. Przyznam osobiście, że była to przeze mnie najbardziej oczekiwana płyta drugiej połowy roku i niestety przesłuchaniu jej nie towarzyszyła żadna ekscytacja właśnie z wspomnianego powodu. Nie ma jednak, co rozpaczać, ponieważ parę nowości, które znalazły się na srebrnym krążku to prawdziwe perełki, a w szczególności romantyczny "Someone New" i "You Should Know where I'm Coming From". W dużej części starego materiału byłem absolutnie zakochany przez bardzo długi czas, więc oceniając płytę, a nie okoliczności jestem gotów napisać, że Banks udało się sprostać oczekiwaniom. Goddess to pełna klimatu i uczuć płyta godna polecenia fanom zarówno elektroniki, jak i R'n'B. Nie oczekujcie jednak wesołych i tanecznych piosenek.

Ocena: 4/5


Moja ulubiona Dunka wraca z nowym albumem Whispers. Tym razem Tina obiecała muzykę prostszą i bardziej stonowaną, w żadnym wypadku nie oznacza to jednak, że uboższą. Ta muzyka jest bogata w emocje i rewelacyjne melodie. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem kompozytorskich umiejętności Dico, która z najprostszych środkow potrafi tworzyć najpiękniejsze kompozycje. Nie przychodzi mi do głowy żaden artysta, który by w taki sposób operował nastrojem. Rewelacyjna pozycja na jesienne wieczory, kolacje przy świecach i chwile spędzone pod kocem przy dobrej książce.


Ocena: 4/5


Powszechnym zjawiskiem wśród fanów muzyki w ogóle jest nienawiść do nu metalu i amerykańskiego hard'n'heavy. Jakimś jednak sposobem gatunki te w Stanach utrzymujemy niemalejącą popularności, dzięki temu takie zespoły jak Godsmack wciąż egzystują i sprzedają wiele płyt. Głównym powodem do niezadowolenia z tego typu muzyki jest brak oryginalności, zamykanie się w ramach gatunku i prostota. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w życiu każdego człowieka potrzebna jest także i taka muzyka. Godsmack swoim szóstym albumem nie próbuje w żaden sposób znaleźć ucieczki z nałożonych sobie ograniczeń, łupią swój hard rock tak jak to robili przez lata. Czasem wychodzi im to lepiej w porywającym "I Don't Belong", a raz gorzej w singlowym "1000hp" (jedna z najgorszych kompozycji na płycie). Niemniej jednak znają się na swoim rzemiośle i potrafią jeszcze wymyślić niezły riff, a Sully wciąż brzmi drapieżnie. Wiadomo, że już nigdy nie nagrają drugiego Faceless czy IV, ale takie momenty zdarzają się tylko raz, zwłaszcza dla grupy, która woli odgrzewać niż udać się w poszukiwaniu czegoś nowego. Ja do Godsmack zawsze będę miał słabości i nie mam im za złe, że stoją w miejscu. Czasem mam ochotę się po prostu zrelaksować i pobujać głową.

Ocena: 3/5

środa, 1 października 2014

Odkrycie dnia: Låpsley


"Falling Short" to niezwykle przejmująca piosenka. Låpsley zachwyca głosem i umiejętnością budowania klimatu. Dla takich artystów warto przekopać czeluścia internetu.

piątek, 19 września 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Jessie Ware

Jak do tej pory każdy singiel promujący Tough Love miał w sobie coś godnego uwagi. "Kind of... Sometimes... Maybe" trzyma się tego trendu. Wszystko wskazuje na to, że album mający ukazać się 13 października może być równie dużym sukcesem jak debiut Jessie. W muzyce brytyjki zachodzą ciekawę zmiany i zanosi się dla niej ekscytujący okres.

czwartek, 18 września 2014

Odkrycie dnia: T.O.L.D.



Powtórzę niestety przeczytaną opinię, ale co będę zmyślać, że jest inaczej. T.O.L.D. z pewnością trafi do fanów the XX. Ten debiutancki utwór sprawia jednak, że formuła, która wyniosła wspomniany zespół do statusu megagwiazd, staje się jeszcze atrakcyjniejsza za sprawą steel drum i tanecznych wibracji. Miłego słuchania.

sobota, 13 września 2014

Odkrycie dnia: Kindness


Dzisiejsze odkrycie dnia zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie i czuję w powietrzu długą i zażyłą znajomość z tym panem. Adam Baindbridge ukrywający się pod pseudonimem Kindness nie należy do debiutantów, więc na pewno część z was spotkała się już z jego twórczością. "This Is Not About Us" to jeden z tych utworów, który ukradnie wam całe godziny spędzone na bujaniu głową i podśpiewywaniu. Dodatkowo 13 października ma mieć premierę drugi album artysty zatytułowany Otherness.

środa, 10 września 2014

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Uriah Heep - Outsider


Założona w 1969 grupa powinna mieć już dawno za sobą lata chwały, jednak mamy rok 2014 i Uriah Heep wypuścili właśnie dwudziesty czwarty album. Liczba godna pozazdroszczenia, zwłaszcza, gdy działalność grupy ma wciąż uzasadnienie artystyczne. Outsider to tego niezbity dowód. Panowie są w świetnej formie i nigdzie się nie wybierają. Czytaj dalej

sobota, 6 września 2014

Krótko i na temat: Nothing More, Alpines

Patrząc na tracklistę składającą się z 17 utworów można błędnie oskarżyć zespół o przesyt. Na całe szczęście na przestrzeni Nothing More mamy przyjemność udać się na ekscytującą wycieczkę po różnych rockowych i metalowych zakątkach. Raz na jakiś czas zespół uraczy nas też fajerwerkami w postaci elektronicznych smaczków. Po każdej przejażdżce z najnowszym krążkiem Nothing More będziecie mieli innego ulubieńca, grupa jest niesamowicie eklektyczna i doskonale zna się na swoim rzemiośle. Mimo dużych różnic pomiędzy poszczególnymi kompozycjami, Nothing More nie zatraciło spójności. Przypomina mi to trochę Fear To Midland.

