piątek, 28 lipca 2017

O muzyce słów kilka (7)

Anathema The Optimist

Dla jednych kolejne arcydzieła, dla innych wielki zawód. Ja jestem gdzieś pomiędzy, a dopiero 7. przesłuchanie pozwoliło mi uchwycić urok tego wydawnictwa. Bardzo bogata to płyta w emocje. W porównaniu do ostatnich dokonań bardzo też wyciszona. Anathema więcej eksperymentuje, otwiera się na inne środki wyrazu, co sprawia, że udaje im się nie złapać zadyszki. Stanęli na chwilę rozejrzeli się, gdzie można by się udać i poczynili pierwsze kroki w obranym kierunku. Przyszłość zapowiada się ciekawie. Nie przegap.



Parov Stelar The Burning Spider

Moja fascynacja muzyką tego Austriaka trwa już dobrych parę lat i kiedy już myślałem, że trafił on w ślepą uliczkę, usłyszałem The Burning Spider. To w pewnym sensie mój ulubiony album w pigułce (mam tu na myśli The Princess, który rozbity był na dwa krążki). Mamy tu idealną mieszankę wszystkich wpływów Parova  blues, swing, jazz i elektronika. Idealne wyważenie stylów to jednak nie wszystko, kompozycje są udane, czasem nawet bardzo („Beauty Mark”), ale nie należą do najlepszych artysty. Niemniej jednak to kolejny sukces tego utalentowanego muzyka, który z jarmarcznych melodii potrafi stworzyć wartościowe kompozycje. Nie przegap.                                                      

A Lot Like Birds DIVISI

Zazwyczaj omijam zespoły grające emocjonalną odmianę post-hardcore'a, zwłaszcza te, które w pewnym stopniu pozostawiły hardcore daleko w tyle i przeszły na czyste śpiewanie. Często brzmią one dla mnie wtórnie i zbyt słodko. A Lot Like Birds jest inne, coś w ich muzyce trafia do mnie na emocjonalnym poziomie, do tego grają bardzo melodyjnie, ale z należytym pazurem. Brzmienie jest bardzo bogate, w pięknym „Trace the Lines” usłyszymy smyczki. „For Shelley (Unheard)” to z kolei emocjonalna wyżymarka. Duża w tym zasługa głosu Cory'ego Lockwooda, który potrafi przekazać tak wiele emocji. Nie brakuje też solidnego przyłożenia, a praca gitary potrafi zachwycić. Nie przegap.

                                                 SOTEI SOTEI

Nowa producencka siła na polskiej scenie, a do tego z żywym perkusistą. Polska muzyka elektroniczna ma ostatnimi laty wiele do zaoferowania i na tym debiutanckim krążku zostaje to ponownie potwierdzone. Na perkusji jest Sobura (Nosowska, Skubas), a za wszystkie elektroniczne smaczki odpowiada Teielte. Jeśli miałbym porównać charakter muzyki duetu, najbliżej im chyba do SBTRKT. Nie jesteście jeszcze zachęceni? Wśród gości znajdują się m.in. Baasch i raper Hades. Sprawdź.


Stone Sour Hydrograd

W czasach przesytu Stone Sour wraca z długaśnym albumem, którego czas trwania nie ma żadnego uzasadnienia. Jest duża szansa, że to ich najsłabszy krążek. Nie oznacza to, że nie ma tu dobrych rockowych kawałków, jest ich sporo, ale jest też sporo zapychaczy, które nie robią zbyt dobrego wrażenia. Nie odkryłem też żadnego utworu, który robiłby na mnie szczególnie dobre wrażenie, ot solidne kawałki, a te na poprzednich płytach ciągle miałem problem z wybraniem ulubionego. Na całe szczęście grupa wciąż ma na czele jeden z najlepszych głosów we współczesnej muzyce. Na pewno znajdziecie tutaj dobry materiał, trzeba będzie tylko trochę pogrzebać. Sprawdź.


Drude Drude

Nie często trafia mi się tak ciężki i wciągający album, a taką muzykę wręcz uwielbiam. Pięć kolosów w buldożerach wpakowało mi się na chatę, przekupiło bujającymi i utytłanymi w smole riffami, a potem bezceremonialnie obaliło mnie na ziemię i podeptało po kręgosłupie. Czuję się świetnie, dziękuję. Nie przegap.




Brutus Burst

Adekwatna nazwa, bo z tej nawałnicy punkowej energii, blackgaze'owego riffowania i hardcorowych breakdownów trudno wyjść bez szwanku. Nie jest to muzyka łatwa i przystępna, ale belgijska załoga ma zaskakujący talent do przebojowych melodii, które lekko ułatwiają odbiór, co najlepiej słychać w „Drive”. To może być kolejne zjawisko muzyczne. Nie przegap.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz