sobota, 28 lutego 2015

Słychać i widać: LoneLady - Electrowerkz, London


Poznałem ją pięć lat temu. Nie pamiętam jak nasze drogi się spotkały. Prawdopodobnie gdzieś o niej przeczytałem. Musiało to być coś pochlebnego. Pomyślałem,"spróbować nie zaszkodzi" i parę chwil później byliśmy razem w moim pokoju. Nie potrzebowaliśmy wielu słów, chwyciło między nami od razu. Mijały dni, tygodnie, a my wciąż byliśmy razem, nienasyceni. A może tak było tylko ze mna? Ona mi po prostu pobłażała widząc moje oczarowanie. Niecierpliwie oczekiwałem kolejnych spotkań, każdego dnia musiałem spędzić z nią co najmniej trzy kwadranse. Nie spodziewałem się, że nastąpi kiedyś dzień, w którym jej zabraknie. Nagle, pewnego dnia zniknęła. Pozostawiła mnie tylko z paroma wspomnieniami i płytą. Nie wiedziałem, co się z nią stało. Nawet zwrócenie się do internetu nie pomogło. Od tamtej chwili minęło sporo czasu, ale wciąż wierzylem w jej powrót.

24 lutego 2015 roku spotkaliśmy się ponownie. Twarzą w twarz, raptem parę metrów od siebie. Cóż za onieśmielające uczucie.Wybrała bardzo dziwne miejsce, a może to ono wybrało ją? W każdym razie było to z pewnością miejsce niezwykle oryginalne. Zamiast ławek i stołów można było odnaleźć tam skrzynie na amunicje, a bar wyglądał jak łódka, która nabrała wody o jeden raz za dużo. W pomieszczeniu było też wiele drzwi, które prowadziły donikąd. Nie tylko ja byłem zbity z tropu. Byli tam inni ludzie, którzy starali się pojąć sens sytuacji i odnaleźć dla siebie miejsce w tym dziwacznym budynku.

Po dłuższej chwili oczekiwania dotarła na miejsce. Miała mi wiele do powiedzenia, dużo się u niej zmieniło, ale pozostała sobą. Zdaję się, że wciąż działa na mnie tak jak 5 lat temu. Nie jestem pewien. Spotkanie było zbyt krótkie. Powspominaliśmy chwilę czas spędzony razem, kiedy się spotkaliśmy po raz pierwszy. Szybko jednak zaczęliśmy budować nową relację, na solidnych fundamentach. Wprowadziła mnie w swój świat pełen namacalnego rytmu. Na swój sposób transowy i uwodzicielsko prosty. Miałem nadzieję, że będzie miała coś nowego do powiedzenia i się nie zawiodłem. Cieszy mnie jej rozwój. Nie przeszkadza mi nawet, że woli przekazywać emocje za pomocą muzyki. Rzadko mówi do mnie za pomocą słów, ale nie stanowi to problemu. akceptuję ją. Przekazała mi w ten sposób, że szykuje dla mnie prezent, ktory sprawi, że będę chciał ponownie spędzać z nią każdy dzień. Nie wiadomo jednak, kiedy go otrzymam.

Była z przyjaciółmi, którzy pomagali jej się ze mną porozumiewać. Nie zwrócilem nawet uwagi, kiedy zaczeliśmy wszyscy tańczyć. Była tak hipnotyzująca. Moje nogi poruszały się jak opętane. Nawet, kiedy odeszła były wciąż niespokojne. Tak, to prawda. Odeszła ponownie, ale tym razem wiem, że wróci. Zostawiła mi dowód, pewnego rodzaju list z obietnicą. List, który w pewien sposób przepowiada przyszłość. Niedługo ponownie otrzymam płytę.



