niedziela, 24 grudnia 2017

Premiery stycznia

First Aid Kit Ruins (19 stycznia)

Henry David's Gun Tales from a Whale's Belly (26 stycznia)

Marmozets Knowing What You Know Now (26 stycznia)

Orphaned Land Unsung Prophets & Dead Messiahs (25 stycznia)

Dream Wife Dream Wife (26 stycznia)

In Vain Currents (26 stycznia)

Machine Head Catharsis (26 stycznia)

Beth Hart & Joe Bonamassa Black Coffee (26 stycznia)

Rasmentalism Tango (26 stycznia)

sobota, 23 grudnia 2017

Najlepsze płyty 2017 roku: Świat

Ilość podobno rzadko idzie w parze z jakością. Rok 2017 zdaje się być totalnym zaprzeczeniem tego stwierdzenia. Na rynku pojawiła się przytłaczająca liczba albumów na bardzo wysokim poziomie. Z garażu wyłoniło się też mnóstwo nowych kapel, które chcą zawojować świat. Jako osoba, która pragnie przesłuchać wszystko, co muzyka ma do zaoferowania, czuję się ogromnie przytłoczony tym wszystkim, ale też uradowany. Dzieła wybitnego nie odnotowałem, nawet nr 1 na mojej liście nie jest bez wad, ale przyniósł mi najwięcej pozytywnych wrażeń, tym samym kradnąc moje serce. Wyjątkowo w tym roku nie wpadłem w szał nadrabiania muzycznych zaległości, bo jako takich nie mam, co pozwoliło mi bardziej skupić się na liście końcowej. Z góry przepraszam za poszerzenie waszej listy zaległości, ale mam też nadzieję, że poniższe dzieła okażą się dla was tak specjalne jak i dla mnie. Szczęśliwego podsumowywania i nowego roku pełnego wspaniałych płyt!

20. Palmer  Surrounding the Void
Dowód na to, że post metal wciąż może być ekscytujący. Dużo ukłonów tradycji gatunku, ale też parę niespodziewanych zakrętów, które sprawiają, że album pozostaje w pamięci.

19. Klogr  Keystone
Włoski Klogr rzutem na taśmę trafia na tę listę, a to za sprawą nowoczesnego brzmienia, w którym ciężkiej muzyce bardzo dobrze. Świetne, nieoczywiste melodie, ochrypły i „brzydki” głos Gabriele'a „Rusty'ego” Rustichelliego, a do tego gęsto szyte kompozycje to atuty „Keystone”.

18. A Lot Like Birds  DIVISI
Zazwyczaj omijam zespoły grające emocjonalną odmianę post-hardcore'a, zwłaszcza te, które w pewnym stopniu pozostawiły hardcore daleko w tyle i przeszły na czyste śpiewanie. Często brzmią one dla mnie wtórnie i zbyt słodko. A Lot Like Birds jest inne, coś w ich muzyce trafia do mnie na emocjonalnym poziomie, do tego grają bardzo melodyjnie, ale z należytym pazurem. Brzmienie jest bardzo bogate, w pięknym Trace the Lines usłyszymy smyczki. For Shelley (Unheard) to z kolei emocjonalna wyżymarka. Duża w tym zasługa głosu Cory'ego Lockwooda, który potrafi przekazać tak wiele emocji.

17. Ex Eye  Ex Eye
Od dawna już jazz wkrada się do świata metalu. Ex Eye podeszli do tematu jednak nieco inaczej, mając saksofon jako główny instrument, determinujący kształt kompozycji. Efekt jest niesamowicie organiczny i pasjonujący. Jedna z najciekawszych nowych kapel.

16. Queens of the Stone Age  Villains
Joshowi Homme'owi zebrało się na taneczny album rockowy, a swoje ruchy taneczne pokazał ostatnio publicznie, wymachując nogami w twarz fotoreporterki. Z początku nieszczególnie mi się ten kierunek muzyczny podobał, ale w końcu chwyciło i spędziłem sporo przyjemnych chwil z tym złoczyńcą.

15. Zak Abel  Only When We're Naked
Mój tegoroczny król popu. Świetna wakacyjna płyta, do tańca i do podziwiania urbanistycznej natury skompanej w słońcu w drodze do pracy. Teksty wprawdzie mocno ckliwe, a czasami wręcz tandetne, ale liczy się sposób, w jaki Zak potrafi je wyśpiewać.

