środa, 31 sierpnia 2016

O muzyce słów kilka (1)

Mimo najszczerszych chęci, w ciągu roku nie udaje mi się, ani na blogu, ani na stronie Laboratorium, wspomnieć o dziesiątkach fantastycznych płyt, którymi chciałbym się z wami podzielić. Jak zwykle winowajcą jest czas i nierzadko zmęczenie materiału. Nie o każdym albumie chce mi się napisać tych kilka rzetelnych słów, które nie będą zajeżdżać fuszerką. Dlatego też, jako pewnego rodzaju skróconą wersję "Krótko i na temat" (co w sumie na blogu urosło do jedynych tekstów przypominających recenzje, które nie lądują najpierw na Labo), wprowadzam ten oto dział zatytułowany jak powyżej. Będę starać się opisywać pokrótce więcej wydawnictw, które według mnie na to zasłużą, a podsumowywać je będą takie o zdania: Nie przegap, Sprawdź, Pomiń i Unikaj. Dzięki temu będzie wiadomo, czy warto sobie zawracać gitarę. Próbka tego, co mam na myśli poniżej.


Wild Beasts Boy King

Jeśli dręczyło cię pytanie, czy muzyka może kipieć seksem, Wild Beasts pędzą z odpowiedzią i przykładem, jak to się powinno robić. Bestie oddały się w pełni syntetycznym dźwiękom i zapodały najbardziej przebojową płytę w karierzę, w tym sensie, że cię przebojem pochłonie. Nie przegap.






Shura Nothing's Real

Wiązane z tą panią nadzieje nie do końca zostały zaspokojone, ale słychać w tej muzyce autentyczną miłość do syntetycznego popu i lat 80. Shura powala wrażliwością i prezentuje tu parę niezapomnianych melodii, a dwa ostatnie utwory to już poważne eksperymenty docierające do ponad 9 minut, w których artystka potwierdza, że ma jeszcze wiele do powiedzenia. Sprawdź.





Biffy Clyro Ellipsis

Walijscy rockowcy nie raz pokazali, że są czymś ponad typowy zespół mainstreamowy. Pokazali też, że mają niebywały talent do hymnów, które są w stanie ponieść wielotysięczne tłumy na festiwalach. Ellipsis to jednak wypadek przy pracy. Połowa materiału nie robi żadnego wrażenia, druga jest całkiem okej, a zdarzają się i całkowite nieporozumienia. Ot przyjemna rockowo-radiowa muzyka. Pomiń.




Gone Is Gone Gone Is Gone

Mastodon + The Mars Volta + Queens of the Stone Age. Czy potrzeba większej rekomendacji? Materiał może i nie sięga do poziomu żadnego z wymienionych zespołów, ale i tak jest to solidne rockowe rzemiosło z domieszką post rocka i delikatnego eksperymentatorstwa. Ponoć miała być to płyta ilustracyjna. Sprawdź.





NIGHT VERSES INTO THE VANISHING LIGHT

Świetna okładka! Wyrazista melodyjnie muzyka! Pogmatwane aranżacje, które tylko przez moment wydają się prostolinijne! Cieżar! Dobrze nakreślony pomysł na własną tożsamość! Te wykrzykniki powinny wam coś uzmysłowić. Nie przegap.

wtorek, 30 sierpnia 2016

Laboratorium Muzycznych Fuzji: The Pineapple Thief - Your Wilderness

11 płyt studyjnych to imponujący wynik, zwłaszcza że najdłuższa przerwa wydawnicza Złodziei Ananasów trwała tylko 3 lata. Jakimś sposobem ich źródło inspiracji nigdy się nie wyczerpuje i zawsze wracają z czymś ciekawym. Oczywiście zdarzały im się płyty poniżej oczekiwań, ale trudno się zmusić do stwierdzenia, że były one złe. Bruce Soord jednak poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Zespół zapowiedział „Your Wilderness” jako najbardziej ambitne dzieło w karierze. Po bardziej piosenkowych „All the Wars” i „Magnolia” te słowa naprawdę wbiły mi się w głowę i z każdym kolejnym dniem oczekiwania hype rósł. Liczyłem, że The Pineapple Thief oddadzą się ponownie progresji i wymieszają ją z tym charakterystycznym dla siebie podejściem do elektroniki. Jak zwykle rzeczywistość delikatnie ściągnęła mnie na ziemię.Czytaj dalej

sobota, 27 sierpnia 2016

Premiery września

Monkey3 Astra Symmetry (2 września)

