sobota, 31 maja 2014

Premiery Czerwca

Vader Tibi Et Igni (2 czerwca)
Lana Del Rey Ultraviolence (17 czerwca)
Septicflesh Titan (20 czerwca)
Linkin Park The Hunting Party (17 czerwca)
Anathema Distant Satellites(6 czerwca)
Jack White Lazaretto (9 czerwca)
Guano Apes Offline (3 czerwca)
Kruk Before (9 czerwca)
Mastodon Once More Round The Sun (26 czerwca)
Voyager V (2 czerwca)
Clean Bandit New Eyes (2 czerwca)
Uriah Heep Outsider (6 czerwca)
Rival Sons Great Western Valkyrie (9 czerwca)
Perfect Dadadam (9 czerwca)
Corruption Devil's Share (9 czerwca)

Zapowiada się chyba najlepszy miesiąc tego roku!!!

poniedziałek, 26 maja 2014

Zachętka


Krótko i na temat: Curren$y, Virgin Snatch, SOHN

Dawno już zdążyłem stracić cierpliwość do Curren$y'ego. Głównie dlatego, że nie lubię przesytu, a wydawanie 2, a czasem nawet 3 płyt rocznie to drobna przesada, zwłaszcza kiedy wydawnictwa te nie trzymają zbyt wysokiego poziomu. Na całe szczęście The Drive-In Theatre to wielki powrót do formy z czasów Pilot Talk. Mimo, że album nie wyróżnia się zbytnio na tle innych krążków artysty - mamy tutaj ten sam charakterystyczny leniwy flow i klimatyczne podkłady - to może przez tematykę nabiera świeżości. Podkłady brzmią tutaj niezwykle filmowo i nie mam tu na myśli smyczków i bombastycznych orkiestracji, a raczej wyjęty rodem z filmów lat 80. i 90. jazz. Spitta składa tutaj hołd kinematografii z takimi tytułami jak "Godfather Four" (jeden z najmocniejszych utworów), czy "E.T" i "The Usual Suspects". Dzięki kombinacji znakomicie dobranej muzyki, jak zwykle hipnotyzującemu flow Spitty oraz gościom takim jak Action Bronson, B-Real, Freddie Gibbs i wielu więcej mamy przejemność posłuchać Curren$y na najwyższym poziomie.

Nie czekałem na nowy album Virgin Snatch. Szczerze mówiąc minęło tyle lat od Act Of Grace (2008), że zdążyłem prawie o zespole zapomnieć. Okazuje się, że był to błąd. Virgin Snatch wraca silniejsze niż kiedykolwiek, pełne wściekłości i piekielnie dobrych melodii, a i nie zabrakło obowiązkowej ballady, która roztopi serca miłośników emocjonalnych solówek. Nowoczesny metal na światowym poziomie. Pretendent do miana albumu roku.

Już jakiś czas temu przestałem się nabierać na kolejne nadzieje gatunku promowane przez zagraniczne media muzyczne, jak NME czy Pitchfork. SOHN jednak cieszy się większą estymą wśród słuchaczy niż krytyków, co jest dość ciekawe, ponieważ wpisuje się stylistycznie w lukę pomiędzy Jamesem Blake'iem, a Jamiem Woonem. Debiutancki album Tremors może nie porywa jak dzieło Woona, a do wątpliwej eksperymentalności Blake'a też trochę brakuje, ale mimo wszystko płyty słucha się świetnie i potrafi nie raz pozytywnie zaskoczyć. Kto powiedział, że debiut musi być zawsze objawieniem? Wielu artystów z płyty na płytę staję się lepszymi muzykami i tak właśnie powinno być, a nie odwrotnie. Mam nadzieję, że SOHN pójdzie za ciosem, bo jak na razie jest moim małym odkryciem roku i nie mogę przestać powierzać mu swoich uszu.

środa, 14 maja 2014

Pierwszy odsłuch! Nie gadaj!