Jeśli istnieje coś takiego jak płyta idealna, to Oasis jest bardzo blisko tego zaszczytnego tytułu. Jest to w dodatku debiut Alpines. Bob Matthews i Catherine Pockson sprawili, że zatęskniłem za latami 90. za sprawą swojej magicznej muzyki, która z wielkim kunsztem miesza wpływy popu z wspomnianej dekady i R&B. Jest przebojowo, romantycznie, ulotnie, czasem żwawo i optymistycznie, innym razem uwodzicielsko. Kompozycje są dość proste strukturalnie i opierają się na tym samym schemacie, w dodatku utrzymują się w okolicach 3 minut, ale ta formuła działa wyśmienicie. Każda kompozycja jest moim zdaniem małym hitem, a takie utwory jak "Oasis", "Blind", czy "Zero" byłyby wielkimi hitami 25 lat temu, nie wspominając o tym, że w 2014 roku brzmią równie wyśmienicie. Diament!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Odkrycie dnia: Layla

"Smokestacks" to niesamowicie emocjonalna piosenka, a to wykonanie tylko to uwydatnia. Głos Layli wspaniale współgra z fortepianowym podkładem i nadaje kompozycji intymny charakter. Polecam zapoznać się z EP Black Mud.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Premiery września

Chloe Howl Chloe Howl (9 września)
Threshold Far The Journey (19 września)
Maroon 5 V (2 września)
Joe Bonamassa Different Shades Of Blue (22 września)
Banks Goddess (9 września)
The Pineapple Thief Magnolia (15 września)
Decapitated Blood Mantra (26 września)
Gerard Way Hesitant Alien (30 września)
SBTRKT Wonder Where We Land
Flying Colours Second Nature (30 września)
Yob Clearing The Path To Ascend (1 września)
The Kooks Listen (2 września)
Karen O Crush Songs (8 września)
Slash World On Fire (15 września)
Mr Big ...The Stories We Could Tell (19 września)
Code Orange I Am King (2 września)

Laboratorium Muzycznych Fuzji: GARS - Gdy Agresja Rodzi Spokój


Nowa płyta trójmiejskiej grupy GARS ukazuje się na nośniku, którego część czytelników już pewnie nie pamięta. Nie, nie jest to winyl, który z użytku tak naprawdę nigdy nie wyszedł, a kaseta magnetofonowa. Ciekawa decyzja zważywszy na to, że niewiele osób posiada sprzęt, który pozwoliłby takie wydawnictwo odtworzyć. Przyznam, że jakiś czas temu planowałem zakup odtwarzacza winyli i znalazłem egzemplarz z wbudowanym slotem na kasety, który do tej pory mnie kusi. Młodzi powiedzą: "szczyt hipsterstwa", a ja odpowiem, że to zwyczajny sentymentalizm i tęsknota za czasami, gdy kupowanie płyt było autentyczną radością poprzedzoną miesiącami zbierania pieniędzy i poszukiwań. GARS może i nie jest pierwszym zespołem, który postanowił wskrzesić kasety, ale na Polskim rynku są na pewno jednymi z prekursowych tego ruchu i zasługują na pochwałę za odwagę. Czytaj dalej

niedziela, 24 sierpnia 2014

Odkrycie dnia: Marz Léon

Macie ochotę na atmosferyczną elektronikę z kobiecym głosem? Wystarczy tylko kliknąć PLAY, a potem już tylko DOWNLOAD, ponieważ EP Loner jest dostępna całkowicie za darmo.

piątek, 22 sierpnia 2014

The Weeknd "Often"

Coś na piątkowy wieczór.

Przebłyski Przyszłych Płyt: Flying Colours


Już 29 września będziemy mieli przyjemność posłuchać drugiego albumu supergrupy Flying Colours Second Nature. Przypomnę, że w grupie użyczają swojego talentu Mike Portnoy (eks-Dream Theater), Neal Morse (Spock's Beard), Steve Morse (Deep Purple), Dave LaRue (Dixie Dregs) i Casey McPherson (Alpha Rev). Posłuchajcie singla promującego to wydawnictwo. Wydaje się, że Panowie obrali nowi kierunek.

Krótko i na temat: Kruk, Guano Apes

Zmiana na stanowisku wokalisty jest zawsze bardzo znaczącym wydarzeniem dla zespołu. Szczerze przyznam, że zajęło mi trochę zanim przyzwyczaiłem się do głosu Tomasza Wiśniewskiego (już byłego wokalisty) i zmiana krzykacza nie jest w tym wypadku dla mnie tak odczuwalna. Miałem jednak swoje obawy. Okazuje się, że Roman Kańtoch także posiada charakterystyczny wysoki głos, ale jest on bardziej przystępny. Kruk tak naprawdę niewiele się zmienił na Be4ore. Ich repertuar stał się może nie co bardziej heavy metalowy, po za tym dostajemy po raz kolejny płyte na bardzo wysokim poziomie wykonawczym, z rewelacyjnymi solówkami gitarowymi, które wzbudzają w sercu nostalgię za klasycznym hard rockiem. Melodie też nieźle kleją się do uszu. Jednym słowem - Kruk.

Niegdyś bardzo popularny niemiecki zespół powrócił z kolejną płytą. Byłby wykrzyknik na końcu poprzedniego zdania, ale zdaję się, że nie jest to zbyt ekscytująca nowina. Jakoś cicho zrobiło się wokół grupy i nawet naprawdę fajna płyta Bel Air w żaden sposób tego nie zmieniła. Offline ma nawet gorszy start, zbierając średnie lub słabe recenzje, i sam bym nawet dołączył do tego niezadowolonego grona, gdybym przestał słuchać Guano Apes przez opinie innych. Offline to chyba najbardziej przebojowa płyta zespołu i nie znaczy to wcale, że Sandra i spółka sprzedali swoje instrumenty w lombardzie i robią teraz komputerowe bity. Wciąż jest moc i okazjonalne sprzężenie, Sandra jednak porzuciła na dobre krzyki, a i produkcja jest bardziej ułagodzona i klarowna. Krążek nadaje się idealnie do radia i jeśli macie ochotę na właśnie takie rockowe granie, to trafiliście w dobre miejsce. Bardzo fajna, lecz mało zobowiązująca płyta.

