czwartek, 29 czerwca 2017

Premiery lipca

Decapitated Anticult (7 lipca)

Haim Something to Tell You (7 lipca)

Integrity Howling, For the Nightmare Shall Consume (14 lipca)

Mr. Big Defying Gravity (21 lipca)

The Tangent The Slow Rust of Forgotten Machinery (21 lipca)

Lana Del Rey Lust for Life (21 lipca)

Foster the People Sacred Hearts Club (21 lipca)

Wyróżnienie dla najgorszej okładki idzie do... akrobatycznego słonia.

Wyróżnienie dla najlepszej okładki idzie do... The Tangent za komiksową stylistykę.

środa, 21 czerwca 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Rikard Sjöblom's Gungfly

Wieść o rozpadzie Beardfish mocno mnie zasmuciła. Szwedzcy progrockowcy na przestrzeni ośmiu albumów urośli do miana mojego ulubionego progresywnego zespołu, a dla wielu innych należeli do najlepszych twórców nowej fali tegoż gatunku. Grupa, której przewodził Rikard Sjöblom, miała w zwyczaju zaskakiwanie przy każdym kolejnym krążku i rozwijanie swojego charakterystycznego stylu. W prawdzie przy okazji ostatnich płyt grali coraz ciężej i mroczniej, ale pozostawał w nich czysto rockowy duch. Jeśli coś dobrego wyszło z rozpadu tej świetnej kapeli, to było to moje większe zainteresowanie solową twórczością lidera. Okazuje się, że Rikard należy do bardzo aktywnych artystów i już w czasach Beardfish kombinował na boku. Nagrywał solowo (w zeszłym roku nagrał „The Unbendable Sleep”), w kapeli Bootcut (ostatni album w 2013 roku), przyjął obowiązki gitarzysty Big Big Train, no i oczywiście krył się pod nazwą Gungfly. Czytaj dalej

niedziela, 18 czerwca 2017

Dźwięki świata: Lika Kolorado (Chorwacja)

Do Lika Kolorado przekonał mnie przede wszystkim intrygujący teledysk, który podejmuje próbę pokazania nam relacji międzyludzkich poprzez taniec. Na szczęście muzyka idąca z nim w parze też ma wiele do zaoferowania. Niby prosty indie rock nastawiony na mocne brzmienie gitary, ale skrywający w sobie bardzo dużo ciepła i bardzo nośny refren.

Odkrycie dnia: Est-Her

Ktoś tutaj nie przebiera w słowach i dzieli się ze słuchaczami bardzo surowymi emocjami. Piorunujące udany debiut.

sobota, 17 czerwca 2017

Dźwięki świata: Monomania (Tajlandia)

Dawno nie prezentowałem nic w Dźwiękach świata, a to dlatego, że nic do mnie specjalnie nie trafiło. Monomania wreszcie wysyła odpowiednie sygnały, które rezonują z moim ośrodkiem słuchu. Monomania pokazują wysoką klasą w budowaniu wielowymiarowej i wciągającej kompozycji. Dajcie utworowi dotrwać do 2 min. 45 s., a zrozumiecie, dlaczego ich tu umieściłem.

piątek, 9 czerwca 2017

Linkin Park - One More Light

Nie mogłem sobie darować wypowiedzenia się na temat nowego albumu Linkin Park, który ostatnio wywołał tak ogromną wrzawę w internecie. Stało się tak zarówno przez muzykę zawartą na One More Light, jak i wypowiedzi Chestera, który nie przebierał w słowach, komentując niezadowolenie fanów. Jak powszechnie wiadomo, internet pełen jest narzekania i sztucznych afer, więc darujmy sobie wielkie wzburzenie fanów, bo płyta i tak sobie dobrze radzi na listach sprzedaży.

Pierwszy singiel promujący album z pewnością był dużym zaskoczeniem. „Heavy” to po prostu popowa piosenka, z bardzo prostym podkładem, który nie skrywa w sobie tak naprawdę nic ciekawego. Duet z Kiiarą jednak wpada bardzo w ucho i tym zyskał sobie moją sympatię. Nigdy przecież nie ukrywałem swoich skłonności do lżejszej muzyki. Po pierwszym utworze można było sobie pomyśleć, że w pozostałych będzie trochę więcej gitarowego grania. Niestety „Good Goodbye” i „Battle Symphony” pokazały, że nie ma na to szans i Linkin Park dalej brną w niezbyt ciekawą muzykę z względnie przebojową melodią.

