piątek, 30 października 2015

Premiery listopada

Jamie Woon Making Time (6 listopada)

Dawid Podsiadło Annoyance & Disappointment (6 listopada)

Intronaut The Last Direction of things (13 listopada)

Ellie Goulding Delirium (6 listopada)

Stillwell Raise It Up (13 listopada)

Bruce Soord Bruce Soord (23 listopada)

Adele 25 (20 listopada)





środa, 28 października 2015

Laboratorium Muzycznych Fuzji: The Black Water Panic Project - Alpha Pro Broken Machines

Wróciłeś właśnie z pracy i po ciężkim dniu rozsiadasz się w swoim ulubionym fotelu. Przecierasz oczy i odchylasz do tyłu głowę. Czekałeś na to cały dzień. Na tę krótką, relaksującą chwilę. Jednak po chwili bezproduktywnego siedzenia przypominasz sobie, że masz spore zaległości muzyczne. Zaczynasz przeglądać playlistę Spotify na swoim telefonie. Nic do ciebie nie przemawia. Nagle dostrzegasz album nieznanej ci do tej pory grupy The Black Water Panic Project spoglądający na ciebie spod sterty rozpakowanych listów. Coś intryguje cię w tej przepełnionej żółcią okładce, coś mówi ci, że właśnie ta płyta powinna popłynąć z głośników. Otwierasz pudełko i wyjmujesz krążek, dajesz też sobie chwilę, aby powąchać książeczkę. Pachnie jak polskie wydanie Metal Hammera. Zapach, który zawsze przynosi ze sobą dawkę dobrej muzyki. Nie mija 10 sekund, a z głośników zaczynają się wydobywać pierwsze dźwięki, niepokojące i złowieszcze. Kończy się pierwsza kompozycja i zdajesz sobie sprawę, że nie byłeś na to gotowy, że o to właśnie utraciłeś uczucie spokoju i komfortu. Nie ma odwrotu, otworzyłeś już drzwi, a przez szczelinę wpłynął chłód i niepokój, a także coś nieopisanego z domieszką szaleństwa. Czytaj dalej


sobota, 24 października 2015

Krótko i na temat: Kwabs, The Weeknd

Kiedy spojrzę teraz na to z perspektywy czasu, wydaję mi się, że moje oczekiwanie na tę płytę trwało całe wieki.Zaczynałem słuchać Kwabsa, kiedy jego utwory dopiero zaczynały się pojawiać na Spotify (co artysta docenił poprzez serwis filmem, w którym dziękuje ludziom, ktorzy wspierali go od początku kariery). Oczywiście zanim Love+War się ukazało miałem już za sobą wiele godzin spędzonych z muzyką artysty. Każdy kolejny singiel był dla mnie ogromnym wydarzeniem. Znakomite melodie, świetne bity, a ponad tym wszystkim potężny baryton Kwabena Adjepong, który jest w stanie przekazać każdą emocję. Artysta ma coś w sobie takiego, że mimo, że idealnie wpisuje się w popowy krajobraz, potrafi wciąż zachować swój niepowtarzalny charakter i przyciągnąć ludzi szukających w muzyce czegoś głębszego niż słodkie melodie i łatwo przyswajalny tekst. Dodam nawet, że śpiewanie jego piosenek to sama przyjemność. Premiera debiutanckiego albumu przyniosła tak naprawdę 6 nowych utworów, co najpierw mnie trochę zawiodło, ale po przesłuchaniu go zmieniłem zdanie. Cały album brzmi świetnie i trudno wskazać na nim gorszy moment, a nowe utwory pokazują kolejne strony talentu Brytyjczyka. Największą odskocznią od tego, co do tej pory można było usłyszeć jest zamykająca soulowa perełka "Cheating On Me". A z tych najlepszych momentów, które od wielu odsłuchań wciąż nie pozostają mi obojętne, mamy taneczny "Love+War", balladowy "Perfect Ruin", zmysłowy "Look Over Your Shoulder" (wyprodukowany przez SOHN'a), czy podniosły "Forgiven". Mamy już prawie listopad i trudno podać mi krążek, który w tym roku zrobił na mnie większe wrażenie niż Love+War. Nie martwi mnie to wcale, bo nieczęsto słyszy się takie płyty.

