niedziela, 31 stycznia 2016

Premiery lutego

Votum :KTONIK: (26 lutego)

Jack Garratt Phase (19 lutego)

Santigold 99c (26 lutego)

Textures Phenotype (5 lutego)

The Jezabels Synthia (12 lutego)

Wolfmother Victorious (19 lutego)

Animal Collective Painting With (19 lutego)

Rotting Christ Rituals (12 lutego)

Entropia Ufonaut (1 lutego)

Maria Peszek Karabin (26 lutego)

Kanye West The Life of Pablo (14 lutego)

Junior Boys Big Black Coat (5 lutego)

Anthrax For All Kings (26 lutego)

Omnium Gatherum Grey Heavens (19 lutego)

Redemption The Art of Loss (26 lutego)


wtorek, 26 stycznia 2016

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Superhalo - Bang! Bang

Nie jest tajemnicą, że debiutancki album zespołu z Porażyna przypadł mi niesamowicie do gustu. Panowie pokazali, że mają predyspozycje do tworzenia bardzo wyrazistego rocka z pustynnymi konotacjami. Przy okazji nowego albumu, „Bang! Bang”, Superhalo musieli jednak poprosić o pomoc fanów. Za pomocą serwisu odpalprojekt.pl podjęli się próby zebrania pieniędzy potrzebnych na wydanie płyty w satysfakcjonującym ich nakładzie i wysokiej jakości. Z tego, co widziałem na wspomnianej stronie nie udało się zebrać wystarczającej ilości pieniędzy. Najbardziej boli mnie fakt, że na tej samej stronie widziałem chór bez problemu zbierający sumę pieniędzy wysoko przekraczającą tą, jakiej potrzebował, aby wydać płytę. Najwidoczniej wciąż nie ceni się w Polsce rocka na tyle, by wspomóc początkujący zespół, do tego tak dobrze radzący sobie artystycznie. Czytaj dalej

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Odkrycie dnia: Charlotte Day Wilson

 Zszargane nerwy? Ciężki dzień w pracy? Mam dla was coś odpowiedniego, a mianowicie debiutancki utwór Charlotte Day Wilson. Poczekajcie aż wejdą klawisze i saksofon, a zrozumiecie dlaczego ten utwór wylądował w dziale odkryć dnia.

czwartek, 14 stycznia 2016

Krótko i na temat: Kortez, Bruce Soord

Niby proste gitarowego granie, ale z jakim wyczuciem. Łukasz Federkiewicz ma niezwykły talent do prostych melodii wzbogaconych o głębokie pokłady emocji. Tyle uczuć co w "Pocztówka z kosmosu" czy "Dla mamy" chyba nie słyszałem w żadnej polskiej kompozycji w roku 2015. Długo mi zajęło namówienie się do przesłuchania tego albumu i byłoby wielką szkodą, gdybym w końcu po niego nie sięgnął. Tembr głosu Korteza idealnie zgrywa się z często bluesowymi gitarami czy akustykiem, pieszcząc zalotnie uszy słuchaczy. Płyta zaskakująca, pokazująca, że w prostocie siła.

Ocena: 4/5




Wokalista i lider grupy The Pineapple Thief postanowił na chwilę odpocząć od gry zespołowej i nagrał solowy album. Jak bardzo różni się on od muzyki Złodziei ananasów? Ano nie aż tak bardzo. Można powiedzieć, że okraszony imieniem i nazwiskiem artysty album to okrojona wersja The Pineapple Thief. Znacznie mniej tu eksperymentów z elektroniką, a sama muzyka częściej opiera się na czysto akustycznych rozwiązaniach. Dużo tu charakterystycznej dla Soorda melancholii. Są tu także momenty dynamiczne, mocno wżynające się w głowę ("Born in Delusion" i "The Odds"). Na szczególne wyróżnienie zasługuje gitarowy ekshibicjonizm w "Familiar Patterns". Warto posłuchać tego albumu chociaż dla tych przepięknych solówek gitarowych wypełniających prawie całość tego utworu. Niby Bruce Soord nie wybiega daleko od dokonań macierzystej grupy, ale bez wątpienia nie schodzi poniżej poziomu wykonawczego, do jakiego nas przyzwyczaił. Udana płyta.