14. Steven Wilson  To the Bone
Steven Wilson ogłosił, że otwiera się na pop i zawrzało. Tak naprawdę zaoferował nam album bardzo w jego stylu, oczywiście więcej tu krótkich, piosenkowych form, ale są też i eksperymenty (Song of I). Nie zabrakło pięknych ballad z udziałem Ninet Tayeb (Pariah i Refuge) i progresywnego molocha w postaci Detonation. Pozostaje jednak niedosyt, bo miało być odważnie i inaczej, a wyszło dość zachowaczo. Płyta jednak prezentuje ogólnie wysoki poziom.

13. Leprous  Malina
Zespół z Norwegii na nowej płycie stawia pozornie na prostsze formy, w których to dynamiczne brzmienie i bogata w emocje atmosfera są wysunięte na front. Wciąż jest to jednak wymagający materiał, który nie trafi w masowe gusta. Nie słychać tu może ciężaru znanego z „The Congregation”, mroku „Coal” czy skomplikowanych sygnatur czasowych „Bilateral”, ale tak jak te krążki, „Malina” ma swoją własną tożsamość.

12. Nothing But Thieves  Broken Machine
Czasami człowiek ignoruje pewne zespoły z zupełnie mu nieznanych powodów. U mnie zazwyczaj wychodzi to z cudzych opinii lub moich nieuzasadnionych zupełnie niczym wyobrażeń. Miałem wrażenie, że Nothing But Thieves to kolejny niezrozumiały dla mnie sukces gatunku indie, a fakty są jednak zgoła inne. To kapela grająca w typowo amerykańskim stylu rocka (mimo że jest z Anglii), który lubi się bardzo z melancholią i popem. Na „Broken Machine” słychać Lifehouse, nawet Goo Goo Dolls, ale też Biffy Clyro i Imagine Dragons, a nawet Queens of the Stone Age w niektórych fragmentach. A to nie dla tego, że kapela jest wtórna, a z tego względu, że grają różnorodnie, a ja jestem prostym człowiekiem i potrzebuję porównań. Już nigdy ich nie zignoruję.

11. The XX  I See You
Po usypiającym i rozczarowującym albumie nr 2 the XX powrócili w wielkim stylu. „I Can See You” to album, na którym ich charakterystyczne z pierwszej płyty gitary odłożone zostały nieco na bok, a w zamian dostaliśmy więcej elektroniki i popowej wrażliwości. Słychać mnóstwo radości z grania i letnią ulotność. Płyta, która w tym roku sprawiła, że moja zima była bardzo ciepła.

10. Adna  Closure
Lubię pop i to coraz bardziej, czego nie ukrywam, a jeśli jeszcze uda mi się znaleźć artystę, który tworzy go w mroczny i minimalistyczny sposób z takim rezultatem jak Adna, to jestem wniebowzięty. Mała perełka roku.

9. J. Bernardt  Running Days
J. Bernardt jest bardzo wszechstronny. Na jego pierwszej solowej płycie można usłyszeć bardzo dużo wpływów różnych gatunków, ale nigdy się one nie gryzą. Powstała dzięki temu świetna, nowoczesna płyta, na której nie ma granic i słabych momentów.

8. MUNA  About U
To dopiero pierwsza płyta tria MUNA. Jest to kolejny zespół, któremu nie do końca odpowiada czas teraźniejszy. Słychać nostalgię za latami 80. i 90., ale panie Katie, Josette i Naomi nie wpadają w pułapki zwyczajnych kopistów. Ich muzyka zdradza duszę i wyobraźnię. Melodyjne gitary, syntetyczne motywy, funkowe wibracje i niesamowita chwytliwość – to największe walory „about u”. A ponad tym wszystkim unosi się uwodzicielski głos Katie Gavin. Tak powinien brzmieć ambitny pop, żadnego rozmieniania się na drobne, tylko szczera i inteligentna muzyka, która doprowadzi do łez i porwie do tańca na przestrzeni jednego utworu.

