wtorek, 12 grudnia 2017

Najlepsze płyty roku 2017: Polska

W zeszłym roku zaniedbałem mocno polską muzykę i w tym roku postawiłem sobie za cel trzymanie ręki na pulsie, dzięki czemu nie ma w pierwszej dziesiątce płyt, do których nie jestem przekonany. To zdecydowanie najciekawsze propozycje roku. Oczywiście tylko i wyłącznie w moim mniemaniu. Mam jednak nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie.

10. Animations – Without the Sun
Animations sięgnęło tym albumem ekstraklasy ciężkiego grania z progresywnym zacięciem. Wydaję mi się, że na „Without the Sun” odkryli wreszcie wszystkie elementy, które będzie można w przyszłości nazywać ich stylem.

9. Eluktrick  Hieroglyphic Apostrophies
Eluktrick to szalenie porywający twór, który w niewyjaśnionych okolicznościach trafił do XXI wieku z potańcówki trwającej gdzieś w okolicach 1980 roku. Panowie grają rocka, ale takiego, który nie boi się romansować z funkiem, indie, psychodelą, punkiem, a nawet tym synthpopem. Zespół brzmi zupełnie inaczej niż cokolwiek innego na polskiej scenie i wychodzi im to na dobre.

8. Natalia Przybysz  Światło nocne
Po zeszłorocznej przygodzie Natalii z projektem Shy Albatross nie mogłem spuścić z niej oka, a może raczej ucha. Okazja do ponownego spotkania pojawiła się przy okazji jej nowej solowej płyty „Światło nocne”. Nie spodziewałem się, że tak mocno to we mnie trafi. Piękna muzyka, w której gitara brzmi równie poetycko co teksty.

7. Coma  Metal Ballads Vol. 1
Nowa Coma ekscytuje i, co najważniejsze, zaskakuje. Zespół bardzo dawno nie brzmiał tak zwarcie i świeżo. Po prostu słychać, że tworzenie tej muzyki sprawiło im dużo radości i ta radość myślę dobrze odbije się na słuchaczach. Kto by pomyślał, że brakującym ogniwem, które da łódzkiej grupie nowe życie, będą instrumenty klawiszowe i błyskotliwa wizja producenta. Godna podziwu przemiana.

6. Sambor  Umbra
Sambora na tle innych twórców muzyki elektronicznej wyróżnia to, że nie dość, że tworzy ciekawą elektroniczną muzykę udanie czerpiącą z przeszłości, nie zapominając przy tym, że mamy rok 2017, to jeszcze ma talent do linii melodycznych, które w jakiś magiczny sposób wrzynają się w pamięć. Jego głos przez swoją wrażliwość chwilami przypomina mi późnego Artura Rojka.

5. Hidden by Ivy  Beyond
„Beyond” brzmi rewelacyjne. Bardzo klarowne brzmienie instrumentów dopełnia melancholijny nastrój otulony zaborczym basem. Każdy z 9 utworów układa się w spójną stylistyczną całość, mimo że zespół stara się poszczególne kawałki w jakiś sposób urozmaicić. Nawet cover utworu Martina Halla, Another Heart Laid Bare, brzmi jak oryginalna kompozycja.

4. Believe  Seven Widows
Można zawyrokować, że Believe nie zostali w żaden sposób zrażeni zmianami personalnymi i wrócili jeszcze silniejsi. Odważnie nagrali najdłuższe utwory w karierze i zagłębili się w trudne, przesączone smutkiem opowieści, które idealnie idą w parze z ich muzyką. Wokalista wniósł mnóstwo świeżej energii i w pewnym stopniu sprawił, że ta płyta brzmi znacząco inaczej niż jej poprzedniczki, mimo że w sercu grupy wciąż płynie ta sama krew. To dzieło wysokich lotów od jednego z czołowych zespołów progresywnych w Polsce i chciałoby się, żeby wreszcie taką samą renomą cieszyli się zagranicą.

