środa, 30 marca 2016

Laboratorium Muzycznych Fuzji: George Dorn Screams - Spacja kosmiczna

Wreszcie kampanie crowdfundingowe w Polsce zaczynają doprowadzać do regularnego nagrywania albumów tą metodą. Lubisz naszą muzykę? Chcesz usłyszeć więcej? Pomóż nam więc w procesie wydawniczym. Brzmi to bardzo naturalnie. Zespół wie, że może liczyć na odbiorców, bo wyłożyli własne pieniądze, by płyta faktycznie powstała. Nie ryzykują też własnych pieniędzy. Jedyne czym pozostaje im się martwić, to nagraniem solidnej porcji muzyki. Mają także pełną swobodę artystyczną, choć niektórzy mogą powiedzieć, że powinni nagrywać pod publiczkę, bo proces przypomina trochę umowę o dzieło. Czytaj dalej

niedziela, 27 marca 2016

Premiery kwietnia

Luxtorpeda Mywaswynas (1 kwietnia)

Black Stone Cherry Kentucky (1 kwietnia)

Ihsahn Arktis (8 kwietnia)

Yeasayer Amen & Goodbye (1 kwietnia)

Filter Crazy Eyes (8 kwietnia)

Deftones Gore (8 kwietnia)

PJ Harvey The Hope Six Demolition Project (15 kwietnia)

Katy B Honey (29 kwietnia)

Cult Of Luna & Julie Christmas Mariner (8 kwietnia)

Haken Affinity (29 kwietnia)

M83 Junk (8 kwietnia)

Rasmentalism 1985 (8 kwietnia)

Doogie White & La Paz Shut Up and Rawk (8 kwietnia)

Asia i Koty Sing (2 kwietnia)

Hey Błysk (22 kwietnia)

Piotr Zioła Revolving Door (22 kwietnia)

czwartek, 3 marca 2016

Katy B - Who Am I (feat. Craig David and Major Lazer)


Premiery marca

Elliphant Living Life Golden (25 marca)

3 Doors Down Us and the Night (11 marca)

Joe Bonamassa Blues of Desperation (25 marca)

Ania Dąbrowska Dla Naiwnych Marzycieli (4 marca)

Blood Ceremony Lord of Misrule (25 marca)

Purson Desire's Magic Theatre (25 marca)

Cobalt Slow Forever (24 marca)

Julia Marcell Proxy (11 marca)

Amon Amarth Jomsviking (25 marca)

Jeff Healy Heal My Soul (25 marca)

Artillery Penalty By Perception (25 marca)

Obsidian Kingdom A Year Without A Summer (11 marca)

Iggy Pop Post Pop Depression (18 marca)

Krótko i na temat: The Black Queen, The Jezabels, Thenighttimeproject

Mimo początkowego zawodu debiutanckim albumem elektronicznego projektu Grega Puciato (The Dillinger Escape Plan), Joshua'y Eustisa (Telefon Tel Aviv) i Stevena Alexandera, Fever Daydream udaję się w końcu  zaspokoić moje oczekiwania. Wystarczyło się nieco wgryźć. Oczekiwania były ogromne, bo kto nie liczyłby na wybitny krążek po usłyszeniu takich hitów, jak "Ice To Never" czy "The End Where We Start". Te dwa utwory wciąż pozostają moimi absolutnymi faworytami, ale dynamiczny "Secret Scream", napędzany syntezatorami "That Death Cannot Touch" i rozbudowany dwuczęściowy "Taman Shud", który w ostatniej minucie całkowicie zmienia klimat, nie pozostają daleko w tyle. Tylko zamykający krążek "Apocalypse Morning" nie wywołuje we mnie żadnych emocji. Może dlatego, że nie wzbogaca niczym świeżym brzmienia zespołu, a raczej powtarza parę użytych na nim schematów. Jeden słabszy utwór, to jednak żaden powód do narzekań. The Black Queen prezentują autentyczne i euforycznie przebojowe oblicze Synth popu à la Depeche Mode. Brzmienie urozmaica jak zwykle rewelacyjny głos Puciato i okazjonalne wplatanie solówek gitarowych.

Ocena: 4/5

Australijski zespół ma już na koncie całkiem pokaźne zaplecze wydawnicze. Ich zbiór EPek pozostaje dla mnie wciąż jednym z najlepszych debiutów, jakie przyszło mi usłyszeć. Synthia to ich 3 album pełnogrający i z pewnością jedno z ich najbardziej wymagających dzieł. Miarowe zagłębianie się w Synthia zaowocuje ewentualnie zrozumieniem tej muzyki i pokochaniem jej nieoczywistych melodii i kunsztu instrumentalnego. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie pierwsze spotkanie z "Come Alive" i jego chłodną atmosferą, pulsującą elektroniką i niemal post rockową ścianą dźwięku w finale. Za "If Ya Want Me" przemawia nienachalna przebojowość i zaraźliwa energia. "Pleasure Drive", adekwatnie do swojej nazwy, jest ucztą dla uszu wypełnioną po brzegi ciekawymi zabiegami i przypieczętowaną rewelacyjnym refrenem. Synthia zawdzięcza swój sukces także uzależniającemu głosowi Hayley Mary, która eksploruje tutaj bardzo szeroką gammę barw i uczuć. Najnowszy opus The Jezabels nie zmiecie was z nóg przy pierwszym spotkaniu, ale w którymś momencie, kiedy będziecie się tego najmniej spodziewali, chwyci was za serce i już nie pozwoli tak łatwo odejść.

Ocena: 4/5


Oszczędna okładka tego progresywno-rockowego projektu jest w pewnym stopniu wskazówką, czego oczekiwać od tego trio. Thenighttimeproject nie należy do zespołów, które poświęcają kompozycje na rzecz bezcelowego instrumentalnego onanizmu. Gęsto tu od przytłaczającego skandynawskiego klimatu. Częściowa zasługa leży pewnie po stronie Fredrika "Northa" Norrmana, który dzierżył niegdyś wiosło w Katatonii. Muzyka mistrzów melancholii jest dobrym tropem i własnie fani tej grupy znajdą dla siebie najwięcej na Thenighttimeproject. Odpalamy "Oneiros" i przeszywa nas chłodna gitara, która z rzadka powraca przez cały czas trwania utworu, który opiera się głównie na klawiszach. Nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele emocji może wywołać tak krótka i prosta partia. Dialogi gitary i klawiszy to zdecydowanie jeden z charakterystycznych elementów muzyki zespołu. Wszystkie utwory pozostają w podobnych rejonach nostalgii, a Tobias Netzell (In Mourning) robi wszystko, żeby melodie były interesujące i różnorodne. Przeszkadza mu w tym trochę konwencja, która zamyka mu wiele drzwi, ale jego głos jest na tyle ciekawy, że jest w stanie wiele momentów przerodzić w coś naprawdę pięknego. Thenighttimeproject może mieć przed sobą owocną przyszłość, jeśli zdecydują się na więcej wydawnictw. Ich muzyka ma swój własny charakter i mimo wielu zapożyczeń od gigantów sceny, pozostaje w pewnym stopniu świeża.

Ocena: 3.5/4