7. Ulver  The Assassination of Julius Caesar
„The Assassination of Julius Caesar” to kolejny w tym roku hołd dla ejtisowej melancholii i elektronicznego nowatorstwa tamtych lat. "Boże, znowu!" – możecie zakrzyknąć i wcale się nie będę wam dziwić, bo mam tak chociaż raz w tygodniu. Na całe szczęście Ulver przybył nas zbawić i pokazać nam, jak ze starego robić nowe i wykręcić magiczny album. Tylko oni mogli to zrobić, bo tylko oni mają taką wyobraźnie. Wciągające, pełne uzależniającej atmosfery dzieło, które wyciska ostatnie soki z mocno już męczącej nostalgii.

6. Trivium  The Sin and the Sentence
Sam się sobie dziwię, że to piszę, ale Trivium nagrali właśnie moją ulubioną płytę z ich katalogu. Nowe wydawnictwo miało przynieść powrót do wrzeszczenia i jakże mocno te obietnice zostały spełnione. Trivium udało się uzyskać idealną równowagę między ciężarem i melodią. Przyznaję, że 3 czy 4 refreny są stworzone na tej samej zasadzie, ale muzyka nigdy nie zawodzi i słychać, że ekipa z Florydy odzyskała tę energię i kreatywność z klasycznych już pierwszych płyt.

5. Mastodon  Emperor of Sand
Czy muszę się tutaj tłumaczyć? Zawsze w moich podsumowaniach jest miejsce dla Mastodona, nawet jeśli już nie robią na mnie tak piorunującego wrażenie jak parę lat temu. „Emperor of Sand” to kolejny etap w ich ewolucji w zespół, który gra nieprzystępną muzykę w bardzo przystępny sposób. Warto dodać, że to jeden z najbardziej przejmujących lirycznie krążku grupy z Atlanty.

4. Converge  The Dusk in Us
Jest ogromna różnorodność, bolesna brutalność, pogmatwana do granic postrzegania struktura rytmiczna wychodząca z genialnych umysłów Kollera i Newtona, Kurt Ballou po raz kolejny pokazuje jak wszechstronnym jest gitarzystą, jest też świeża krew na mikrofonie prosto z płuc Bannona, nafaszerowana jego najskrytszymi uczuciami. Converge po raz kolejny dają z siebie wszystko, a ja nie mogę zrobić nic innego jak im podziękować, bo „The Dusk In Us” to jedno z ich najwybitniejszych dzieł.

3. NEED  Hegaiamas: A Song for Freedom
Need i ich krążek „Hegaiamas: A Song for Freedom” to dowód na to, że przede wszystkim pasja i muzyczne wyczucie kryją się za udaną płytą. Panowie mają też niewątpliwie ogromne umiejętności, ale swoje ego zostawili poza studiem, dzięki czemu zdołali nagrać perfekcyjnie wyważone progowe dzieło. Do tego płytę otwiera jeden z moich ulubionych utworów roku.

2. Caligula's Horse  In Contact
Mnogość pomysłów, nietuzinkowy talent do uzależniających melodii i kompozytorska erudycja, która rodzi porywające tematy, które nigdy nie wypływają z głośników tak długo, by stracić na wartości, sprawiły, że najnowsza propozycja od Caligula’s Horse wpisuje się do grona najciekawszych progresywnych dzieł tego roku, a może i zdobywa koronę.

1. Pain of Salvation  In the Passing Light of Day
To był rok pod znakiem grupy Danile Gildenlöwa. Najpierw rewelacyjna, niezwykle szczera i emocjonalna plyta na początku roku, a potem wywiad i koncert, który sprawił, że „In the Passing Light of Day” ugruntowało swoją pozycję jako dzieło, może nie perfekcyjne, ale bliskie perfekcji. Duża w tym zasługa Ragnara, który podzielił się z Danielem swoimi utworami i pomysłami, czego pewnie teraz żałuje, bo w zespole już go nie ma. Największą siłą „In the Passing Light of Day” jest to, że każdy utwór się czymś wyróżnia i prezentuje się znakomicie jako jednostka, a w zestawie nabiera jeszcze wyrazu. Zespół postawił tym razem na bezpośredniość brzmienia, ale nie zapomniał o odpowiednim upiększeniu swoich kompozycji, dzięki czemu w If This Is the End możemy usłyszeć akordeon, a Tongue of God skrywa w swojej melodii delikatne orientalizmy. Na płycie pojawiają się też lutnia, cytra i różnego rodzaju instrumenty klawiszowe. Wystarczy tylko wytężyć ucho, by wychwycić wszystkie zawiłości tego albumu.