3. Baasch  Grizzly Bear with a Million eyes
Baaschowi najwidoczniej spodobało się w pierwszej dziesiątce, bo w tym roku wraca na wysokim miejscu 3. A dlaczego? Głównie dlatego, że bardzo ważne w muzyce są dla mnie rytm i melodia, a te dwie wartości są tutaj wyraźnie wypunktowane. Ta muzyka po prostu dostarcza czystą energię.

2. HellHaven  Anywhere out of the World
„Anywhere Out of the World” ani przez sekundę nie nudzi, wręcz przeciwnie, cały czas swojego trwania stawia słuchaczowi wyzwania, pobudza jego ciekawość i pasjonuje. Jest to dzieło, które jasnym światłem zaznacza swoją obecność na horyzoncie i przyciąga do siebie niczego nieświadomych muzycznych podróżników.

1. Lunatic Soul  Fractured
Mariusz Duda zawsze potrafił mnie przyciągnąć muzyką swojego solowego projektu, tworząc kompozycje o plemiennej podstawie rytmicznej i z dalekowschodnimi ozdobnikami. Na ten czas było to dla mnie coś nowego i Lunatic Soul było dla mnie furtką do nieodkrytych światów. Na „Fractured” spotykamy się z Mariuszem w tym samym miejscu  – zapatrzeni w muzykę elektroniczną. To imponujące dzieło, które jest do szpiku kości progresywno-rockowe, a jednak brak tu gitar. Są za to wielowątkowe, wciągające kompozycje, które za każdym razem potrafią zaskoczyć czymś nowym.


Wyróżnienia:

Disperse Foreword, Daria Zawiałow A kysz!, Me and that Man Songs of Love and Death, SALK Matronika, Saule Saule, Kobieta z wydm Bental, Pogodno Sokiści chcą miłości, Smash Smash

niedziela, 10 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 10-1

No i dotarliśmy do pierwszej dziesiątki. Do ostatniej chwili zmieniałem szyk i jestem pewien, że zmieniłbym go ponownie jutro, ale czas na autoasertywność. Każdy z tych utworów zasłużył na wyróżnienie. The Revanchist pokazał mi, że warto było trwać przy Trivium w trudnych chwilach. Jest to bowiem absolutnie genialny kawał metalu, przepełniony po brzegi świetnymi partiami solowymi, agresywny i melodyjny zarazem. Płyta grupy MUNA to jedno z najwspanialszych odkryć ostatnich lat i mam tylko nadzieję, że zespół będzie trzymał się swojego stylu na następnym wydawnictwie, bo mimo wycieczek retro, jest to coś niezwykłego. Adna to mój ukochany mroczny pop, który koi i rani w tym samym momencie. Mastodon nigdy nie zawodzi i bardzo było mi trudno wybrać tę jedną jedyną kompozycję, którą chciałem z „Emperor of Sand” wyróżnić. Niechaj będzie to Steambreather. Sleep Token to moja największa nadzieja roku 2018. Ich mieszanka wpływów indie rocka, alternatywnego metalu i post rockowej ekspansywności zadziwiająco dobrze działa. Tin Fingers to najświeżej smakujący indie zespół od lat i jestem pewien, że jeszcze nie raz o nich usłyszę. O tym, jak piękna jest muzyka Mali, już wystarczająco pisałem, po prostu posłuchajcie. Z nowego krążka Wilsona wybrałem najbardziej transowy i odstający utwór, nie ma tu imponującego instrumentarium, ale jest za to wyśmienity klimat. Grecki Need nagrał po prostu świetny progmetalowy album, który ma te szczęście w nieszczęściu zaczynać się od  nie boję się tego napisać  przeboju w postaci Rememory. Na samym szczycie uplasowałem Lunatic Soul Mariusza Dudy. Zawsze miałem słabość do jego solowego projektu i mam wrażenie, że w pewnym stopniu muzyka Lunatic Soul rozwijała się wraz z moimi gustami i stoimy teraz w miejscu, w którym tak mocna wycieczka w stronę elektroniki jak „Fractured” trafia idealnie w moje gusta. A Thousand Shards of Heaven z początku jest kolejną piękną balladą w wykonaniu Dudy, ale mniej więcej w 4. minucie przechodzi transformację w coś niezwykłego, pierwszy raz słychać w Lunatic Soul tak wyraźnie Vangelisa i zasięg elektronicznych fascynacji Dudy.