Nick Cave & the Bad Seeds Skeleton Tree (9 września)

Sophie Ellis-Bextor Familia (9 września)

Gaba Kulka Kruche (9 września)

Demians Battle (12 września)

Vola Inmazes (16 września)

Deap Vally Femejism (16 września)

Giraffe Tongue Orchestra Broken Lines (23 wrześnie)

Neurosis Fires Within Fires (23 września)

Banks Altar (30 września)

Opeth Sorceress (30 września)

Cugowscy Zaklęty krąg (30 września)



piątek, 19 sierpnia 2016

Przebłyski Przyszłych Płyt: Metallica

Nareszcie jest zapowiedź nowego albumu zespołu Metallica! Naczekaliśmy się 8 lat i nasłuchaliśmy wymówek o zgubionych nagraniach itp., ale wreszcie jest i można mieć nadzieję, że to coś pewnego. Album Hardwired... To Self Destruct wydany zostanie 18 listopada i będzie zawierać ponad 80 minut muzyki. Promujący go "Hardwired" daje niezłego kopa i mimo że nie prezentuje nic specjalnego, to jest na wystarczająco wysokim poziomie, by podjarać się nowym wydawnictwem jeszcze bardziej.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Przebłyski Przyszłych Płyt: Banks

niedziela, 14 sierpnia 2016

Krótko i na temat: TROPY

TROPY to jeden z ciekawszych projektów instrumentalnych, jakie miałem przyjemność usłyszeć w tym roku. Najbardziej podoba mi się fakt, że trudno jednoznacznie ocenić, czym jest ta muzyka. TROPY nie wpisuje się w aktualne trendy muzyki post rockowej, daleko im też do nowej fali polskiego jazzu. Zresztą ich muzyka ma zdecydowanie rockowe proweniencje i to w sumie jedyna pewna rzecz na Eight Pieces. Pewnym, nomen omen, tropem dla słuchaczy może być też informacja, że duet Bartek Kapsa i Artur Maćkowiak grał razem w Something Like
Elvis. Mają więc spore zapędy do nietuzinkowych rozwiązań i eksperymentów. Kompozycje zawarte na albumie zazwyczaj trwają ponad 6 minut i bardzo powoli się rozwijają. Kolejne elementy dźwiękowej układanki dodawane są z wielką pieczołowitością. Najbardziej zespół wyróżnia podejście do syntetyków i elektroniki. Nie bawią się panowie we wspominki lat 80. ani też w efekciarskie bity. Często słyszymy organy przypominające muzykę z jakichś obrzędów religijnych, co nadaje utworom oryginalnego wydźwięku i świeżości, która jest miłym zaskoczeniem dla słuchacza. W „Poseidon” zespół pozwala sobie na mocniejsze uderzenie i sięga po niemal metalowe środki wyrazu. Magicznie wybrzmiewają cymbały na tle gitarowego przesteru w „Some Sort of Trouble and the New Artery”, coś jest w tym niepokojąco uzależniającego. TROPY grają muzykę bardzo różnorodną i pokazują, że muzyka instrumentalna nie musi być nudna i ograniczona. Każdy utwór na Eight Pieces jest zupelnie inny, co sprawia, że czas spędzony z tym albumem jest bardzo ekscytujący i pobudzający.

Ocena: 4/5

wtorek, 9 sierpnia 2016

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Wolverine - Machina Viva

Premierę krążka „Machina Viva” zdecydowanie zaliczam do wydarzeń roku 2016, ponieważ odkąd poznałem Wolverine 10 lat wcześniej, serwowali mi co parę lat kolejne znakomite dzieło. Moment kulminacyjny nastał w 2011 roku po premierze „Communication Lost”, który to album okazał się być absolutnym diamentem w swoim gatunku. 5 długich lat później mamy wreszcie nowe wydawnictwo od Wolverine. Oczekiwania są ogromne. Czytaj dalej