Ocena: 3,8/5

środa, 13 stycznia 2016

Premiery stycznia

Superhalo Bang! Bang (8 stycznia)

Ignite A War Against You (8 stycznia)

David Bowie Blackstar (8 stycznia)

Sadistik Salo Sessions (13 stycznia)

Skunk Anansie Anarchitecture (15 stycznia)

Sia This Is Acting (29 stycznia)

Panic! At the Disco Death of A Bachelor (15 stycznia)

Ulver ATGCLVLSSCAP (22 stycznia)


Santigold 99¢ (22 stycznia)

Dream Theater The Astonishing (29 stycznia)

Steven Wilson 4 1/2 (22 stycznia)

Avantasia Ghostlights (29 stycznia)

Witchcraft Nucleus (15 stycznia)


Megadeth Dystopia (22 stycznia)



piątek, 1 stycznia 2016

Muzyczne podsumowanie roku 2015 - Polska


Muszę przyznać, że nie byłem w tym roku zbytnio skupiony na tym co działo się na polskiej scenie muzycznej. Skupiłem się tylko i wyłącznie na wydawnictwach, które same na mnie wpadały. Nagle przyszedł grudzień i uświadomiłem sobie jak wiele interesujących albumów przeszło mi koło nosa. Można więc powiedzieć, że ostatni miesiąc w roku spędziłem na przepraszaniu się z polską sceną i wynajdywaniu najciekawszej muzyki, jaka wypłynęła od rodzimych artystów w 2015 roku. Zacznijmy jednak od początku.

Jednym z pierwszych albumów, jakie miałem przyjemność zrecenzować w tym roku był drugi krążek grupy Popsysze (recenzję można przeczytać na stronie Laboratorium Muzycznych Fuzji). Popsute to niewątpliwy postęp względem ich debiutu. Zespół podszedł odważniej do dłuższych form i improwizacji i pokazał, że ma do zaoferowania coś ciekawego, czego na polskiej scenie nie mamy aż tak wiele. Stoner miesza się tutaj z psychodelią i rock'n'rollową przebojowością. Kultowy już zespół Lao Che powrócił z płytą Dzieciom, która po raz kolejny prezentuje w pewnym stopniu woltę stylistyczną. Tym razem nie jest to zmiana jednorodna. Lao Che pomieszali na płycie wiele stylów, oferując jedną z najbardziej różnorodnych płyt w karierze. Są nawiązania do rapu, reggae, orientu i oczywiście rocka. Po za tym dostajemy jedną z najbardziej poruszających tekstowo piosenek grupy w postaci kompozycji "Wojenka". W 2015 roku moje gusta poszerzyły się o gatunek, który zawsze gdzieś tam mnie interesował, ale tylko i wyłącznie w formie live. Nigdy nie mogłem znaleźć płyty w tym gatunku, która by mi podpasowała w całości. Można wręcz powiedzieć, że jazz mnie nudził. Wszystko zmienił Wojtek Mazolewski Quintet z płytą Polka (recenzja napisana przez Marcina Puławskiego również na Laboratorium). Ta płyta mnie pochłonęła, prezentując sobą wszystko to, co zawsze intrygowało mnie w jazzie. Wspaniałe melodie wygrywane na trąbce, "żywa" sekcja rytmiczna, a do tego ogromna różnorodność, bo każdy utwór to inne emocje i rejony muzycznych inspiracji. Zespół wziął się także za coverowanie klasyków Nirvany i Rage Against the Machine, a także hitu grupy Major Lazer. Jak już tak oddalamy się od muzyki rockowej, warto wspomnieć najlepszy rapowy album tego roku. Ponownie jest to Rasmentalism, uciekający jeszcze dalej konkurencji. Długo nie byłem przekonany do tego krążka. Jest bardzo mainstreamowy w wielu momentach, co na przykład w utworze "Nie Jestem Raperem" jest częścią krytyki mainstreamu. Trudno też było mi zachwycić się produkcją, która ma znamiona recyklingu rozwiązań z poprzednich płyt. Niemniej jednak, jak wspomniałem, trudno mi znaleźć dla duetu konkurencje. Ras zawsze daję radę jako tekściarz i nie musi się wspomagać wulgaryzmami, za co bardzo go szanuję.