10. Trivium  The Revanchist

9. MUNA  Crying in the Bathroom Floor

8. Adna  Overthinking

7. Mastodon – Steambreather

6. Sleep Token  Calcutta

5. Tin Fingers  Young Mother

4. Mali  Rush

3. Steven Wilson  Song of I (feat. Sophie Hunger)

2. NEED  Rememory

1. Lunatic Soul – A Thousand Shards of Heaven

czwartek, 7 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 20-11

Dalszy ciąg listy zaczynamy od tak przebojowego motywu gitarowego, że jestem skłonny myśleć, że już nigdy nie wyjdzie mi z głowy. Zdecydowanie więcej tu rocka i metalu, z drobnymi wyjątkami w postaci 9-minutowego popowego opus w wykonaniu Ulver, wszechstronnego J. Bernardta, który zostawił bardzo trwały ślad na moim muzycznym sercu, i muzyki klasycznej Sternlumen, która przypomniała mi, jak wspaniałe rzeczy można stworzyć na fortepianie. Ponadto poniżej dwie piękne ballady od Stevena Wilsona i Pain of Salvation. Żal nie kliknąć PLAY.


20. Hällas – Star Rider

19. Palmer – Importunity

18. J. Bernardt - On Fire

17. Ulver - Rolling Stone

16. Royal Thunder - April Showers

15. Sternlumen - Kierkegaard Between Trees and Spheres


14. Pain of Salvation - Silent Gold


13. Steven Wilson - Pariah

12. HellHaven - Overview Effect

11. A Lot Like Birds - For Shelley (Unheard)

wtorek, 5 grudnia 2017

Najlepsze EPki 2017 roku

5. Maiah Manser - Second Skin
Może nie najciekawsza elektronika, jaka wyszła w tym roku, ale w połączeniu z silnym, zarazem zdradzającym dużą wrażliwość, głosem Manser tworząca niesamowicie smakowity pakiet.

4. YOnaka - Heavy
Muzyka z pazurem przyozdobionym lakierem, ale wciąż ostrym, wzbudzającym perwersyjną ekscytację. Krwiście czerwone usta, a z nich równie krzykliwy śpiew. Idealne na rozładowanie stresu.

3. Figures - Chronos
Najlepszy czas dla rocka alternatywnego to lata 90. i 00. - jeśli to brzmi, jak coś, co mogłoby wyjść z waszych ust, to Figures powinni trafić w wasze gusta. Słychać echa wczesnego Incubus, post-grunge'u w wykonaniu Alice in Chains i tych wszystkich zespołów, które flirtowały z nu metalem. Nowocześnie i ze smakiem.

2. Strange Clouds - Calm Before the Storm
Zespół oczarował mnie autentycznością i brzmieniem retro, którego w Polsce jeszcze nie słyszałem. Na świecie też w sumie mało jest grup, które z taką łatwością i wyczuciem potrafią przenieść nas w czasie do lat 70. bez irytującego pozerstwa. Strange Clouds to samozwańczy piewcy vintage’owej rewolucji.