środa, 20 sierpnia 2014

Odkrycie dnia: Grace Mitchell


Grace ma dopiero 16 lat, a już słychać w jej piosenkach dojrzałość, która może sprawić, że będzie niedługo kolejnym znaczącym nazwiskiem na scenie pop. Utwór "Broken Over You' ma w sobie emocjonalny wokalny, chwytliwy refren oraz klimatyczną warstwę muzyczną. Ja jestem kupiony i nawet się już nie wstydzę, że to kolejny raz jak polecam żeński pop na łamach Divorce the Music.

Posłuchajcie także covery "Maneater" nagranego na potrzeby filmu Sekretne Życie Waltera Mitty:


wtorek, 19 sierpnia 2014

Odkrycie dnia: Shannon Saunders

Zaczyna się dość przeciętnie na modłe ckliwych popowych ballad, ale kompozycja szybko nabiera głębi. Shannon Saunders zdobyła renomę nagrywając covery piosenek gwiazd i przyszedł czas, by pokazała, co sama ma do zaoferowania. Usłyszałem tą piosenkę dopiero dzisiaj i uważam, że dziewczyna radzi sobie całkiem nieźle i "Atlas" jest zdecydowanie utworem wartym polecenia. A więc jeśli lubicie ambitniejsze oblicze popu, które ostatnimi czasy rządzi niepodzielnie na moim spotify'ju, poświęćcie te parę minut.

Jeśli macie ochotę na więcej, sprawdźcie jak Shannon radzi sobie w utworach innych artystów:

wtorek, 12 sierpnia 2014

Odkrycie dnia: Bruised Skies

Ostatnimi czasy za sprawą spotify i ulubionych internetowych portali mam ogromną przyjemność odkrywać ciekawe projekty muzyczne praktycznie każdego dnia. Nie pozostaje mi nic innego jak podzielić się nimi na łamach DTM. Wydaje się to dobrym pomysłem zwłaszcza w obliczu mojej aktywności na blogu w ostatnich miesiącach, która trzeba przyznać jest bardzo sporadyczna. A więc przygotujcie się na większą dawkę muzycznych propozycji w najbliższych miesiącach. Mam nadzieję, że coś z tego przypadnie i wam do gustu. Na pierwszy ogień idzie niesamowicie klimatyczna muzyka z kategorii chillout - Bruised Skies. Sprawdźcie też utwór "Ursa".

środa, 6 sierpnia 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Eliot Sumner (I Blame Coco)

Trochę czasu już minęło od czasów debiutu I Blame Coco, pod którą to nazwą kryła się Eliot Sumner. Nie będę kłamał, że jakoś przesadnie tęskniłem, bo mimo, że pierwsze wydawnictwo artystki przypadło mi do gustu, to w porównaniu do wczesnych nagrań demo było lekkim zawodem. Eliot porzuciła na dobre inspiracje reggae obecne we wczesnych wersjach utworów i zbyt cukierkową popową produkcje z The Constant. W zamian dostajemy muzykę z silnym naciskiem na rytm bardzo przypominającą mi to, co teraz tworzy White Lies. Na razie mamy tylko EPkę Information, ale najprawdopodobniej zamieni się to w pełnometrażowy album w najbliższej przyszłości.

środa, 30 lipca 2014

Sharon Van Etten "Every Time The Sun Comes Up"


Krótko i na temat: La Roux, Sharon Van Etten, Meg Myers

La Roux poważnie nadwyrężyła naszą cierpliwość, ale nareszcie mamy okazję posłuchać jej nowego wydawnictwa i wszystko idzie w zapomnienie. Miałem obawy, że Ellie Jackson będzie kolejną synth popową gwiazdą, która odejdzie w zapomnienie po jednym albumie, ale Trouble In Paradise jest kolejnym triumfem, mniej mainstreamowym, a bardziej artystycznym. La Roux poszerzyło swoje horyzonty i jeszcze bardziej zanurzyło się w ejtisowe źródła inspiracji. Jest mnóstwo emocji, często słodko-gorzkich, jest wielowarstwowość i dobre melodie. Czego chcieć więcej?


Po pierwsze bardzo trafiona okładka mówiąca o tej muzyce więcej niż setki recenzji. Ostatnio w konwencji singer/songwriter podobała mi się tak bardzo tylko płyta Julii Holter z zeszłego roku. Sharon Van Etten porusza się w podobnych rejonach melancholii, ale więcej w jej muzyce pogody ducha i optymizmu. Tak jak dyktuje okładka warto sięgnąć po ten album w trakcie samotnej podróży autem, tylko uważajcie żeby za bardzo nie zagłębić się w swoich myślach, bo może być to wasza ostatnia płyta. Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko, żeby "Are We There" było ostatnią płytą, jaką przesłucham, byleby to było w mniej gwałtownych okolicznościach. Przepiękne dzieło.

Pozostajemy na terytorium kobiet. Meg Myers to moje małe odkrycie 2014 roku. Jej EP Make A Shadow to wybuchowa mieszanka nieokiełznanych emocji. Meg potrafi w jednym utworze uwieść delikatnymi melodiami i potężnie się wydrzeć. Sama artystka to z twarzy niewinna istotka, ale widać patrząc na jej teledyski, że w głębi duszy jest dzika i niepohamowana. To wszystko ukazuje na swojej najnowszej płycie krótkogrającej. Posłuchajcie tylko "Heart Heart Head" z rozdzierającymi krzykami w finale, czy stojącemu mu w opozycji "The Morning After", który z kolei jest esencją delikatności. Moim ulubieńcem pozostaje jednak uwodzicielski "Desire", który przypomina mi najlepsze czasy Alanis Morissette.