Wracamy do muzyki rockowej wraz z albumem Black Light District. Tutaj trochę oszukałem, bo album wyszedł w grudniu 2014, przez co został przeze mnie całkowicie ominięty, a niesłusznie. Science of Dreams to kolejny dowód na to, że Michał Smolicki to ważna postać na polskiej scenie muzycznej. Potrzebujemy więcej takiej klimatycznej, gitarowej muzyki. Czego mamy w nadmiarze, to wysokiej jakości rocka progresywnego, a najlepszym na to dowodem jest zespół Riverside. Ich szósty już album to kolejny triumf (o czym przeczytać więcej możecie tutaj). Warszawianie dalej kierują się w stronę bardziej atmosferycznej muzyki. Love, Fear and the Time Machine nie zapisze się w historii jako najlepszy album zespołu, ale jest waznym krokiem w ich rozwoju. Nowe oblicze zespołu dosięga tu prawie perfekcji i pokazuje, że grupa nie ma zamiaru stawać w miejscu. Sporym dla mnie zaskoczeniem był krążek Olivii Anny Livki. Strangeliv to wulkan zwierzęcej energii i hołd dla basu. Punk ewidentnie płynie w krwi Olivii. Słychać to zarówno w muzyce, jak i w tekstach. Szczególnie trafił do mnie ten w utworze "Internet Is A Weapon", w ktorym Livki krytykuje społeczność internetową i jej wypaczone podejście do wolności słowa.

Jest w Polsce taki zespół, który nigdy nie nagrał złej płyty. Nie ma mowi o zmianie tego trendu przy okazji albumu "Demon i karzeł". OCN powraca po cięższych chwilach i wracają silniejsi niż kiedykolwiek. Nie jest to oczekiwana ekspansja poza Polskę, ale wydaje mi się, że to lepiej. OCN udowodnił już nie raz, że ich siłą jest śpiewanie w języku polskim. Język polski pozwala im zachować ich liryczny styl i wykrzyczeć wszystko co ich boli, co też robią na najnowszym albumie (więcej można znaleźć w mojej recenzji na Laboratorium). Jest gitarowy ciężar i porywające melodie. Jest też szczerość i koncertowa energia. Elektroniczna Bokka, która swoja tajemniczością i podejściem do electro popu ukradła serca słuchaczy, wróciła z drugim albumem. Don't Kiss and Tell to rozwinięcie stylu grupy, muzyka trudniejsza, bardziej złożona, ale wciąż bardzo wciągająca i przebojowa. Znienawidzony i kochany przez innych tekściarz zespołu Coma, Piotr Rogucki, nagrał w 2015 kolejny solowy album. Można powiedzieć, że poszedł nim na całość. Teksty polskie mieszają się tutaj z angielskimi tworząc kontrolowany chaos. Muzyka wędruje od ponurej elektroniki do poezji śpiewanej i z powrotem. Dużo mnie w tym podejściu irytuje, ale też zachwyca. Coś w tej muzyce bardzo intryguje i może nigdy do końca nie zrozumiem co artysta miał na myśli, ale kupuję to. Skoro przenieśliśmy się do Łodzi, trzeba wspomnieć o nowej płycie KAMP!. Polscy królowie electro popu wracają z długo oczekiwanym krążkiem, który przekracza oczekiwania słuchaczy. Bardzo duży nacisk postawiono na muzykę instrumentalną. Zadziwia mnie jak dobrze to wyszło, bo bardzo lubię wokal Tomka Szpaderskiego. "Zandata Mondata" i "Dorian" to kwintesencja przebojowości, a przesłuchanie całości Ornety każdego wprowadzi w dobry nastrój, bo to muzyka barwna i radosna. Z tej samej wytwórni wyłonił się także debiut Oxford Drama, kolejnych pretendentów do electro-popowego tronu. Tutaj z kolei rządzi delikatny damski wokal.