1. Mali - Rush

Absolutna perła na muzycznej mapie tego roku. Perfekcyjny głos i dojrzałość potwierdzone prostymi piosenkami o niesamowitych predyspozycjach do poskładania spękanego serca. Każdy powinien posłuchać tego krążka.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 30-21

W tym roku po raz kolejny postanowiłem podzielić się listą moich ulubionych utworów. Niestety musiałem ograniczyć listę do jakiejś rozsądnej liczby i padło na 30. Wiele utworów, które mnie w tym roku porwało, musiało wylecieć z ostatecznego rankingu, co mnie niezmiernie smuci, ale mam nadzieję, że udało mi się stworzyć coś, co chociaż w minimalnym stopniu pokaże, co w tym roku zdominowało mój muzyczny świat. Poniżej wyszła całkiem ciekawa mieszanka, bo zaczynamy od przepełnionego mrocznych emocji popu, który zaraz obok niweluje jedna z najbardziej urokliwych piosenek tego roku (Only Us). Znalazło się też miejsce dla mojej ulubionej rapowej płyty roku (Bliss n Eso), dwóch panów, którzy dzielą i rządzą w polskiej elektronice (Baasch i Sambor), jednej z moich ulubionych załóg rockowych (He is Legend), wybitnego prog rocka (Caligula's Horse) i kolejnej nieoczywistej porcji muzyki od norweskiego Ulver. Miłego słuchania.

30. Est-Her - Sympathy

29. Paperwhite - Only Us

28. Bliss n Eso - Believe (feat. Mario)

27. Sambor - The Great Escape

26. Ulver - 1969

25. He is Legend – Sand

24. Baasch - Sneaker Fairytale


23. John Mayer - Love on the Weekend

22. Zak Abel – Unstable

21. Caligula’s Horse – Song for One

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Converge - The Dusk in Us

Moja przygoda z Converge zaczęła się w dość nietypowy sposób, bo od strony wizualnej. Będąc jeszcze w metalowych powijakach, szukałem interesujących koszulek, by wyglądać, jak przystało na prawdziwego metalowca. Wtedy trafiłem na czarne odzienie z wielkim, krwistym sercem na froncie i fragmentem tekstu Last Light –„This is for the hearts still beating” – na plecach. Wzór miał niesamowitą moc i estetykę, więc od razu kliknąłem „kup”. Koszulka po jakimś czasie dotarła do mnie do domu i wstyd byłoby nie zapoznać się wtedy z muzyką amerykanów. Zacząłem od „No Heroes” i zostałem na stałe wciągnięty w oko cyklonu, jakim jest Converge. Czytaj dalej

czwartek, 30 listopada 2017

wtorek, 28 listopada 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Smash - Smash

Muzyka rockowa w Polsce z roku na roku rośnie w siłę. Nie ma ku temu wątpliwości. Powstaje coraz więcej kapel, które prezentują bardzo wysoki, światowy poziom. Nie mamy już kompleksów i z wielkim zamiłowaniem czerpiemy z klasyki gatunku. Mniej też interesuje nas gonienie za nowoczesnymi trendami, a bardziej wycieczki do źródła. W rezultacie mamy przyjemność słuchać takich debiutów jak „Smash”. Niby retro, ale z soczystym, porządnie sponiewierającym brzmieniem. Czytaj dalej

sobota, 18 listopada 2017

Dźwięki świata: Tin Fingers (Belgia)


R.I.P. Wild Beasts... Long live Tin Fingers!

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Kai Reznik - Awkward Motions

Francuska wytwórnia Atypeek Music jawi mi się jako dom dla muzycznych wyrzutków, którzy stawiają na nonkonformizm ponad wszystko. To dzięki nim miałem przyjemność poznać punk bez gitary w wykonaniu Ultra Panda, pozostających w podobnych rejonach muzyków Margaret Catcher, których wyróżnia wykręcone poczucie humoru i luzackie podejście do kompozycji, ale też jazzowych rebeliantów z Alfie Ryner. Wspomniane wyżej zespoły niewątpliwie się wyróżniają i tworzą muzykę według własnej, świeżej wizji. Dziś mam przyjemność przedstawić wam kolejnego podopiecznego tej ekscytującej wytwórni – Kaia Reznika. Czytaj dalej

