poniedziałek, 31 lipca 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Izes - Hello Wasteland

Mamy tutaj do czynienia z klasycznym przykładem okładki odstraszającej od płyty i dającej mylące wrażenie. Spoglądacie na nią i od razu narzucają wam się skojarzenia z różnymi gatunkami muzycznymi. Ale jakimi? Goth rock, power metal, symfoniczny metal, może pop? No i pudło. Niestety, kiedy płyta nie ma odpowiedniej promocji, trzeba liczyć na to, że sprzeda ją okładka. Jeśli ktoś kupił ten krążek ze względu na to, co zobaczył na froncie, to na pewno lekko się zdziwił, odtwarzając go w domu. A pani Izes Sawicka z kapelą w rzeczywistości gra dość zaskakującego alternatywnego rocka, który z niejednego muzycznego świata czerpie swoje inspiracje. Czytaj dalej

piątek, 28 lipca 2017

O muzyce słów kilka (7)

Anathema The Optimist

Dla jednych kolejne arcydzieła, dla innych wielki zawód. Ja jestem gdzieś pomiędzy, a dopiero 7. przesłuchanie pozwoliło mi uchwycić urok tego wydawnictwa. Bardzo bogata to płyta w emocje. W porównaniu do ostatnich dokonań bardzo też wyciszona. Anathema więcej eksperymentuje, otwiera się na inne środki wyrazu, co sprawia, że udaje im się nie złapać zadyszki. Stanęli na chwilę rozejrzeli się, gdzie można by się udać i poczynili pierwsze kroki w obranym kierunku. Przyszłość zapowiada się ciekawie. Nie przegap.



Parov Stelar The Burning Spider

Moja fascynacja muzyką tego Austriaka trwa już dobrych parę lat i kiedy już myślałem, że trafił on w ślepą uliczkę, usłyszałem The Burning Spider. To w pewnym sensie mój ulubiony album w pigułce (mam tu na myśli The Princess, który rozbity był na dwa krążki). Mamy tu idealną mieszankę wszystkich wpływów Parova  blues, swing, jazz i elektronika. Idealne wyważenie stylów to jednak nie wszystko, kompozycje są udane, czasem nawet bardzo („Beauty Mark”), ale nie należą do najlepszych artysty. Niemniej jednak to kolejny sukces tego utalentowanego muzyka, który z jarmarcznych melodii potrafi stworzyć wartościowe kompozycje. Nie przegap.                                                      

A Lot Like Birds DIVISI

Zazwyczaj omijam zespoły grające emocjonalną odmianę post-hardcore'a, zwłaszcza te, które w pewnym stopniu pozostawiły hardcore daleko w tyle i przeszły na czyste śpiewanie. Często brzmią one dla mnie wtórnie i zbyt słodko. A Lot Like Birds jest inne, coś w ich muzyce trafia do mnie na emocjonalnym poziomie, do tego grają bardzo melodyjnie, ale z należytym pazurem. Brzmienie jest bardzo bogate, w pięknym „Trace the Lines” usłyszymy smyczki. „For Shelley (Unheard)” to z kolei emocjonalna wyżymarka. Duża w tym zasługa głosu Cory'ego Lockwooda, który potrafi przekazać tak wiele emocji. Nie brakuje też solidnego przyłożenia, a praca gitary potrafi zachwycić. Nie przegap.

                                                 SOTEI SOTEI

Nowa producencka siła na polskiej scenie, a do tego z żywym perkusistą. Polska muzyka elektroniczna ma ostatnimi laty wiele do zaoferowania i na tym debiutanckim krążku zostaje to ponownie potwierdzone. Na perkusji jest Sobura (Nosowska, Skubas), a za wszystkie elektroniczne smaczki odpowiada Teielte. Jeśli miałbym porównać charakter muzyki duetu, najbliżej im chyba do SBTRKT. Nie jesteście jeszcze zachęceni? Wśród gości znajdują się m.in. Baasch i raper Hades. Sprawdź.


