sobota, 27 maja 2017

Premiery czerwca

Lebowski Lebowski Plays Lebowski (1 czerwca)

Jorn Life on Death Road (2 czerwca)

Mutoid Man War Moans (2 czerwca)

Dua Lipa Dua Lipa (2 czerwca)

Rise Against Wolves (9 czerwca)

Anathema The Optimist (9 czerwca)

London Grammar Truth Is A Beautiful Thing (9 czerwca)

Schammasch  The Maldoror Chants: Hermaphrodite (9 czerwca)

Big Boi Boomiverse (16 czerwca)

Arcadea Arcadea (16 czerwca)

Royal Blood How Did We Get So Dark? (16 czerwca)

VÉRITÉ Somewhere in Between (23 czerwca)

Masterplan Pumpkings (30 czerwca)

Stone Sour Hydrograd (30 czerwca)


Wyróżnienie dla najgorszej okładki idzie do... Masterplan za orgię tandety.

Wyróżnienie dla najlepszej okładki idzie do... Royal Blood za piękno prostoty.

czwartek, 25 maja 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Wywiad z Telepathy

Półpolski zespół Telepathy chce wam opowiedzieć o swojej nowej płycie, przyjemności z grania koncertów i swoich inspiracjach, ale o swoich wstydliwych przyjemnościach milczą. Wybaczamy im i po raz kolejny odpalamy świetny krążek „Tempest”. Czytaj dalej

środa, 24 maja 2017

Krótko i na temat: Baasch, He Is Legend

Nie ma co ukrywać, że Grizzly Bear With A Million Eyes było jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie tegorocznych płyt na polskim rynku. Mój apetyt na dobrą elektronikę zaostrzył Sambor, więc w pewnym sensie był to pojedynek tych dwóch młodych panów. Z przyjemnością donoszę, że o zawodzie nie ma mowy. Nowe dzieło Bartosza Schmidta to zbiór w większości bardzo udanych, bogatych aranżacyjnie podkładów i uzależniających melodii. Chciałem silić się na wymienienie piosenek, które nie robią na mnie aż tak dobrego, ale kiedy ich słucham, nie mogę się do tego zmusić, ponieważ mogłoby to wysłać wiadomość, że są one złe. Prawda jest taka, że każdy utwór na płycie oferuje coś nieco innego i ciekawego, ale najlepsze są „Kind of Coma”, pełen charyzmy „Grizzly”, świetny duet z Marią Komasą w „Dare to Take” i kończąca to dzieło bajka o zagubionym trampku „Sneaker Fairytale”  przynajmniej dla mnie.

Ocena: 4/5

Suck out the Poison należy bezapelacyjne do najważniejszych albumów w moim życiu. Zawarta na nim wybuchowa i bezkompromisowa muzyczna mikstura otworzyła moje uszy na wiele nowych dla mnie na tamten czas gatunków. Z tego względu regres zaprezentowany na Heavy Fruit powinien być dla mnie ogromnym zawodem, ale nie był. Kiedy krążek pojawił się na rynku, podobał mi się. Niestety nie postarzał się zbyt dobrze i obcowanie z nim w nadmiarze jest dość ciężkie. Na całe szczęście na Few, adekwatnie do tytułu, zespół z Wilmington pozbył się zbędnego balastu, uporządkował brzmieniowy bajzel i przygotował płytę w podobnym stylu, tyle że znacznie lepszą i bogatszą aranżacyjnie. Poświadczają temu „Gold Dust” o latynoskich naleciałościach w kolorycie gitarowego brzmienia, funkujący „Alley Cat”, łagodny „Call Inns”, ale też cięższe i przepełnione północnym swaggerem „Raid” i „Sand”, które promują te dzieło. Brzmienie Few jest niesamowicie soczyste i brudne, a zarazem przejrzyste i uporządkowane. Gitary wybrzmiewają, jakby je ktoś zatopił w błocie, a bębny wprawiają każdą komórkę w organizmie w drżenie. Mimo że He Is Legend wykonało parę kroków w tył, to nadal prą tylko tam, gdzie sami chcą, nie podążając za trendami i zachowując własną tożsamość.

Ocena: 4/5


wtorek, 23 maja 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Animations - Without the Sun

Będzie to historia o tym, jak to pewien instrumentalny zespół progresywny po trudach i znojach rozwoju muzycznego przeistoczył się w brutalną muzyczną machinę, która nie bierze jeńców. Zaczęło się od instrumentalnego „Animations”, który emanował miłością do Dream Theater, podobnie było z „Reset Your Soul”. Różnicą było dołączenie wokalisty Dariusza Bartosiewicza, który pomógł wynieść zespół na nowe wyżyny. Potem zaczęły się komplikacje. Praktycznie gotowy album „Private Ghetto” musiał zostać przearanżowany z powodu zmiany na stanowisku przy mikrofonie. Dariusz poszedł w swoją drogę, a na jego miejsce wskoczył Frantz, facet o potężnym głosie charakteryzującym się death-metalową brutalnością. Jak można się spodziewać, ta zmiana popchnęła grupę z Jaworzna w zupełnie nowe, ekscytujące rejony. Czytaj dalej