sobota, 11 listopada 2017

Krótko i na temat: Mr. Big, Trivium

Jakimś cudem ciągle zapominam, jak świetnym zespołem jest Mr. Big. Na szczęście Amerykanie mi to regularnie przypominają nowymi wydawnictwami. „...The Stories We Could Tell” nie do końca mnie przekonało, ale „Defying Gravity” to hard rock na bardzo wysokim poziomie. Zespół stawia na przebojowość i dobrą zabawę, czerpiąc z najlepszych wzorców. Wszystkiego jest tutaj w idealnych proporcjach: tnące gitary (Mean to Me), rewelacyjne melodie (Defying Gravity), różnorodność tempa, wirtuozerskie solówki i obowiązkowe ballady, które chwytają za serce prostotą (Damn I'm in Love Again). Klasyka w nowoczesnych szatach, ale z sercem we właściwym miejscu. Mam nadzieję, że nie szukacie oryginalności.

Ocena: 3.8/5

Sam się sobie dziwię, że to piszę, ale Trivium nagrali właśnie moją ulubioną płytę. Oczywiście nie w ogóle ulubioną, a tylko z ich katalogu, ale to i tak spore osiągnięcie, bo wiele osób jest zdania, że lata świetności grupa ma za sobą. Pierwsze pozytywne recenzje „The Sin and the Sentence” odebrałem bardzo sceptycznie, bo zespół stracił dużo ze swojego charakteru i dynamiki przez problemy z głosem Matta Heafy'ego (solidny, ale wygładzony album „Silence in the Snow”). Nowe wydawnictwo miało przynieść powrót do wrzeszczenia i jakże mocno te obietnice zostały spełnione. Trivium udało się uzyskać idealną równowagę między ciężarem i melodią. Przyznaję, że 3 czy 4 refreny są stworzone na tej samej zasadzie, ale muzyka nigdy nie zawodzi i słychać, że ekipa z Florydy odzyskała tę energię i kreatywność z klasycznych pierwszych płyt. The Wretchedness Inside, Beyond Oblivion i Sever the Hand to gratka dla tych, którzy stęsknili się za miażdżącym ciężarem. The Heart from your Hate, Endless Night i Beauty in the Sorrow to melodyjne perełki, nawet jeśli The Heart... wyda wam się zbyt prosty, to spełnia swoją rolę idealnie. Dwa utwory, które najlepiej pokazują, że Trivium wciąż potrafią grać techniczne, wielowątkowe kompozycje to The Sin and the Sentence i The Revanchist. Ten drugi to mój osobisty faworyt. Nie dość, że wiele się w nim dzieje, to jeszcze okraszony został jednym z najmocniejszych refrenów, a Matt Heafy ukazał swoje kolejne wokalne oblicze. Słychać, że lider grupy bardzo starał się osiągnąć jak najlepszą formę, i w rezultacie chyba nigdy nie brzmiał tak dobrze. Nie potrafię znaleźć żadnego słabego punktu na tej płycie, bo nawet jeśli refren nie grzeszy oryginalnością, to ratują go porywające partie gitar. Nowy perkusista ma też duży wpływ na odbiór „The Sin and the Sentence” przez swoją werwę i wyobraźnię. Idealna mieszanka wszystkiego, co w muzyce Trivium było najlepsze od debiutu w 2004 roku.

Ocena: 4.2/5

Dźwięki świata: Bad Karma Boy (Słowacja)

Piosenka idealna na weekendowy relaks, z delikatnymi gitarami zdradzającymi lekkie inspiracje The XX, wyrazistym rytmem i domieszką elektroniki.