Stone Sour Hydrograd

W czasach przesytu Stone Sour wraca z długaśnym albumem, którego czas trwania nie ma żadnego uzasadnienia. Jest duża szansa, że to ich najsłabszy krążek. Nie oznacza to, że nie ma tu dobrych rockowych kawałków, jest ich sporo, ale jest też sporo zapychaczy, które nie robią zbyt dobrego wrażenia. Nie odkryłem też żadnego utworu, który robiłby na mnie szczególnie dobre wrażenie, ot solidne kawałki, a te na poprzednich płytach ciągle miałem problem z wybraniem ulubionego. Na całe szczęście grupa wciąż ma na czele jeden z najlepszych głosów we współczesnej muzyce. Na pewno znajdziecie tutaj dobry materiał, trzeba będzie tylko trochę pogrzebać. Sprawdź.


Drude Drude

Nie często trafia mi się tak ciężki i wciągający album, a taką muzykę wręcz uwielbiam. Pięć kolosów w buldożerach wpakowało mi się na chatę, przekupiło bujającymi i utytłanymi w smole riffami, a potem bezceremonialnie obaliło mnie na ziemię i podeptało po kręgosłupie. Czuję się świetnie, dziękuję. Nie przegap.




Brutus Burst

Adekwatna nazwa, bo z tej nawałnicy punkowej energii, blackgaze'owego riffowania i hardcorowych breakdownów trudno wyjść bez szwanku. Nie jest to muzyka łatwa i przystępna, ale belgijska załoga ma zaskakujący talent do przebojowych melodii, które lekko ułatwiają odbiór, co najlepiej słychać w „Drive”. To może być kolejne zjawisko muzyczne. Nie przegap.

środa, 26 lipca 2017

Premiery sierpnia

Dawno nie było tak dobrego miesiąca!

Cormorant Diaspora (11 sierpnia)

Steven Wilson To the Bone (18 sierpnia)

Grizzly Bear Painted Ruins (18 sierpnia)

UNKLE The Road Part 1 (18 sierpnia)

Leprous Malina (25 sierpnia)

Nadine Shah Holiday Destination (25 sierpnia)

Akercocke Renaissance in Extremis (25 sierpnia)

Queens of the Stone Age Villains (25 sierpnia)

Wyróżnienie dla najgorszej okładki idzie do... Stevena Wilsona. Wybacz, ale cała reszta jest świetna.

Wyróżnienie dla najlepszej okładki idzie do... Cormorant za dzieło, które może wywołać wiele różnych interpretacji.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Dźwięki świata: Morfeo (Ekwador)

Morfeo zabierają przesączony elektroniką rock w rejony, w których ma on szanse zabrzmieć świeżo i intrygująco. Sekret zdaje się kryć w odważnym użyciu syntezatorów w dynamicznych partiach i wabieniu ponurym nastrojem w zwrotkach.

sobota, 15 lipca 2017

Dźwięki świata: Silent Strike (Rumunia)

Muzyka elektroniczna nie przestaje się rozwijać i zaskakiwać słuchaczy. Rumuński producent łączy siły z wokalistką eM, a słuchacze dostają tę perełkę. Przytłaczający klimat wywołujący niepokój, pulsujący podskórnie bit i zimne efekty, czyli „It's Not Safe to Turn Off Your Computer”. Nie polecam oglądać teledysku w pracy.

piątek, 14 lipca 2017

Laboratorium Muzycznych Fuzji: Firmam3nt - Firmament

W dzisiejszych czasach odróżnienie debiutantów od zaprawionych w bojach weteranów jest prawie niemożliwe, skoro młokosy potrafią wypuścić perfekcyjnie brzmiące albumy prezentujące imponującą dojrzałość kompozytorską. Po części udaje się to za sprawą łatwego dostępu do studiów nagraniowych, choć w dużej mierze jest to zasługa utalentowanych muzyków, którzy wreszcie mogą z większą łatwością dosięgnąć szerszej publiczności. Bez ludzi mówiących o twojej muzyce, trudno z nią gdziekolwiek dotrzeć. Wierzę, że to właśnie dzielenie się z muzyką z innymi jest najlepszą formą docenianie zespołów i dlatego też prezentuję wam dziś Firmam3nt – debiutantów z Madrytu. Czytaj dalej