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Bjørn Riis - Forever Comes to an End

W trakcie słuchania drugiego solowego albumu gitarzysty Airbag moją głowę zalała powódź muzycznych skojarzeń i od tamtej pory ciągle próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie: jak znaleźć równowagę pomiędzy tworzeniem a odtwarzaniem, a przede wszystkim jak ocenić album, którego inspiracje są tak przejrzyste? Czytaj dalej

czwartek, 11 maja 2017

Krótko i na temat: Royal Thunder, Ulver

Dla Royal Thunder przyszedł czas na poważny test. Ich dwie poprzednie płyty zdobyły mnóstwo pochwał, w tym ode mnie, i były pasjonującą mieszanką stylów. Do tego Mlny Parsons skradła wielu serce i je rozszarpała swoim ostrym jak brzytwa głosem. WICK przynosi pewną woltę stylistyczną, a może raczej odciążenie brzmienia oznaczające ucieczkę od wszelkich metalowych elementów, jakie zespół prezentował w przeszłości. Z tego też powodu na nowym wydawnictwie więcej spokojnych, balladowych momentów ("Plans" i "Push" będące najdobitniejszymi przykładami). Płyta nie wyrywa mnie też aż tak z butów jak poprzedniczki. Nacisk został położony na bardziej przestrzenne kompozycje, więcej akustycznych dźwięków, ogólnie urozmaicenie stylu grupy. Myślę, że wyszło to zespołowi na dobre i należy WICK traktować jak album przejściowy, za pomocą którego zespół przepoczwarza się w coś nowego. Z drugiej strony wiele charakterystycznych elementów zostało nienaruszonych, a głos Mlny jak zwykle powala. Słucham już tego krążka od miesiąca i wciąż mam wrażenie, że nie odkryłem wszystkiego, co oferuje. Wiem za to, że takie utwory jak April Showers i We Slipped są godnymi następcami najbardziej porywających momentów poprzednich albumów, a tajemniczy utwór tytułowy to nowy, ekscytujący kierunek muzyczny. Dajcie tej płycie szansę.

Ocena: 4/5


Mój związek z Ulver jest trochę skomplikowany. Uważam, że zespół jest absolutnie fenomenalnym zjawiskiem, ale mają w dyskografii albumy, które do mnie zupełnie nie trafiają. Mimo to nie przestaję wiernie czekać na nowe pozycje. Tak naprawdę ostatni ich album, który podobał mi się w całości to Shadow of the Sun z 2007 roku. Musiało minąć 10 lat, żeby otrzymał dzieło, które w równym stopniu mną wstrząsnęło. Oprócz paru cech wspólnych są to jednak zupełnie inne płyty. The Assassination of Julius Caesar to kolejny hołd dla ejtisowej melancholii i elektronicznego nowatorstwa tamtych lat. "Boże, znowu!" - możecie zakrzyknąć i wcale się nie będę wam dziwić, bo mam tak chociaż raz w tygodniu. Na całe szczęście Ulver przybył nas zbawić i pokazać nam, jak ze starego robić nowe i wykręcić magiczny album. Tylko oni mogli to zrobić, bo tylko oni mają taką wyobraźnie. Wciągające, pełne uzależniającej atmosfery dzieło, które wyciska ostatnie soki z mocno już męczącej nostalgii.

Ocena: 4.2/5

środa, 10 maja 2017

Labaratorium Muzycznych Fuzji: Emphasis - Black.Mother.Earth

Chorwacja raczej nie kojarzy się z muzyką metalową. W sumie, z czym kojarzy się Chorwacja? Mnie przede wszystkim z tanimi wakacjami nad morzem i jedną z moich ulubionych drużyn piłkarskich, a fanem piłki nożnej nie jestem. Czas najwyższy wyzbyć się tej ignorancji i sprawdzić, co w trawie piszczy. W tym wypadku jednak raczej „co w trawie hałasuje”, bo post metalowa załoga Emphasis potrafi narobić niezłego hałasu. Czytaj dalej

sobota, 6 maja 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: ATAVISMO - inerte

Na łamy Laboratorium zawitał dziś zespól gorącej, hiszpańskiej krwi, grający psychodelicznego rocka progresywnego. ATAVISMO pochodzą z Algeciras i najwidoczniej lubią duże litery oraz wielowymiarowe kompozycje o mocno psychodelicznym zabarwieniu. To dopiero ich drugi album, a już pokazują zadatki na małą sensację. Czytaj dalej

czwartek, 4 maja 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Telepathy - Tempest

Na samym wstępie mam ogólną radę, która mam nadzieję pomoże wam w pełni docenić ten krążek. Odpalcie go naprawdę głośno na dobrym sprzęcie, żeby nie dał wam chwili na dryfowanie w kierunku myśli o pracy, finansach i innych codziennych zgryzotach. Zwłaszcza, że przy muzyce instrumentalnej, a taką gra kwartet Telepathy, znacznie trudniej utrzymać pełną uwagę. A przez „nieuwagę” właśnie o mało nie przekreśliłem zespołu przedwcześnie. Czytaj dalej