Wyróżnienia:

Dvne Asheran, The Mute Gods Tardigrades Will Inherit the Earth..., Dool Here Now, There Then, James Blunt The Afterlove, Bliss N Eso Off the Grid, He is Legend Few, White Ward Futility Report, Omrade Nåde, Brutus Burst, Abrams Morning, Himmellegeme Myth of Earth, Soen Lykaia, PVRIS All We Know of Heaven, All We Need of Hell, Gordi Reservoir, Lana Del Rey Lust for Life, Rikard Sjöblom's Gungfly On Her Journey to the Sun, Telepathy Tempest, Siberian Through Ages of Sleep, Zeal & Ardor Devil is FineHällas Excerpts from A Future PastR I T U A L No Escape out of TimeRoyal Thunder WICKByzantine The Cicada TreeThreshold Legends of the ShiresFor All We Know Take Me Home, Pluto's Doubts Сизиф, Ophiuchi Bifurcaria Bifurcata

Zawody:

AFI AFI (The Red Album), Czesław Śpiewa Czesław Śpiewa & Arte Dei Suonatori, Father John Misty Pure Comedy, Ghost Bath Starmourner, Incubus 8, Gorillaz Humans, Linkin Park One More Light, Rise Against Wolves, Stone Sour Hydrograd, The Rasmus Dark Matters, Enslaved E

środa, 20 grudnia 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Wojciech Ciuraj - Ballady bez romansów

Walfad chciałem posłuchać już od dawna, ale jakoś nie było mi nigdy po drodze, a skrajne opinie na temat zespołu lekko mnie od niego odpychały. Przyznam, że większość dotyczyła wokalisty, bohatera tejże recenzji i głównodowodzącego na płycie „Ballady bez romansów”, Wojciecha Ciuraja. Los działa jednak w pokrętny sposób i przyszło mi najpierw zapoznać się z solowym dziełem Ciuraja. Niczego jednak nie żałuję. Czytaj dalej

wtorek, 12 grudnia 2017

Najlepsze płyty roku 2017: Polska

W zeszłym roku zaniedbałem mocno polską muzykę i w tym roku postawiłem sobie za cel trzymanie ręki na pulsie, dzięki czemu nie ma w pierwszej dziesiątce płyt, do których nie jestem przekonany. To zdecydowanie najciekawsze propozycje roku. Oczywiście tylko i wyłącznie w moim mniemaniu. Mam jednak nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie.

10. Animations – Without the Sun
Animations sięgnęło tym albumem ekstraklasy ciężkiego grania z progresywnym zacięciem. Wydaję mi się, że na „Without the Sun” odkryli wreszcie wszystkie elementy, które będzie można w przyszłości nazywać ich stylem.

9. Eluktrick  Hieroglyphic Apostrophies
Eluktrick to szalenie porywający twór, który w niewyjaśnionych okolicznościach trafił do XXI wieku z potańcówki trwającej gdzieś w okolicach 1980 roku. Panowie grają rocka, ale takiego, który nie boi się romansować z funkiem, indie, psychodelą, punkiem, a nawet tym synthpopem. Zespół brzmi zupełnie inaczej niż cokolwiek innego na polskiej scenie i wychodzi im to na dobre.

8. Natalia Przybysz  Światło nocne
Po zeszłorocznej przygodzie Natalii z projektem Shy Albatross nie mogłem spuścić z niej oka, a może raczej ucha. Okazja do ponownego spotkania pojawiła się przy okazji jej nowej solowej płyty „Światło nocne”. Nie spodziewałem się, że tak mocno to we mnie trafi. Piękna muzyka, w której gitara brzmi równie poetycko co teksty.

7. Coma  Metal Ballads Vol. 1
Nowa Coma ekscytuje i, co najważniejsze, zaskakuje. Zespół bardzo dawno nie brzmiał tak zwarcie i świeżo. Po prostu słychać, że tworzenie tej muzyki sprawiło im dużo radości i ta radość myślę dobrze odbije się na słuchaczach. Kto by pomyślał, że brakującym ogniwem, które da łódzkiej grupie nowe życie, będą instrumenty klawiszowe i błyskotliwa wizja producenta. Godna podziwu przemiana.

6. Sambor  Umbra
Sambora na tle innych twórców muzyki elektronicznej wyróżnia to, że nie dość, że tworzy ciekawą elektroniczną muzykę udanie czerpiącą z przeszłości, nie zapominając przy tym, że mamy rok 2017, to jeszcze ma talent do linii melodycznych, które w jakiś magiczny sposób wrzynają się w pamięć. Jego głos przez swoją wrażliwość chwilami przypomina mi późnego Artura Rojka.

5. Hidden by Ivy  Beyond
„Beyond” brzmi rewelacyjne. Bardzo klarowne brzmienie instrumentów dopełnia melancholijny nastrój otulony zaborczym basem. Każdy z 9 utworów układa się w spójną stylistyczną całość, mimo że zespół stara się poszczególne kawałki w jakiś sposób urozmaicić. Nawet cover utworu Martina Halla, Another Heart Laid Bare, brzmi jak oryginalna kompozycja.

4. Believe  Seven Widows
Można zawyrokować, że Believe nie zostali w żaden sposób zrażeni zmianami personalnymi i wrócili jeszcze silniejsi. Odważnie nagrali najdłuższe utwory w karierze i zagłębili się w trudne, przesączone smutkiem opowieści, które idealnie idą w parze z ich muzyką. Wokalista wniósł mnóstwo świeżej energii i w pewnym stopniu sprawił, że ta płyta brzmi znacząco inaczej niż jej poprzedniczki, mimo że w sercu grupy wciąż płynie ta sama krew. To dzieło wysokich lotów od jednego z czołowych zespołów progresywnych w Polsce i chciałoby się, żeby wreszcie taką samą renomą cieszyli się zagranicą.

3. Baasch  Grizzly Bear with a Million eyes
Baaschowi najwidoczniej spodobało się w pierwszej dziesiątce, bo w tym roku wraca na wysokim miejscu 3. A dlaczego? Głównie dlatego, że bardzo ważne w muzyce są dla mnie rytm i melodia, a te dwie wartości są tutaj wyraźnie wypunktowane. Ta muzyka po prostu dostarcza czystą energię.

2. HellHaven  Anywhere out of the World
„Anywhere Out of the World” ani przez sekundę nie nudzi, wręcz przeciwnie, cały czas swojego trwania stawia słuchaczowi wyzwania, pobudza jego ciekawość i pasjonuje. Jest to dzieło, które jasnym światłem zaznacza swoją obecność na horyzoncie i przyciąga do siebie niczego nieświadomych muzycznych podróżników.

1. Lunatic Soul  Fractured
Mariusz Duda zawsze potrafił mnie przyciągnąć muzyką swojego solowego projektu, tworząc kompozycje o plemiennej podstawie rytmicznej i z dalekowschodnimi ozdobnikami. Na ten czas było to dla mnie coś nowego i Lunatic Soul było dla mnie furtką do nieodkrytych światów. Na „Fractured” spotykamy się z Mariuszem w tym samym miejscu  – zapatrzeni w muzykę elektroniczną. To imponujące dzieło, które jest do szpiku kości progresywno-rockowe, a jednak brak tu gitar. Są za to wielowątkowe, wciągające kompozycje, które za każdym razem potrafią zaskoczyć czymś nowym.


Wyróżnienia:

Disperse Foreword, Daria Zawiałow A kysz!, Me and that Man Songs of Love and Death, SALK Matronika, Saule Saule, Kobieta z wydm Bental, Pogodno Sokiści chcą miłości, Smash Smash