Dużym wydarzeniem w tym roku było także wydanie drugiego albumu przez pupilka ambitniejszej widowni kanału TVN, Dawida Podsiadło. Zwycięzca X Factor już na swoim debiucie pokazał, że talent show może wyprodukować artystę wysokich lotów, a jego drugi krążek pokazuje prawdziwy wymiar jego ambicji. To nie jest łatwa muzyka, która posłuży jako przyjemne tło do codziennych czynności, aczkolwiek niektóre kompozycje świetnie poradzą sobie na listach przebojów. Jednak, żeby w pełni docenić Annoyance & Disappointment, należy poświęcić tej muzyce sporo uwagi i dopiero wtedy uda się w pełni ją docenić. Muchy, które w zeszłym roku nagrały znakomity Karma Market, porwały się w tym roku na przerobienie klasyków użytych w filmie dokumentalnym Fala z 1986 roku. Zazwyczaj nie zwracam uwagi na płyty z coverami, ale Powracająca fala pokazuje jak powinno traktować się klasykę z szacunkiem i w tym samym momencie tchnąć w nią nowe życie. Nie ma tutaj mowy o ślepym naśladownictwie, a raczej o wkładaniu własnego stylu i serca do utworów, które ukształtowały cię jako muzyka.

Wspomniałem na początku o nadrabianiu zaległości. Można wśród nich znaleźć intrygujące podejście do elektroniki w postaci Baasch, Sambor i Cosovel, celebrację prostoty w muzyce gitarowej przez Korteza, Leskiego i Drivealone, a także alternatywę eksplorowaną przez Zabrockiego na krązku 1+1=0. To w sumie zamyka listę najciekawszych muzycznych wydawnictw polskich, jakie miałem przyjemność w tym roku słuchać. Czas najwyższy pokazać jak to wygląda na uwielbianej przez wszystkich liście dziesięciu najlepszych albumów.

10. Muchy - Powracająca FALA!
9. Lao Che - Dzieciom
8. Kortez - Bumerang
7. Baasch - Corridors
6. Rasmentalism - Wyszli coś zjeść
5. Dawid Podsiadło - Annoyance & Disappointment
4. KAMP! - Orneta
3. Wojtek Mazolewski Quintet - Polka
2. Riverside - Love, Fear and the Time Machine
1. OCN - Demon i karzeł

Muzyczne podsumowanie roku 2015 - Świat


Dawno nie było tak owocnego muzycznie roku. Ilość rewelacyjnych wydawnictw przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Tym trudniej było wybrać tych 10 najlepszych, ale nie chciałem się rozdrabniać na dłuższą listę, bo byłaby ona mniej świadoma, jeśli chodzi o kolejność. Nie miałbym jednak żadnych problemów z zapełnieniem jej.

Zacznijmy może od najbardziej oczekiwanych przeze mnie albumów. 2015 rok miał świetny start w postaci +4626 - Comfortzone progresywno-rockowej grupy Beardfish. Ci Panowie od lat mnie nie zawodzą, oferując świeżość i eksplorację nowych środków wyrazu z każdą kolejną płytą. Podobnie jest z ich najnowszym dziełem, jest to niewątpliwie jedna z najmroczniejszych i najbardziej metalowych porcji muzyki w ich dorobku. Nie zatracili jednak nic ze swojego podejścia do melodii i artystycznej wrażliwości. W podobnych rejonach muzycznych była też nowa płyta Stevena Wilsona. Po flircie z jazzem Steven wrócił do muzyki, z której jest najbardziej znany. Hand.Cannot.Erase to wszystkie oblicza artysty wybrzmiewające na jednej płycie. Od 2006 roku jestem wielkim fanem zespołu, który ludzie kojarzą tylko z jednym utworem. Od tamtego roku zespół ten też nie nagrał słabej płyty, ale piął się ciągle do góry na artystycznej drabinie. War of Kings Europe to kolejny znakomity album tej hard rockowej grupy. Czy najlepszy w dotychczasowej karierze? Raczej nie. Niemniej jednak przepełniony porywającymi rockerami i bluesowym feelingiem. Rockowa legenda z Niemiec mimo odejścia na emeryturę także powróciła z nowym albumem. Scorpions chyba nie są już w stanie usiedzieć na miejscu, biorąc pod uwagę, że spędzili większość życia albo w trasie albo tworząc nową muzykę. Powrót nie przynosi im wstydu, ale boję się, że straciliśmy bezpowrotnie szansę na tak świetne pożegnanie, jak Sting in the Tail. Zostańmy chwilę przy klasykach. Jeszcze przed 2016 rokiem otrzymaliśmy druzgocącą wiadomość o śmierci jednej z największych ikon rocka - Lemmy'ego. Artysta pożegnał nas solidną płytą Bad Magic, która przez wielu była uznawana za ostatni krążek Motörhead, co niestety okazało się prorocze. Chwilę grozy przeżyli też fani Iron Maiden, kiedy dowiedzieli się o raku języka Bruce'a Dickinsona. Na całe szczęście Brytyjczycy pożegnali 2015 w chwalę i zdrowiu. Ich epicki w proporcjach album The Book of Souls wielu wprawił w osłupienie. Jest to z pewnością dobra porcja muzyki, zwłaszcza 19-minutowy "Empire of the Clouds" skomponowany przez Bruce'a, ale myślę, że drobna selekcja sprawiłaby, że ta płyta miałaby szansę walczyć o wysokie pozycje na mojej liście. Większość materiału nie pozostaje niestety w pamięci.