Premiery sierpnia

He is Legend Heavy Fruit (19 sierpnia)
Opeth Pale Communion (26 sierpnia)
Slaine The Kings Of Everything Else (19 sierpnia)
Royal Blood Royal Blood (25 sierpnia)
DragonForce Maximum Overload (18 sierpnia)
Nachtmystium The World We Left Behind (5 sierpnia)
Godsmack 100hp (5 sierpnia)
Tina Dico Whispers (25 sierpnia)
Solstafir Otta (29 sierpnia)

czwartek, 10 lipca 2014

Linkin Park - The Hunting Party

Jako wieloletni fan Linkin Park nie mogłem sobie odmówić skomentowania The Hunting Party. Zwłaszcza, że grupa chwali się powrotem do swoich korzeni, czyli generalnie muzyki znacznie ostrzejszej niż to, co LP zaoferowali na 3 poprzednich płytach. Ile w tym prawdy? A całkiem sporo.

The Hunting Party to album zdecydowanie gitarowy, elektroniczne smaczki zostały ograniczone do minimum, co może dziwić zwłaszcza, że znakiem firmowym zespołu zawsze było mieszanie rocka z hip hopem i elektroniką. Pod tym względem najnowszy krążek przypomina mi Minutes To Midnight, które także stworzone zostało w duchu muzyki bardziej organicznej. The Hunting Party potrzebuje trochę uwagi i cierpliwości, żeby naprawdę zyskać w naszych uszach, produkcja jest dość kontrowersyjna. Muzyka brzmi w większości przypadków garażowo ("Guilty All The Same", czy "War"), za często niedobory wokalne Chestera ukryte są pod nieznośną warstwą efektów wokalnych, co w utworze "Keys To Kingdom" wręcz boli. Innym razem produkcja daje utworom dużo powietrza, co dobrze wpływa na ich odbiór. Mamy tu więc dziwną niespójność.

Kompozycyjnie jest tu naprawdę dużo fajnych melodii i dobrego grania, brakuję mi jednak utworu, który w jakiś sposób wyszedłby przed szereg i mnie pochłonął. Chyba "Rebellion" z udziałem Dariona Malakiana i "Final Masquerade" są najbliżej tego wyczynu. "War" pokazuje nam Linkin Park w najostrzejszej odsłonie, a  "A Line In The Sand" ich bardziej złożone oblicze, gotowe na eksplorację (choć utwór pod koniec wpada w pułapkę powtarzalności). Nawet zabrakło tutaj przesłodzonych ballad, te które dostaliśmy mają odpowiednią rockową siłę i nie ma mowy o zbędnych ckliwościach. The Hunting Party w ogólnym rozrachunku jest zdecydowanie lepszym albumem niż Living Things, niemniej jednak nie uchwycił dawnej chwały zespołu. Cieszy jednak to, że zespół ma w sobie jeszcze talent do tworzenia mocniejszych utworów, nawet jeśli ich motywacją był występ na festiwalu Download czy melancholia związania z 14-leciem wydania Hybrid Theory.

4/5

niedziela, 6 lipca 2014

Najlepsze utwory pierwszej połowy 2014

Nie należę do osób, które słuchają w kółko tych samych utworów. Potrzebuję ciągle odkrywać nowe zespoły. Czasami właśnie przez to nie poświęcam płytom należytej im uwagi, ale żyjemy w epoce gdzie wszystko jest tak łatwo dostępne, tak łatwo przychodzi nam wchłanianie i zapominanie, że trudno się oddać jednej rzeczy. Kiedy już damy się wchłonąć w wir konsumpcji, nie ma ucieczki. 2014 rok przyniósł jednak sporą liczbę utworów, które sprawiły, że miałem ogromne trudności z przełączeniem ich na mojej plejliście. Może wynikło to ze zmiany w moim podejściu do słuchania pojedynczych utworów wyjętych z ram tak ważnej dla mnie formy albumu. Jednak z całą pewnością to wartość artystyczna tych utworów zasługuję na największe wyróżnienie.



10. Cunninlynguists - The Format (feat. Masta Ace, Mr. SOS)

Każda kolejna płyta Cunninlynguists jest zawsze wielkim wydarzeniem, a ich ponowna kolaboracja z Masta Acem to mokry sen każdego fana hip hopu. Esencja rapu.

9. The Jezabels - Beat To Beat

Co szczególnie mnie urzekło w tej kompozycji to przesiąknięty klimatem lat 80. tych refren. Świetne użycie syntezatorów.

8. Mastodon - The Motherload

Najnowsza płyta Mastodon z każdym kolejnym przesłuchaniem przekonuje mnie, że ta grupa nie zna żadnych granic. Utwór "The Motherload" to popis wokalny perkusisty zespołu, który w refrenie wspina się na wyżyny swoich możliwości. Porywający, przebojowy i do tego całkiem niemetalowy refren.

7. S O H N - The Wheel

Mógłbym tu umieścić prawie każdy utwór z albumu Tremors, ale to "The Wheel" najbardziej mnie do siebie przekonał. Od początku do końca świetnie zaśpiewany i skomponowany utwór.

6. Röyksopp & Robyn - Every Little Thing


Wspólne dziecko producenckiego duo Röyksopp i szwedzkiej piosenkarki Robyn to dzieło niemalże idealne. Przepełnione wciągającymi elektronicznymi kompozycjami. Wybór był ciężki, ale wybrałem "Every Little Thing" ze względu na urzekający klimat. Oby nie skończyło się na jednej EPce.

5. Katy B - Crying For No Reason


Dawno nikt nie tworzył tak pięknych utworów w muzyce dance. Jedna z najpiękniejszych ballad 2014.

4. Killer Be Killed - Wings Of Feather And Wax


Same nazwiska muzyków udzielających się w projekcie Killer Be Killed dałyby im miejsce na tej liście. Panowie jednak uznali, że to za mało i stworzyli kawałek, który już jest metalowym hitem. Trzech znakomitych metalowych wokalistów rozkłada nas na części pierwsze swoimi popisami w tym ultra-przebojowym utworze.

3. Kyla La Grange - The Knife


Kyla La Grange długo się musiała naczekać, żebym zabrał się za jej debiutancką płytą, a udało jej się mnie wreszcie do siebie przekonać tą czarującą dawką muzyki. "The Knife" najpierw urzeka użyciem steel drum, które od razu przynosi z kojarzenia z grupą The Knife (sic!). Im dłużej jednak słucham utworu La Grange, tym mniej części wspólnych ze szwedzkim zespołem jestem w stanie znaleźć. "The Knife" to idealna piosenka na lato przenosząca słuchacza w tropikalne rejony, jednak trudno powiedzieć, żeby była to piosenka poprawiająca humor, ponieważ niesie w sobie duże pokłady smutku.