Nie spodziewałem się wiele po najnowszym krążku Eels, już Wonderful, Glorious trzymał się ostatkami sił cząstek mojej uwagi. Zmusiłem się w końcu do polubienia go w stopniu znośnym, ale nie planuję do niego zbyt częstych powrotów. Obawiam się, że z The Cautionary Tales Of Mark Oliver Everett będzie podobnie. Zdaję sobie sprawę, że wrażenia z pierwszego odsłuchu nie są raczej wiarygodnym źródłem, ale zazwyczaj przepełnione są niezbędną dozą krytyki i szczerością, bo jak już polubimy trochę jakieś wydawnictwo to staramy się za wszelką cenę być obiektywni i zbytnio dzieła nie zdyskretytować. 11 studyjny album Węgorzy to zbiór bolesnych historii z życia Everetta. Artysta nie pożałował ze szczerością i podobno trzyma się brzydkich faktów, a album ma być swego rodzaju przestrogą. Gdyby to był pierwszy mój kontakt z muzyką Eels ta przestroga z pewnością by zadziałała... i już nigdy bym po album tej grupy nie sięgnął. Na tej płycie najzwyczajniej niewiele się dzieje, kompozycje są do siebie dość ponowne w wydźwięku jak i klimacie. Przydałby się jakiś utwór, który rozruszałby trochę zaspane ciało, albo chociaż jakaś potężniejsza dawka emocji, bo o dziwo tego mi tutaj trochę brakuje. Jestem pewny, że z czasem dostrzegę w niektórych z tych piosenek pierwiastek piękna, ale jak na razie wydaje mi się, że to najmniej różnorodny album artysty ( z pięciu, które słyszałem) i nawet jeśli kiedyś go choć trochę polubię, to Eels ma w zanadrzu znacznie lepsze płyty i The Cautionary Tales Of... nie wnosi nic do dyskografii grupy. Najlepszym podsumowaniem do moich pierwszych wrażeń będzie ten wers z utwóru "Agatha Chang": But I know it's just a song/And you're probably long gone.

wtorek, 13 maja 2014

Przebłyski Przyszłych Płyt: La Roux

Nareszcie, po prawie 5 latach powraca jedna z największych muzycznych sensacji roku 2009. La Roux, w której powrót przestawałem powoli wierzyć wkładając ją tym samym w szufladkę z napisem "sensacje jednej płyty", na lipiec zaplanowała premierę swojego drugiego albumu Trouble In Paradise. Piosenka promująca wydawnictwo w pewien sposób potwierdza, że La Roux nie jest artystką formowaną przez okoliczności i trendy. "Let Me Down Gently" brzmi jakby te długie lata oczekiwania wcale nie minęły, charakterystyczny głos Elly nadaje kompozycji znajome wibracje. Muzyka wydaje się być mniej krzykliwa, jednak trudno zgadnąć jak ma się to do całego krążka. Poczekamy, usłyszymy.

niedziela, 11 maja 2014

Killer Be Killed "Wings of Feather and Wax" + "Face Down"

Grupa Killer Be Killed, która z pewnością zasługuje na przedrostek "super" wydała 9 maja imienny album. Jak na razie jest to z pewnością najlepszy album maja, a przyszłość pokaże jak sobie poradzi w rankingu rocznym. Max Cavalera (Sepultura, Soulfly), Greg Pusciato (The Dillinger Escape plan), Troy Sanders (Mastodon), oraz Dave Elitch (ex-The Mars Volta) to nazwiska, które wypowiedziane osobno znaczą wiele w metalowym świecie, a pojawienie się ich w składzie jednego zespołu to niewątpliwie ziszczenie marzeń niejednego fana tego gatunku. To co udało się stworzyć, to świetnie wyważona mieszanka inspiracji czterech członków. W otwierającym album "Wings of Feather and Wax" jest to najbardziej wyraźne. Można w tej kompozycji bowiem usłyszeć harmonie wokalne rodem z albumów Mastodon, szaleńcze krzyki Pusciato, oraz w środkowej części utworu, opętańczy growl Maxa, który tak dobrze znamy z płyt Soulfly, a nie wspomniałem jeszcze jak przebojowy jest ten utwór. Podoba mi się, że na przestrzeni tych 11 kompozycji każdy z wokalistów ma szansę zabłysnąć, co sprawia, że jest to bardzo różnorodne wydawnictwo. Nie mamy do czynienia tylko i wyłącznie z brutalnymi ciosami, są na Killer... również momenty niezwykle atmosferyczne jak wieńczący całość "Forbidden Fire". Zabrakło może tu miejsca na łamanie schematów i innowacyjności, jednak nagrane utwory to najwyższa półka jeśli chodzi o muzykę metalową. Fani kwartetu z pewnością już to wydawnictwo posiadają, ci których ominęła wieść o Killer Be Killed muszą natychmiast nadrobić zaległości.