niedziela, 10 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 10-1

No i dotarliśmy do pierwszej dziesiątki. Do ostatniej chwili zmieniałem szyk i jestem pewien, że zmieniłbym go ponownie jutro, ale czas na autoasertywność. Każdy z tych utworów zasłużył na wyróżnienie. The Revanchist pokazał mi, że warto było trwać przy Trivium w trudnych chwilach. Jest to bowiem absolutnie genialny kawał metalu, przepełniony po brzegi świetnymi partiami solowymi, agresywny i melodyjny zarazem. Płyta grupy MUNA to jedno z najwspanialszych odkryć ostatnich lat i mam tylko nadzieję, że zespół będzie trzymał się swojego stylu na następnym wydawnictwie, bo mimo wycieczek retro, jest to coś niezwykłego. Adna to mój ukochany mroczny pop, który koi i rani w tym samym momencie. Mastodon nigdy nie zawodzi i bardzo było mi trudno wybrać tę jedną jedyną kompozycję, którą chciałem z „Emperor of Sand” wyróżnić. Niechaj będzie to Steambreather. Sleep Token to moja największa nadzieja roku 2018. Ich mieszanka wpływów indie rocka, alternatywnego metalu i post rockowej ekspansywności zadziwiająco dobrze działa. Tin Fingers to najświeżej smakujący indie zespół od lat i jestem pewien, że jeszcze nie raz o nich usłyszę. O tym, jak piękna jest muzyka Mali, już wystarczająco pisałem, po prostu posłuchajcie. Z nowego krążka Wilsona wybrałem najbardziej transowy i odstający utwór, nie ma tu imponującego instrumentarium, ale jest za to wyśmienity klimat. Grecki Need nagrał po prostu świetny progmetalowy album, który ma te szczęście w nieszczęściu zaczynać się od  nie boję się tego napisać  przeboju w postaci Rememory. Na samym szczycie uplasowałem Lunatic Soul Mariusza Dudy. Zawsze miałem słabość do jego solowego projektu i mam wrażenie, że w pewnym stopniu muzyka Lunatic Soul rozwijała się wraz z moimi gustami i stoimy teraz w miejscu, w którym tak mocna wycieczka w stronę elektroniki jak „Fractured” trafia idealnie w moje gusta. A Thousand Shards of Heaven z początku jest kolejną piękną balladą w wykonaniu Dudy, ale mniej więcej w 4. minucie przechodzi transformację w coś niezwykłego, pierwszy raz słychać w Lunatic Soul tak wyraźnie Vangelisa i zasięg elektronicznych fascynacji Dudy.

10. Trivium  The Revanchist

9. MUNA  Crying in the Bathroom Floor

8. Adna  Overthinking

7. Mastodon – Steambreather

6. Sleep Token  Calcutta

5. Tin Fingers  Young Mother

4. Mali  Rush

3. Steven Wilson  Song of I (feat. Sophie Hunger)

2. NEED  Rememory

1. Lunatic Soul – A Thousand Shards of Heaven


Specjalne wyróżnienie:

czwartek, 7 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 20-11

Dalszy ciąg listy zaczynamy od tak przebojowego motywu gitarowego, że jestem skłonny myśleć, że już nigdy nie wyjdzie mi z głowy. Zdecydowanie więcej tu rocka i metalu, z drobnymi wyjątkami w postaci 9-minutowego popowego opus w wykonaniu Ulver, wszechstronnego J. Bernardta, który zostawił bardzo trwały ślad na moim muzycznym sercu, i muzyki klasycznej Sternlumen, która przypomniała mi, jak wspaniałe rzeczy można stworzyć na fortepianie. Ponadto poniżej dwie piękne ballady od Stevena Wilsona i Pain of Salvation. Żal nie kliknąć PLAY.


20. Hällas – Star Rider

19. Palmer – Importunity

18. J. Bernardt - On Fire

17. Ulver - Rolling Stone

16. Royal Thunder - April Showers

15. Sternlumen - Kierkegaard Between Trees and Spheres


14. Pain of Salvation - Silent Gold


13. Steven Wilson - Pariah

12. HellHaven - Overview Effect

11. A Lot Like Birds - For Shelley (Unheard)

wtorek, 5 grudnia 2017

Najlepsze EPki 2017 roku

5. Maiah Manser - Second Skin
Może nie najciekawsza elektronika, jaka wyszła w tym roku, ale w połączeniu z silnym, zarazem zdradzającym dużą wrażliwość, głosem Manser tworząca niesamowicie smakowity pakiet.

4. YOnaka - Heavy
Muzyka z pazurem przyozdobionym lakierem, ale wciąż ostrym, wzbudzającym perwersyjną ekscytację. Krwiście czerwone usta, a z nich równie krzykliwy śpiew. Idealne na rozładowanie stresu.