wtorek, 2 sierpnia 2016

Krótko i na temat: Sylvaine, White Lung, Making Monsters

Kobiety powoli przejmują black metalową pałeczkę i dodają temu gatunkowi eteryczności. Najpierw była Myrkur, której płytę wypróbowałem wcześniej w tym roku, ale nasz przygoda zakończyła się obojętnością. Mój największy zarzut to płaska produkcja M i przesadne użycie skrzeku. Lekko zrażony, postanowiłem jednak zaryzykować z Sylvaine i opłaciło się. Co ją wyróżnia to to, że poszła znacznie dalej i pozostawiła jedynie szczątkowe elementy black metalu (okazjonalny growling/skrzek i posępna atmosfera) i nagrała muzykę pełną różnorodnych emocji. Płyta emanuje smutkiem, marzycielskością, oziębłością, ale i ciepłem i optymizmem. Sylvaine nie spieszy się i buduje swoje długaśne kompozycje z imponującym wyczuciem, wszystko płynie i zmienia bieg w naturalny sposób i nie może być mowy o dłużyznach. Słuchacz ma mnóstwo czasu, by dać się w pełni opleść tym dźwiękom i oddychać nimi. W „In the Wake of Moments Passed By” Sylvaine wykorzystuje ostatnio bardzo namiętny flirt post rocka, black metalu i shoegaze i nadaje mu swoją twarz. Efekt jest piorunujący. To jeden z najcięższych utworów na płycie, a jednak po jego zakończeniu czuję ukojenie i błogość. Czy to możliwe? Moim faworytem jednak jest „A Ghost Trapped in Limbo”, w którym eteryczne wokal Norweżki epatują dziewczęcością, a ponadto dostajemy najbardziej przebojowy utwór, jeśli można cokolwiek na tym albumie tak określić. Zapominam jednak o bardzo ważnym aspekcie Wistful, muzyka zawarta na srebrnym krążku została nagrana i skomponowana przez samą Sylvaine. To tylko potwierdza jak imponujący jest to talent.

Ocena: 4/5


White Lung to dla mnie zupełnie nowa nazwa. Grupa na koncie ma już 4 albumy, które można przesłuchać w nieco ponad półtorej godziny. Zespół nie ma czasu na zbędne dźwięki i nie cacka się ze słuchaczem. To muzyka do skakania i hałaśliwej zabawy, a że przy okazji oferuje fantastyczne melodie i mocarne riffy, tym lepiej. Nie ma co się rozpisywać. Zamiast tego podzielę się z wami swoimi ulubieńcami. W tym gronie musi znaleźć się singlowy „Below”,  pokazujący wyczucie zespołu do dozowania napięcia. Powiedziałbym, że „Below” jest tym dla White Lung, czym „Maps” jest dla Yeah Yeah Yeahs. Nie ma w tych utworach podobieństw muzycznych, za to mają podobny ładunek emocjonalny. „I Beg You” walczy o tytuł najmocniejszego refrenu na płycie, a „Paradise” porywa niepohamowaną punkową energią i nośnym riffem. Reszta utrzymana jest na zadziwiająco równym poziomie.

Ocena: 3.8/5

Czy mamy tutaj fanów debiutu The Marmozets? Może ktoś lubi Paramore, ale nie boi się czegoś zgoła cięższego? Making Monsters powinno przypaść właśnie tym, którzy na jedno z tych pytań odpowiedzieli "tak". Making Monsters na swoi krotkim EP grożą brutalnym „Noodle Sync” i charakteryzującym się zwierzęcymi wokalami „Bad Blood”, ale też nęcą ciekawie skonstruowanym „Call Me Out”, który ma spory potencjał radiowy. i oksymoronicznym „Rose”, brzmiącym zarówno lirycznie i dziko. Bardzo udany start kariery.

Ocena: 3,8/5

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Przebłyski Przyszłych Płyt: Blindead

Nareszcie jest nowa muzyka od Blindead. Utwór promuje nowy album zatytułowany Ascension, którego premiera zaplanowana jest na jesień. Po rozstaniu z Patrykiem Zwolińskim, zespół zrekrutował nowego wokalistę. Jego tożsamość wydaje się być w pewnym stopniu tajemnicą, bo znalazłem mylące informacje na ten temat. W każdym razie wygląda na to, że zespół kontynuuje w kierunku obranym na Absence.

Laboratorium Muzycznych Fuzji: LLNN - LOSS

Dziś mam dla was zespół ze stolicy Danii. W sumie, jak się zastanowić, to nie znam zbyt wielu zespołów metalowych z tego kraju. Na myśl przychodzą mi tylko King Diamond, Volbeat, Artillery, Mnemic i Hatesphere. Wszystkie bardzo dobre swoją drogą. Czy LLNN wpisuje się do tego grona? Może najpierw ich sklasyfikujmy, otwórzmy szuflady i zobaczmy, gdzie będzie im najwygodniej. No i tak słucham sobie „LOSS” i myślę, że można by ich było usadowić gdzieś pomiędzy hardcorem a post metalem.Czytaj dalej