Zdjęcia: Marta "Brookie" Zemanowicz

wtorek, 10 lutego 2015

Przebłyski Przyszlych Płyt: Europe

Kolejny wiekowy zespół zaprezentuje swój nowy album na początku roku. Szwedzi od 2006 mają znakomitą passę udanych płyt. Ich dziesiąty już krążek zatytułowany War of kings ukaże się już w marcu. Tymczasem posłuchajcie tytułowego utworu.

niedziela, 8 lutego 2015

Przebłyski Przyszłych Plyt: Scorpions

Mimo, że grupa miała zakończyć karierę albumem Sting in the Tail, mamy właśnie przyjemność słuchać singla promującego kolejną płytę niemieckiego giganta. Scorpions nigdy nie spadli poniżej pewnego poziomu, więc jestem pewien, że ich najnowsze dzieło nie jest tylko skokiem na kasę, a przejawem nigdy niesłabnącej miłości do muzyki rockowej, która najzwyczajniej w świecie nie pozwala im odejść na emeryturę. Return To Forever ukaże się 23 marca.

Przeoczone: Antemasque, Krokodil, Sia

Niemal ciesze się, że The Mars Volta zawiesili działalność słuchając debiutu Antemasque. Najważniejsi muzycy zespolu pozostali na swoich stanowiskach, porzucili rozwlekłe kompozycje pełne noise'u i psychodeliczne wycieczki gitarowe i zabrali się za muzykę bliższą grupie, która przyniosła im rozgłos. Antemasque to swego rodzaju duchowy spadkobierca At the Drive-In. Na szczęście nie jest to kalka tamtej grupy, muzycy znacznie się rozwinęli i słychać to w tych perfekcyjnych kompozycjach. Ognia z pewnością nie brakuje, bo już pierwszy utwór wyrywa nogi z butów. Zespół okazjonalnie zwalnia, ale zawsze wraca do tych szybkich, megaprzebojowych gitarowych hitów. Mogło być podium 2014, a tymczasem jest najlepsza płyta jaką słyszałem w tym roku.

Krokodil usłyszałem pierwszy raz w Nottingham na koncercie Mastodon. Trzeba przyznać, że było to mocne otwarcie tego wieczoru. Nahash to przede wszystkim ciężar, który zagłuszy nawet gruchot kości, który powoduje, niemniej jednak Panowie nie zapomnieli też o niezbędnej dawce melodii dla balansu. Szczególnie melodyjny jest utwór z liderem Biffy Clyro za mikrofonem, ale wokalista Simon Wright sam posiada bardzo bogatą gamę wokalnych umiejętności, by bez problemu zaciekawić różnych odbiorców metalowego zgiełku. Mocna pozycja na sludge/post metalowym poletku.



Najnowsza i muszę przyznąć pierwsza płyta Sii jaką przesłuchałem musiała przeczekać prawie 5 miesięcy na mojej playliście Spotify, abym wreszcie poświęcił jej chwilę. Jedno z największych moich niedopatrzeń zeszłego roku bez wątpienia. Sia to artystka, która od lata stara się zasłużyć sobie na światową renomę i właśnie płytą 1000 Forms of Fear udało jej się przykuć pełną uwagę słuchaczy, zarówno intrygującymi teledyskami jak i silnie emocjonalną muzyką. Głos wokalistki niepozbawiony jest niedoskonałości w duchu wielkich wokalistek soulu czy bluesa. Chrypa czy łamiący się głos nadają tym kompozycją tylko dramaturgii i autentyczności. Melodia idzie w parze z ambicją i oryginalnością. Miło słyszeć, że solowa kariera Australijki nie ma nic wspólnego z jej mało interesującymi kolaboracjami z Eminemem, czy artystami ze sceny elektronicznej. Gorąco polecam.

środa, 4 lutego 2015

Przebłyski Przyszłych Płyt: Steven Wilson

Hand. Cannot. Erase to prawdopodobnie na tę chwilę moje najważniejsze muzyczne wydarzenie 2015. Nie wszystko, co Steven tworzy trafia prosto w dziesiątke na mojej muzycznej tarczy, ale ostatnia płyta kawął genialnej muzyki. "Perfect Life" to piosenka z pozoru prosta, ale dużo ciekawego dzieje się w poszczególnych jej warstwach. Niestety nie zrobiła ona jednak na mnie zbyt dużego wrażenia. Pozostaje mi więc przezimować do 2 marca i czekać na pełne wydawnictwo w nadziei, że "Perfect Life" jest słabym wyznacznikiem tego, co można będzie znaleźć na Hand. Cannot. Erase.