Nastrójmy gitary nieco niżej i przejdźmy do cięższej muzyki. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem 2015 był album zespołu Royal Thunder zatytułowany Crooked Doors. Na tym krążku znajduję się też najlepsza kompozycja roku (moim skromnym zdaniem). Absolutnie genialna mieszanka sludge, grunge'u i klasycznego rocka. Wielce oczekiwany powrót zaliczyli sludge/post metalowcy z Minsk. Szczerzę nie spodziewałem się, że o nich jeszcze uslyszę, a co dopiero ich grającyh nową muzykę. The Crash and the Draw to bardzo dobry powrót, ze względu na zmiany personalne muzyka uległa zmianie, ale duch oryginalnego Minsk pozostał. Heavy metalowi weterani z Tank nagrali nowy album z nowym wokalistą. Niektórzy mogli obawiać sie, że pożegnanie z Whitem będzie owocować spadkiem formy, ale nie mogli być bardziej w błędzie. Muzyka nabrała nowego wyrazu i przestrzeni i powstał jeden z ciekawszych albumów grupy. Kreowani na nowych królów heavy metalu, Trivium, nagrali Silence in the Snow, album pozbawiony growlu. Ta uzasadniona stanem głosu Matta Heafy'ego decyzja artystyczna według mnie otwiera wiele możliwości dla Amerykanów, których niestety nie udało się na najnowszym dziele wykorzystać. Najszybsi (niegdyś) muzycy thrashowi, czyli Slayer mieli dużo do udowodnienia w tym roku. Po utracie głównej artystycznej siły musieli pokazać, że wciąż potrafią tworzyć dobrą muzykę. Moim zdaniem mogą. Repentless to nie album rewelacyjny, ale po prostu dobry, który powinien zadowolić fanów. Koniec roku przyniósł świeżą muzykę od Intronaut i Baroness, bardzo mocnych kandydatów do albumu roku. Ci pierwsi pozostają jednym z najbardziej intrygujących metalowych zespołów ostatnich lat, ich muzyka wymaga skupienia i dużej otwartości umysły, ale odpłaca się wielowymiarowością. Baroness wraca po bolesnym wypadku z udziałem członków zespołu i wraz z częściowo nowym składem walczy z uczuciami jakie on w nich pozostawił w jedyny im znany sposób - poprzez muzykę. Mówią, że tragedia może wzmocnić i tak z pewnością jest w przypadku Purple. Album zawiera jedne z najbardziej zapadających w pamięć refrenów, wirtuozerskie solówki i pasję, która wręcz zaraża.

Jednym z najlepszych dla mnie momentów tego roku były podróże i koncerty. Cztery z uwielbianych przeze mnie zespołów, które miałem przyjemność zobaczyć na żywo promowały na trasie swoją nową muzykę. Ale po kolei, wiosna przyniosła koncert Beth Hart, której głos należy do jednych z najlepszych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Jej koncert promujący Better Than Home tylko to potwierdził. Ta płyta powinna znaleźć się na półkach wszystkich fanów blues rocka. Jak wspominałem w recenzji na łamach Laboratorium Muzycznych Fuzji, koncert Gazpacho był dla mnie ogromnym przeżyciem. Nie dość, że rozbudził we mnie miłość do ich najnowszego opus Molok, to jeszcze pozwolił mi na rozmowę z każdym muzykiem grupy. Norwegowie są jednym z najbardziej intrygujących zjawisk na scenie progresywno-rockowej i z każdym kolejnym albumem stawiają sobie za zadanie pozostanie oryginalnymi i szukanie nowych środków wyrazu. Jeden z moich ulubionych artystów elektronicznych, ale z rockową duszą, zawitał do londyńskiego klubu Koko. gdzie zjawiłem się też ja. Mowa o IamX, który promował płytę Metanoia. Płytę w 1/3 genialną, 1/3 dobrą i w pozostałej części po prostu okej. Koncertowy rok 2015 zamyka gig Chelsea Wolfe. Jej Abyss zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie i pozostanie na razie moją ulubioną płytą artystki. Przemawia zatym najprawdopodobniej ogólny ciężar tej muzyki i przytłaczający klimat.

