niedziela, 15 czerwca 2014

Winger - Better Days Comin'

Hard rock wiecznie żywy! Taką konkluzje przynosi słuchanie najnowszego albumu Winger. Po flircie z nowoczesnym brzmieniem przy okazji IV, amerykański zespół powrócił do brzmienia z którego jest najlepiej znany następnym krążkiem, który trzeba przyznać był on naprawdę niezły. Better Days Comin' zdaje się jednak być bardziej spójnym dziełem. Od początku do końca jest to klasyczny album hard rockowy lat 80. z elementami AOR-u. Mamy tutaj pełną paletę rockowych dobroci, pędzący na złamanie karku "Rat Race", który przywołuje mi na myśl wizję motocyklisty przemierzającego bezkresne amerykańskie drogi., funkujący (za sprawą świetnej partii basu) "Better Days Comin'", który jest ucztą dla uszu, czy metalizujący "Storm In Me".
Ostatnimi czasy co raz trudniej o dobre rockowe ballady, te które aktualnie powstają zbytnio opierają się na ckliwych motywach i do bólu ogranych schematach. Na całe szczęście Winger nie wpada w tę pułapkę. Dlatego też stworzyli utwór 'Ever Wonder', który w żaden sposób nie wymyka sie schematom na rockową balladę, ale nie przekracza też granicy między pięknem, a kiczem. Nie sili się on też na wszechobecny w takich kompozycjach patos. Zaraz po zwolnieniu tempa dostajemy kolejnego rockera. "So Long China" charakteryzuje się znakomitym refrenem, który wręcz porywa słuchacza. Oczywiście na albumie znajduje się znacznie więcej świetnych utworów i dlatego też tak cieszę, że przyszło mi zostać fanem Winger i móc słuchać ich niezmiennie świetnej muzyki.

4/5

Krótko i na temat: Brody Dalle, Atmosphere, Lily Allen

Liderka punkowego The Distillers i nieodżałowanego ( przeze mnie) Spinnerette powraca pod własnym nazwiskiem. Płyta Diploid Love to dzieło ambitne i wielowymiarowe. Artystka nie boi się mieszania punkowych wibracji z flamenco, śmiało wkracza też w rejony alternatywnego rocka. Wokalnie chyba nigdy nie było u niej tak dobrze. Nie jest to album tak przebojowy jak debiut Spinnerette, który zaliczam do swoich ulubionych płyt, ale przewyższa go artystycznie. Wymaga tym samym od słuchacza znacznie więcej i więcej dostajemy w zamian.

Przyznam szczerze, że obawiałem się tego albumu. Poprzedni krążek grupy był dość przytłaczający tematycznie (Atmosphere nigdy nie stroni od trudnych tematów) i muzycznie, a Southsiders zanosiło się na powtórkę z rozrywki. Ponadto w przypadku grupy z tak charakterystycznym stylem łatwo jest popaść w autoplagiat. Na całe szczęście najnowsza propozycja grupy z Minnesoty to miłe zaskoczenie. Southsiders brzmi zaskakująco świeżo, duża w tym zasługa świetnego doboru sampli i ciekawych rozwiązań muzycznych. Ant spisał się w tej kwestii na medal i produkcję zaliczam jako najlepszy punkt tej muzycznej podróży. Kto ceni sobie rap Sluga, nie będzie zawiedziony, ci którzy nie lubią jego flow, zdania nie zmienią. Warto posłuchać tego albumu w całości, bo single urwane z kontekstu dają złudny obraz nowej muzyki Atmosphere, zwłaszcza utwór "Kanye West".
Jeżeli zamiarem Allen było nagrać album na wzór tego co znajduje się w pierwszej dziesiątce hitów MTV, to odniosła sukces, choć tylko częściowy, bo kiedy artystka, która jeszcze parę lat temu potrafiła tchnąć życie w podupadający gatunek pop zaczyna być częścią problemu, to mamy poważne powody do obaw. Sheezus jest albumem o dwóch twarzach, jedna prezentuje jednowymiarowy produkcyjnie pop celujący do masowego odbiorcy, który opiera swoje gusta tylko i wyłącznie o radio i telewizje, a druga puszcza oczko do fanów talentu Lily. Ta druga, która utrzymuje to wydawnictwo na poziomie, czaruje nas przepięknym coverem Keane "Somewhere Only We Know", w "Life For Me" zaprasza nas w tropikalnie rejony, a i nie boi się też flirtować z R'n'b w "Close Your Eyes". Nawet eksperyment z dubstepem w "URL Badman" brzmi zaskakująco naturalnie i Allenowsko. Dalej jest już trochę gorzej, Sheezus słucha się dobrze, bo jest to muzyka miła dla ucha, ale wiem, że większość z tych kompozycji nigdy nie utknie mi w uszach i nie liczę na zbyt częste do tej płyty powrotu. Lily Allen ponoć była naciskana przez wytwórnie, ale artystka, która w jednym ze swoich utworów naśmiewa się z biznesu muzycznego i pustych gwiazdek go okupujących nie powinna tak łatwo ulegać wpływom innych. Sheezus nie jest albumem, którego wszyscy oczekiwali, ale zawiera przebłyski talentu Allen i warto dla nich poświęcić mu parę chwil.