3. Figures - Chronos
Najlepszy czas dla rocka alternatywnego to lata 90. i 00. - jeśli to brzmi, jak coś, co mogłoby wyjść z waszych ust, to Figures powinni trafić w wasze gusta. Słychać echa wczesnego Incubus, post-grunge'u w wykonaniu Alice in Chains i tych wszystkich zespołów, które flirtowały z nu metalem. Nowocześnie i ze smakiem.

2. Strange Clouds - Calm Before the Storm
Zespół oczarował mnie autentycznością i brzmieniem retro, którego w Polsce jeszcze nie słyszałem. Na świecie też w sumie mało jest grup, które z taką łatwością i wyczuciem potrafią przenieść nas w czasie do lat 70. bez irytującego pozerstwa. Strange Clouds to samozwańczy piewcy vintage’owej rewolucji.

1. Mali - Rush

Absolutna perła na muzycznej mapie tego roku. Perfekcyjny głos i dojrzałość potwierdzone prostymi piosenkami o niesamowitych predyspozycjach do poskładania spękanego serca. Każdy powinien posłuchać tego krążka.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Najlepsze utwory 2017 roku: 30-21

W tym roku po raz kolejny postanowiłem podzielić się listą moich ulubionych utworów. Niestety musiałem ograniczyć listę do jakiejś rozsądnej liczby i padło na 30. Wiele utworów, które mnie w tym roku porwało, musiało wylecieć z ostatecznego rankingu, co mnie niezmiernie smuci, ale mam nadzieję, że udało mi się stworzyć coś, co chociaż w minimalnym stopniu pokaże, co w tym roku zdominowało mój muzyczny świat. Poniżej wyszła całkiem ciekawa mieszanka, bo zaczynamy od przepełnionego mrocznych emocji popu, który zaraz obok niweluje jedna z najbardziej urokliwych piosenek tego roku (Only Us). Znalazło się też miejsce dla mojej ulubionej rapowej płyty roku (Bliss n Eso), dwóch panów, którzy dzielą i rządzą w polskiej elektronice (Baasch i Sambor), jednej z moich ulubionych załóg rockowych (He is Legend), wybitnego prog rocka (Caligula's Horse) i kolejnej nieoczywistej porcji muzyki od norweskiego Ulver. Miłego słuchania.

30. Est-Her - Sympathy

29. Paperwhite - Only Us

28. Bliss n Eso - Believe (feat. Mario)

27. Sambor - The Great Escape

26. Ulver - 1969

25. He is Legend – Sand

24. Baasch - Sneaker Fairytale


23. John Mayer - Love on the Weekend

22. Zak Abel – Unstable

21. Caligula’s Horse – Song for One

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Converge - The Dusk in Us

Moja przygoda z Converge zaczęła się w dość nietypowy sposób, bo od strony wizualnej. Będąc jeszcze w metalowych powijakach, szukałem interesujących koszulek, by wyglądać, jak przystało na prawdziwego metalowca. Wtedy trafiłem na czarne odzienie z wielkim, krwistym sercem na froncie i fragmentem tekstu Last Light –„This is for the hearts still beating” – na plecach. Wzór miał niesamowitą moc i estetykę, więc od razu kliknąłem „kup”. Koszulka po jakimś czasie dotarła do mnie do domu i wstyd byłoby nie zapoznać się wtedy z muzyką amerykanów. Zacząłem od „No Heroes” i zostałem na stałe wciągnięty w oko cyklonu, jakim jest Converge. Czytaj dalej

czwartek, 30 listopada 2017

wtorek, 28 listopada 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Smash - Smash

Muzyka rockowa w Polsce z roku na roku rośnie w siłę. Nie ma ku temu wątpliwości. Powstaje coraz więcej kapel, które prezentują bardzo wysoki, światowy poziom. Nie mamy już kompleksów i z wielkim zamiłowaniem czerpiemy z klasyki gatunku. Mniej też interesuje nas gonienie za nowoczesnymi trendami, a bardziej wycieczki do źródła. W rezultacie mamy przyjemność słuchać takich debiutów jak „Smash”. Niby retro, ale z soczystym, porządnie sponiewierającym brzmieniem. Czytaj dalej