2. Twin Shadow - To The Top

Najnowszy singiel Twin Shadow sprawia tylko, że moje i tak już wygórowane nadzieje względem jego nadchodzącego albumu rosną. "To The Top" sprawia, że cofamy się do lat 80. tych i mamy wrażenie jakbyśmy słuchali najlepszego utworu jaki w tamtych latach powstał.

1. Fractures - Won't Win

"Won't Win' to jedna z tych kompozycji, która mogłaby zabrzmieć w filmie i sprawić, że scena, w której się pojawia staje się kultowa. Właśnie taki ładunek emocjonalny we mnie imploduje za każdym razem jak slucham tego utworu. Największe odkrycie roku 2014.

niedziela, 15 czerwca 2014

Winger - Better Days Comin'

Hard rock wiecznie żywy! Taką konkluzje przynosi słuchanie najnowszego albumu Winger. Po flircie z nowoczesnym brzmieniem przy okazji IV, amerykański zespół powrócił do brzmienia z którego jest najlepiej znany następnym krążkiem, który trzeba przyznać był on naprawdę niezły. Better Days Comin' zdaje się jednak być bardziej spójnym dziełem. Od początku do końca jest to klasyczny album hard rockowy lat 80. z elementami AOR-u. Mamy tutaj pełną paletę rockowych dobroci, pędzący na złamanie karku "Rat Race", który przywołuje mi na myśl wizję motocyklisty przemierzającego bezkresne amerykańskie drogi., funkujący (za sprawą świetnej partii basu) "Better Days Comin'", który jest ucztą dla uszu, czy metalizujący "Storm In Me".
Ostatnimi czasy co raz trudniej o dobre rockowe ballady, te które aktualnie powstają zbytnio opierają się na ckliwych motywach i do bólu ogranych schematach. Na całe szczęście Winger nie wpada w tę pułapkę. Dlatego też stworzyli utwór 'Ever Wonder', który w żaden sposób nie wymyka sie schematom na rockową balladę, ale nie przekracza też granicy między pięknem, a kiczem. Nie sili się on też na wszechobecny w takich kompozycjach patos. Zaraz po zwolnieniu tempa dostajemy kolejnego rockera. "So Long China" charakteryzuje się znakomitym refrenem, który wręcz porywa słuchacza. Oczywiście na albumie znajduje się znacznie więcej świetnych utworów i dlatego też tak cieszę, że przyszło mi zostać fanem Winger i móc słuchać ich niezmiennie świetnej muzyki.

4/5

Krótko i na temat: Brody Dalle, Atmosphere, Lily Allen

Liderka punkowego The Distillers i nieodżałowanego ( przeze mnie) Spinnerette powraca pod własnym nazwiskiem. Płyta Diploid Love to dzieło ambitne i wielowymiarowe. Artystka nie boi się mieszania punkowych wibracji z flamenco, śmiało wkracza też w rejony alternatywnego rocka. Wokalnie chyba nigdy nie było u niej tak dobrze. Nie jest to album tak przebojowy jak debiut Spinnerette, który zaliczam do swoich ulubionych płyt, ale przewyższa go artystycznie. Wymaga tym samym od słuchacza znacznie więcej i więcej dostajemy w zamian.

Przyznam szczerze, że obawiałem się tego albumu. Poprzedni krążek grupy był dość przytłaczający tematycznie (Atmosphere nigdy nie stroni od trudnych tematów) i muzycznie, a Southsiders zanosiło się na powtórkę z rozrywki. Ponadto w przypadku grupy z tak charakterystycznym stylem łatwo jest popaść w autoplagiat. Na całe szczęście najnowsza propozycja grupy z Minnesoty to miłe zaskoczenie. Southsiders brzmi zaskakująco świeżo, duża w tym zasługa świetnego doboru sampli i ciekawych rozwiązań muzycznych. Ant spisał się w tej kwestii na medal i produkcję zaliczam jako najlepszy punkt tej muzycznej podróży. Kto ceni sobie rap Sluga, nie będzie zawiedziony, ci którzy nie lubią jego flow, zdania nie zmienią. Warto posłuchać tego albumu w całości, bo single urwane z kontekstu dają złudny obraz nowej muzyki Atmosphere, zwłaszcza utwór "Kanye West".
Jeżeli zamiarem Allen było nagrać album na wzór tego co znajduje się w pierwszej dziesiątce hitów MTV, to odniosła sukces, choć tylko częściowy, bo kiedy artystka, która jeszcze parę lat temu potrafiła tchnąć życie w podupadający gatunek pop zaczyna być częścią problemu, to mamy poważne powody do obaw. Sheezus jest albumem o dwóch twarzach, jedna prezentuje jednowymiarowy produkcyjnie pop celujący do masowego odbiorcy, który opiera swoje gusta tylko i wyłącznie o radio i telewizje, a druga puszcza oczko do fanów talentu Lily. Ta druga, która utrzymuje to wydawnictwo na poziomie, czaruje nas przepięknym coverem Keane "Somewhere Only We Know", w "Life For Me" zaprasza nas w tropikalnie rejony, a i nie boi się też flirtować z R'n'b w "Close Your Eyes". Nawet eksperyment z dubstepem w "URL Badman" brzmi zaskakująco naturalnie i Allenowsko. Dalej jest już trochę gorzej, Sheezus słucha się dobrze, bo jest to muzyka miła dla ucha, ale wiem, że większość z tych kompozycji nigdy nie utknie mi w uszach i nie liczę na zbyt częste do tej płyty powrotu. Lily Allen ponoć była naciskana przez wytwórnie, ale artystka, która w jednym ze swoich utworów naśmiewa się z biznesu muzycznego i pustych gwiazdek go okupujących nie powinna tak łatwo ulegać wpływom innych. Sheezus nie jest albumem, którego wszyscy oczekiwali, ale zawiera przebłyski talentu Allen i warto dla nich poświęcić mu parę chwil.