Czas na coraz bardziej eksplorowaną przeze mnie muzykę popową. Przed trzema laty Lianne La Havas przejęła cząstkę mojego serca, w minionym już roku wróciła po więcej. Jej Blood pokazał, że ma predyspozycje, by poszerzyć swoje muzyczne horyzonty. Jej muzyka nabrała pazura i różnorodności i tylko czękać aż artystka rozwinie w pełni skrzydła. Najczęściej słuchanym przeze mnie artystom minionego roku był wokalista R'n'B i soul, Kwabs. Jego głos, talent do melodii i świetny dobór producentów sprawiły, że stał się moim absolutnie ulubionych muzykiem ostatnich lat. Nie wspomnę już o tym, że niejednokrotnie porywałem się na wokalne mu dorównanie w trakcie jego piosenek. Serdecznie przepraszam za to mój głos. Norweska wokalistka, Ane Brun, zrobiła na mnie ogromne wrażenie albumem When I'm Free. Dzieło to zawiera jedne z najpiękniejszych melodii roku. Jeśli czytujesz tego bloga w miarę na bieżąco, wiesz jak dużą rolę w moim życiu odgrywa rap. W tym roku było go w nim mniej, co nie znaczy, że żadne wydawnictwo nie zasłużyło na wspomnienie. Jeden z filarów Cunninlynguists, Deacon the Villain, wydał płytę solową, która emanuje tradycyjną amerykańską muzyką. Peace or Power to blues, soul, R'n'B, rap i wiele więcej na jednej płycie. Ten krążek aż kipi od świetnych pomysłów. Królową electropopu w tym roku została Kate Boy, która przygotowała muzykę ultra-przebojową z bitami, które mogą burzyć sąsiedztwa. Dodatkowo można na płycie One usłyszeć niejedno odniesienie do The Knife.

Był to tak bogaty muzycznie rok, że mógłbym jeszcze pisać przez parę godzin, ale trudno by było znaleźć kogoś kto byłby w stanie to w całości przeczytać, więc z wielkim bólem serca nie wspomnę o jeszcze wielu artystach, którzy mocno namieszali w 2015 roku. Umieszcze ich za to w wyróżnieniach poniżej. Ale jak są wyróżnienia, należy wspomnieć też o zawodach roku. Oto one: Faith No More, Cold in Berlin, Muse, Teenage Time Killers, Disturbed, P.O.D., The Dead Weather, Dave Gahan & Soulsavers,

10. Intronaut - The Direction of Last Things
9. Deacon the Villain - Peace or Power
8. Hop Along - Painted Shut
7. Baroness - Purple
6. Kate Boy - One
5. Gazpacho - Molok
4. Kwabs - Love + War
3. Royal Thunder - Crooked Doors
2. Steven Wilson - Hand.Cannot.Erase
1. Beardfish - +4626 - Comfortzone


Wyróżnienia: All Them Witches Lightning at the Door, Zatokrev Silk Spiders Underwater, Lamb of God VII: Sturm und Drang, Minsk The Crash and the Draw, Europe War of Kings, Chelsea Wolfe Abyss, Ane Brun When I'm Free, Father John Misty I Love You, Honeybear, Extraction A.D. Faithkiller, The Gazette Dogma, Ghost B.C. Meliora, The Weeknd Beauty Behind the Madness, Soulfly Archangel, High on Fire Liminiferous, Kamelot Heaven, Apocalyptica Shadowmaker, Keep of Kalessin Epistemology, Kendrick Lamar To Pimp A Butterfly, Therapy? Disquiet.