środa, 8 listopada 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Major Parkinson - Blackbox

Znudziła was sterylność gatunkowa? Tak zwani znawcy muzyki ciągle rozprawiający o tym, czego w muzyce rockowej nie powinno się robić? A przede wszystkim ciągłe odtwarzanie i naśladownictwo? Najnowszy, 4. już w karierze, album od Major Parkinson może być remedium, którego szukacie. Ze względu na mnogość oryginalnych pomysłów i duże stężenie gościnnych występów na metr kwadratowy zaleca się jednak konsultację z recenzentem bądź innymi pacjentami. Czytaj dalej

czwartek, 2 listopada 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Coma - Metal Ballads Vol. 1

Moją recenzję płyty „ 2005 YU55” zakończyłem zdaniem: „Czekamy na nowszy wymiar Comy”.  No i długo czekać nie było trzeba, bo prawie równo rok po kontrowersyjnym krążku, który rozpalił stronę zespołu na facebooku do przepełnionej jadem czerwoności, Coma przygotowała kolejną płytę. Ciekawe, co ich tak zachęciło do szybkiego działania. Czyżby negatywne reakcje fanów? Cokolwiek by to nie było, łodzianie kompletnie wycofali się z drogi obranej na poprzednim albumie i… nie, nie wrócili do korzeni… znaczy, może trochę tak, ale nie do swoich korzeni. Czytaj dalej

wtorek, 31 października 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Dog in the Snow - Consume Me

Dog in the Snow, czyli tak naprawdę Helen Ganya Brown – dziecko Szkota i Tajki mieszkające w Wielkiej Brytanii, ale mające wspomnienia z dzieciństwa głównie związane z Singapurem. Jej przynależność kulturowa jest znakiem naszych czasów, w których tak ogromną liczbę ludzi można nazwać imigrantami (temat poruszany jest zresztą na płycie), co powinno w teorii pomóc w zatarciu się różnic międzyludzkich, a jednak jest wręcz przeciwnie, rosną niechęć i izolacja. Do tego coraz mocniej trzyma nas w swojej garści konsumeryzm. O tych właśnie problemach głównie śpiewa Helen na swojej debiutanckiej płycie „Consume Me”. Czytaj dalej

środa, 25 października 2017

Premiery listopada

Annihilator For the Demented (3 listopada)

Maroon 5 Red Pill Blues (3 listopada)

Converge The Dusk in Us (3 listopada)

Kortez Mój dom (3 listopada)

Evanescence Synthesis (10 listopada)

Toothgrinder Phantom Amour (10 listopada)

Entheos Dark Future (10 listopada)

The Erkonauts I Shall Frogive (10 listopada)

Cavalera Conspiracy Psychosis (17 listopada)

Paloma Faith The Architect (17 listopada)

Björk Utopia (24 listopada)

niedziela, 22 października 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Believe - Seven Widows

Nie ma wątpliwości, że przez 13 lat działalności grupa Believe wyrobiła sobie własne, niepodrabialne brzmienie. Jeśli chcemy bawić się w porównywanie, to będziemy to raczej robić w kontekście nowych kapel czerpiących z Believe. Charakterystyczna ekspresja Mirka Gila na gitarze solowej w połączeniu ze skrzypcami Satomi stanowi najbardziej wyróżniający się aspekt ich muzyki, którego utrata pozbawiłaby zespół tego czegoś. Wspominam o tym, ponieważ w wielu grupach to wokalista stanowi ten wyróżniający się element, a ostatnie 4 lata to bardzo burzliwy okres, jeśli chodzi o głos Believe. Czytaj dalej

czwartek, 19 października 2017

O muzyce słów kilka (8)

The Rasmus Dark Matters

Ilekroć wspominam The Rasmus, ludzie zieją w moją stronę jadem. Nie zmieniło to jednak mojej sympatii do grupy. Moją sympatię zmieniła za to nowa, bezbarwna i zbyt nastawiona na kopiowanie pop rockowych „gwiazd” ostatnich lat płyta. Zaskakujące jest to, że kawałki najmniej przypominające The Rasmus są najciekawsze, co wcale nie znaczy, że warto tracić na nie czas. Pomiń.