sobota, 31 maja 2014

Premiery Czerwca

Vader Tibi Et Igni (2 czerwca)
Lana Del Rey Ultraviolence (17 czerwca)
Septicflesh Titan (20 czerwca)
Linkin Park The Hunting Party (17 czerwca)
Anathema Distant Satellites(6 czerwca)
Jack White Lazaretto (9 czerwca)
Guano Apes Offline (3 czerwca)
Kruk Before (9 czerwca)
Mastodon Once More Round The Sun (26 czerwca)
Voyager V (2 czerwca)
Clean Bandit New Eyes (2 czerwca)
Uriah Heep Outsider (6 czerwca)
Rival Sons Great Western Valkyrie (9 czerwca)
Perfect Dadadam (9 czerwca)
Corruption Devil's Share (9 czerwca)

Zapowiada się chyba najlepszy miesiąc tego roku!!!

poniedziałek, 26 maja 2014

Zachętka


Krótko i na temat: Curren$y, Virgin Snatch, SOHN

Dawno już zdążyłem stracić cierpliwość do Curren$y'ego. Głównie dlatego, że nie lubię przesytu, a wydawanie 2, a czasem nawet 3 płyt rocznie to drobna przesada, zwłaszcza kiedy wydawnictwa te nie trzymają zbyt wysokiego poziomu. Na całe szczęście The Drive-In Theatre to wielki powrót do formy z czasów Pilot Talk. Mimo, że album nie wyróżnia się zbytnio na tle innych krążków artysty - mamy tutaj ten sam charakterystyczny leniwy flow i klimatyczne podkłady - to może przez tematykę nabiera świeżości. Podkłady brzmią tutaj niezwykle filmowo i nie mam tu na myśli smyczków i bombastycznych orkiestracji, a raczej wyjęty rodem z filmów lat 80. i 90. jazz. Spitta składa tutaj hołd kinematografii z takimi tytułami jak "Godfather Four" (jeden z najmocniejszych utworów), czy "E.T" i "The Usual Suspects". Dzięki kombinacji znakomicie dobranej muzyki, jak zwykle hipnotyzującemu flow Spitty oraz gościom takim jak Action Bronson, B-Real, Freddie Gibbs i wielu więcej mamy przejemność posłuchać Curren$y na najwyższym poziomie.

Nie czekałem na nowy album Virgin Snatch. Szczerze mówiąc minęło tyle lat od Act Of Grace (2008), że zdążyłem prawie o zespole zapomnieć. Okazuje się, że był to błąd. Virgin Snatch wraca silniejsze niż kiedykolwiek, pełne wściekłości i piekielnie dobrych melodii, a i nie zabrakło obowiązkowej ballady, która roztopi serca miłośników emocjonalnych solówek. Nowoczesny metal na światowym poziomie. Pretendent do miana albumu roku.

Już jakiś czas temu przestałem się nabierać na kolejne nadzieje gatunku promowane przez zagraniczne media muzyczne, jak NME czy Pitchfork. SOHN jednak cieszy się większą estymą wśród słuchaczy niż krytyków, co jest dość ciekawe, ponieważ wpisuje się stylistycznie w lukę pomiędzy Jamesem Blake'iem, a Jamiem Woonem. Debiutancki album Tremors może nie porywa jak dzieło Woona, a do wątpliwej eksperymentalności Blake'a też trochę brakuje, ale mimo wszystko płyty słucha się świetnie i potrafi nie raz pozytywnie zaskoczyć. Kto powiedział, że debiut musi być zawsze objawieniem? Wielu artystów z płyty na płytę staję się lepszymi muzykami i tak właśnie powinno być, a nie odwrotnie. Mam nadzieję, że SOHN pójdzie za ciosem, bo jak na razie jest moim małym odkryciem roku i nie mogę przestać powierzać mu swoich uszu.

środa, 14 maja 2014

Pierwszy odsłuch! Nie gadaj!

Nie spodziewałem się wiele po najnowszym krążku Eels, już Wonderful, Glorious trzymał się ostatkami sił cząstek mojej uwagi. Zmusiłem się w końcu do polubienia go w stopniu znośnym, ale nie planuję do niego zbyt częstych powrotów. Obawiam się, że z The Cautionary Tales Of Mark Oliver Everett będzie podobnie. Zdaję sobie sprawę, że wrażenia z pierwszego odsłuchu nie są raczej wiarygodnym źródłem, ale zazwyczaj przepełnione są niezbędną dozą krytyki i szczerością, bo jak już polubimy trochę jakieś wydawnictwo to staramy się za wszelką cenę być obiektywni i zbytnio dzieła nie zdyskretytować. 11 studyjny album Węgorzy to zbiór bolesnych historii z życia Everetta. Artysta nie pożałował ze szczerością i podobno trzyma się brzydkich faktów, a album ma być swego rodzaju przestrogą. Gdyby to był pierwszy mój kontakt z muzyką Eels ta przestroga z pewnością by zadziałała... i już nigdy bym po album tej grupy nie sięgnął. Na tej płycie najzwyczajniej niewiele się dzieje, kompozycje są do siebie dość ponowne w wydźwięku jak i klimacie. Przydałby się jakiś utwór, który rozruszałby trochę zaspane ciało, albo chociaż jakaś potężniejsza dawka emocji, bo o dziwo tego mi tutaj trochę brakuje. Jestem pewny, że z czasem dostrzegę w niektórych z tych piosenek pierwiastek piękna, ale jak na razie wydaje mi się, że to najmniej różnorodny album artysty ( z pięciu, które słyszałem) i nawet jeśli kiedyś go choć trochę polubię, to Eels ma w zanadrzu znacznie lepsze płyty i The Cautionary Tales Of... nie wnosi nic do dyskografii grupy. Najlepszym podsumowaniem do moich pierwszych wrażeń będzie ten wers z utwóru "Agatha Chang": But I know it's just a song/And you're probably long gone.