Ocena: 4,5/5

Król przesiąkniętego seksem R&B powraca z nowym albumem. Lirycznie wciąż mnóstwo tu zadowalania kobiet i swawoli, ale w muzyce dużo się zmieniło, i całe szczęście, bo zaczynało wiać nudą. Może niekonieczna była aż taka wolta stylistyczna, ale nowy album The Weeknd zyskał dzięki niej różnorodność, która sprawia, że chce się do Beauty Behind the Madness wracać. Kompozycyjnie jest tu większe bogactwo. W wielu utworach pojawiają się orkiestracje ("Real Life", "Earned It", "Angel", "Dark Times" oraz "Prisoner"), dostajemy też ciekawe kolaboracje z Labrinthem na czele w utworze "Losers", który oferuje nietypowy dla The Weeknd bit klawiszowy. Nie wspominając już świetnych wokali. Abel Tesfaye po raz kolejny próbuje pokazać, że jest następcą Michaela Jacksona w "Tell Your Friends". "Can't Feel My Face" i "In the Night" z kolei mogłyby stać się hitami muzyki dance z ich napędzanymi elektroniką refrenami. Nie zabrakło też utworów bliższych starszemu stylowi artysty. "Often" i "The Hills' z pewnością zachwyci tych, którym upopowienie muzyki Amerykanina nie do końca przypadło do gustu. Wspomniałem wcześniej o kolaboracjach. Oprócz Labrintha, mamy też Lanę Del Rey i Eda Sheerana, czyli chyba dwa najgłośniejsze nazwiska ostatnich lat. Niestety nie przekłada się to aż tak na ich wkład w ten album. Ed przygotował piosenkę, która raczej się nie wybija na tle reszty albumu, a może jest nawet nieco poniżej jego talentu. Niemniej jednak duet brzmi świetnie wokalnie i to podstawowy powód, żeby posłuchać tej kompozycji. Z kolei Lana zrobiła to co jej najlepiej wychodzi, czyli zaczarowała swoim głosem krótki fragment utworu, który The Weeknd pozwolił jej zapełnić. Troszkę za mało jej i wydaje się, że ta współpraca powstała na siłę. Nie wspomniałem jeszcze o półakustycznej balladzie "Shameless", która jest aktualnie moim ulubionych utworem. Swoją drogą ze swoim tekstem i klimatem znacznie bardziej pasowałaby do filmu 50 Twarzy Grey'a niż "Earned It". Więc, co my tu w sumie mamy? Długo oczekiwane wyjście poza strefę komfortu, ciut za dużo łatwo przyswajalnego popu, bardziej i mniej udane kolaboracje, jak zwykle znakomity głos Abela i w wielu wypadkach wybitną produkcję.

Ocena: 3,8/5


niedziela, 18 października 2015

TĀLĀ & Sylas "Praise"

Niezwykle kreatywna kolaboracja.

Przebłyski Przyszłych Płyt: Jack Garratt

Jack niedawno zapowiedział wreszcie swój solowy album. Niestety będziemy musieli na niego poczekać aż do 19 lutego. Tym samym płyta Phase staje się moim czarnym koniem początku przyszłego roku. Warto czekać na 2016, bo charyzmatyczny wokal tego Anglika i jego podejście do elektroniki, to mieszanka wybuchowa, która może przyćmić noworoczne fajerwerki.

Zachętka: Bokka

Album Don't Kiss And Tell jest już dostępny.

wtorek, 6 października 2015

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Riverside - Love, Fear And The Time Machine

Paradoksalnie środowisko progresywne potrafi być bardzo hermetyczne i nieprzychylne w stosunku do niespodziewanych zmian. Wystarczy spojrzeć tylko na karierę Dream Theater - sztandarowy przykład powtarzalności i zamykania się w wygodnej formule. Amerykanie często są obiektem krytyki związanej z faktem, że ich płyty brzmią tak samo, a zespół od lat nie ma do zaoferowania niczego ekscytującego. Jednak gdy tylko próbowali oni coś zmienić, wśród fanów aż wrzało. To tylko przykład jednego zespołu, który po rewolucjach w swoim brzmieniu wracał po latach z albumem, który miał przypodobać się obrażonym fanom. Dlatego zadziwia mnie fenomen Riverside, którzy na przestrzeni lat przepoczwarzali się wielokrotnie bez strachu o utratę poparcia fanów, a ich pozycja w progresywnym świecie wciąż rosła. Co sprawia, że słuchacze przyjmują Riverside zawsze z otwartymi ramionami? Czytaj dalej

czwartek, 1 października 2015

Przebłyski Przyszłych Płyt: Letters From Silence

Świetna nowina po ciężkim dniu pracy - mój ulubiony polski duet wokalny po braciach Cugowskich prezentuje nowy utwór. Wiadomość gorsza - na nowy album trzeba będzie czekać do następnego roku.