Nie byłoby żadną zbrodnią nagranie płyty czysto popowej, gdyby jeszcze oferowała coś ekscytującego muzycznie. A na One More Light trudno znaleźć coś, co wybija się ponad przeciętność. Linkin Park w zamian powielają pomysły wszystkich tych, którzy kiedyś znaleźli się w top 50. Tak, słucha się tej płyty całkiem przyjemnie, do tego jest bardzo krótka, co chyba potwierdza brak na nią pomysłu. Amerykanie parę razy jednak natrafiają na coś intrygującego i brzmiącego świeżo – przynajmniej na nich. W „Talking To Myself ” wreszcie słychać wyraźnie gitary Delsona (zalatuje tutaj trochę The Temper Trap) i zespół kombinuje bardziej ze stylem, dzięki czemu dostajemy utwór, który brzmi jak Linkin Park wychodzące poza swoje bezpieczne podwórko. Do tego dochodzi ciekawie brzmiący klawisz i lekkie odniesienia do lat 80. „One More Light” autentycznie potrafi wzruszyć, zwłaszcza kiedy pomyśleć, że wydany został zaraz po śmierci Chrisa Cornella. To bardzo oszczędna ballada, pozbawiona zbędnych fajerwerków, i to chyba jej największa zaleta. Kończący album „Sharp Edges” chyba na równi lubię i nienawidzę. Ten kawałek bardzo mocno zajeżdża radosnym folkiem i, o dziwo, całkiem pasuje do głosu Chestera.

Skoro więc wróciliśmy do tematu wokalisty, to trzeba zaznaczyć, że praktycznie porzucił swoje drapieżne wokale na rzecz wręcz kruchego przyśpiewywania. Fajnie, że wreszcie dominuje nad Mike'em w partiach melodyjnych, ale jego głos nie imponuje na tej płycie zupełnie. Może za wyjątkiem „Talking To Myself ” i „One More Light”.

One More Light nie byłoby płytą złą, gdyby zespół miał na nią faktycznie pomysł. Pokazali przy A Thousand Suns, że potrafią czerpać z popu i nagrać album ekscytujący, a nawet oryginalny. Tym razem dostaliśmy w większości miałkie kompozycje, które nie pokazują, że mamy do czynienia z prawdziwym zespołem. Oczywiście są wspomniane wyjątki, ale nie są one w stanie uratować twarzy Linkin Park. Jeszcze przed premierą założyłem sobie, że będzie to pierwszy krążek grupy, który znienawidzę. Aż tak źle nie jest, ale to z pewnością najgorsze dokonanie LP.

Ocena: 2.5/5

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Hidden By Ivy - Beyond

Ludzkość ma jakby wewnętrznie zakodowaną tendencję do ciągłego wracania w to samo miejsce, czy to w sprawach największej wagi jak relacje międzynarodowe, konflikty i przymierza, czy w sprawach sztuki i tego, w jaki sposób ją wyrażamy. W przypadku sztuki może być to spowodowane naszą chorobliwą nostalgią, zawsze myślimy dobrze o czasach minionych, nawet jeśli nie do końca je pamiętamy. Przypomniały mi się przy tej okazji słowa wypowiedziane przez Toma Hanksa w filmie Forrest Gump i zrozumiałem, że jako ludzie zawsze działamy wręcz przeciwnie, bo dla nas aby ruszyć naprzód, trzeba pamiętać o przeszłości. Zawsze powtarzamy, że uczymy się na błędach, ale to wcale nie znaczy, że unikamy sytuacji, w których możemy je popełnić, my ich aktywnie poszukujemy i próbujemy na nich budować. Czytaj dalej

wtorek, 6 czerwca 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Emil Amos - Filmmusik

Emil Amos to jeden z tych ludzi, którzy wręcz oddychają muzyką. Pomiędzy grą w czterech zespołach (OM, Grails, Lilacs & Champagne i Holy Sans) jakimś cudem znalazł czas, by wydać pierwszy album sygnowany własnym imieniem. Bardzo istotne jest to, że każda z grup, w których się udziela, gra zgoła inną muzykę. Słychać to oczywiście w każdej minucie „Filmmusik”. Jak może sugerować tytuł, solowy krążek Emila to ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu, choć 2 utwory faktycznie udźwiękowiły film „Suit of Light”. Pytanie tylko, czy ta muzyka rozbudza na tyle wyobraźnie, by wpasować się w wizualną opowieść jako całość? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie historią, która zrodziła się w mojej głowie w trakcie słuchania. Czytaj dalej