wtorek, 13 maja 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: La Roux

Nareszcie, po prawie 5 latach powraca jedna z największych muzycznych sensacji roku 2009. La Roux, w której powrót przestawałem powoli wierzyć wkładając ją tym samym w szufladkę z napisem "sensacje jednej płyty", na lipiec zaplanowała premierę swojego drugiego albumu Trouble In Paradise. Piosenka promująca wydawnictwo w pewien sposób potwierdza, że La Roux nie jest artystką formowaną przez okoliczności i trendy. "Let Me Down Gently" brzmi jakby te długie lata oczekiwania wcale nie minęły, charakterystyczny głos Elly nadaje kompozycji znajome wibracje. Muzyka wydaje się być mniej krzykliwa, jednak trudno zgadnąć jak ma się to do całego krążka. Poczekamy, usłyszymy.

niedziela, 11 maja 2014

Killer Be Killed "Wings of Feather and Wax" + "Face Down"

Grupa Killer Be Killed, która z pewnością zasługuje na przedrostek "super" wydała 9 maja imienny album. Jak na razie jest to z pewnością najlepszy album maja, a przyszłość pokaże jak sobie poradzi w rankingu rocznym. Max Cavalera (Sepultura, Soulfly), Greg Pusciato (The Dillinger Escape plan), Troy Sanders (Mastodon), oraz Dave Elitch (ex-The Mars Volta) to nazwiska, które wypowiedziane osobno znaczą wiele w metalowym świecie, a pojawienie się ich w składzie jednego zespołu to niewątpliwie ziszczenie marzeń niejednego fana tego gatunku. To co udało się stworzyć, to świetnie wyważona mieszanka inspiracji czterech członków. W otwierającym album "Wings of Feather and Wax" jest to najbardziej wyraźne. Można w tej kompozycji bowiem usłyszeć harmonie wokalne rodem z albumów Mastodon, szaleńcze krzyki Pusciato, oraz w środkowej części utworu, opętańczy growl Maxa, który tak dobrze znamy z płyt Soulfly, a nie wspomniałem jeszcze jak przebojowy jest ten utwór. Podoba mi się, że na przestrzeni tych 11 kompozycji każdy z wokalistów ma szansę zabłysnąć, co sprawia, że jest to bardzo różnorodne wydawnictwo. Nie mamy do czynienia tylko i wyłącznie z brutalnymi ciosami, są na Killer... również momenty niezwykle atmosferyczne jak wieńczący całość "Forbidden Fire". Zabrakło może tu miejsca na łamanie schematów i innowacyjności, jednak nagrane utwory to najwyższa półka jeśli chodzi o muzykę metalową. Fani kwartetu z pewnością już to wydawnictwo posiadają, ci których ominęła wieść o Killer Be Killed muszą natychmiast nadrobić zaległości.

środa, 30 kwietnia 2014

Krótko i na temat: Gazpacho, Cunninlynguists

Gazpacho zawsze było zespołem, ktory stawiał na nastrój. Muzyczne światy tworzone przez Norwegów autentycznie wciągają i pobudzają wyobraźnie. Wielu recenzentów opisuję Demon jako album, który idealnie nadaję się na ścieżkę dźwiękową nieistniejącego filmu. Ja posunąłbym się nieco dalej, bowiem Demon jawi mi się jako baśn opowiedziana poprzez dźwięki i słowa. Nie potrzebujemy tutaj obrazów, historię mamy na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko odrobina wyobraźni i cierpliwości, a ujrzymy ją w pełnej okazałości. Najpiękniejsze jest to, że każdy słuchacz zobaczy zupełnie inną opowieść. Muszę przyznać, że żaden krążek zespołu od czasu Tick Tock nie wciągnął mnie tak bardzo. Przetwarzam już tą muzykę po raz enty i wciąż odkrywam w niej nowe rzeczy. Nie mogę przez to przestać jej słuchać, bo wiem, że przy kolejnym spotkaniu zdarzy się coś nowego. Wspaniała rzecz.
Nie będę nikomu oczu mydlić, Cunninlynguists jest jednym z moich ulubionych zespołów i zawsze będę jego względem stronniczy. Dzięki tej grupie moje muzyczne horyzonty ponownie się poszerzyły i odkryłem zupełnie nieznane mi światy. Trzecia część Dzwinej Podróży równie dobrze mogłaby być standardowym albumem Kno i spółki. Seria Strange Journey przyzwyczaiła nas do luźnych krążków o charakterze mixtape'ów. Najnowsza propozycja Cunnin zdaję się jednak całkowicie od tego schematu odbiegać, bowiem mamy jasno nakreślony koncept, a cały krążek wypełniony jest całkowicie nowymi utworami na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Ten wysoki poziom artystyczny to jednak obosieczny miecz, ponieważ po wyśmienitym Oneirology, które eksplorowało nowe rejony dla raperów wymagania fanów wzrosły do niemożliwych do osiągnięcia rejonów. Osobiście mam dziwny dylemat, mianowicie uważam album Strange Journey Volume Three za znakomity krążek z paroma utworami, które staną się na pewno klasykami Cunninlynguists, świetną produkcja, przemyślanymi i metaforycznymi tekstami, które będę musiał analizować jeszcze przez długi czas, aby w pełni je zrozumieć, a także dużą różnorodnością. Niestety coś hamuje mnie przed pokochaniem tej płyty tak jak pokochałem poprzednie dzieła Cunninlynguists, ale to już tylko moje osobiste odczucia. Każdy fan hip hopu powinien sięgnąć po Strange Journey Volume Three i zobaczyć jak powinno się robić rap w 2014 roku. Dodam jeszcze, że ilość gości i ich status w rapie jest wręcz przytłaczający.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