Mastodon Cold Dark Place

Liczyłem na odrzuty, które będą się lokować gdzieś na ciemniejszej stronie mocy, widząc okładkę i tytuł tej EPki, ale trudno powiedzieć, żebym był zawiedziony. „Toe to Toe” jest jednym z najbardziej przebojowych utworów kapeli i przez to jak mocno odstaje od innych dokonań Mastodon, rozumiem, czemu musiał czekać na swoją szansę. Reszta jest wcale nie gorsza i zaskakująco do singla pasuje. Brent Hinds poczynił tutaj gitarowe cuda. Sprawdź.                                                  

IamX Unfall

Mój Bóg mrocznej elektroniki postanowił wydać album instrumentalny. Mój Bóg postanowił, że będzie on dobry i jest on dobry. Chwalmy mojego Boga, bowiem jest on łaskawy. Nie przegap.

                                                 PVRIS All We Know of Heaven, All We Need of Hell

Trudny orzech do zgryzienia. Niby rock, niby pop, w sumie nie wiadomo, w którą stronę przechyla się szala. Skupmy się więc na tym, że melodie wpadają w ucho, relaks zostaje osiągnięty, a i czasem lekki kop potrafi rozbudzić, podnieść na nogi i zagonić do tańca  takiego rockowego. Na dodatek Lynn Gunn ma naprawdę solidne płuco. Sprawdź.

środa, 18 października 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Himmellegeme - Myth of Earth

Czy to rześkie powietrze, wszechobecna natura czy krystalicznie czysta woda, coś musi być w Norwegii takiego, co sprawia, że muzycy z tamtych rejonów mają naturalne predyspozycje do tworzenia muzyki dotkniętej odrobiną magii i melancholii. Debiut Himmellegeme jest kolejnym tego przykładem. Czytaj dalej

piątek, 6 października 2017

Zachętka: Hällas „Star Rider”


Laboratorium Muzycznych Fuzji: Korpus - Respekt

Nie każdy album musi być oryginalny i odkrywczy, nie każdy musi łamać zasady i z koła robić kwadrat tylko po to, aby pokazać, że się da. Prawdę mówiąc, bez muzyki, która przemawia do nas w sposób prosty i znajomy, życie byłoby znacznie bardziej ciężkostrawne, bo czy każdy album musi być wyzwaniem dla ucha? Każdy, najbardziej nawet hipsterski, słuchacz potrzebuje chwili wytchnienia i muzyki, która zapewnia przede wszystkim rozrywkę. Korpus zabiera nas w podróż do lat 80., gdzie wszystko było prostsze, zwłaszcza heavy metal. Czytaj dalej

poniedziałek, 2 października 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Caligula's Horse - In Contact

Przyznam szczerze – już nie nadążam za rewelacyjnymi premierami szczycącymi ten rok. Nie nadążam za kolejnymi zespołami wypływającymi z Australii i Nowej Zelandii, które niosą niczym transparenty obietnice przełomu w muzyce rockowej i metalowej. Nie wiem też, kto jest teraz królem progresji, bo co rusz jakiś zespół raczy mnie epickim dziełem, które zmienia sytuację na szczycie. Moja lista odtwarzania urosła do przytłaczających rozmiarów i nie jestem w stanie powiedzieć, czy to moje gusta się ciągle poszerzają, czy aż tak wielu artystów nagrywa tak znakomite, ponadgatunkowe dzieła, których nie potrafię pominąć. Czekam teraz tylko na implozję rynku muzycznego, który nie będzie w stanie wytrzymać takiego napływu świetnej muzyki. Czytaj dalej

sobota, 30 września 2017

Premiery października

Lunatic Sould Fractured (6 października)

The Darkness Pinewood Smile (6 października)

Tokimonsta Lune Rouge (6 października)

Cunninlynguists RoseAzuraNjano (6 października)

Marilyn Manson Heaven Upside Down (6 października)

Enslaved E (13 października)

Beck Colors (13 października)

Europe Walk the Earth (20 października)

Trivium The Sin and the Sentence (20 października)

VUUR In this Moment We Are Free - Cities (20 października)

Jessie Ware Glasshouse (20 października)

J.D. Overdrive Wendigo (20 października)

Believe VII Widows (25 października)