WAMI, czyli spełnienie marzeń

Młody polski gitarzysta (16 lat) Iggy Gwadera znany z grupy Anti Tank Nun, w której udzielał się Titus spełnia właśnie chyba swoje największe marzenie. Muszę przyznać, że pierwszy raz słyszę o projekcie WAMI (White/Appice/Mendoza/Iggy), tym bardziej jestem wstrząśnięty faktem, że Iggy nagrał właśnie płytę z legendami hard rocka, do tego gra w niej główne skrzypce. Niesamowite! W utworze "Guardian Of Your Heart" mamy jeszcze jeden polski akcent, a mianowicie udział wokalny Piotrka Cugowskiego (niestety tylko na polskiej edycji albumu), który dzielnie sobie poczyna w wokalnym duecie z jednym z najlepszych głosów muzyki rockowej. Kompozycja to typowa rockowa ballada, która raczej niczego nowego w tym temacie nie prezentuje, ale miło się ją słucha.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Premiery maja

Lily Allen Sheezus (5 maja)
Tori Amos Unrepentant Geraldlines (13 maja)
Down Down IV - Part Two (13 maja)
Guano Apes Offline (2 maja)
Roisin Murphy Mi Senti (28 maja)
The Roots And Then You Shoot Your Cousin (13 maja)
Spinache Spinache (17 maja)
Misery Index The Killing Gods (23 maja)
Black Stone Cherry Magic Mountain (6 maja)
SBTRKT Transitions EP (5 maja)
Killer Be Killed Killer Be Killed (9 maja)
The Black Keys Turn Blue (12 maja)
Chromeo White Women (12 maja)
Archive Axiom (26 maja)
Vader Tibi Et Igni (30 maja)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Say Lou Lou

Jedna z nadziei roku 2014. Siostry tworzą klimatyczny electro pop, który idealnie trafia w rytm moich bębenków słuchowych. Debiutancka płyta wkrótce.

Koniecznie posłuchajcie też:

piątek, 18 kwietnia 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Once More Round The Sun

Coraz większymi krokami zbliża się premiera najnowszego dzieła Mastodon. Album zatytułowany Once More Round The Sun nie ma jeszcze oficjalnej premiery, ale możemy już usłyszeć jego pierwszy singiel. "High Road" to kompozycja przesączona stylem Mastodon, brzmienie przypomina kultowy już krążek Leviathan, a refren eksploruje nowe dla grupy terytorium. Czy 2014 będzie rokiem Mastodon?

środa, 16 kwietnia 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Septicflesh

Nareszcie doczekaliśmy się pierwszego singla z długo już zapowiadanej nowej płyty Septicflesh. Kompozycja "Order Of Dracul" znajdzie się na krążku Titan, który swoją premierę ma zaplanowaną na 24 czerwca. Na razie pozostaję sceptyczny, ale mam nadzieję, że Titan będzie na równym poziomie, co wyśmienity The Great Mass z 2011 roku.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Krótko i na temat: Bovine, Scott Stapp

Jeśli uważacie, że Mastodon przestali istnieć po Leviathanie, a Baroness przesadzili z ułagodzeniem swojej muzyki, mam dla was coś, co uleczy wasze zranione serca. Brytyjski Bovine swoim albumem The Sun Never Sets On The British Empire udanie łączy sludge wczesnego Mastodon z nieokrzesaniem brzmieniowym Baroness z Czerwonego albumu, dorzuca do tego swoją wariację na temat rockowej alternatywy spod znaku Queens Of The Stone Age i Alice In Chains. Powstała dzięki temu mikstura to spełnienie marzeń kogoś kto szuka w muzyce zapamiętywalnych riffów, organicznego brudu, miażdzącej perkusyjnej kanonady, błyskotliwej ponadgatunkowości i melodyjnego sznytu. Tak łatwo było polec podejmując się nagrywania tego albumu, a jednak Bovine wyszli z tego zwycięsko i trafiają dzięki temu do grona moich największych nadziei w muzyce rockowej.

Nie oczekiwałem wiele od tego krążka i trudno powiedzieć dlaczego się na niego skusiłem. Może z powodu łatwego dostępu do niego jaki oferuje Spotify. W każdym razie nie żałuje, że poświęciłem te kilkadziesiąt minut, by w rezultacie oddać Proof Of Life wiele godzin. Słuchając tego albumu ani przez moment nie chcę usłyszeć nowego albumu Creed. Scott Stapp brzmi tutaj świetnie i nie szkodzi, że muzyka na tym krążku jest łagodniejsza niż dokonania jego macierzystego zespołu, jest też bardziej różnorodna. Dużo na Proof Of Life balladowych utworów i dla niektórych pewnie nieznośnie pretensjonalnego wychwalania w nich życia. Druga solowa płyta Scotta, mimo ciężkich i tak osobistych dla autora tematów, ma wydźwięk bardzo pozytywny. Zawsze po wysłuchaniu jej czuję się lepiej i z wielką chęcią wyśpiewuje kolejne linijki tekstów wraz z Amerykaninem. Muzycznie po płycie możecie się oczywiście spodziewać typowego rocka na amerykańską modłę ze śladowymi odniesieniami do bluesa ("Hit Me More").

piątek, 11 kwietnia 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: Linkin Park

Linkin Park zdradzili tytuł nowego albumu studyjnego. Szósty krążek grupy zatytułowany The Hunting Party ukaże się na rynku 17 czerwca. Grupa zapowiada znacznie ostrzejsze dźwięki niż na paru poprzednich wydawnictwach, zbliżone nawet do muzyki thrash metalowej, co osobiście wydaje mi się dość naciągane. Pierwszy singiel "Guilty All The Same" zdaje się jednak potwierdzać te słowa, utwór ma niemal garażowe brzmienie i jest najostrzejszą kompozycją grupy od lat, jeśli nie w ogóle. Tylko gościnny występ Rakima przypomina o rapowych inspiracjach Linkin Park. Utwór do wysłuchania poniżej:

Słuchając tego utwory jestem pozytywnej myśli i oczekuje solidnej porcji metalowego łojenia. Muszę jednak przyznać, że to chyba najgorszy teledysk grupy. Okładkę płyty tym razem stworzył Noisey.


czwartek, 10 kwietnia 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: The Roots

Hip hopowa grupa The Roots planuje wydać 13 maja nową płytę zatytułowaną And Then You Shoot Your Cousin. Utworu "When The People Cheer", ktory promuje to wydawnictwo, można posłuchać tutaj. Grupa ponownie nie zawodzi.